Wiem, czego pragną kobiety. Chcą być piękne – powiedział kiedyś Valentino Garavani. Z pewnością osiągnął ten cel, ubierając kobiety w ultrakobiece suknie, często koronkowe, czerwone lub w kwiaty – a czasem mające wszystko to naraz. Dzięki temu słynął jako ten, który stworzył „najpiękniejsze suknie wieczorowe na świecie”. I to o nim mawiano: „Moda bez domu mody Valentino jest niemal tak samo trudna do wyobrażenia, jak Watykan bez papieża”.
Przez prawie pół wieku stał na czele swojego imperium modowego, tworząc ideał piękna i elegancji, który pomógł zdefiniować współczesny krajobraz mody. Wizja Valentino opierała się na rozumieniu ubioru jako sposobu na podkreślenie kobiecego ciała w jego najbardziej klasycznym znaczeniu – by wyglądało i czuło się dobrze.
– Z sukienką Valentino zawsze otrzymasz klasyczne piękno. Ten facet jest absolutnym mistrzem. Oczywiście są projektanci, którzy są bardziej konceptualni i być może bardziej modni. Ale z nim masz pewność, że zawsze będziesz wyglądać pięknie. Nikt nigdy nie skrytykuje kogoś, kto nosi sukienkę Valentino, chyba że powie: „O Boże, ona znowu wygląda idealnie” – aktorka i przyjaciółka włoskiego mistrza, Gwyneth Paltrow, powiedziała w ub.r.
I nie kryła za co podziwia go najbardziej. Za to, że był bardzo staromodny w swoim podejściu, bo uważał, że kobieta powinna wyglądać pięknie w sukience i na tym koniec; że moda to nie miejsce na wymyślną koncepcję i sztukę.
Zdjęcie: Jean-Paul Goude / Taschen
BANKRUCTWO
Urodzony w 1932 roku w północnej części Włoch, w małym miasteczku Voghera, Valentino – znany powszechnie pod swoim imieniem – od najmłodszych lat wiedział, że chce pracować jako projektant. Zainteresował się modą, oczarowany olśniewającymi sukniami, które oglądał w kinie, towarzysząc starszej siostrze. – Moje marzenia były związane z filmami. Widziałem na ekranie tak wiele pięknie ubranych kobiet – powiedział w wywiadzie dla „New York Timesa” w 2006 roku.
Zaczął szkicować sukienki w zeszytach szkolnych, a jako nastolatek pracował dla swojej ciotki Rosy, a także u lokalnego projektanta. Gdy miał 17 lat, rodzice zgodzili się na spełnienie jego marzenia i wysłali go do Paryża, gdzie uczęszczał do École des Beaux-Arts i szkoły mody prowadzonej przez Chambre Syndicale de la Couture Parisienne.
W Paryżu pracował jako praktykant w domu mody Jeana Dessès, projektanta znanego z klasycznych, drapowanych sukni wieczorowych, noszonych przez europejską rodzinę królewską i gwiazdy filmowe. Po pięciu latach pracy w Dessès dołączył do Guya Laroche’a. Lata paryskie wywarły głęboki wpływ na Valentino, podobnie jak celebryci odwiedzający salony obydwu projektantów, gdzie szkolił warsztat. I gdy w 1959 roku wrócił do Rzymu, postanowił iść tą samą drogą haute couture.
Dzięki wsparciu finansowemu rodziców (ojciec sprzedał ich dom na wsi, aby sfinansować przedsięwzięcie) zaprezentował pierwszą kolekcję pod własnym nazwiskiem w salonie przy prestiżowej Via Condotti. Włochy odbudowywały się po drugiej wojnie światowej, a Rzym był uosobieniem tego renesansu – tętniącym życiem centrum sztuki, designu, kina i blichtru.
To było idealne tło dla Valentino, jego paryskiego wykształcenia i majestatycznych skłonności. Jednak z powodu niewielkich marż zysku w branży haute couture wkrótce stanął w obliczu bankructwa. Na szczęście, rok później pojawiło się lekarstwo na jego problemy finansowe: Giancarlo Giammetti, student architektury młodszy od niego o 10 lat. Poznali się pewnego letniego wieczoru w Café de Paris, tętniącym życiem rzymskim miejscu spotkań, uwiecznionym przez Federico Felliniego w filmie „Słodkie życie”.
– Spotkanie z Giancarlo było moją największą szansą – powiedział Valentino w wywiadzie dla „The Sunday Times” w 2007 roku. Był to początek długiej, osobistej i zawodowej współpracy, która trwała do końca życia projektanta. Byli partnerami biznesowymi przez ponad 50 lat, a ich związek romantyczny trwał od dnia poznania się w 1960 do 1972 roku. Współpracowali przy wielu projektach, w tym przy otwarciu PM23, przestrzeni kulturalnej założonej w zeszłym roku przez Fundację Valentino Garavani i Giancarlo Giammetti.
Zdjęcie: Valentino Archives
Zdjęcie: Gian Paolo Barbieri / Taschen
CZERWONY
Duet reaktywował dom mody Valentino w 1960 roku. Giammetti rzucił studia, by odpowiadać za finanse i cały biznes firmy. Trzymał budżet twardą ręką, by kreator w spokoju mógł tworzyć. Wkrótce marka nabrała rozpędu – Valentino ubrał Elizabeth Taylor na premierę „Spartakusa”, księżniczkę Małgorzatę, Lee Radziwiłł, Babe Paley czy królową Belgii Paolę.
Kiedy świeżo owdowiała Jacqueline Kennedy po raz pierwszy zobaczyła projekt Valentino około 1964 roku, natychmiast zapytała o projektanta, kupiła sześć sukienek haute couture i nosiła je przez cały okres żałoby po śmierci prezydenta Kennedy’ego. Kilka lat później, na ślub z Arystotelesem Onassisem w 1968 roku, założyła koronkową suknię Valentino z długim rękawem; kreację ze słynnej, całkowicie białej, wiosennej kolekcji projektanta z tego samego roku. – Dużą część mojej sławy zawdzięczam jej – Valentino powiedział o byłej pierwszej damie USA w magazynie „W” w 1984 roku.
Marka podejmowała śmiałe decyzje biznesowe, prezentując kolekcje na targach Pitti we Florencji, gdzie kupcy z całego świata gromadzili się co sezon, by wyszukać nowe talenty, oraz wprowadzając linię ubrań gotowych do noszenia w 1970 roku i odzież męską, począwszy od Valentino Uomo w 1969 roku. W latach 1970-1980 Valentino podpisał 70 umów licencyjnych, w celu zwiększenia przychodów – rozszerzając swoje imperium m.in. o perfumy, torebki i buty, wyposażenie wnętrz, dżinsy i bieliznę. Pomimo tej ekspansji, atrakcyjność marki nie osłabła (a przynajmniej tak uważali on i Giammetti).
Co więcej, to jemu zawdzięczamy logomanię. Pod koniec lat 60. Valentino zaczął drukować logo marki w kształcie litery „V” na wielu swoich projektach, do tego stopnia, że ”New York Times” w 1969 roku poświęcił temu artykuł: „Jeśli Valentino, znany projektant włoskiej haute couture, nie przestanie umieszczać inicjału „V” na swoich pończochach, paskach, guzikach, kieszeniach i butach, jego kolekcje będą wyglądać jak obsesja jednego mężczyzny na punkcie volkswagena”.
Każdy produkt spajał… kolor. Valentino zasłynął czerwonymi sukienkami w soczystym szkarłatnym odcieniu, który stał się jego znakiem rozpoznawczym do tego stopnia, że w branży nazywano go „Valentino Rosso” („czerwień Valentino”).
– Noszenie ubrań Valentino to spełnienie marzeń każdej kobiety i dziewczyny. Ponieważ są to najbardziej olśniewające, kobiece i eleganckie sukienki, jakie można mieć. Sukienkę Valentino rozpoznasz z daleka. I jest tylko jeden czerwony kolor, który ma tylko on i którego nikt nie może podrobić. To po prostu niesamowite – gdy założysz jedną z jego sukienek, ktoś od razu powie: „Nie musisz mówić, co to jest, wiem, że to Valentino” – tak modelka Claudia Schiffer o swoim przyjacielu, w którego sukni brała ślub, mówiła w książce podsumowującej jego dorobek „Valentino: A Grand Italian Epic” wydanej przez Taschen.
Zdjęcie: Toni Campo and Janos Grapow / Taschen
Zdjęcie: Toni Campo / Valentino Archives
OSCARY
W albumie – oprócz wspaniałych ilustracji i zdjęć – znajdują się eseje znanych dziennikarzy Johna Fairchilda, Graydona Cartera i Ingrid Sischy, a także stare artykuły z „New York Post” o Valentino i relacje André Leona Talleya z przyjęć projektanta z lat 70. Głównym tematem jest historia złożona z wywiadów zebranych i zredagowanych przez Matta Tyrnauera (reżysera filmu „Valentino: Ostatni cesarz wielkiej mody„) oraz dziennikarza Matta Pressmana. Muzy Valentino, jego lojalni klienci i koledzy z branży wyjaśniają, jak Włoch zmienił modę.
– Valentino stworzył swój dom mody z naprawdę niewielu rzeczy. Bo, no cóż, rzymskie krawiectwo nie miało takiego prestiżu jak paryskie, ale w latach 50. nie było aż tak źle. Były dość znane marki, jak Carosa, Simonetta i Forquet. Nawet nie wiem, co się z nimi stało. Ale suknie Valentino były lepsze. Miał doświadczenie w krawiectwie paryskim, co było bardzo, bardzo ważne. Wiedział, że włoskie pracownie mają dobry kunszt, ale trzeba ich nauczyć, jak to robić poprawnie. Nadał trochę rzymsko-niemieckiego haute couture, które wcześniej było raczej kiczowate – tak podsumował początki kolegi Karl Lagerfeld.
Przez kolejne dekady popularność Valentino rosła. Większość lat 70. spędził w Nowym Jorku, otoczony szerokim kręgiem przyjaciół, wśród których byli artysta Andy Warhol i legendarna redaktorka „Vogue’a”, Diana Vreeland. Z królem pop-artu nie tylko imprezował, ale też mu pozował – Warhol namalował go w 1974 roku.
Gdy w latach 90. moda stała się częścią popkultury, a projektanci mody i modelki mianowano nowymi gwiazdami mediów, Valentino został międzynarodową ikoną. Jego kreacje regularnie gościły również na czerwonym dywanie. Stał się ulubieńcem supermodelek tamtej dekady, w tym Claudii Schiffer, Elle Macpherson i Naomi Campbell, a na Oscarach o palmę pierwszeństwa przez lata walczył z Giorgio Armanim.
Kiedy Jessica Lange wygrała Oscara w 1983 roku za rolę w „Tootsie”, na scenę weszła w sukni Valentino, Sophia Loren honorowego Oscara odebrała w 1991 roku również w kreacji tego projektanta. Ale do historii przeszły trzy inne jego oscarowe kreacje: czarno-biała suknia vintage Julii Roberts z 2001 roku i żółta, którą Cate Blanchett miała na sobie w 2005 roku (obie aktorki odebrały w nich wygrane statuetki), a także pastelowo-miętowa suknia, którą Jennifer Lopez założyła w 2003 roku. Sam projektant też pojawił się na oscarowym czerwonym dywanie – u boku Anne Hathaway, która wybrała czerwoną suknię jego projektu, gdy prowadziła Oscary w 2011 roku.
Aktorka Anjelica Huston również należała do jego fanek: – Noszenie Valentino jest jak udana fryzura. Jego ubrania mogą wyglądać jak szept, ale są tak starannie przemyślane i wykonane, że potrafią ukryć mnóstwo niedoskonałości. To, co on robi, to magia.
OSTATNI CESARZ
Z precyzyjnie skrojonymi garniturami, opalenizną i perfekcyjnie ułożonymi włosami, Valentino był kwintesencją włoskiego dżentelmena. Był zapalonym kolekcjonerem chińskich antyków i oddawał się miłości do kwiatów i strzyżenia krzewów w ogrodzie swojego XVII-wiecznego zamku Wideville pod Paryżem, który kupił w 1995 roku.
Był częścią światowej śmietanki towarzyskiej, z domami w Gstaad, Capri, Londynie, Rzymie i Nowym Jorku, 26-metrowym jachtem TM Blue One (nazwanym na cześć jego rodziców, Teresy i Mauro), na którym pracowało 11 osób, prywatnym odrzutowcem, a także kolekcją dzieł sztuki od Picassa do Basquiata i Hirsta. Książka z 2014 roku zatytułowana „Valentino: At the Emperor’s Table” celebrowała jego talent do prowadzenia imprez, podając wskazówki dotyczące nakrywania stołu, aranżacji wnętrz i przepisów kulinarnych.
– Valentino i Giancarlo to królowie luksusowego życia – ocenił John Fairchild, ówczesny redaktor naczelny „Women’s Wear Daily”, w wywiadzie dla „Vanity Fair” w 2004 roku. Nie mylił się: panowie z fantazją i gestem przyjmowali u siebie gości z najwyższej półki – od księżnej Diany po Sharon Stone. – Urodziłem się taki, pragnąc ładnie się ubierać i dostrzegać piękno wokół siebie – Valentino powiedział magazynowi „W”. – Uwielbiam piękne domy, pełne pięknych mebli i pięknych przedmiotów.
Ale ze wszystkich słabości najbardziej był dumny ze swojej miłości do mopsów, których w pewnym momencie miał sześć: Miltona, Monty’ego, Maude, Margot, Maggie i Molly. – Nie zależy mi na kolekcji. Ważniejsze są moje psy – oznajmił w filmie dokumentalnym z 2009 roku „Valentino: Ostatni cesarz wielkiej mody”, który dokumentuje ostatnie dwa lata jego pracy jako projektanta.
W 1998 roku sprzedał swoją firmę włoskiemu konglomeratowi HdP za około 300 milionów dolarów, choć nadal dla niej pracował. Przeszedł na emeryturę w 2008 roku, po ponad 45 latach, kończąc jedną z najdłuższych karier w modowej branży.
Media – donosząc o emeryturze – pisały o nim z podziwem: „Fakt, iż był w stanie utrzymać się na topie przez dekady to nie lada sztuka”. Próbowały także odkryć sekret jego długowieczności. Amy Fine Collins z „Vanity Fair” miała na to konkretną odpowiedź: „Przez dekady pozostał wierny swojej wierze w kobiecy urok, piękno i tajemnicę. Uwielbiał kobiety nawet wtedy, gdy kobiety same siebie nie uwielbiały. I choć Valentino i Giammetti pozostali absolutnie wierni swoim ideałom i przyjaciołom, jednocześnie nadal entuzjastycznie podchodzili do świeżych pomysłów, zewnętrznych wpływów i nowych ludzi”.
Zaś koledzy po fachu nie szczędzili komplementów.
Zdjęcie: Arthur Elgort / Valentino Archives
Carolina Herrera: – Wszystkie jego ubrania, które widzisz na wybiegu, możesz nosić. A moda to szczęśliwe kobiety. Czy miał na mnie wpływ, kiedy zaczynałam? Może tak. Bo nie robi niczego szalonego, a jego ubrania są klasyczne. W pewnym momencie Valentino był noszony częściej niż jakikolwiek inny projektant na świecie.
Donatella Versace: – Jak wszyscy prawdziwi projektanci mody, Valentino ma swój własny, niepowtarzalny styl. I jak wszyscy naprawdę wielcy projektanci mody, przez lata trzymał się tego stylu, niezależnie od zmian trendów. To cecha projektanta, który naprawdę wierzy w to, co robi i jest pasjonatem – tak było w przypadku mojego brata Gianniego i z pewnością tak jest w przypadku Valentino.
Tom Ford: – Gdybym był kobietą, ogromną część mojej wieczorowej garderoby kupiłbym u Valentino. Podziwiam w nim to, że niezależnie od tego, co robi, nie traci z oczu kobiecego ciała. Valentino nigdy nie zapomina, że celem ubrań jest podkreślanie atutów, upiększanie i sprawianie, że nosząca je osoba czuje się pewniej i atrakcyjniej. To nie jest proste; to w pewnym sensie wymierająca sztuka.
Włoski przedsiębiorca z modowej branży Matteo Marzotto zwrócił uwagę przede wszystkim na siłę duetu. – Nie sądzę, żeby marka Valentino była taka sama bez Giancarlo. Nawet nie połowa, ani nawet jedna trzecia – podkreślił silną więź partnerów, którzy spędzili osobno może dwa miesiące w ciągu półwiecza, które razem przeżyli.
Dlatego, gdy Garavani odchodził na emeryturę, Giammetti zrobił to samo. Razem na pożegnanie zorganizowali pokaz mody pełen gwiazd w paryskim Musée Rodin. Na finał modelki założyły identyczne suknie w kolorze „Valentino Rosso”. Kreator był uśmiechnięty, choć wzruszony. – Nie płaczę, bo odchodzę po 45 latach u szczytu kariery – oświadczył za kulisami.
– Odeszliśmy, ponieważ branża się zmieniła, a spotkania skupiały się na pieniądzach, a nie na designie. Prognozy sprzedaży decydowały o tym, co powstawało. Koncerny sprawiły, że każda marka działała według tego samego modelu – Giammetti wyznał w wywiadzie dla „Financial Times” w 2023 roku. – dzisiaj już by się nam nie udało wystartować z domem mody.
POTOP
Marka bez założyciela radziła sobie różnie. Po dwóch trudnych sezonach pod wodzą Alessandry Facchinetti, odnalazła nowe życie wraz z duetem Maria Grazii Chiuri i Pierpaolo Piccioli. Gdy w 2016 roku Chiuri odeszła do domu mody Christian Dior, Piccioli został sam aż do 2024 roku i to był najlepszy czas w jej rozkwicie. Piccioli jednak odszedł do Balenciagi, a teraz głównym projektantem w Valentino jest Alessandro Michele.
Garavani nie miał już wpływu na te wybory.
Zdjęcie: Mert & Marcus / Valentino Archives
Zdjęcie: Herb Ritts / Valentino Archives
Zdjęcie: Steven Meisel / Valentino Archives
Uwielbiał publicznie brylować, więc nadal uczestniczył w pokazach mody, czerwonych dywanach i imprezach towarzyskich. W 2006 roku posunął się jeszcze dalej, pojawiając się w epizodycznej roli u boku Meryl Streep i Anne Hathaway w filmie „Diabeł ubiera się u Prady”. Aktywny był jeszcze jako 80-latek. Jednak w ostatnich latach życia, po chorobie, wycofał się z życia publicznego.
– Myślę, że odniosłem sukces, ponieważ przez te wszystkie dekady zawsze zależało mi na tworzeniu pięknych ubrań. Zapomnijmy o modzie: stylu grunge, niechlujnym wyglądzie. Nie obchodzi mnie to; naprawdę. Nie mogę patrzeć na kobiety odzierane przez projektantów mody z piękna, nieuczesane lub wyglądające dziwnie. I na makijaż, i na sukienki, które ośmieszają ciało. Ja chcę stworzyć dziewczynę tak ubraną, że gdy pojawi się w jakimś miejscu, będzie przyciągać wzrok i słyszeć: „Wyglądasz rewelacyjnie!”. Zawsze chciałem osiągać ten cel – mówił „Vanity Fair” w 2004 roku.
Glamour, ponadczasowa elegancja i długowieczność projektantów to dziś rzadkość. Karuzela stanowisk trwa, świat luksusu przeżywa największy kryzys od dekad. Być może dlatego śmierć Valentino dla wielu oznacza koniec pokolenia mistrzów mody z dawnych lat. I zdaje się, że on też o tym wiedział. Kiedy w filmie dokumentalnym o jego życiu i karierze zapytano go o to, co myśli, gdy inni mówią o nim, że jest niezastąpiony, Valentino odpowiedział z ironicznym uśmiechem: – Po mnie będzie potop.
PUSTKA
Dom mody, który nosi jego nazwisko, potwierdził śmierć maestro w poniedziałek, dodając: „Projektant odszedł dziś spokojnie w swojej rezydencji w Rzymie, otoczony miłością rodziny”.
Krótko potem posypały się pożegnania z całego świata: od premier Włoch po największe gwiazdy. Wśród dziękujących był m.in. Piccioli, który dekady temu zaczynał u boku swojego mentora: „Nauczyłeś mnie, że moda to radość, choć głęboko poważna. I to ty również wpoiłeś mi, jak tworzyć najpiękniejsze kokardy na świecie”.
Hołd zmarłemu oddała także rodzina Giorgio Armaniego, który zmarł we wrześniu ub.r. w wieku 91 lat, nazywając Valentino „niekwestionowanym mistrzem wdzięku i elegancji, dla którego Giorgio Armani zawsze żywił wielki podziw”. W oświadczeniu czytamy dalej: „Valentino uosabiał doskonałość haute couture, rygor rzemiosła i unikalną wizję mody, zbudowaną z czystych linii, kultowych kolorów i absolutnego piękna. Jego odejście pozostawia ogromną pustkę”. ﹡
Zdjęcie: David Bailey / Taschen