Pieter Mulier, Paryż, 2021. Zdjęcie: Paolo Roversi
Pieter Mulier: „Próbowałem nawet wejść do twojego umysłu…”
11 lutego 2026
tekst: Paula Zaręba

Posłuchaj

– Nie było wielu marek, które lubiłem, kiedy miałem 12 czy 13 lat. Ale bardzo kochałem Azzedine’a Alaïa. Gdy zmarł, dostałem telefon w sprawie pracy w jego marce, powiedziałem „tak” po 60 sekundach – Pieter Mulier powtarzał z dumą. Poświęcił dziedzictwu mistrza pięć lat, tchnął w nie nowe życie tak udanie, że z marki dla koneserów uczynił ją obiektem pożądania dla wszystkich fanów mody. A do tego nie ukrywał, że w tym małym zespole, który odziedziczył po poprzedniku, czuł się jak w rodzinie. Tym większe było niedowierzanie, że odchodzi… Nasza korespondentka z Paryża, Paula Zaręba, wyjaśnia, że to niebywała kreatywność i artyzm Belga, które pokazał w Alaïa, sprawiły, że bił się o niego jeden z najpotężniejszych ludzi świata mody. I wygrał.

Nie każdy dom mody da się wskrzesić i podnieść go na odpowiedni poziom sukcesu. Nie każda marka ma w sobie ten pierwiastek wyjątkowości, żeby po śmierci założyciela nadal przynosić zyski. Szybkie tempo dzisiejszej mody w niektórych przypadkach okazuje się być ciężarem dla marek, które swoje momentum przeżywały na dawnych zasadach, w latach 80. czy 90.

Pieter Mulier w niespełna pięć lat sprawił, że Alaïa urosła do rangi jednego ze współcześnie najważniejszych domów mody, bez porównywalnie dużego zaplecza biznesowego, jakie posiadają Chanel czy Dior.

Gdy Compagnie Financière Richemont, spółka macierzysta Alaïa, w raporcie finansowym pochwaliła się wzrostem marki, gruchnęła niespodziewana wieść, że sprawca tego sukcesu odchodzi. A tydzień później, na początku lutego, dom mody Versace ogłosił, że mianował go nowym dyrektorem kreatywnym (pracę w nowym miejscu zaczyna 1 lipca). Co więcej, Lorenzo Bertelli, przewodniczący zarządu Versace i Prada Group, wprost przyznał, że gdy tylko pomyślał o przejęciu marki założonej przez Giannego Versace, jedyną osobą, jaką uznał za właściwą, by objąć jej kreatywne stery, był Pieter Mulier.

Jaką więc moc skrywa w sobie skromny projektant, który sprawił, że tysiące osób zakochało się w Alaïa i bił się o niego człowiek, który Prada Group zamienił w modowe imperium?

Azzedine Alaïa w swojej paryskiej pracowni, lata 70.
Zdjęcie: Fondation Azzedine Alaïa
Najbardziej kultowe projekty Azzedine’a Alaïa z lat 80 i 90.
Zdjęcia: Fondation Azzedine Alaïa
32-letni Azzedine Alaïa, 1967
Zdjęcie: Jean-François Jonvelle
28-letni Pieter Mulier, 2004
Zdjęcie: archiwum prywatne

NIGDY NIE INTERESOWAŁ SIĘ MODĄ

 

Najczęściej fotografowany u boku swojego psa John Johna, 49-letni Belg objął stery w Alaïa w 2021 roku, zostając pierwszym następcą założyciela. Azzedine Alaïa, nazywany ostatnim couturierem, zmarł w 2017, ale pozostawił za sobą dorobek, bez którego moda nie wyglądałaby tak, jak dziś. Kobieta zawsze stała w centrum jego procesu twórczego. Nieustannie poszukując esencji kobiecości, Azzedine tworzył projekty, które celebrowały sylwetkę.

Mulier zrewitalizował Alaïę. Sprawił, że stała się obiektem pożądania współczesnej mody. Zaproponował kilka autorskich produktów, które szybko zdobyły miano flagowych; to m.in. torebka o kształcie jamnika Le Teckel czy siateczkowe baleriny. Co ciekawe, baleriny nie przynosiły żadnych zysków przez prawie rok od wprowadzenia ich do sprzedaży. Ich autor proponował nowe wersje na kolejne sezony i nie poddając się, wierzył, że czas wszystko zweryfikuje. Wierny był swojej filozofii nie podążania za trendami i nie wypełniania pierwszych rzędów opłaconymi influencerami, dzięki temu Alaïa to jedna z nielicznych marek, która polega na powolnym i autentycznym zdobywaniu klientów.

Projektant od początku twierdził, że chciałby „zdemokratyzować” markę i stworzyć nowoczesny, paryski dom mody bez zbytniego odbiegania od jego fundamentów. – W ten sposób chcę budować przyszłość tej modowej legendy; nie mogę zmienić wszystkiego, i nie chcę. Pragnę jednak spróbować otworzyć Alaïę na szerszą publiczność, uczynić ją bardziej inkluzywną. I tworzyć ubrania, które przetrwają próbę czasu – wyznał w rozmowie z „Wallpaper” niecały rok po objęciu nowego stanowiska.

Dowodem na rozwój marki jest nie tylko nowa siedziba w 11. dzielnicy Paryża o powierzchni 3,5 tys. metrów kwadratowych industrialnej przestrzeni, ale przede wszystkim zyski. Compagnie Financière Richemont odnotowała dwucyfrowy wzrost w segmencie Fashion & Accessories, do którego należy Alaïa. Choć grupa nie publikuje wyników finansowych poszczególnych marek, w branży panuje przekonanie, że od czasu przybycia Muliera paryski dom mody ponad dwukrotnie zwiększył skalę swojej działalności. Powrót do kalendarza pokazów, rozwój sieci detalicznej i wyraźnie odświeżony język estetyczny sprawiły, że marka ponownie wkroczyła do świadomości globalnej publiczności. Zachwyt klientów pokrywał się z entuzjazmem krytyków.

Mulier dostał jedną z najbardziej prestiżowych nagród w branży – CFDA dla międzynarodowego projektanta roku 2025, przyznawaną od 1981 przez Radę Projektantów Mody Ameryki dla najwybitniejszych kreatorów, dziś nazywaną „Oscarami mody”. Co ciekawe z dzisiejszej perspektywy, międzynarodową nagrodę Gianniemu Versace przyznano w 1992 roku, a jego siostrze, Donatelli Versace, w 2018.

Odbierając statuetkę Mulier nie krył wzruszenia. Wyznał, że nigdy nie marzył o zdobyciu CFDA Awards, ani nie sądził, że jest ona istotna, aż do tego momentu. Dlaczego? Bo nigdy nie interesował się modą i nie chciał zostać projektantem.

Pierwsza kolekcja couture Diora jesień-zima 2012, przy której pracowali Pieter Mulier i Raf Simons. Wśród modelek Polki: Jac Jagaciak i Zuzanna Bijoch
Zdjęcie: Paolo Roversi
Pieter Mulier i Raf Simons w atelier Diora podczas pracy nad pierwszą kolekcją couture dla Diora
Zdjęcie: Willy Vanderperre

ZAMIAST ARCHITEKTA, PROJEKTANT MODY

 

Miał na siebie inny plan, a właściwie jego ojciec, który młodemu Pieterowi podsunął pomysł zostania prawnikiem. Ostatecznie trafił na architekturę, którą ukończył w Institut Saint-Luc w Brukseli. Nigdy jednak nie trafił do zawodu. Nie zdążył.

Furtkę do świata mody otworzył mu Raf Simons (choć o dobry gust zadbała jego szykowna babcia, często nosząca projekty Diora i dziadek, który zajmował się sprzedażą koszul i bielizny męskiej). Poznali się podczas pokazu prac dyplomowych na brukselskiej uczelni. Simons, jako członek jury, od razu wyczuł potencjał w młodym studencie – jego uwagę przykuł projekt o nazwie architektura przetrwania. Mulier oparł się na książce opisującej wszystkie zasady, o których należy pamiętać podczas rozmowy kwalifikacyjnej. Stworzył więc strój jednoczęściowy, w którym nic nie mogło pójść źle. – Pomyślałem, że to zupełnie inne spojrzenie, projektowanie ubioru jako sposób na przetrwanie rozmowy o pracę. To natychmiast mnie w nim zainteresowało – wspomina Simons, który, zanim trafił do świata mody, projektował meble, po ukończeniu szkoły wzornictwa przemysłowego.

Po prezentacji kolekcji dyplomowych podszedł do 22-letniego Muliera. – Nie sądzę, żebyś był architektem. Jesteś projektantem mody – zawyrokował i dał mu swoją wizytówkę.

Pieter zadzwonił następnego dnia i tak rozpoczął staż w autorskiej marce Simonsa w Antwerpii, gdzie przez rok uczył się manipulacji tkaniną oraz technik dekonstrukcji w poszukiwaniu nowych sylwetek. Był pilnym studentem u boku Rafa, a z czasem został przyjacielem. Na przestrzeni lat towarzyszył mu więc w każdej marce, w której doświadczony kolega obejmował kreatywne stanowiska. Był głównym projektantem akcesoriów w Jil Sander (przez siedem lat). W Diorze przez trzy lata jako prawa ręka Simonsa asystował przy każdym procesie twórczym. – Od teraz robię wyłącznie couture – wyszeptał do jednego z członków zespołu atelier Diora tuż po debiutanckim pokazie. Aż wreszcie znaleźli się w Nowym Jorku, gdzie przez trzy kolejne lata projektowali dla Calvina Kleina – tam Mulier awansował na stanowisko dyrektora kreatywnego.

W Nowym Jorku nie wszystko poszło tak, jak chcieli. Zbyt intelektualne kolekcje, które proponowali, podobały się dziennikarzom, ale nie klientom. Koniec współpracy z Kleinem stał się jednak początkiem czegoś o wiele lepszego: i dla nich, i dla mody. Simons trafił do Prady, gdzie do dziś jest głównym projektantem u boku Miucci, zaś o Mulliera upomniała się marka Alaïa, która po 4 latach od śmierci założyciela chciała napisać ciąg dalszy.

– Byłem gotowy pożegnać się z modą. Pomyślałem sobie: „Już mnie nie interesuje”. Ta branża stała się cyrkiem, tak bardzo się zmieniła w ciągu ostatnich pięciu lat. Kiedy właściciele Alaïa do mnie zadzwonili, pomyślałem: „Okej, przynajmniej mam coś ważnego do zrobienia”. To jednocześnie jeden z największych i najmniejszych domów mody, a ma tak wiele do powiedzenia – tłumaczył dziennikarzowi mody, Derekowi Blasbergowi, swoje początki w Alaïa.

Tu wszechstronność była jego atutem. Kampanie reklamowe pod przewodnictwem artystycznym Muliera nie opowiadały jedynie o samych ubraniach. W 2024 roku rozpoczął kulturowy projekt „Dialogue”. Każda edycja przedstawia eksperymentalne spojrzenie na modę, zderzając ją z artystami z różnych dziedzin. W ciągu niespełna dwóch lat, udało się zorganizować cztery takie projekty. Pierwszym była współpraca z paryskim kabaretem Crazy Horse, swoisty powrót do przeszłości, bo Azzedine Alaïa w 1979 roku tworzył kostiumy sceniczne tancerek. W ramach projektu 45 lat później Mulier stworzył także album ze zdjęciami zza kulis swojej pracy dla Crazy Horse autorstwa fotografa Anthony’ego Seklaoui o nazwie “Alaïa by Seklaoui”, a jeszcze inna współpraca z sześcioma paryskimi galeriami sztuki miała na celu rozpoczęcie dialogu pomiędzy funkcją i formą.

Od lewej: debiutancka kolekcja Muliera dla Alaïa, zima-wiosna 2021-22; druga kolekcja: lato-jesień 2022. Zdjęcia: Alaïa
Od lewej: kolekcja Alaïa zima-wiosna 2022-23 oraz lato-jesień 2023. Zdjęcia: Alaïa
Od lewej: kolekcja Alaïa zima-wiosna 2023-24 oraz lato-jesień 2024. Zdjęcia: Alaïa

„La Table” okazał się być najważniejszym z serii „Dialogue”. Azzedine słynął z ogromnej gościnności. Regularnie wyprawiał kameralne kolacje w swojej kuchni przy rue de Moussy, zapraszając zespół atelier, przyjaciół oraz osobistości ze świata mody i sztuki. Na kanwie tradycji, Mulier postanowił przywrócić ducha gościnności do życia i nawiązał współpracę z kreatywną agencją We Are Ona, specjalizującą się w ekskluzywnych eventach kulinarnych. Z okazji otwarcia paryskiego butiku przy rue Marignan, na uroczystą kolację trzy lata temu zaproszono wąskie grono przyjaciół marki, którzy mogli spróbować specjalnie przygotowanych dań przez szefa kuchni Sant Ambroeus. Następnie „La Table” przeniósł się do kilku innych miast, w tym do Nowego Jorku czy Los Angeles.

Pomimo mocno sprecyzowanej wizji, Pieter Mulier doceniał każdego, z kim wspólnie mógł tworzyć. Powtarzał, że pracownicy atelier, przyjaciele i klientki to podstawa marki, którą rządzi. Bo pracując w kameralnych zespołach może dokładniej zrozumieć sens wykonywania swojej pracy i inspirować się każdym u swojego boku. Nigdy sukcesu nie przypisywał tylko sobie, zawsze podkreślał, że w budowaniu wizerunku Alaïa pomagało mu wiele cenionych talentów, jak grafik Ezra Petronio, fotograf Tyrone Lebon czy stylistka polskiego pochodzenia, Aleksandra Woroniecka (od 2022 roku zajmująca w marce stanowisko dyrektor ds. wizerunku).

Dzięki połączeniu ich kreatywności, pokazy mody Alaïa z czasem zaczęły przyciągać coraz większe zainteresowanie. Lokalizacja każdego z nich nigdy nie była przypadkowa – czy to paryski most w środku lata, nowojorskie muzeum Guggenheima, prywatne mieszkanie Muliera w Antwerpii czy flagowy butik marki w trakcie prac wykończeniowych – każda niosła za sobą część historii marki.

 

HOŁD DLA „KRÓLA DOPASOWANIA”

 

Ulica Moussy to kolebka tego wspaniałego świata. W 1987 roku Azzedine kupił kilka przylegających do siebie budynków w dzielnicy Marais. – Kiedy odwiedziłem to miejsce, spodobał mi się jego industrialny charakter. Poszedłem za tym impulsem. To bardzo duża przestrzeń, ale zostanie w całości zagospodarowana, co do ostatniego centymetra – zapowiadał projektant, który do Paryża przyjechał z Tunezji.

Dziesięć lat później otworzył tam swoje atelier, a posiadłość stała się jego domem, miejscem spotkań, oraz przestrzenią, w której organizował pokazy mody. W kamienicy urządził też butikowy hotel, pierwszy taki na świecie. Był obojętnym wobec trendów i zasad branży. Nigdy nie uległ tradycyjnemu kalendarzowi mody ani presji mediów; rzadko udzielał wywiadów, prowadził dyskretne życie i nie bał się pracować poza systemem, często robił pokaz dopiero miesiąc po zakończeniu Paryskiego Tygodnia Mody, prezentując niewielką kolekcję z modelkami w showroomie, z jednym fotografem oraz redaktorami mody i kupcami, bez celebrytów i influencerów.

I to w tym miejscu jego następca zaprezentował swoją debiutancką kolekcję dla marki. Pokazał ją po przestudiowaniu archiwów, bo za cel obrał sobie – jak zdradził – rozebranie na części pierwsze czterdziestu lat historii Alaïa, by przedstawić je młodszemu pokoleniu. Na wybiegu pojawiły się więc laserowo cięte legginsy i body z dołączonymi do nich kapturami, skórzane szerokie pasy czy sukienki bodycon przylegające idealnie do sylwetki. To projekty klasyki definiujące modę lat 80., które są przedłużeniem twórczości Azzedine’a, nazywanego „The King of cling” („królem dopasowania”). Dziś prawie każda marka, ta mniejsza i ta na światowym poziomie, próbuje przenieść ten unikalny język do swoich kolekcji.

Od lewej: kolekcja Alaïa zima-wiosna 2024-25, a także kolekcja lato-jesień 2025. Zdjęcia: Alaïa
Kolekcja Alaïa zima-wiosna 2025-26. Zdjęcia: Alaïa

„Drogi Azzedine” – nowy dyrektor kreatywny pisał w pierwszej nocie prasowej. „Cztery lata po twojej ostatniej prezentacji, dziś, czwartego lipca, czuję się zaszczycony, mogąc zaprezentować tę kolekcję. Starałem się pozostać wierny twojemu podejściu twórczemu. Próbowałem nawet wejść do twojego umysłu… ale to niemożliwe. Mam tak wiele pytań. Tak wiele rzeczy, które sobie wyobrażam. Ciebie. Pełnego pasji, upartego, czarującego”.

Mulier spotkał mistrza kilkukrotnie podczas pracy w Diorze. – Przychodził na pokazy couture autorstwa Rafa, więc zawsze pokazywałem mu kolekcje za kulisami – wspomina. – Zesrałem się w gacie, kiedy go poznałem – śmieje się. – Najbardziej pamiętam, że patrzył na ubrania jak dziecko. Był nimi tak zafascynowany. Był jedynym, który klaskał podczas pokazów, co jest bardzo zabawne. On się autentycznie ekscytował.

W latach 80. Azzedine zapraszał gości do swojego małego paryskiego apartamentu, żeby pokazywać nowe kolekcje, jeszcze zanim otworzył pracownię przy rue de Moussy. Idąc tymi śladami, Pieter w styczniu 2023 otworzył drzwi do swojego brutalistycznego domu zbudowanego na dachu wieżowca w Antwerpii, aby tam zaprezentować kolekcję dla 160 gości, którzy siedzieli w kuchni, na korytarzach, bibliotece, czy nawet w sypialni pana domu, a modelki przechadzały się między nimi.

– Nie bywam na kolacjach z gwiazdami. Nie prowadzę życia pełnego blichtru. Mam całkiem zwyczajne życie – mówi w „Interview”. – Dzięki temu czuję się bezpiecznie, wiedząc, że mogę się od mody uwolnić. Wiem też, że to nie jest najważniejsza rzecz w moim życiu.

Ma zasadę, że po pokazie nie zostaje w Paryżu, od razu wraca do domu, gdzie spędza najwięcej czasu. To tam odpoczywał po prawie dwóch dekadach ciężkiej pracy, zajmując się swoim czworonożnym przyjacielem, ogrodnictwem i gotowaniem dla przyjaciół. – Po Calvinie Kleinie myślałem, że już nigdy nie będę zajmował się modą. Że wybiorę coś innego: architekturę, projektowanie wnętrz, cokolwiek. Ale pół roku później tęsknota zaczęła wracać. Gdy raz poczuje się to, co moda potrafi dać, zaczyna się za tym znowu tęsknić. Zrozumiałem, że jestem człowiekiem mody – wyjawia.

Azzedine Alaïa pokazywał kolekcje tylko wtedy, gdy czuł, że są gotowe, a gdy kolekcja radziła sobie wyjątkowo dobrze, potrafił całkowicie pominąć następną (co dziś byłoby nie do pomyślenia w realiach ekonomicznych branży). Był prawdopodobnie jedną z pierwszych osób, które odważyły się funkcjonować poza kalendarzem pokazów. Pieter Mulier zdecydował się częściowo kontynuować tradycję i w Alaïa tworzył jedynie dwie kolekcje rocznie – zima-wiosna oraz lato-jesień, co odbiega od oficjalnego nazewnictwa sezonów.

– Kiedy zadzwoniono do mnie z Alaïa i wyjaśniono, jak ma wyglądać struktura pracy, że będzie to dwuosobowe studio, że muszę przyjść sam, że nie będzie stylisty, ale do dyspozycji dostanę atelier liczące 45 osób, pomyślałem: raj! – wspomina w rozmowie z „i-D”.

Po szaleńczym tempie tworzenia kilkunastu kolekcji rocznie, zmagał się z wypaleniem zawodowym. Nowy pracodawca dał Mulierowi kreatywną przestrzeń i swobodę.

Najbardziej znane akcesoria projektu Muliera dla Alaïa
Zdjęcia: Alaïa

POKAZ W MUZEUM GUGGENHEIMA

 

Zaprezentowana w lipcu 2024 na jednym z paryskich mostów, kolekcja zima-wiosna 24 to prawdopodobnie najbardziej przełomowa kolekcja Muliera, która zwiększyła świadomość o marce nawet wśród tych, którzy o niej nie słyszeli. Biorąc pod uwagę szerokie wykorzystanie lateksu, była też najbardziej sensualna i prowokacyjna. W nocie prasowej można było przeczytać, że kolekcja cementuje fundamentalne wartości marki: „Kobieta stoi w centrum, a jej siła nadaje projektom odpowiedniego wyrazu”.

To wtedy również po raz pierwszy zaprezentował model torebki Le Teckel, który zawładnął sercami klientek oraz zdobył uznanie całej branży. Od tego momentu większość marek światowej skali zaczęło kopiować projekt, produkując swoje interpretacje wąskiej „bagietki” o wydłużonych rączkach.

Dziś akcesoria są siłą napędową każdej modowej marki. On wie, jak stworzyć te najbardziej pożądane, ale przede wszystkim jest mistrzem w prezentowaniu innowacyjnych technik krawieckich. Z kolekcji na kolekcję zaskakiwał kolejną interpretacją klasycznych konstrukcji. W tej na sezon lato-jesień 24 zaprezentował sukienki, które zdawały sprzeciwiać się grawitacji i lewitować wokół sylwetki. Wykonane zostały na bazie technologii druku 3D, inspirowanej charakterystycznymi dla Alaïa pasami podkreślającymi sylwetkę. Mulier, zafascynowany minimalizmem i pojęciem „mniej znaczy więcej”, pokusił się o projekty oparte na minimalnym użyciu cięć, które równie dobrze odnalazłyby się w wysokim krawiectwie. Koliste konstrukcje zdawały się na dobre osadzić w twórczym portfolio Muliera. Na uwagę zasługują także rzeźbiarskie spodnie o baloniastej formie, wykonane z cienkich, gęsto zszytych warstw bawełny. Układające się w plisy, z płynną lekkością reagowały na każdy ruch ciała.

Wrzesień 2024. Na tym etapie Alaïa urasta do rangi jednego z najbardziej rozpoznawalnych domów mody, a kampanie i projekty stają się hitem w mediach społecznościowych. Każda miłośniczka mody chce mieć coś z metką Alaïa, a ludzie z branży robią wszystko, żeby zasiąść wśród gości kolejnego pokazu. Nawet, gdy muszą wybrać się za ocean. Kolekcja została zaprezentowana w Guggenheim Museum w Nowym Jorku – Alaïa został pierwszym domem mody organizującym pokaz w tym ikonicznym budynku. Wiele marek próbowało tego wcześniej – bezskutecznie. Wybór miejsca również nie był przypadkowy. W latach 80. dom towarowy Bergdorf Goodman jako pierwszy zaprosił Azzedine’a do Nowego Jorku, aby pokazał tam swoje projekty. Ameryka go pokochała, jeszcze zanim Paryż całkowicie uległ jego urokowi.

Charakterystyczne wnętrze muzeum momentalnie przywodzi na myśl spiralne sukienki, zaprezentowane w poprzednim sezonie. Tym razem obecne w nowym wydaniu, niczym plisowane rzeźby okalające sylwetkę. Kolekcja miała być przede wszystkim hołdem dla Ameryki i mostem pomiędzy przeszłością a współczesnością. Mulier zaprezentował autorskie spojrzenie na amerykańskie legendy mody. Przykładem jest jego wersja kurtki wieczorowej Charlesa Jamesa z 1937 roku. To jeden z tych historycznych projektów, który inspiruje wielu projektantów. Do tej pory interpretacji podjęli się m.in. Rick Owens czy Dries Van Noten. Mówi się, że to ten rodzaj uniwersalnego języka mody, rozumiany jedynie przez tych, którzy czują, że chcą dołożyć do niego swoją część historii.

Anok Yai w kampanii Alaïa lato-jesień 2023 w domu projektanta w Antwerpii
Zdjęcia: Tyrone Lebon
Brutalistyczny penthouse Pietera Muliera na 22. piętrze w Antwerpii
Zdjęcia: Glenn Sestig Architects

TYLKO TO, CO JEST INNE

 

Mulier podobnie jak Azzedine kolekcjonuje dzieła sztuki oraz modę vintage. Wśród jego najbardziej osobistych przedmiotów jest miniaturowa wersja surrealistycznej rzeźby przedstawiającej kobiecą pierś autorstwa Cesara Baldacciniego – w formie wisiorka wykonanego z miedzi i brązu. Oryginalna rzeźba zdobi dziedziniec paryskiej siedziby marki, a Mulier przyznał, że nosi jej miniaturę na szyi podczas każdego pokazu. Przypomina mu o ciągłym powiązaniu ze swoim poprzednikiem i potrzebie kontynuowania jego wizji.

To właśnie przywiązanie do dziedzictwa zostało uhonorowane podczas prezentacji kolekcji lato-jesień 25, zaprezentowanej w nowej siedzibie marki przy rue Servan. Wybieg zdominowały rzeźbiarskie sylwetki i subtelne odniesienia do Tunezji – kraju pochodzenia Azzedine’a. Mulier zaproponował kolekcję eksplorującą anatomię ludzkiego ciała, w której jednym z najbardziej rozpoznawalnych motywów stały się kaptury wykończone grubą pianką, ciasno okalające twarz. Ta charakterystyczna sylwetka szybko zaczęła pojawiać się w modowym dyskursie oraz na październikowych i listopadowych okładkach, m.in. wielu międzynarodowych edycji „Vogue’a”, włoskiego i francuskiego „Harper’s Bazaar” oraz magazynu „System”.

Wraz z finalnym pokazem Pietera Muliera, który odbędzie się 4 marca w Paryżu, w portfolio projektanta znajdzie się dziesięć kolekcji dla Alaïa, które prezentował przez pięć ostatnich lat, wprowadzając markę w nowy etap i oddając hołd zmarłemu założycielowi. Belg ceni swojego poprzednika za uparte trzymanie się własnych zasad i nieuleganie wpływom chwilowych trendów – sam ich nie znosi.

W atelier miał pewną zasadę. Jeśli podczas pracy nad kolekcją jej motyw przewodni pojawiał się w internecie, projektant wszystko odwoływał. – Pokazuję tylko to, co się wyróżnia, co jest inne. Uważam, że dla Alaïa to ważne – komentował.

Za każdym razem upewniał się, aby każda z kolekcji odnosiła się do dorobku założyciela, płynnie transformując przeszłość pod obecne realia branży i oczekiwania nowego klienta. Punktem startowym każdej pozostawała kobieta. Projekty niezmiennie charakteryzowały się wyjątkowym poziomem wykonania, oryginalnością i ponadczasową elegancją.

Dziś popkulturowe momenty na wybiegu czy kampanie reklamowe, stają się wiralem w mediach społecznościowych. Niegdyś kultem mianowano okres, w jakim dany projektant obejmował stanowisko dyrektora kreatywnego. Po niemal 20 latach nadal patrzymy z nostalgią na czas Johna Galliano w Diorze czy Toma Forda w Gucci. Razem z nową falą świeżo objętych stanowisk kreatywnych w ponad 15 domach mody możemy być pewni, że wkrótce będziemy odnosić się z tym samym poziomem emocji do czasów Pietera Muliera w Alaïa. ﹡

Sklep Alaïa w Paryżu przy Rue du Faubourg-Saint-Honoré. Zdjęcia: François Halard

Kopiowanie treści jest zabronione