Hermès, czyli hołd dla długowieczności. Ostatni pokaz najdłużej pracującej projektantki w świecie mody
27 stycznia 2026
tekst: Rachel Tashjian / CNN; Agnieszka Kowalska / LIBERTYN.eu
zdjęcia: Hermès
Véronique Nichanian na zakończenie swojego ostatniego pokazu dla Hermès podczas sezonu jesień-zima 2026, a w tle telebimy ze wspomnieniami z jej 86. wcześniejszych pokazów
Hermès, czyli hołd dla długowieczności. Ostatni pokaz najdłużej pracującej projektantki w świecie mody
27 stycznia 2026
tekst: Rachel Tashjian / CNN; Agnieszka Kowalska / LIBERTYN.eu
zdjęcia: Hermès
Hermès, czyli hołd dla długowieczności. Ostatni pokaz najdłużej pracującej projektantki w świecie mody

Posłuchaj

Kiedy objęła stanowisko w Hermès prezydentem był Ronald Reagan, a moda męska oznaczała wyłącznie garnitury i krawaty. Była pionierką tego, co dziś uważa się za cichy luksus – ubrań wyrafinowanych, a nie krzykliwych. Sama też wolała ciszę (całkowicie z wyboru), odrzucając pozycję projektanta-celebryty. I tak przez 38 lat Véronique Nichanian pozostawała królową linii męskiej Hermès, co uczyniło ją najdłużej urzędującą dyrektor kreatywną w świecie luksusowej mody. Jednak w weekend pożegnała się w wielkim stylu: jej 87. pokaz mody był zarazem jej ostatnim.

Moda to nie jest godny biznes. Jest chaotyczna, nieustannie się zmieniająca i podatna na jednorazowość – idei, trendów, a zwłaszcza ludzi. Dlatego z radością obserwowaliśmy, jak Hermès z szacunkiem i klasą świętował w sobotni wieczór odejście jednego ze swoich projektantów podczas Paryskiego Tygodnia Mody Męskiej.

Véronique Nichanian, która przez prawie cztery dekady nadzorowała linię dla mężczyzn w tym francuskim domu mody, uczciła swój ostatni pokaz kolekcją, która zapewniła rzadki moment elegancji w burzliwym świecie mody. To ubrania, które podkreśliły, jak ta niezwykle powściągliwa i pozbawiona krzykliwości projektantka stworzyła pragmatyczny luksus, który wielu nieumiejętnie naśladowało.

Podczas gdy tłum około 600 gości gromadził się w neoklasycystycznym Palais Brongniart, który został zbudowany na polecenie Napoleona na początku XIX wieku jako siedziba paryskiej giełdy, Nichanian siedziała w prywatnym pokoju z kilkoma bliskimi członkami swojego zespołu. Jedynym realnym sygnałem, że to finał pięknej kariery najdłużej urzędującej dyrektor kreatywnej w dużym domu mody (zaraz za nieżyjącym już Karlem Lagerfeldem, który w Fendi przepracował 54 lata, w Chanel dwa lata mniej niż Véronique), była przypinka na jej granatowym swetrze: z napisem „Ostatni taniec”.

– Czuję się dobrze – wyznała przed pokazem. – Może dziś w nocy będę płakała, nie wiem. Ale jak na razie nie jest źle!

Najlepsze sylwetki z kolekcji jesień-zima 2026-27

Dzisiejsza moda oczekuje jednak nie długowieczności, ale dawania tego, czego chcą ludzie, czasami zanim sami się o tym dowiedzą, a innym razem właśnie wtedy, gdy o tym marzą – oba te aspekty są niezbędne. W branży, która wymaga kolekcji cztery razy w roku lub częściej, projektant musi być nieustannie kreatywny, co jest prawie niemożliwe.

 

S  Z  Y  K

 

Kiedy odeszła z włoskiej marki Cerruti, by objąć stanowisko w Hermès, prezydentem był Ronald Reagan, a moda męska oznaczała wyłącznie szyte na miarę identyczne garnitury i krawaty. Była pionierką tego, co dziś uważa się za cichy luksus – ubrań, które były swobodne, ale jednocześnie wyrafinowane, wykonane z najlepszych tkanin i z kunsztownymi detalami, eleganckie także poprzez stonowane barwy. Ale jej styl nie zawsze był cichy: czasami chętnie zapoznawała mężczyzn z kolorem i przyjemnością noszenia efektownej, skórzanej kurtki z krokodylej skóry.

Lubiła mawiać, że nie projektuje ubrań, lecz „vêtements-objets” – stroje jako przedmioty, piękne dla oka i jeszcze bardziej zachwycające w użytkowaniu. Sprawiała, że ​​nadmiar mody wydawał się bezcelowy; zamiast tego oferowała rozsądny przepych. Linie i sylwetki mogły ewoluować na przestrzeni dekad, ale jej fundamenty pozostały. Pozwalała ubraniom mówić samym za siebie: dla niej magia tkwiła w zmianie centymetra na elemencie wzoru, w nietypowym odcieniu koloru, czyli w tym, co nazywała „zmysłowością tkaniny”.

Pytana przez dziennikarzy, czy jej ostatni pokaz był inny niż jej pierwszy 38 lat wcześniej, odpowiedziała: – Ani trochę. Ani trochę. Potem będzie wielka impreza, będziemy się dobrze bawić, ale praca nad kolekcją była dokładnie taka sama.

Zazwyczaj unikała jednak oglądania się za siebie i nie rozwodziła się nad poprzednimi kolekcjami. Nawet sposób, w jaki chodzi (szybko) i mówi (ożywiony i szybki), sugeruje, że jest kobietą, która nie ma biegu wstecznego. W wywiadzie dla „Wallpapera” trzy lata temu wyznała, że ​​w całej swojej karierze odwiedziła archiwum Hermès tylko dwa razy. – Nie mamy tych samych materiałów, nie mamy tego samego życia. Dlatego zamiast zagłębiania się w archiwach ciągle myślę: co będzie klasyką jutra? – uzasadniła.

Nichanian z modelami za kulisami po zakończeniu pokazu
… i jej następczyni, Grace Wales Bonner

Z  M  I  A  N  A 

 

Nichanian w październiku ub.r. ogłosiła przejście na emeryturę i to, że opuszcza stanowisko głównej projektantki po 38 latach. Kilka dni później Hermès podał nazwisko następczyni: Grace Wales Bonner.

– Mogłam zostać tak długo, jak chciałam. Dom mody i prezes Hermès, Axel Dumas, nie chcieli, żebym przestała! – oznajmiła w ub.r. – Czas, aby inna osoba przejęła męską linię i zrobiła, co w jej mocy. Wspaniale, że to będzie Grace – skomentowała zatrudnienie na jej miejsce 36-letniej ulubienicy pokolenia milenialsów, której dyskretna inteligencja pomogła zbudować małe imperium.

Tak płynna, pokojowa zmiana władzy jest rzadka w modowej branży i wyraźnie kontrastuje z nastrojami panującymi w tym biznesie. W ciągu ostatniego półtora roku – w ramach tego, co niektórzy nazywają „wielkim resetem mody” – projektanci byli wymieniani, zastępowani i zwalniani z niewielką dozą humanizmu lub pod ogromną presją. Nad tygodniami mody i sklepami luksusowych marek unosi się teraz atmosfera niepewności, której jest więcej niż nowych odważnych pomysłów. Skoro każdy może odejść w każdej chwili, a marki zmieniają swoją tożsamość w mgnieniu oka, skąd wiesz, na co się decydujesz, kupując torebkę lub płaszcz? Co to wszystko oznacza, poza bezwzględnością, która, choć niewątpliwie efektowna, wydaje się tak ambiwalentna?

 

D  Ł  U  G  O  W  I  E  C  Z  N  O  Ś  Ć

 

Debiut Bonner zaplanowano na styczeń 2027 roku, więc sobotni wieczór upłynął pod znakiem Nichanian. Nawet raper Travis Scott, który był gościem pokazu, starał się nie rzucać w oczy, choć zazwyczaj oblega go tłum paparazzi. – Przyszedłem zobaczyć Véronique – powiedział Scott, ubrany w elegancki garnitur w prążki, oczywiście Hermès. – Jest tu od blisko czterech dekad, to szaleństwo. Musiałem tu być, żeby zobaczyć, co się dziś wydarzy.

Zamiast szaleńczego przeboju i teatralności, z których słyną dziś pokazy mody, Nichanian pozostała wierna swojej wizji. Skupiła się na swoim zadaniu, jak zawsze: tworzeniu niezwykle pięknych ubrań dla mężczyzn, którzy szukają w życiu tego, co najlepsze. Nie tych najbardziej krzykliwych ani najmodniejszych, ale tych najdoskonalej i najprecyzyjniej wykonanych.

Jej ostatnia kolekcja obejmowała swetry i szaliki wykonane z tak czystej i przyjemnej wełny, że podskakiwały przy każdym kroku; garnitury były wyszczuplające, ale nie przesadnie młodzieńcze. Lekko skrócone spodnie odsłaniały cholewki eleganckich, płaskich butów. Skórzany garnitur był przeszyty delikatnym, kredowym prążkiem. Były tam ubrania dla Travisa Scotta (jak garnitur z krokodylej skóry), który siedział w pierwszym rzędzie; dla mężczyzny, który kocha świetne ciuchy, ale sceptycznie podchodzi do trendów mody (luźne skórzane spodnie); i dla tego, który ma ochotę na odrobinę szaleństwa (brązowy płaszcz z jaskraworóżową podszewką).

Pokaz podkreślił, że 71-letnia Francuzka stworzyła język, który każda marka, od The Row po Uniqlo, próbuje teraz odtworzyć w swoim dążeniu do tworzenia ubrań wykraczających poza trendy i czas.

Dla zbyt wielu projektantów oraz kupujących przyjemność i inwencja twórcza sprowadzają się dziś do słowa „idealne”. Moda została przekształcona w pogoń za „idealnym” swetrem, „idealnymi” spodniami czy „odpowiednimi” butami. Oczywiście idealność nie jest cechą ludzką, dlatego zaczęliśmy szukać ponadczasowości jako obrony przed światem, który nie przestaje się zmieniać – na dobre i na złe.

Jak udowodniła Nichanian, sezon po sezonie, to design, a nie idealność, czyni ubrania niezrównanymi. Jeśli mielibyśmy wynieść jedną rzecz z jej etosu projektantki, to jest to ta, że ​​ubrania nie powinny dążyć do perfekcji, ale powinny być wystarczająco dobrze uszyte, abyśmy, cokolwiek się stanie, czuli się w nich dobrze.

To wskazuje na największą siłę Nichanian – i taką, którą wszyscy powinniśmy docenić: długowieczność. W dzisiejszych czasach robienie czegokolwiek, co będzie użyteczne dłużej niż kilka lat, może oznaczać ryzyko utraty znaczenia i popularności. Ale długowieczność oznacza przecież sumienne wykonywanie swojej pracy. W modzie oznacza to, że szanujesz klientów i stawiasz ich życzenia i potrzeby ponad własne ego, które mogłoby popychać cię ku lepszym lub dziwniejszym projektom.

W kolekcji jesień-zima 2026, jak zawsze, wszystko zaczęło się od archetypów mody męskiej: parki, marynarki i dwurzędowego garnituru. Niektóre z nich Nichanian zaczerpnęła z sylwetek z poprzednich sezonów, teraz odtworzone w luźniejszym stylu i z wykorzystaniem znakomitych tkanin: głównie skóry, technicznej satyny i lekkiej jak piórko wełny faille z domieszką jedwabiu (używanej zazwyczaj do szycia smokingu).

Wplatając w kolekcję kilka ulubionych stylizacji – takich jak skórzany kombinezon z 1991 roku i garnitur w prążki wykonany w całości ze skóry, z 2003 roku – chciała bowiem podkreślić swój ogromny katalog. Gdyby ich nie wskazała, nie dałoby się odróżnić nowego od starego, co świadczy o jej niezmiennej konsekwencji przez dekady.

– Świat się zmienił, ale ja się nie zmieniłam, tak jak swobodny szyk Hermèsa – uśmiechnęła się.

 

N  O  S  T  A  L  G  I  A

 

Kiedy 24 stycznia ukłoniła się po raz 87. w karierze, musiała przedzierać się przez oklaski i wiwatujący tłum. Publiczność zgotowała jej pięciominutową owację na stojąco. W tle rozbrzmiewała piosenka „Forever Man” Erica Claptona.

Potem wybieg szybko przekształcił się w przyjęcie, na którym brytyjski rockman Paul Weller – ulubieniec projektantki – zapewnił oprawę muzyczną, a kelnerzy roznosili frytki i szampana. Nad głowami gości na ekranach zwieszonych z sufitu, wyświetlano fragmenty pokazów mody, które zdefiniowały lata jej działalności pod znakiem ewolucji ponad gwałtownymi zmianami i niespiesznego działania.

Choć nie opuści całkowicie domu mody (pozostanie konsultantką ds. apaszek i galanterii skórzanej), po ostatnim pokazie nie kryła nostalgii: – To luksus kiedy można zaprojektować wszystko, co się chce, w tak pięknym domu mody. Mogłam próbować wszystkiego, mieszać wszystko, eksplorować i wprowadzać innowacje. To były lata wolności i szczęścia. Naprawdę. To minęło tak szybko! ﹡

Kopiowanie treści jest zabronione