Od lewej: fragment pokazu Chanel haute couture wiosna-lato 2026 oraz Diora. Wideo: Chanel, Dior
Anderson i Blazy jak Galliano i McQueen? Wyścig nowych tytanów mody
31 stycznia 2026
tekst: Paula Zaręba
Paryski tydzień mody haute couture wkroczył w rok, który zapowiada się jako trudny dla całej branży luksusowej. Ale zanim się skończył, najnowsze raporty pokazały, że inwestorzy wycofali się nie tylko z luksusowego giganta LVMH, do którego należy m.in. Dior, ale ze świata luksusowej mody w ogóle. Wobec bardzo trudnego, burzliwego i niestabilnego otoczenia gospodarczego i geopolitycznego akcje koncernu spadły o 7,9 proc., a zyski zmniejszyły się o 13 proc. Znaczne spadki zanotowali też inni. Wesoło nie jest. Ale Paryż dał nam wielką radość – świeżą krew w osobach dwóch rywalizujących ze sobą młodych projektantów. Oglądanie, jak podnoszą poprzeczkę kreatywności, było tyleż ekscytujące, co dające nadzieję na przyszłość. Oto relacja naszej korespondentki z Paryża, Pauli Zaręby.

Debiut to słowo, które na dobre zadomowiło się w modowym słowniku. W ostatnich miesiącach powraca niemal bez przerwy, a miniony tydzień przyniósł kolejne, podczas najważniejszego tygodnia mody – Paris Fashion Week. Tym razem pokazów haute couture.

Cofnijmy się jednak do 1997 roku. Świat mody z ekscytacją oczekiwał wówczas nadchodzącego tygodnia haute couture, na którego piedestał wyniesiono dwóch młodych projektantów z Londynu, Johna Galliano w Diorze oraz Alexandra McQueena w Givenchy. Obydwaj byli absolwentami prestiżowej kuźni modowych talentów Central Saint Martins i należeli do nowego pokolenia twórców, które w ekspresowym tempie wkroczyło na paryskie salony pod emblematem koncernu LVMH. Choć dzieliło ich kilka lat doświadczenia, ich kariery nabrały równie szaleńczego rozpędu, a między nimi samymi szybko zarysowała się niewypowiedziana rywalizacja.

Dziś historia zdaje się zataczać koło
Dziś historia zdaje się zataczać koło
Dziś historia zdaje się zataczać koło
Dziś historia zdaje się zataczać koło

Dziś historia zdaje się zataczać koło. W nowym wyścigu o symboliczny puchar couturiera dekady (a może i stulecia) po raz pierwszy biorą udział Brytyjczyk Jonathan Anderson w Diorze oraz Francuz Matthieu Blazy w Chanel. Na szczęście jedyną walką, jaką mogą dziś toczyć, jest zdobycie zaufania klienteli i przynoszenie zysków swoim domom mody.

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu sytuacja wyglądałaby inaczej. Coco Chanel otwarcie krytykowała Christiana Diora, uznając jego słynny New Look i celebrację glamouru za zaprzeczenie jej własnej wizji powojennego wyzwolenia z gorsetów kobiecej sylwetki.

Debra Shaw w sukni John Galliano z jego pierwszej dla Christiana Diora kolekcji „Masai couture”, wiosna 1997
Zdjęcie: Penguin Press
Naomi Campbell w pierwszym pokazie Alexandra McQueena dla Givenchy, haute couture wiosna 2007
Zdjęcie: Penguin Press

Dior, od momentu przejęcia przez grupę LVMH w 1999 roku (do której należy ponad 70 luksusowych marek, jak np. Louis Vuitton, Celine, Givenchy, Loewe, Tiffany & Co. i Moët & Chandon), pozostaje oczkiem w głowie Bernarda Arnault i filarem jego imperium. Obecnie funkcję prezeski Dior Couture pełni jego córka, Delphine Arnault, która podkreśla, że marka dysponuje jednym z najlepszych atelier na świecie, wraz z zespołem konstruktorów i krawców.

Wśród nielicznych strażników tej tradycji pozostaje także Chanel, dom mody, który od lat opiekuje się métiers d’art, zapewniając ciągłość pracy wyspecjalizowanych atelier. Bez nich marka nie byłaby w stanie prezentować swoich kolekcji w ramach tygodnia haute couture, historycznie najważniejszego momentu w kalendarzu mody

Couture to instytucja rządząca się nienaruszalnymi zasadami. Uczestnictwo w niej musi zostać zatwierdzone przez paryską Chambre Syndicale, działającą od 1868 roku i czuwającą nad przestrzeganiem specjalnych kryteriów. Aby znaleźć się w oficjalnym gronie niespełna dwudziestu domów mody, marka musi posiadać atelier w Paryżu, zatrudniać określoną liczbę rzemieślników i prezentować co najmniej dwie kolekcje rocznie, wszystkie wykonane ręcznie, w oparciu o wyspecjalizowane métiers d’art.

– To, co robi Dior i inni, których zostało niewielu, polega w pewnym sensie na ochronie tego rzemiosła jako rodzaju symbolu narodowego. (…) Jeśli nie praktykujemy tych umiejętności, znikają – podsumowuje Jonathan Anderson.

 

D I O R    B Y    J O N A T H A N    A N D E R S O N

 

Pół roku. Tyle wystarczyło, aby Jonathan Anderson, wraz z utalentowanym zespołem w atelier Diora, stworzył swoją pierwszą kolekcję haute couture. W rozmowie z „Business of Fashion” stwierdza, że jeszcze rok temu na pytanie co sądzi o wysokim krawiectwie, pewnie wzruszyłby ramionami, uważając tę technikę za współcześnie mało istotną.

– Tak naprawdę nigdy nie potrafiłem pojąć stojącego za nim splendoru. (…) Teraz mam zupełnie inne jego rozumienie: czuję się, jakbym robił doktorat z couture – śmieje się 42-letni projektant.

Anderson od zawsze tworzył w sposób daleki od konwencjonalności. Przez 11 lat w Loewe bawił się formą, dystansując klienta od przestarzałego pojmowania luksusu. Wstępując do paryskiego domu mody zaczyna nowy rozdział w eksplorowaniu swojej kreatywności.

– Couture jest dla mnie soczewką, przez którą mogę badać teraźniejszość, na nowo ją składać i wyobrażać sobie to od początku – stwierdza.

 

Jonathan Anderson: „Couture jest dla mnie soczewką, przez którą mogę badać teraźniejszość, na nowo ją składać i wyobrażać sobie to od początku”
Jonathan Anderson: „Couture jest dla mnie soczewką, przez którą mogę badać teraźniejszość, na nowo ją składać i wyobrażać sobie to od początku”
Jonathan Anderson: „Couture jest dla mnie soczewką, przez którą mogę badać teraźniejszość, na nowo ją składać i wyobrażać sobie to od początku”
Jonathan Anderson: „Couture jest dla mnie soczewką, przez którą mogę badać teraźniejszość, na nowo ją składać i wyobrażać sobie to od początku”

Kilka dni temu (26 stycznia) w paryskim Musée Rodin wśród gości, poza Anną Wintour czy Rihanną (która zmusiła wszystkich do ponad godzinnego oczekiwania na start pokazu), pojawił się sam… John Galliano. Kompletne zaskoczenie! To jego pierwsza obecność u Diora od 15 lat, co więcej – jeszcze nigdy nie usiadł na pokazie Diora jako gość.

W latach 1997-2011 pełnił tam funkcję dyrektora kreatywnego i na zawsze zrewolucjonizował modę, prezentując pokazy pełne przepychu i splendoru, które zagwarantowały mu wówczas rzesze oddanych fanów. U szczytu kariery Dior go wyrzucił, całkowicie też zniknął z branży. A wszystko to po skandalu w paryskim barze, gdzie pod wpływem narkotyków i alkoholu, wykrzykiwał antysemickie i rasistowskie tyrady. Intensywność i skala popularności, którą tak szybko zdobył, równie natychmiast się rozproszyła.

Prezent od Johna Galliano: przekąski z Tesco i cyklameny
Zdjęcie: Juergen Teller / Jonathan Anderson
Bukiecik cyklamenów od Johna Galliano
Zdjęcie: Juergen Teller / Jonathan Anderson
Zaproszenie na pokaz Diora haute couture wiosna-lato 2026
Zdjęcie: Dior
Zaproszenie na pokaz Diora haute couture wiosna-lato 2026
Zdjęcie: Dior

Jednak uznanie dla talentu i podziw nie znikają ot tak. 66-letni Galliano nadal pozostaje bohaterem dla Andersona, już od czasów studiów. – W zbiorowej wyobraźni nadal funkcjonuje jako Dior – komentuje.

Rok temu, tuż przed prezentacją pierwszej diorowskiej kolekcji Andersona dla kobiet, pierwszą osobą, której chciał pokazać swoje pomysły, był Galliano. John odwiedził młodszego kolegę w pracowni i podarował mu elegancki upominek – słodycze w reklamówce z Tesco oraz różowe cyklameny owinięte czarną wstążką. To te kwiaty stały się szczególną inspiracją najnowszej kolekcji couture. – To były najpiękniejsze kwiaty, jakie kiedykolwiek widziałem, więc uznałem to za punkt wyjścia, aby każdy mógł otrzymać taki sam bukiet kwiatów, jaki dostałem ja. Dziękuję John, że jesteś taki niesamowity – wyjawił źródło inspiracji.

Bukiecik różowych cyklamenów, które specjalnie na tę okazję przygotował znany paryski florysta Eric Chauvin, zamkniętych w białym pudełku, Dior wysłał wszystkim z około 730 gości pokazu haute couture w formie zaproszenia.

Na miejscu pokazu bujne pola cyklamenów unosiły się nad głowami gości. Kwiaty wpięto modelkom we włosy, jako romantyczną ramę twarzy; obecne były również jako element butów czy sukienek.

Dekoracja przestrzeni delikatnie przeniosła nas w czasie do 2012 roku i debiutanckiego pokazu Rafa Simonsa dla Diora. Tam z kolei tłem dla modelek stały się ściany bogato zdobione orchideami, mimozami czy różami angielskimi. Anderson docenia swoich poprzedników, a kilka projektów z kolekcji w pewien sposób również honoruje trzyletnią erę Simonsa. Na próżno jednak szukać nawiązań do twórczości Marii Grazii Chiuri, która tuż przed Andersonem spędziła w domu mody aż dziewięć lat.

Oprócz cyklamenów od Galliano, punktem wyjściowym debiutanckiego pokazu stała się Magdalene Odundo, artystka ceramiczka i przyjaciółka Jonathana Andersona. Trzy sylwetki otwierające pokaz to strukturalne sukienki o obłych kształtach zainspirowane bezpośrednio wazami artystki. Ręcznie plisowana tkanina została obkręcona wokół sylwetki imitując glinę toczoną na kole. To obiekt, który zyskuje nowe życie, zostając wprawionym w ruch. Podobny projekt otworzył również pokaz damskiego prêt-à-porter w październiku ub.r. Ta sama sukienka, lecz nieco krótsza, w odróżnieniu do tradycyjnych technik krawieckich, została wykonana maszynowo.

Anderson nie rezygnuje ze swojego uwielbienia do rzemiosła i sztuki. Jest swego rodzaju kuratorem, a inspiracje sztuką stara się zawsze przetłumaczyć na język tkaniny. Dziesięć lat temu zacementował ten fakt, tworząc projekt pod nazwą Loewe Foundation Craft Prize, który przybliża pracę artystów rzemieślników szerszej publiczności.

Teraz zdaje się płynnie przenosić ten pomysł do Diora. Dialog pomiędzy Christianem Diorem a rzeźbami Odundo w wykonaniu Jonathana Andersona można było oglądać w nienaruszonej, pokazowej przestrzeni Musée Rodin przez niecały tydzień, tuż po wielkim dniu pokazu.

 

C H A N E L   B Y   M A T T H I E U   B L A Z Y

Matthieu Blazy: „Nie tworzymy rzeczy tylko po to, żeby ładnie wyglądały – to proces, który musi prowadzić do celu”
Matthieu Blazy: „Nie tworzymy rzeczy tylko po to, żeby ładnie wyglądały – to proces, który musi prowadzić do celu”
Matthieu Blazy: „Nie tworzymy rzeczy tylko po to, żeby ładnie wyglądały – to proces, który musi prowadzić do celu”
Matthieu Blazy: „Nie tworzymy rzeczy tylko po to, żeby ładnie wyglądały – to proces, który musi prowadzić do celu”

Jeśli wszyscy wokół zdążyli już wyrobić sobie na twój temat dość jednoznaczne zdanie i przypisać ci konkretne etykiety, czasem nie pozostaje nic innego, jak wyprowadzić ich z błędu.

Gdy Matthieu Blazy odpowiadał za linię ready-to-wear włoskiej marki Bottega Veneta, jego projekty bywały uznawane za zbyt intensywne – obciążone nadmiarem warstw, wzorów i różnorodnych tkanin. Grube wełniane swetry rzeczywiście mogą być ciężkie, lecz trudno uznać to za ich wadę. Bottega okazała się dla Blazy’ego udaną misją, która otworzyła mu drogę do nowego, honorowego stanowiska.

Pokaz Chanel haute couture wiosna-lato 2026 odbył się w Grand Palais
Zdjęcie: Chanel
Scenografią pokazu był gigantyczny las grzybów
Zdjęcie: Chanel
…a goście siedzieli na specjalnie stworzonych ławkach
Zdjęcie: Chanel

27 stycznia w paryskim Grand Palais 42-letni Blazy otworzył nowy rozdział, sprzedając nam fantazję pozbawioną pompatyczności i nadmiaru. Najprostszą strategię w świecie mody realizuje w sposób wcale nieoczywisty. Zaczyna od lekkości i bez wahania sięga po swoje nowe zaplecze w postaci métiers d’art, opierając się między innymi na atelier flou, specjalizującym się w konstrukcjach z najdelikatniejszych tkanin – organzy, muślinu i szyfonu. W miejsce klasycznych chanelowskich tweedowych zestawów wybieg zdominowały ultralekkie sylwetki.

– Wszystko nabiera zmysłowości, bo w ruchu linia kończy się tuż nad kolanem. To forma, która ożywa, a nie zostaje narzucona. Narzędziem jest samo ciało – ocenia Blazy.

Pokaz otworzył transparentny, muślinowy żakiet ze spódnicą, wykończony klasycznym łańcuchem z dodatkiem pereł. Jeśli tweed jest znakiem rozpoznawczym Chanel, Blazy również ma swój kod – jeansy i biały top. Proste w znaczeniu, a jednocześnie chętnie przez projektanta reinterpretowane. U poprzedniego pracodawcy skóra grała pierwszoplanową rolę, dlatego bawełniany zestaw zamieniał się tam w skórzany, tworząc efekt trompe l’œil. W nowym miejscu projektant poszedł o krok dalej, redukując ten współczesny uniform do muślinowego minimum, lekkiego jak piórko.

Skoro o piórach mowa, te – w formie subtelnych aplikacji, wzorów czy nie przypadkowych połączeń kolorystycznych – udekorowały przestrzeń Grand Palais. Punktem wyjścia kolekcji stały się bowiem ptaki. Nie tylko jako symbol wolności, lecz także kobiecości. – Kobieta potrafi przejść od skrajnej prostoty do decyzji o geście pełnym przepychu – stwierdza projektant.

Siła tej kolekcji tkwi jednak w tym, co ulotne: we wspomnieniach, gestach i niewypowiedzianych na głos myślach. Osobistym akcentem stały się ręcznie wyszywane listy miłosne wystające z torebek 2.55, uwaga… wykonanych z muślinu. To najlżejsza torebka Chanel w historii.

Couture nie musi być budowane na ekstrawagancji ani zaskakiwać przy pierwszym spojrzeniu. Klienci wysokiego krawiectwa potrafią docenić kunszt i rzemiosło, z jakim powstają projekty. – Jedną z najciekawszych rzeczy w couture jest to, czego nie widać. To właśnie czyni je tak dobrym – komentuje Matthieu Blazy.

Na szczęście, ma najlepszą pomoc w mieście. Studio projektowe Chanel przeszło największą reorganizację od czasu, gdy Karl Lagerfeld przejął stery kreatywne w 1983 roku. Podczas gdy wcześniej jedno studio tworzyło 10 kolekcji rocznie, dom mody zatrudnił niedawno dodatkowe 30 osób i utworzył trzy dedykowane zespoły: jeden ds. haute couture, jeden ds. prêt-à-porter oraz jeden ds. Métiers d’Art i cruise. W sumie Chanel zatrudnia teraz 200 osób na pełen etat w pracowni haute couture. – Lubię pracować w zdrowym środowisku i chcę, żeby ludzie mieli czas na realizację pomysłów – projektant wyjaśnia w rozmowie z „WWD”. – W pracowniach panuje przyjemniejsza atmosfera, a wszystko odbywa się z mniejszą presją.

Nadszedł czas, aby wprowadzić dom mody, który w 2024 roku generował przychody w wysokości 18,7 miliarda dolarów, w nową erę. Nowa organizacja ma pomóc Blazy’emu w sterowaniu tym, co stało się gigantem. On jest u steru, a za nim stoi mała armia, która ma jedno zadanie: przekształcać każdą kolekcję w miliardy dolarów przychodu.

Matthieu Blazy: „Jedną z najciekawszych rzeczy w couture jest to, czego nie widać”
Matthieu Blazy: „Jedną z najciekawszych rzeczy w couture jest to, czego nie widać”
Matthieu Blazy: „Jedną z najciekawszych rzeczy w couture jest to, czego nie widać”
Matthieu Blazy: „Jedną z najciekawszych rzeczy w couture jest to, czego nie widać”

E P I L O G

 

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu bycie couturierem oznaczało dominację w świecie mody, finansowy sukces i uwielbienie kobiet z wyższych sfer. Od tamtej pory wiele się zmieniło. Wysokie krawiectwo stało się sztuką zagrożoną wyginięciem, choć wciąż posiada grono wiernych klientów, a dziś także nowych entuzjastów. Czy to zasługa fantazyjnych pokazów, splendoru, czy może czystej komercjalizacji tygodni mody?

Anderson i Blazy stanęli przed nie lada wyzwaniem, prezentując własną wizję haute couture. Zaszczytu projektowania tej linii dostępuje niewielu. Umocnili jednak swoją pozycję w dwóch domach mody o niezaprzeczalnie bogatej historii, pozostawiając świat mody w stanie oczekiwania na kolejne rozdziały tej opowieści. ﹡

Blazy miał do dyspozycji wyspecjalizowane pracownie: hafciarki Lesage i Montex, specjalistów od piór i kwiatów Lemarié oraz od plis Lognon. Wideo: Chanel

Kopiowanie treści jest zabronione