We wtorek po południu Kristen Stewart siedziała w wagonie nowojorskiego metra, czując „prawdziwe przytłoczenie”. Nie z powodu zwykłego stresu związanego z dojazdami do pracy – natarczywych tłumów, opóźnionych pociągów – ale z powodu najnowszego pokazu mody Chanel.
– To pełna emocji przestrzeń. Bardzo kinowa – powiedziała aktorka. – Jeśli cokolwiek mówi o tym, czego chcemy i gdzie jesteśmy, to uważam to za niezwykle ekscytujące i tak bardzo to odzwierciedlające.
Oczywiście nie jechaliśmy kolejką w działającym metrze – byliśmy na opuszczonym dworcu Bowery w centrum Manhattanu, peronie regularnie wynajmowanym na potrzeby filmów i sesji zdjęciowych. Tym razem w tym surowym otoczeniu (choć ze świeżo pomalowaną ścianą) odbył się pokaz mody Chanel Métiers d’art, który organizowany jest co roku w grudniu w innym miejscu na świecie.
Rzadko kiedy spędzenie ponad godziny pod ziemią w miejskim metrze było tak fascynujące.
Dlaczego Nowy Jork?
Stewart, która jest ambasadorką Chanel od 2013 roku i nosiła projekty wszystkich trzech projektantów marki po odejściu Coco Chanel (Karla Lagerfelda, Virginie Viard i teraz Matthieu Blazy’ego), dostrzegła realizm w połączeniu przez modelki codziennych ubrań z bardzo formalnymi, z marynarkami przerzuconymi przez ramię i gazetami upchniętymi w torebkach.
– To rzadkość na pokazach mody: umieć się tak poruszać i tak wyglądać – przyznała po pierwszej prezentacji kolekcji wczoraj po południu (dom mody zorganizował kolejny pokaz wieczorem), czyli w nocy z wtorku na środę czasu polskiego. – Trudno odnaleźć siebie na pokazie mody. Ale tutaj było tak wiele osobowości, z którymi można się utożsamić.
Matthieu Blazy, nowy dyrektor artystyczny domu mody Chanel, spotyka się z entuzjastycznym przyjęciem w całej branży, począwszy od gwiazd, które nosiły jego ubrania, takich jak Stewart, Ayo Edebiri i Tilda Swinton, po redaktorów mody i stylistów, którzy byli zachwyceni jego debiutanckim pokazem w październiku na Paris Fashion Week.
Mimo, że tym razem padał okropny deszcz, a powietrze w metrze było lodowate, nastrój wśród gości był radosny. Wśród tłumu znaleźli się m.in. Martin Scorsese, Meg Ryan, Tilda Swinton, Linda Evangelista, księżniczka Monako Charlotte Casiraghi, Jon Bon Jovi, a także nowy ambasador Chanel, A$AP Rocky i Margaret Qualley, którzy wystąpili w krótkometrażowym filmie wyreżyserowanym przez Michela Gondry’ego dla marki przed pokazem.
Dlaczego Nowy Jork? Chanel chwali się częstymi niegdyś podróżami założycielki domu mody do miasta, ale należy również zauważyć, że Ameryka jest pełna VIP-ów, czyli Bardzo Ważnych Klientów, którzy wydają setki tysięcy dolarów na swoje ulubione marki i o których te marki coraz częściej zabiegają, aby zwiększyć sprzedaż. Wielu, w butach Chanel, tweedowych żakietach i z pikowanymi torebkami, zdawało się być zniechęconych perspektywą, jakkolwiek fantastyczną, korzystania z komunikacji miejskiej. W końcu styl życia noszenia Chanel od stóp do głów to taki, który zazwyczaj wiąże się z prywatnym szoferem.
Kobieta w białym, piórkowym kostiumie ze spodniami pod złotym skórzanym trenczem ostrożnie drapała bramkę, niepewna, czy pchać, czy ciągnąć, czy… co? Następnie przeszła aktorka Christine Baranski, wyglądająca jak modelka Suzy Parker pozująca dla Richarda Avedona pod koniec lat 50. i pokazująca dziewczynom, jak to się robi.
Dlaczego w grudniu?
A dlaczego akurat na wizytę w metrze Blazy wybrał grudzień? Ponieważ kolekcja Chanel Métiers d’arts jest prezentowana co roku w grudniu, w prestiżowych lokalizacjach, m.in. w Japonii, a w przeszłości także w Senegalu i Szkocji, aby podkreślić dorobek pracowni, takich jak kapelusznictwo Maison Michel, szewców Massaro i hafciarstwo Lesage, których pracownie Chanel przejął, aby zapewnić im przetrwanie w branży coraz rzadziej korzystającej z artystycznego rzemiosła. Podczas pokazów Métiers d’arts, bardziej niż w innych, olśniewające, niezwykłe rzemiosło stanowi siłę napędową projektu.
Jeśli chodzi o show, Blazy, podobnie jak Baranski, uznał pociąg za bułkę z masłem. Na stację wjechał wagon metra, a modelki w odjechanych kapeluszach, lekkich garniturach nałożonych na T-shirty, kolorowych tweedowych garsonkach i dzianinowych luźnych sukienkach wyszły z pociągu i przechadzały się po peronie. W miarę trwania pokazu, przyjęły tę znaną nowojorską nudę, gdzie wyglądasz świetnie w futrze i makijażu oczu na wieczorne wyjście, ale utkniesz w oczekiwaniu na pociąg. Niektóre mijały się pospiesznym, miejskim krokiem, wbrew utartym zasadom chodzenia po wybiegu.
Może to brzmieć jak szaleństwo w przypadku domu mody takiego jak Chanel, gdzie wyrafinowane żakiety z tweedu z łatwością sprzedają się za tysiące dolarów, ale pokaz w metrze był deklaracją Blazy’ego, że chce tworzyć ubrania „na prawdziwe życie”. To koncepcja, która – choć wielkie marki modowe niechętnie się do tego przyznają – jest najdalej posuniętą ideą w świecie perfum i torebek.
Większość projektantów jest po prostu zbyt skupiona na swojej wizji (lub wynikach finansowych), by myśleć o tym, jak kobiety naprawdę żyją, i chcą się tego czuć.
41-letni francuski projektant przedstawił jednak przekonujący argument. Ta kolekcja wyglądała niewiarygodnie lekko, ale została zaprojektowana z dbałością o szczegóły. Sukienki w stylu flapper i spódnice z piórami Blazy’ego to rzadkie, współczesne ubrania, które poruszają się z tą samą ekscytacją, co projekty Coco i jej rywala Jeana Patou z lat 20. XX wieku, kiedy to światło i ruch były prawdziwie seksownymi dreszczowcami. Dzięki pragmatycznym, eleganckim ozdobom, zabawnym kapeluszom i dodatkom – do jednej z klap klasycznej marynarki przypięto głowę i nogi żyrafy – jego ubrania są dowcipne, ale nie są memami.
Prawdopodobnie minęły już czasy, gdy to, co projektant pokazuje na wybiegu, wpływało na to, co przeciętna kobieta znajdzie w swoim lokalnym sklepie (szczególnie, że obecnie najczęściej wybierane są sklepy Zara i internetowy chiński Shein). ﹡
Pokaz Chanel Métiers d’art 2026
To druga kolekcja Matthieu Blazy’ego dla Chanel