Obiecał: tak długo jak będzie żył, będzie zapalał świecę przy studni. Dom zakorzeniony w naturze, zbudowany z pamięci
06 stycznia 2026
tekst: a + e
zdjęcia: Ishita Sitwala, Vivek Eadara
Obiecał: tak długo jak będzie żył, będzie zapalał świecę przy studni. Dom zakorzeniony w naturze, zbudowany z pamięci
06 stycznia 2026
tekst: a + e
zdjęcia: Ishita Sitwala, Vivek Eadara
Obiecał: tak długo jak będzie żył, będzie zapalał świecę przy studni. Dom zakorzeniony w naturze, zbudowany z pamięci

Posłuchaj

House of Memories to wielopokoleniowy dom w Indiach, który łączy w sobie dziedzictwo, inkluzywność i opowiadanie historii w jedną spójną całość. W grudniu dom zachwycił jurorów konkursu International Design Awards 2025, którzy przyznali mu srebrny medal, zaś w innym prestiżowym konkursie – Créateurs Design Awards 2026 – wygrał w kategorii „Best Residential Project in Architecture”. Wszyscy podkreślają, że „Dom Wspomnień” to nie tylko nowy dom, to model budowania na miarę dzisiejszych czasów, bez tracenia z oczu pochodzenia.

Gdy młody Hindus Ballubhai Makanji Desai w 1976 roku kupował swój rodowy bungalow, złożył obietnicę: tak długo jak będzie żył, będzie zapalał świecę przy studni o zachodzie słońca, honorując dotychczasowego właściciela i jego rodzinę, której głosy te ściany wchłaniały przez prawie cztery dekady.

Bungalow, zbudowany w 1939 roku w mieście Valsad, w środkowo-zachodnich Indiach, nie był zwykłym domem – był cichym dialogiem między przeszłością a teraźniejszością. I lekcją drobnych szczegółów. Działka była zdominowana przez beton. Układ budynku, rozciągnięty jak pudełko na buty, mieścił na parterze 22 pokoje ściśnięte razem jak maleńkie przedziały pociągu, nie pozostawiając prawie żadnej przestrzeni do oddychania. A jednak przez następne czterdzieści lat rytuał zachodu słońca Ballubhaia nigdy nie osłabł. Gdy świeca migotała każdego wieczoru, jej blask wyznaczał granice historii, rzucając długie cienie tych, którzy kiedyś nazywali to miejsce domem.

Ballubhai dotrzymał słowa człowiekowi, który powierzył mu ten dom, a także duchom, które przebywały w jego murach.

To jego syn, Harshad, pierwszy zauważył, że świeca przygasła. Początkowo objawiało się to w drobiazgach. Nieszczelności, zbyt wiele pokoi dla zbyt małej liczby osób, a jednocześnie nigdy dość miejsca dla wszystkich. Potem pojawiły się większe znaki: kruszące się fundamenty i mury, które dźwigały ciężar historii, ale nie były już w stanie go utrzymać.

Ale próby naprawienia starzejącego się domu wypełnionego zabytkowymi meblami z epoki Parsów, podjął się dopiero syn Harshada – Gautam, i jego żona, Ekta. Budynek na działce o powierzchni 850 m² w zielonej scenerii pośród wieżowców miał 22 niewielkie pokoje, ale ten układ nie zaspokajał już zmieniających się potrzeb wielopokoleniowej rodziny.

Gdy Gautam i Ekta zwrócili się w 2016 roku do architekta Hardika Shaha z pracowni Studio Lagom z Suratu z prośbą o zburzenie starego bungalowu i rozpoczęcie budowy od nowa, mieli tylko jedną prośbę: zachowanie nietypowej pamiątki na działce. Był nią cokół wokół starej studni, który rok wcześniej postawił inny architekt, zanim porzucił prace nad nową konstrukcją rezydencji. Stał tam, niedokończony i niepewny – jako metafora domu zawieszonego między przeszłością a przyszłością.

– Studnia – przesiąknięta historią – stała się siłą napędową projektu, bijącym sercem, wokół którego wszystko nabrało kształtu – tłumaczy właściciel Studio Lagom.

Hardik i jego współpracowniczka, architektka Krishna Kapadia, odziedziczyli szkielet konstrukcji poprzednika, ale postanowili wszystko przemyśleć od nowa, opierając swoją wizję na centralnym elemencie, przy którym pierwszy właściciel zaczął zapalać świecę o zachodzie słońca. Zaprojektowali budynek wykonany w całości z odsłoniętej cegły, którą połączyli z betonem. Rezultatem jest dom podzielony na dwie odrębne, ale harmonijne bryły: mieszkalną i biurową. Właściciele prowadzą biuro domowe, więc ważne było wydzielenie osobnego skrzydła.

Choć biuro łączy się z ulicą poprzez betonową fasadę i z listwami z drewna tekowego, wejście do domu jest cichsze – umieszczone w zagłębionej betonowej skrzynce i oznaczone ręcznie rzeźbionymi drzwiami. Jednak z zewnątrz trudno odróżnić, gdzie kończy się jedna część, a zaczyna druga. Centralnym punktem są spiralne schody, umieszczone między szklaną ścianką działową, która wyznacza przejście do wnętrza, a kratownicowym ekranem, który dyskretnie ukrywa przestrzeń roboczą.

Zielona ścieżka i birmańskie garnki prowadzą gości do rezydencji w kształcie litery C, rozmieszczonej wokół dziedzińca, stawu i… studni, przy której dziadek Gautama codziennie się goli.

Architekci starannie zaplanowali przestrzeń, by dom, który ma 1.115 m² powierzchni, spełniał potrzeby trzech pokoleń i był zbudowany na rodzinnych więziach i miłości. Ciepło mieszkańców uczyniło ten projekt naprawdę wyjątkowym. Parter służy najstarszym członkom rodziny, mieszcząc dwie sypialnie, salon, jadalnię i kuchnię, a także świątynię położoną na niewielkim dziedzińcu.

Na piętrze umieścili dwie przestronne sypialnie główne, pokój rodzinny i pokój gościnny. Łącząc te dwa poziomy, wyobrazili sobie unoszące się w powietrzu betonowe schody, bez pionowych podpór (były odlewane na miejscu), które wydają się lewitować. – Chodziło o stworzenie połączenia między piętrem a dołem, a także między wnętrzem a zewnętrzem. Pomaga w tym też siedem dużych okien z żaluzjami, świetlików i małych otworów, które wpuszczają mnóstwo światła słonecznego i zieleni – mówi Hardik.

Każdy pokój otwiera się na naturę, poprzez zadaszony ogród, taras pachnący plumeriami – zwanymi „kwiatami zakochanych”, o białych płatkach z żółtym środkiem i zaokrąglonymi liśćmi, których zapach przypomina jaśmin – a także ozdobiony kępami bambusa, które pełnią również funkcję ścian. Ale nigdy dwa razy w ten sam sposób.

O ile salon ma okno sięgające podłogi, otaczające jedynie staw z lotosami, o tyle jadalnię wieńczy świetlik, który rzuca nieustannie zmieniające się gobeliny światła i cienia. Żaluzjowe, przesuwno-składane okna tworzą elastyczną granicę – otwierają się, by powitać naturę, i zamykają, tworząc kokon prywatności. – Doświadczenie przebywania na świeżym powietrzu rozwija się warstwami poprzez zamknięte przestrzenie prowadzące do miejsc na świeżym powietrzu, stref półotwartych i otwartych – pozwalając domownikom doświadczać domu we własnym tempie i na swój własny sposób – zauważa autor.

Studio Lagom zaprojektowało dom jako inkluzywny, pozbawiony barier, aby sprostać potrzebom niepełnosprawnego fizycznie brata Harshada, Deepaka.

Jeśli było coś, czego Desaisowie pragnęli ponad wszystko, to oddanie hołdu pierwszemu lokatorowi domu, jeśli nie poprzez cegły i zaprawę, to poprzez jego dawne elementy i meble. Hardik uratował i wykorzystał elementy z jego dziedzictwa, wykorzystując drewno – częściowo odzyskane ze starego domu, częściowo pozyskane z innych źródeł – w okiennicach, szafkach i schowkach.

Fragmenty oryginalnych schodów odnalazły nowe zastosowanie w nowych: osadzone w każdym betonowym stopniu jako ozdobna warstwa. Nic nie było zbyt stare, by to pielęgnować. Ani wysłużone łóżko z baldachimem, ani drewniana szafa podarowana Harshadowi na ślubie. Ani antyczne zegary podłogowe, zabytkowe siedziska, ani stary charpai – niskie tradycyjne indyjskie łóżko, które zamiast materaca ma plecionkę; często wystawiane przed dom służy do spania na zewnątrz podczas upałów, ale w dzień bywa miejscem, gdzie siadają też goście. Odziedziczone meble i drobiazgi stoją obok m.in. południowoindyjskich kolumn i dziobów łodzi czy współczesnych dzieł sztuki, tworząc dialog między pokoleniami i regionami.

Resztki materiałów budowlanych wykorzystano na podłogach tarasów. Nawet nadmiar słońca i ostatki monsunowych deszczów zostały starannie zachowane na przyszłość, wykorzystane do produkcji energii słonecznej i zbierania wody deszczowej – dzięki czemu każdy element, w taki czy inny sposób, znalazł drogę powrotną do domu.

Materiały i krajobraz współgrają ze sobą, tworząc dom, który jest jednocześnie głęboko osobisty i harmonijny z otoczeniem.

Desaisowie każdego wieczoru nadal zapalają świecę – nie tylko dla tych, którzy odeszli, ale i dla tych, którzy pozostali. Obietnica Ballubhaia jest więc wciąż aktualna – w migotaniu płomienia, w ścianach, w których rozbrzmiewają wspomnienia, i w domu, w którym przeszłość i teraźniejszość łączą się w jedno.﹡

Kopiowanie treści jest zabronione