Ani Sofia Coppola, ani Marc Jacobs nie byli przekonani, czy nakręcenie filmu dokumentalnego to dobry pomysł. On nie był pewien, czy chce być jego bohaterem, a ona miała wątpliwości, czy chce znosić presję związaną ze sfilmowaniem przyjaciela. Co, jeśli film okaże się nieudany?
Mimo to pomysł, który podsunęło reżyserce małżeństwo producentów R.J. i Jane Cha Cutler, zaczął się rozwijać. Coppola zawsze interesowała się modą i procesem twórczym, w młodości miała nawet staż w Chanel, a potem stworzyła własną modową markę. Zaś Jacobs wiedział, że jeśli ktokolwiek mógłby sprawić, że poczuje się mniej skrępowany przed kamerą, to właśnie ona. I postanowili skoczyć w nieznane. Przynajmniej razem.
– Kiedy poproszono mnie o zrobienie filmu o Marcu, pomyślałam: „Nie, nie mogę. To zbyt duża presja. Musiałby być dobry, bo to mój przyjaciel i go kocham”. Potem zaczęłam myśleć o przejrzeniu archiwów… Przyjaźnimy się od 30 lat i uznałam, że fajnie byłoby wrócić do jego niesamowitego dorobku, z którym dorastałam – 54-latka opowiadała wczoraj o początkach pracy na konferencji prasowej w Wenecji, gdzie dokument „Marc by Sofia” był pokazywany na festiwalu poza konkursem.
– Bardzo łatwo było powiedzieć Sofii „tak”. Sprawiła, że poczułem się bardzo komfortowo, mówiąc jej o wszystkim – wyznał 62-letni projektant. – W życiu zawsze wolałem mówić o rzeczach, których inni się wstydzą – od uzależnień po operacje plastyczne – ale wiedziałem, że to nie będzie dokument w stylu Barbary Walters: bez łez, bez kontrowersyjnych pytań. Ale nawet gdyby Sofia je zadała, byłbym szczery i otwarty. Jak zawsze – dodał.
– Chciałam, by projekt był osobisty, ale nie niedyskretny ani wścibski – dorzuciła Coppola, wierna swojemu charakterystycznemu stylowi delikatności, obserwacji i powściągliwości, który m.in. w 2010 roku przyniósł jej Złotego Lwa w Wenecji za „Somewhere. Między miejscami”.
1.
Sofia i Marc są bliskimi przyjaciółmi, a czasem i współpracownikami. Dziennikarze modowi regularnie nazywają ją jego muzą. Reżyserka została twarzą jego pierwszych perfum w 2002 roku i wyreżyserowała reklamy jego linii zapachów Daisy w 2014 roku. W czasach, gdy był głównym projektantem domu mody Lous Vuitton, wystąpiła w reklamie jego kolekcji wraz z ojcem (sławnym Francisem Fordem Coppolą) oraz sama, a także zaprojektowała torebkę nazwaną jej imieniem dla tego paryskiego brandu. Nawet Oscara odbierała w sukni jego projektu.
Żadne z nich nie przypuszczało, że będzie to jedna z najtrwalszych więzi w świecie mody. Na początku lat 90. – po tym, jak usłyszała, że Jacobs tworzy kolekcję grunge dla marki Perry Ellis, w której wówczas pracował – poprosiła mamę, żeby zabrała ją do jego nowojorskiej pracowni. – Przyszedł się przywitać. Mama była bardzo zaskoczona, bo od razu zaczęliśmy rozmawiać. Szybko się dogadaliśmy – opowiadała w Wenecji.
Polubili się dzięki wspólnej miłości do sztuki, muzyki, mody, fotografii i filmów. Jacobs odwiedzał plany filmowe przyjaciółki, a nawet dostarczał ubrania dla niektórych jej postaci, w tym dla Scarlett Johansson w „Między słowami”. – Właściwie nawet nie wiem, jak się zaprzyjaźniliśmy: to się po prostu stało, bo łączy nas tak wiele rzeczy. Przez lata przeżyliśmy razem sporo różnych chwil – dodała Sofia.
I gdy dostała propozycję nakręcenia dokumentu o przyjacielu, wiedziała, że nakręci film z jej punktu widzenia. Chciała podkreślić ich przyjaźń, ale nie chciała, żeby film dotyczył jej, czy nawet ich samych jako przyjaciół. Pragnęła skupić się tylko na nim.
– To bardzo osobisty portret przyjaciela. Ważne było dla mnie ukazanie Marca jako artysty w procesie twórczym, który, jak sądzę, może być również źródłem inspiracji dla młodych ludzi zainteresowanych modą. Chciałam stworzyć coś autentycznego, naturalnego, by była to niezwykle pozytywna i radosna historia – wyjaśniała na konferencji prasowej.
2.
Pomysł był taki, by towarzyszyć projektantowi z kamerą podczas powstawania kolekcji marki Marc Jacobs na wiosnę 2024 roku (przez 12 tygodni poprzedzających pokaz i po), a następnie przeplatać te kadry inspiracjami, odniesieniami i artystami, których znał, aby uzyskać pełny portret.
Czasami po prostu przychodziła do nowojorskiego biura projektanta z kamerą, czasami przy filmowaniu pomagał jej brat, Roman Coppola, towarzyszył im tylko dźwiękowiec. Zajrzała też tam, gdzie rzadko ma dostęp, w tym za kulisy pokazu mody. – Nigdy wcześniej nie byłam na backstage’u i nie widziałam takiej energii, stresu i ekscytacji tuż przed show. A potem mogłam filmować to długimi obiektywami w bardziej kinowy sposób. I po prostu pokazać piękno i detale pracy włożonej w pokaz – Coppola nie kryła podziwu.
Po raz pierwszy robiła coś bez planu i scenariusza. – Nie było żadnych ograniczeń. Coś na zasadzie: po prostu przyjdź, a dostaniesz to, co dostaniesz, i jakoś to będzie – Jacobs wyznał w wywiadzie udzielonym wspólnie z Coppolą agencji Associated Press.
Zadawała mu pytania, czasem banalne, a innym razem bardziej wnikliwe, zaś on po prostu odpowiadał, jakby prowadził zwykłą pogawędkę z bliską osobą. – Nie było nic w stylu reżyser i jego temat. Wszystko działo się naturalnie – ocenił. – Ale nie wyobrażam sobie, że mogłoby się to udać z kimkolwiek innym, bo robiłem to dla Sofii. Może to nie do końca prawda, ale tak właśnie o tym myślę – zaśmiał się.
Oprócz kulis projektowania kolekcji „Marc by Sofia” jest pełen nagrań archiwalnych, a także odniesień do filmu i sztuki, z fragmentami filmów „Hello, Dolly!”, „All that Jazz”, „Sweet Charity” i wielu innych ulubionych filmów Jacobsa, o których mówi, że były jego największą inspiracją. Dokument zawiera również ważne momenty w karierze oraz kilka rzadkich intymnych fragmentów, w których poznajemy historię babci Jacobsa, ważnej postaci w jego życiu. Mieszkał z nią jako nastolatek, by uciec od surowego ojczyma – jego ojciec, agent w William Morris w Nowym Jorku, zmarł, gdy syn miał zaledwie 6 lat, a matka cierpiała na chorobę psychiczną. Część lat dorastania spędził z dziadkami i to właśnie babcia nauczyła go robić na drutach i haftować, zabierała go na zakupy, zaszczepiając poczucie, jak ważne jest dbanie o piękne ubrania.
Kilka godzin po pokazie Coppola i jej brat odwiedzają również bohatera filmu w jego domu, gdzie w jedwabnej piżamie opowiada o wysiłku i stresie związanym z organizowaniem pokazu. Wyczerpanie ustępuje miejsca głębszej introspekcji i szczerości. Jest zmęczony, mówi Coppoli. Zawsze jest tak zmęczony po pokazie, nigdy nie odczuwa ulgi, ledwo co zadowolony, skazany na spędzenie kolejnych tygodni nie na rozkoszowaniu się sukcesem, ale na rozważaniu, co mogło być zrobione lepiej.
Pomimo dostępu do informacji z pierwszej ręki (reżyserka od czasu do czasu pojawia się na ekranie, ale przeważnie pozostaje poza kadrem i słychać, jak zadaje pytania), film daje tylko iluzję intymności, zamiast czegoś odkrywczego. Nie ma nic o tym, jak zbudował imperium biznesowe, ani o licznych umowach licencyjnych, których udziela ze swoim nazwiskiem. Film nie wspomina nic o jego problemach z kokainą i alkoholem (choć był dwa razy na odwyku), ani o publicznych związkach z mężczyznami, które kończyły się skandalami, ani o dzisiejszym życiu osobistym (od 6 lat jest mężem modela Chara Defrancesco). Nie zobaczymy też opowieści o nagłym zwolnieniu z Vuittona (o którym dowiedział się dwa tygodnie przed pokazem w 2014 roku, który nie miał być jego ostatnim), choć pracował tam przez blisko 17 lat. Jako pierwszy projektant mody w historii marki, która wcześniej produkowała wyłącznie akcesoria ze skóry i walizki, wprowadził na rynek pierwszą linię ubrań i przekształcił wiekowy brand w jeden z najważniejszych domów mody na świecie.
Ale nikt się nie spodziewał, że „Marc by Sofia” będzie czymś więcej niż pełnym podziwu i czułości spojrzeniem autorki na bliską jej osobę.
3.
Coppola, która nigdy wcześniej nie kręciła dokumentu, przywiozła do Wenecji raczej hołd dla Marca Jacobsa, niż prawdziwy obraz barwnej, kontrowersyjnej i sławnej ikony współczesnej mody, której – co ciekawe – nigdy wcześniej nie poświęcono filmu. „Marc by Sofia” celebruje kreatywność, wrażliwość i przyjaźń, a wszystko to opowiedziane z wizualną i narracyjną gracją, która zawsze wyróżniała jej kino.
Wyznała, że w odróżnieniu od fabuły, cały proces był bardzo intymny, niemal tak, jakby kręciła „film domowy”. – To naprawdę osobisty portret mojego przyjaciela, szczery, mały projekt. Nie materiał marketingowy, ani reklama – zapewniała dziennikarzy przed premierą. – Chciałam, żeby miał prywatny, nieobiektywny charakter, ale nie w sposób nachalny – dodała.
To bardzo coppolowski kolaż inspiracji Jacobsa, zdjęć, archiwów, jego wspomnień i kadrów pracy nad nową kolekcją, wsparty energiczną, popową ścieżką dźwiękową. Film obfituje w krótkie, impresjonistyczne ujęcia zmontowane w sposób nielinearny. Pojawia się m.in. wir torebek Louis Vuitton, których zaprojektowanie Jacobs zlecił artystom Takashiemu Murakamiemu i Stephenowi Sprouse, zastępując charakterystyczne brązowe tło kolorem i graffiti. A potem nagle dowiadujemy się o popkulturowych inspiracjach Jacobsa: od cekinowych sukienek Supremes, po Lizę Minelli i wszystko, co związane z Elizabeth Taylor.
Odświeżające jest oglądanie artystycznego i pozbawionego gadających głów dokumentu, ale oznacza to również, że film po prostu nie wyjaśnia znaczenia kariery Jacobsa. I nawet, jeśli są sceny, jak kreator wybiera tkaniny do kolekcji, albo pokazuje perfekcjonizm podczas przygotowań do pokazu, o którym mówi jako o „siedmiominutowym przedstawieniu teatralnym”, obejmującym casting, scenografię i inscenizację, niewielki jest wgląd w sam proces twórczy. Być może dlatego archiwalne nagrania wideo wplecione w całość są o wiele bardziej intrygujące, jak np. te z pokazu dyplomowego w Parsons School of Design, czy z debiutu grunge’owej kolekcji dla Perry’ego Ellisa, która przykuła uwagę świata, ale wywołała oburzenie branży i skończyła się wyrzuceniem jej autora z pracy.
4.
Jacobs nie krył zdenerwowania, gdy przyjaciółka po raz pierwszy pokazała mu film. – Zawsze czuję się dość niepewnie, kiedy prezentuję swoje prace. Jak to zwykle ja, po obejrzeniu filmu powiedziałem, że nie nienawidzę siebie – zaśmiał się. – Nie udawałem. Nie było w tym nic sztucznego, więc niezależnie od tego, czy ludziom się spodoba, czy nie, wiem, że po prostu dobrze się czułem będąc sobą i z Sofią.
Recenzenci raczej chwalą, ale nie kryją też rozczarowania. Piszą, że 1,5-godzinny „Marc by Sofia” jest co prawda dynamiczny, kolorowy, ale powierzchowny. „Oferuje barwną, ale nieodkrywczą perspektywę od wewnątrz. Jest tak bardzo w stylu Coppoli, że równie dobrze sprawdziłby się pod tytułem »Sofia by Sofia«” – zawyrokował „Hollywood Reporter”. „Biorąc pod uwagę tak bliskie relacje reżyserki i bohatera, oczekiwanie, że powstanie zdystansowany i bardziej chłodno-analityczny dokument o projektancie byłoby naiwnością” – zauważył „Deadline”, który wybacza filmowi nawet zbyt duże samozadowolenie. Zaś „IndieWire” narzeka, że Jacobs niewiele mówi o sobie, sprawia wrażenie autoironicznego i powściągliwego, a Coppola momentami za bardzo odbiega od tematu.
Nawet przychylny obojgu „Vogue” trochę kręci nosem: „Niektórzy będą sfrustrowani – film nie wchodzi tak naprawdę w proces myślowy Jacobsa. Zakłada pewien stopień wiedzy od przeciętnego widza, co może być niesprawiedliwe”. Podobnie „Screen Daily”, który podkreśla, że „kariera Jacobsa jest warta bardziej wnikliwego i obszerniejszego zgłębienia”, jednak rozgrzesza autorkę, pisząc, że jej dokument tak naprawdę nie jest o Jacobsie, to „kronika przygotowań, lęków, bólu i przyjemności z procesu tworzenia” i „miłośnicy mody powinni być zachwyceni”. Wszyscy są zgodni, że film pozostawia niedosyt, że „po napisach końcowych wygląda jak coś, co mogłoby być pierwszym odcinkiem dłuższego serialu, a nie kompletnym pakietem”.
– Choć brzmi to banalnie, uważam, że to naprawdę piękny list miłosny do mnie, mojej pracy i naszej przyjaźni – tak włoskiej stacji telewizyjnej Rai Jacobs wyjaśnił powód powstania „Marc by Sofia”.
Być może chodzi o coś innego. Film ukazuje się w momencie, gdy francuski koncern dóbr luksusowych LVMH rozważa sprzedaż marki Marc Jacobs, której wartość szacuje się na 1 miliard dolarów.﹡
Kopiowanie treści jest zabronione