Książka napisana w 1967 roku przez Gabriela Garcíę Márqueza, laureata Nagrody Nobla, opowiada o siedmiu pokoleniach rodziny Buendía. Wszyscy podążają ścieżkami obsesji, tęsknoty, idealizmu i piętna samotności, nierozerwalnie złączonych z losem ich domu – w Macondo. Już od pierwszej sceny, kiedy w pogodny dzień pułkownik Aureliano Buendía staje przed plutonem egzekucyjnym na tle zakrwawionego białego tynku, widzowie serialu „Sto lat samotności” przenoszą się do Macondo, niewielkiej osady nad rzeką, która z czasem rozkwita, stając się bogatym miastem, zanim padnie ofiarą wojny i kolonialnego wyzysku.
Jako jedna z najpopularniejszych opowieści z gatunku realizmu magicznego, arcypowieść kolumbijskiego pisarza obfituje w zjawiska nadzwyczajne i nierzeczywiste, które traktowane są jako elementy życia codziennego. Na początku historii plaga bezsenności zanurza mieszkańców we mgle krótkotrwałej utraty pamięci, a później strużka krwi skręca, przechodzi przez ulicę i wspina się po krawężnikach, aby zaalarmować matronę rodu, Úrsulę, o szokującej śmierci.
Przed śmiercią w 2014 roku García Márquez przyznał, że swój styl snucia historii zawdzięcza babci, która fantazjowała „z całkowitą naturalnością”. – Najważniejszy był wyraz jej twarzy – powiedział w 1981 roku dla „Paris Review”. – W poprzednich próbach napisania „Stu lat samotności” starałem się opowiedzieć historię, nie wierząc w nią. Odkryłem, że muszę sam w nią uwierzyć i napisać tak, jak opowiadała moja babcia: z kamienną twarzą”.
Macondo nigdy nie zostało odnalezione na żadnej mapie – chociaż byłoby to możliwe, gdyby niefortunna propozycja zmiany nazwy miejsca urodzenia Márqueza, Aracataca, doszła do skutku – ale od dziesięcioleci żyje w umysłach czytelników. Miejsce to zanurzone jest również w prawdziwej historii Kolumbii. Z tego powodu serial Netflixa (pierwszy sezon liczy 16 odcinków), który będzie trwał dwa sezony, został nakręcony wyłącznie w tym kraju i w całości w języku hiszpańskim. Serial ma również błogosławieństwo rodziny autora, a synowie Garcíi Marqueza, Rodrigo Garcia i Gonzalo Garcia Barcha, pełnią funkcję producentów wykonawczych.
Produkcja wiązała się z budową szczegółowych planów zdjęciowych na wielką skalę oraz wiernym odtworzeniem kostiumów z lat 1800. i 1900. – „Sto lat samotności” rozgrywa się w konkretnym momencie w historii Kolumbii – powiedziała scenografka Bárbara Enríquez. – Potraktowaliśmy to jako dramat historyczny.
Enríquez przejęła projektowanie scenografii w 2022 roku, po tym jak zrezygnował Eugenio Caballero, najbardziej znany z nagrodzonych Oscarem scenografii do „Labiryntu fauna” w reżyserii Guillermo del Toro. Caballero i Enríquez wcześniej pracowali razem przy nagrodzonym Oscarem filmie Alfonso Cuárona „Roma” (2018).
Produkcja „Stu lat samotności” jest jedną z największych w historii Ameryki Południowej, według Netflixa, i wymagała zbudowania trzech różnych miast. Pierwsza scenografia służyła jako bezimienna wioska chat z błota i bambusa, gdzie kuzyni José Arcadio Buendía i Úrsula Iguarán dorastają i biorą ślub, zanim poprowadzą część swojej społeczności przez pasma górskie i bagna, aby założyć Macondo. Następnie powstały dwie wersje samego Macondo: proste strzechy i drogi gruntowe z jego wczesnych lat, a następnie zielone ulice i eleganckie wielopiętrowe domy, które urosły wraz z rozwojem miasta coraz bardziej połączonego ze światem zewnętrznym.
– Realizm magiczny to właściwie po prostu rzeczywistość, w której dzieją się magiczne rzeczy – oceniła Enríquez. – Z perspektywy scenografii, chcieliśmy stworzyć bardzo dokładny historycznie plan zdjęciowym, tak, abyśmy później mogli wpleść części niezwykłe pomiędzy te zwyczajne.
Ale to nie znaczyło, że poszczególne rekwizyty nie mogły wzbudzać zachwytu i zdumienia. Weźmy pierwszy znaczący rekwizyt widziany w serialu – pergaminową księgę, w której stary cygański wynalazca Melquiades zapisuje w sanskrycie całą historię Macondo, co później staje się powieścią samą w sobie. Aby to stworzyć, ekipa produkcyjna współpracowała z tłumaczem sanskrytu, który przełożył cały tekst, a także z kaligrafem, który pracował nad gigantyczną księgą.
Potem jest pierwszy blok lodu, jaki kiedykolwiek widziano w Macondo, przywieziony przez podróżujących Cyganów, który zostaje w pamięci Aureliana do końca życia. Przedstawiony niczym ogromny, błyszczący diament w złotej skrzyni, która po otworzeniu wybucha mgłą, rzucając delikatne światło na José Arcadio i jego dwóch synów. Lód na planie serialu był prawdziwy. – Bardzo ważne jest, by uzyskać autentyczny widok i uczucie, więc kiedy młody Aureliano dotknął lodu, reakcja aktora była autentyczna – wspominała Enríquez.
W metaforycznym centrum miasta działa dom Buendíów, który wiecznie się powiększa, by sprostać potrzebom zmieniających się członków rodziny. Sypialnie wypełniają nieszczęśliwie zakochane postacie w okresie dojrzewania, szukające intymności pod moskitierami. Alchemiczne laboratorium to miejsce szalonych eksperymentów naukowych pod okiem patriarchy José Arcadio i Melquíadesa. Ponadto mamy pracownię metalu Aureliano, poświęconą jego skrupulatnie rzeźbionym złotym rybkom, które zostały wykonane specjalnie na potrzeby serialu.
Kiedy młode dziewczyny, Amaranta i Rebeca, dorastają, salon rodziny Buendía przechodzi muzyczną transformację dzięki Pietro Crespiemu, pochodzącemu z Włoch, który przynosi pianolę i delikatną pozytywkę (również wykonaną na zamówienie), oczarowując domowników.
Stosownie więc Enríquez i jej zespół traktują dom jako postać samą w sobie: – Dom jest po prostu kolejnym Buendíą, takim, który również ma humory. Kiedy Ursula jest szczęśliwa, dom razem z nią. Kiedy Ursula jest przygnębiona, dom wygląda na smutny. Kiedy miasto wyrusza na wojnę, dom wyrusza razem z miastem.
Dekorując wypełnione światłem, przewiewne mieszkanie, zespół scenografów i rekwizytorów pozyskał ogromny zbiór zabytkowych mebli. Producenci współpracowali również z rdzennymi społecznościami w całej Kolumbii, w tym z rzemieślnikami z ludu Zenú w Kordobie, którzy na potrzeby „Stu lat samotności” stworzyli plecione kosze, oraz z ludem Chimila w Magdalenie, który ręcznie uszył tradycyjne hamaki, zwane chinchorros.
– Byliśmy w stanie użyć przedmiotów i materiałów, które były nie tylko zgodne z tamtym czasem, ale także identyczne do tych, których używa rdzenna ludność – wyznała Enríquez. – Podróżowaliśmy też po całym kraju w poszukiwaniu rzemieślników, którzy wiedzieli, jak używać dawnych technik.
Podobnie jak główna scenografka, projektantka kostiumów Catherine Rodriguez też wyobrażała sobie Macondo w sposób szczegółowy, włączając w to badanie krajowych rejestrów Kolumbii i odwoływanie się do akwareli z tego okresu. – Przeczytałam wiele książek o Garcíi Márquezie i modzie tamtych czasów. Jest wiele zdjęć oraz udokumentowanych informacji na temat epoki – wyjaśniła Rodriguez.
Żmudne badania zaprowadziły ją i jej zespół tylko do pewnego momentu. – Potem trzeba usiąść i wszystko opracować. Tu właśnie zaczyna się część kreatywna. Trzeba samemu wybrać kolory, tekstury i zastosowanie, ponieważ nie ma autorytetu, który mówiłby, jak wyglądało Macondo w XIX lub XX wieku. W rzeczywistości jest to mieszanka wielu różnych elementów. Reżyserzy chcieli, aby wszystko wyglądało bardzo naturalnie, ponieważ książka zawiera wiele magicznych elementów.
W pierwszych odcinkach tkaniny w odcieniach ziemi, praktyczne skórzane buty i szerokie słomkowe kapelusze noszone przez pierwszych osadników Macondo ustępują miejsca szerszej gamie stylizacji: od delikatnych kwiatowych sukni po dopasowane męskie garnitury. Odwiedzający miasto nieustannie prezentują nowe style, takie jak kolorowe tkaniny wędrownych Cyganów, ekstrawagancki haftowany jedwab Crespi z Włoch i zdobione kwiatami kapelusze przeciwsłoneczne bogatej rodziny nowego sędziego.
W rodzinie Buendíów, a zwłaszcza u Úrsuli, moda zawsze pojawia się „trochę później” z powodu izolacji miasta, dlatego jej stroje mają bezpośredni związek ze stylem Ameryki z czasów wojny secesyjnej. Chociaż Rodriguez nie faworyzuje żadnej postaci, to z przyjemnością ubierała Rebecę i Amarantę, gdy dorastały. Z bladych, dziewczęcych sukni z dzieciństwa, ich garderoby stały się eleganckie, pełne kolorów i wzorów, kontrastując ze sobą. – Dorastały razem, ale tak naprawdę są zupełnie inne – oceniła. – Mają silne osobowości, więc ich kolory zmieniają się na przestrzeni lat.
W trakcie dwóch sezonów i Macondo, i rodzina Buendía zmieniają się z czasem, zarówno w sposób urzekający, jak i niszczycielski. Dlatego Enríquez była zestresowana, podejmując się tak ambitnego projektu. – Ale patrząc wstecz jestem bardzo dumna i naprawdę zadowolona z całej pracy, którą włożyliśmy w ten projekt – oznajmiła. – Mamy nadzieję, że to sposób na zachęcenie ludzi do sięgnięcia po książkę: tych, którzy jej nie czytali, albo może tych, którzy przeczytają ją ponownie.
Ile razy ona sama przeczytała powieść Garcíi Márqueza? – Dziesięć razy – wyznała ze śmiechem. ﹡
Kopiowanie treści jest zabronione