Zaczęło się od rzeźby Eminema. Był rok 2016, studiował grafikę. Zadzwonił do niego reżyser filmowy i poprosił o pozwolenie na użycie rzeźby jako rekwizytu na planie zdjęciowym. Jedno wydarzenie pociągnęło za sobą kolejne i zaprojektował plakat do jego filmu.
– To był pierwszy plakat, jaki kiedykolwiek zaprojektowałem i po prostu zakochałem się w tej formie sztuki. Kilka miesięcy później musiałem zacząć pracę nad dyplomem licencjackim i postanowiłem zaprojektować serię plakatów do klasycznych horrorów – tak Aleksander Walijewski opowiada o swoich początkach. Dziś jest jednym z najciekawszych i najzdolniejszych plakacistów młodego pokolenia, po prace którego sięgają także reżyserzy spoza Polski. Pracuje m.in. dla Netflixa, Apple TV i Amazon, a także dla teatrów.
Zainspirowany surrealizmem i Polską Szkołą Plakatu, tworzy projekty oparte na symbolice i metaforze wizualnej, a jednocześnie zrozumiałe i otwarte na interpretację. Nie można oderwać od nich wzroku.
Podobne kryterium zastosował, gdy poprosiliśmy go o autorską selekcję przed oscarową ceremonią.
Kiedy poproszono mnie o wybór najlepszych plakatów do filmów nominowanych do tegorocznych Oscarów, pojawiła się we mnie myśl: czy powinienem po prostu wystawić laurkę plakatowi do „Bugonii”? Projekt Vasilisa Marmatakisa niewątpliwie zasługuje na miano najlepszego w tym zestawieniu i wyznacza poziom, do którego powinien dążyć każdy twórca plakatów.
Pełnych pasji projektów nie brakuje, co szczególnie widać w świecie alternatywnych plakatów filmowych, rodzących się z ambicji i emocji twórców po seansie. Jednym z takich plakatów w moim dorobku jest ten do oscarowego filmu „Strefa Interesów”. Początkowo był to osobisty wizualny komentarz do filmu, który z czasem został wykupiony przez południowokoreańskiego dystrybutora i tym samym stał się plakatem oficjalnie promującym film. To była jednak nietypowa sytuacja, a standardowa droga do stworzenia autorskiego, artystycznego projektu, który trafia do kinowej dystrybucji, bywa kręta. W proces promocji filmu zaangażowanych jest często zbyt wiele osób, by odważny, nieszablonowy kierunek miał realną szansę na realizację.
Mając w pamięci plakaty do największych produkcji w tegorocznym oscarowym gronie, postanowiłem jednak przyjrzeć się każdemu projektowi towarzyszącemu nominowanym filmom. Okazało się, że kryją się wśród nich prawdziwe perełki i właśnie od nich chciałbym zacząć.
„Pan Nikt kontra Putin” – nominacja w kategorii „pełnometrażowy film dokumentalny”
Projekt: The Einstein Couple
Połączenie polityki i ironii od lat świetnie funkcjonuje w plakacie, co dobrze znamy z własnego podwórka. Humor staje się tu narzędziem komentarza do rzeczywistości – drażni propagandystów i jednocześnie dodaje otuchy zwykłym obywatelom.
Film uderza w kremlowską machinę dezinformacji prowadzoną w rosyjskich szkołach na tyle mocno, że współreżyser i zarazem główny bohater dokumentu zdecydował się opuścić Rosję, by uniknąć reperkusji związanych z jego powstaniem. Na plakacie bohater siedzi na długim, pinokiowym nosie Putina i próbuje go odciąć. To wizualna metafora kłamstwa i manipulacji, ale też zapowiedź nadchodzących konsekwencji. To prosty, ale mocny w przekazie obraz, który błyskawicznie trafia do odbiorcy.
„Motyl” – nominacja w kategorii „krótkometrażowy film animowany”
Projekt: Florence Miailhe
Plakat do krótkometrażowego filmu animowanego w reżyserii Florence Miailhe odchodzi od szablonowego myślenia o plakacie. Już sama kompozycja, podzielona na dwie części, przyciąga uwagę.
Reżyserka i jednocześnie autorka plakatu zdecydowała się namalować postać płynącą w wodzie tytułowym „motylkiem”, używając intensywnego pomarańczu kontrastującego z głębokim błękitem morza. Obraz zanurzonego bohatera ma wydźwięk refleksyjny i psychologiczny. Sugeruje wejście w głąb emocji ukrytych pod powierzchnią. Prostota malarstwa, świadomie naiwna, buduje atmosferę, oddając niepokój, samotność i potęgę natury.
„The Girl Who Cried Pearls” – nominacja w kategorii „krótkometrażowy film animowany”
Projekt: autor nieznany
To kolejny plakat do filmu animowanego i być może dlatego emanuje baśniową tajemniczością. Centralnie umieszczona twarz o rzeźbiarskim charakterze nadaje kompozycji surrealistyczny klimat. Łzy wypływające z oczu w poetycki sposób nawiązują do tytułowych pereł.
Ten plakat nie krzyczy. Jest subtelny, rustykalny i intymny. Sugeruje, że mamy do czynienia z kinem artystycznym.
„Bugonia” – nominacje w 4 kategoriach „najlepszy film”, „aktorka pierwszoplanowa”, „scenariusz adaptowany” i „muzyka oryginalna”
Projekt: Vasilis Marmatakis
Wspomniany wcześniej plakat autorstwa Vasilisa Marmatakisa to kolejny z jego wielu projektów stworzonych do filmów Yórgosa Lánthimosa. Ta dwójka współpracuje ze sobą od 2009 roku (filmu „Kieł”) i właśnie taka długofalowa, bliska relacja reżysera z projektantem pozwala tworzyć jedne z najciekawszych plakatów we współczesnym kinie.
Nie inaczej jest w przypadku „Bugonii”. To plakat, obok którego trudno przejść obojętnie. Odchylona w tył, mocno wykręcona głowa przypomina mi niepokojące prace Wiesława Wałkuskiego. Nieokreślona czerwona materia spływa po twarzy, budując napięcie w ciasnym kadrze.
Choć projekt bazuje na fotografii, ma wyraźnie malarski charakter i nie operuje dosłownością. Przygotowuje widza na kino odważne, balansujące pomiędzy obsesją a rzeczywistością.
Wyróżnione
W stawce oscarowych plakatów warto także zwrócić uwagę na:
– „Hamnet” – za subtelne operowanie bliskością postaci i otaczającej ich roślinności
– „Jedna bitwa po drugiej” – projekt klasyczny i sprawdzony, ale świetnie zrealizowany
– „Wartość sentymentalna” – za przyciągający wybór kadrów w minimalistycznej kompozycji
– „Retirement Plan” – za autorską, ironiczną i oszczędną w formie ilustrację
Niestety, większość plakatów do nominowanych filmów jest generyczna, pozbawiona charakteru i nic nie zapowiada, żeby miało się to zmienić. Ambitne kino wciąż daje przestrzeń dla autorskiego plakatu, masowe pozostaje przy bezpiecznych schematach. ﹡