Ostatni numer „George’a” z założycielem na okładce, maj 2001. Pierwszy numer „George’a”, październik/listopad 1995. Cindy Crawford jako George Washington
John F. Kennedy Jr. wymyślił „George’a”. „Love Story” dał mu drugie życie
05 kwietnia 2026
tekst: Agnieszka Kowalska

Posłuchaj

John F. Kennedy Jr. w latach 90. wymyślił magazyn „George”, który politykę traktował jak popkulturę. To była rewolucja – z supermodelką Cindy Crawford w kostiumie prezydenta George’a Washingtona na debiutanckiej okładce, i z artykułami, które łączą politykę i sławę. Czy to była głupota, czy też przebłysk wizjonerstwa? Wówczas konkurencja nie traktowała go poważnie, ale prawie trzy dekady po tragicznej śmierci założyciela, magazyn jawi się jako przepowiednia dzisiejszej rzeczywistości, w której politycy zachowują się jak celebryci, a celebryci stają się politykami. Gdy serial „Love Story” bije rekordy popularności, przypominamy „George’a”, jego założyciela i czasy, kiedy drukowane czasopisma rządziły światem.

W jednym z odcinków serialu „Love Story: John F. Kennedy Jr. & Carolyn Bessette”, JFK Jr. podczas lunchu w nowojorskiej restauracji Michael’s, prezentuje makietę swojego nowego dzieła – okładkę magazynu „George”, przedstawiającą kobietę przebraną za George’a Washingtona. W rzeczywistości nigdy do tego nie doszło. Współzałożyciel gazety, przyjaciel i wspólnik Kennedy’ego, Michael Berman, ruszył w miasto, prezentując ważnym wydawcom pomysł na magazyn polityczny.

A ikoniczna pierwsza okładka pisma – Cindy Crawford w pudrowanej peruce i z odsłoniętym brzuchem – była tak pilnie strzeżona, że ​​nawet nikt w redakcji nie wiedział, jak wyglada. Ujawniono ją dopiero w dniu premiery magazynu w 1995 roku, kiedy John zorganizował konferencję prasową w Federal Hall – gdzie w 1789 roku pierwszy prezydent USA złożył przysięgę – ogłaszając: „Poznajcie »George’a«”.

Gra z polityką i popkulturą z nutą intrygi – koncepcja magazynu, przynajmniej w dzisiejszych czasach, wydaje się prosta. Wtedy jednak „George”, z hasłem „Not Just Politics As Usual”, był rewolucyjny. Nigdy nie było czegoś podobnego. Nigdy też nie było redaktora naczelnego, takiego jak John F. Kennedy Jr. – najbardziej pożądanego kawalera w Ameryce, który nosił tytuł „najseksowniejszego żyjącego mężczyzny” (nadany mu przez „People”), najczęściej fotografowanego faceta na świecie, członka klanu Kennedych, który w USA plasuje się gdzieś pomiędzy brytyjską rodziną królewską a grecką tragedią (o nieprawdopodobnym blasku przeplatanym publiczną żałobą).

 

1.

 

Choć magazyn nie istnieje od ponad 20 lat, serial – który stał się fenomenem, najchętniej oglądanym miniserialem w historii platform Disney+ i Hulu (do tej pory obejrzano go ponad 65 milionów godzin, z czego 40 procent to widzowie spoza USA) – sprawił, że odżyła nie tylko fascynacja jego twórcą (gra go były model Paul Anthony Kelly), ale i wszystkim, co się z nim wiązało. Dzięki „Love Story” pismo dociera do zupełnie innej, młodszej  publiczności.

John F. Kennedy był najczęściej fotografowanym dzieckiem, a potem mężczyzną na świecie, a na okładki magazynów trafia także po śmierci

Dziś „George” stał się jednym z najbardziej pożądanych przedmiotów kolekcjonerskich na eBayu i Amazonie. Pojedyncze numery sprzedają się za nawet 900 dolarów. Wydanie z lutego 1997 roku, w którym naczelny przeprowadza wywiad z Billem Gatesem, założycielem Microsoft, jest jednym z najbardziej poszukiwanych wydań – egzemplarz można było kupić online za 3,5 tys. dol. Upolowanie wszystkich 57 numerów, które ukazały się na rynku w cenie 2,95 dolara każdy, zanim magazyn zamknięto kilka lat po tragicznej śmierci charyzmatycznego potomka najsłynniejszej amerykańskiej dynastii politycznej, jest niemal niemożliwe.

JFK Jr. byłby dumny z obecnego zainteresowania pismem, które było owocem jego pasji. Wierzył w sukces „George’a” i trzeba przyznać, że jego instynkt był trafny: w ciągu 27 lat od jego śmierci polityka i popkultura tak bardzo się splotły, że kandydaci spędzają teraz niemal tyle samo czasu na zabieganiu o głosy wyborców w poważnych programach telewizyjnych, co w talk-show i na TikToku. Politycy są jak celebryci, a celebryci trafiają do polityki. Obecny prezydent USA jest w dużej mierze produktem reality show, a jego poprzednik, Barack Obama, podpisał umowę produkcyjną z Netflixem. Gwiazda talk-show Oprah Winfrey była poważnie rozważana jako potencjalna kandydatka na prezydenta, podobnie jak – nieco mniej poważnie – aktorzy The Rock i George Clooney. A raper Kanye West (obecnie Ye) w wyborach prezydenckich naprawdę wystartował.

John F. Kennedy Jr: „Polityka była i pozostaje najważniejszą areną życia obywatelskiego”
John F. Kennedy Jr: „Polityka była i pozostaje najważniejszą areną życia obywatelskiego”
John F. Kennedy Jr: „Polityka była i pozostaje najważniejszą areną życia obywatelskiego”
John F. Kennedy Jr: „Polityka była i pozostaje najważniejszą areną życia obywatelskiego”

Jako syn prezydenta Johna F. Kennedy’ego i pierwszej damy Jackie Kennedy, która została redaktorką książek, John junior miał wyjątkową pozycję, by zarówno relacjonować, jak i promować połączenie polityki i popkultury – ponieważ sam tego doświadczył.

„Polityka była i pozostaje najważniejszą areną życia obywatelskiego. Jednak dla wielu Amerykanów stała się odległa, nudna i oderwana od codziennych spraw” – napisał we wstępie do pierwszego wydania. „Mamy nadzieję, że polityka stanie się dostępna i angażująca, bez poświęcania jej istoty”. I zasugerował, że „George” będzie „miejscem, gdzie poważne kwestie będą analizowane w żywy sposób”, pragnąc sprawić, by magazyn i polityka były trochę bardziej modne, dostępniejsze dla młodszych odbiorców.

Pierwszy numer był ogromnym hitem, napędzanym przez większą liczbę reklam, niż partnerzy biznesowi wiedzieli, co z nimi zrobić – licząc ponad pięćset stron reklamowych, więcej niż wrześniowy numer amerykańskiego „Vogue’a” w tamtym czasie. Kupiło go prawie pół miliona osób – dla porównania, będący na rynku od ponad dekady „Vanity Fair” miał w tym samym roku ponad milion czytelników miesięcznie.

John F. Kennedy Jr. z matką w Białym Domu, 1962 rok
Zdjęcie: Cecil Stoughton / John F. Kennedy Presidential Library
Prezydent Kennedy z rodziną – Johnem Jr., Jacqueline i Caroline – oraz psami w Hyannis Port, 14 sierpnia 1963
Zdjęcie: Cecil Stoughton / John F. Kennedy Presidential Library
John F. Kennedy i jego 18-miesięczny syn John junior w Gabinecie Owalnym Białego Domu, 25 maja 1962
Zdjęcie: Robert Knudsen / The White House
Jacqueline Kennedy z Johnem juniorem i Caroline żegnają trumnę prezydenta Kennedy’ego, gdy opuszcza Biały Dom, 24 listopada 1963
Zdjęcie: Abbie Rowe / JFK Library / National Park Service

Jednak krytycy, głównie z branży mediów, szydzili z twórcy „George’a”, wyśmiewając go jako niewykwalifikowanego (Kennedy był prawnikiem z wykształcenia i nigdy nie pracował jako dziennikarz), a jego pomysł uznali za frywolny. „Esquire” nazwał magazyn „najbardziej ryzykownym przedsięwzięciem w życiu rozpieszczonego Kennedy’ego”. „Newsweek” napisał: „Kennedy potrafił żyć bez prawdziwej odpowiedzialności, będąc trochę leniwym, troskliwym wobec swoich (wielu) kobiet, nie do końca pewnym, co chce robić, z niecierpliwością wyczekując gry we frisbee w parku… Teraz, najwyraźniej, jest gotowy dorosnąć”. Zaś „Los Angeles Times” zapytał: „Czy »George« Johna Kennedy’ego Jr. sprawia, że ​​amerykańska polityka staje się seksowna? A może magazyn po prostu ją spłyca?”.

 

2.

 

Mimo że JFK Jr. miał dyplom prawniczy i zdał egzamin adwokacki za trzecim podejściem, co pozwoliło mu pracować w prokuraturze okręgowej na Manhattanie (w latach 1989-1993), ostatecznie zmienił karierę. Nie chciał być prawnikiem i szukał swojego miejsca.

Latem 1992 roku napisał artykuł dla „New York Timesa” i podziwiał udaną kampanię prezydenta Billa Clintona, w tym jego występ na saksofonie w programie telewizyjnym „Arsenio Hall Show”, co najwyraźniej zainspirowało go do stworzenia magazynu politycznego skupiającego się bardziej na osobowościach niż na polityce. Wyobrażał sobie, że będzie on dla polityki tym, czym „Rolling Stone” dla muzyki i tym, czym „Sports Illustrated” dla sportu. Chciał, aby pismo zachęcało do czytania o polityce równie interesującej, jak plotki.

Dlaczego ktoś taki, jak John Kennedy, ze wszystkich możliwości świata wybrał stworzenie papierowego magazynu? Bo w tamtych czasach to było najbardziej ekscytujące i prestiżowe zajęcie. Jeśli chciałeś wiedzieć, co było modne w latach 90., przeglądałeś magazyn. Teraz prawdopodobnie przeglądasz media społecznościowe. Ale wtedy redaktorzy drukowanych gazet byli prawdziwymi kreatorami trendów.

Przedstawił pomysł podczas kolacji z przyjacielem Michaelem Bermanem, który prowadził nowojorską agencję PR/NY. Berman był za. Ich pierwszym krokiem był udział w dwudniowym seminarium w 1993 roku pod tytułem „Zakładanie własnego magazynu”. Podczas jednego z wykładów instruktor powiedział uczestnikom: „Możecie założyć magazyn o praktycznie każdej tematyce, z wyjątkiem religii i polityki, bo na tym nie zarobicie”. Kiedy Jann Wenner, współzałożyciel „Rolling Stone’a” i przyjaciel rodziny Kennedych, usłyszał o „George’u”, wpadł we wściekłość, jak donosił „Esquire” w 1995 roku. „O co chodzi? Lepiej, żebyś się ze mną natychmiast skontaktował. Polityka się nie sprzedaje. To nie jest komercja” – rzekomo zapytał Johna.

Kennedy jednak już podjął decyzję.

Bo co tu się wahać? Wczesne lata 90. XX wieku były złotą erą dla kolorowych, drukowanych magazynów. Był to prestiżowy biznes, a przede wszystkim niezwykle lukratywny, bo zanim Internet stał się wszechobecny, a mediów społecznościowych nikt nawet nie był w stanie sobie wyobrazić, firmy wkładały duże budżety reklamowe w czasopisma. Czytelnictwo rosło, szczególnie wśród tytułów skupionych na celebrytach, takich jak „People”, który w 1994 roku przyciągał 3,1 miliona czytelników tygodniowo i był najchętniej kupowaną gazetą.

Największe magazyny pomogły zdefiniować ducha epoki swoimi okładkami, zamieniając gwiazdy w ikony z dnia na dzień – okładka z nagą ciężarną Demi Moore, sfotografowaną przez Annie Leibovitz, do dziś jest kultowa. Podobnie jak okładka „George’a” z Cindy Crawford.

Notatka od JFK Jr. do Herba Rittsa
Uwagi naczelnego do jednego ze zdjęć planowanego na okładkę…
Zdjęcie: Matt Bermann
… oraz Herb Ritts i Cindy Crawford podczas sesji zdjęciowej
Zdjęcie: Herb Ritts Foundation

Kennedy wiedział, jak ważna będzie jego pierwsza okładka, aby ugruntować pozycję tytułu nie jako „magazynu Johna Kennedy’ego”, lecz jako czegoś niezależnego. Aby wymyślić temat na okładkę, zaprosił do swojego loftu w TriBeCa, gdzie mieszkał z Carolyn Bessette (wówczas jeszcze nie żoną), fotografa mody Herba Rittsa, swojego przyjaciela, i Matta Bermana, dyrektora kreatywnego „George’a” (niespokrewnionego z Michaelem Bermanem). Rzucali nazwiskami amerykańskich gwiazd, które mogłyby reprezentować „George’a”. Kennedy zasugerował Billa Clintona. Ritts wspomniał o supermodelce Cindy Crawford, która w tamtym czasie regularnie pojawiała się również w telewizji jako prowadząca popularny program „House of Style” na MTV.

Carolyn postawiła na Cindy. – Jest idealna – zawyrokowała. – To typowa Amerykanka, kobieta, która wszystko osiągnęła sama, seksowna, silna i inteligentna.

Matt zaproponował, by przebrać ją za pierwszą głowę państwa, George’a Washingtona – swoista gra słów z polityką i popkulturą. Wszyscy się zgodzili, a Herb zadzwonił z propozycją do Cindy.

Carolyn Bessette: „Cindy Crawford jest idealna na okładkę. To typowa Amerykanka, kobieta, która wszystko osiągnęła sama, seksowna, silna i inteligentna”
Carolyn Bessette: „Cindy Crawford jest idealna na okładkę. To typowa Amerykanka, kobieta, która wszystko osiągnęła sama, seksowna, silna i inteligentna”
Carolyn Bessette: „Cindy Crawford jest idealna na okładkę. To typowa Amerykanka, kobieta, która wszystko osiągnęła sama, seksowna, silna i inteligentna”
Carolyn Bessette: „Cindy Crawford jest idealna na okładkę. To typowa Amerykanka, kobieta, która wszystko osiągnęła sama, seksowna, silna i inteligentna”

Na planie zdjęciowym ekipa postanowiła wypchać obcisłe spodnie Crawford skarpetką. Dyrektor kreatywny nie był pewien, czy naczelny, którego z nimi tam nie było, będzie aż tak śmiały, ale uznał, że w razie czego mogą wprowadzić zmiany w postprodukcji. I rzeczywiście, kiedy Kennedy zobaczył zdjęcie kilka dni później, zareagował: „Maestro, co do cholery? Pozbądź się tego”. Berman wyretuszował wypukłość.

Dwa lata po seminarium, założyciel „George’a” był prawie gotów pokazać swoje „dziecko” światu. Razem z kilkuosobową ekipą miał zaledwie trzy miesiące na stworzenie premierowego numeru. Pracowali bez wolnych dni. Czasami zostawali w biurze po północy – w tym Kennedy, napędzany kawą i dietetyczną colą. W weekendy, ubrany w szorty i koszulkę, zaskakiwał pracowników, przemycając do biura w torbie podróżnej swojego szczeniaka o imieniu Friday. Późnymi wieczorami redaktorzy zamawiali pizzę lub obiad w Rice 'n’ Beans, ulubionej restauracji Kennedy’ego. On nie tylko za wszystko płacił, ale pracował równie ciężko, jak oni.

Do inauguracyjnego numeru zrobił ważny wywiad – z George’em Wallacem, który czterokrotnie kandydował na urząd prezydenta, ale przede wszystkim był politycznym arcywrogiem jego ojca.

Potężni dziennikarze lat 90. przemierzali miasto czarnymi limuzynami, a John lubił jeździć rowerem, co Paul Anthony Kelly odtworzył w „Love Story”
Zdjęcie: FX
Paul Anthony Kelly jako John Kennedy jr w redakcji „George’a” w serialu „Love Story”
Zdjęcie: Eric Liebowitz / FX

John miał bardzo ambiwalentny stosunek do wykorzystywania nazwiska i powiązań rodzinnych. Nie chciał, żeby to był magazyn polityczny poświęcony JFK Jr., ale w pierwszym numerze pojawiły się subtelne gesty, które podkreślały jego pochodzenie. W liście od redaktora znalazło się jego zdjęcie, a wywiadem z Wallacem próbował podkreślić, kim był i co wniósł do magazynu politycznego, jednocześnie nie skupiając się na sobie samym.

W środku m.in. Julia Roberts opowiedziała o swojej pracy w UNICEF-ie, a Cindy zrobiła wywiad z popularnym wówczas projektantem mody Isaakiem Mizrahim; był też profil kongresmena stanu Kolorado, Bena Nighthorse’a Campbella, który był zapalonym harleyowcem; a scenarzyści serialu animowanego „Beavis i Butt-Head” napisali satyryczny tekst o Jezusie kandydującym w wyborach w 1996 roku.

John przeczytał każdy artykuł, zanim puścił go do druku. Ale, gdy dziennikarze wywiady robili w redakcji, wychodził na godzinę lub dwie. Bo chyba wiedział, że gdyby został, wszyscy goście skupiliby się na nim, a on by zmarnował ten wywiad. Cóż, zawsze cieszył się nadmiernym zainteresowaniem.

– Dwa razy dziennie dostawałam skrzynkę pełną poczty, która była wyłącznie do niego. A telefon rozświetlał się jak centrala. To było szaleństwo. Dzwoniono z propozycjami wywiadów, Giorgio Armani z zaproszeniem do Mediolanu, dzwoniły gwiazdy, które chciały się z nim spotkać… Każdy numer był jak nowa przygoda. Nie chciałam brać dnia wolnego czy chorować, by niczego nie przegapić – śmieje się RoseMarie Terenzio, asystentka Kennedy’ego Jr. i współzałożycielka „George’a”, a także współautorka książki „JFK Jr.: An Intimate Oral Biography”.

 

3.

 

John, ubrany w granatowy dwurzędowy garnitur, stanął za małym drewnianym podium w ogromnym, marmurowym budynku Federal Hall. Po raz pierwszy od śmierci matki rok wcześniej zwracał się do dziennikarzy.

– Chyba nie widziałem tylu z was w jednym miejscu od czasu ogłoszenia wyników mojego egzaminu adwokackiego – zażartował, odnosząc się do sensacji, jaką wywołał w tabloidach po tym, jak po raz drugi oblał egzamin. Opowiedział o misji swojego magazynu, a zapytany, co jego matka pomyślałaby o przedsięwzięciu, odparł: – Byłaby lekko rozbawiona i zadowolona, ​​że ​​tu nie stoi. No i bardzo dumna.

Carolyn z nim nie było. Jedna z gazet ujawniła historię ich zaręczyn zaledwie kilka dni przed planowaną konferencją prasową „George’a”. Berman był wściekły, obawiając się, że plotki przyćmią premierę, dlatego zażądał wysłania faksu do agencji Associated Press z oświadczeniem zaprzeczającym zaręczynom. Nie pomogło. 7 września 1995 roku pojawiły się setki reporterów i dziesiątki kamer telewizyjnych, licząc na ekscytujące szczegóły z życia miłosnego Kennedy’ego. Jednak wydarzenie koncentrowało się wyłącznie na magazynie.

Najbardziej znane okładki „George’a” z czasów Johna Kennedy’ego

Od tego momentu Kennedy był najważniejszym głosem w redakcji. Nic nie działo się bez jego wiedzy. Chociaż nie miał formalnego wykształcenia dziennikarskiego, miał instynkt co do tego, co czyni historię interesującą. Jego częstym pytaniem do zespołu było: „Dlaczego ludzie mieliby się tym interesować?”.

Motyw celebrytów na okładkach w strojach z czasów wczesnej Ameryki pozostał: m.in. z Robertem De Niro pozującym jako Waszyngton z mieczem w drugim numerze i Charlesem Barkleyem w pudrowanej peruce i szortach do koszykówki na trzeciej okładce. Po sukcesie pierwszych trzech numerów, wydawnictwo Hachette Filipacchi Media (które wówczas publikowało „Elle”, „Car and Driver”, „Cycle World” i „Woman’s Day” i, według doniesień z tamtego czasu, zainwestowało 20 milionów dolarów) zwiększyło częstotliwość wydawania „George’a” z dwumiesięcznika na miesięcznik i podwoiło liczbę pracowników.

Zespół był młody – większość miała po dwadzieścia kilka lat – a Kennedy junior poważnie traktował rolę lidera. Zainicjował wspólne wyjścia do kina, na przedstawienia i mecze koszykówki, a także organizował mecze futbolu amerykańskiego – rodzinną tradycję Kennedych – w Central Parku. Byli pracownicy chętnie opowiadają amerykańskim mediom, jak naczelny pojawiał się na rowerze na ich urodzinowych przyjęciach w barach w centrum miasta i jak dawał im prezenty z okazji świąt.

Michael Oates Palmer, stażysta w „George’u”: „W moim pierwszym tygodniu pracy zorganizował przyjęcie dla redakcji w swoim lofcie. Zaprosił stażystów! Nagle jem kolację w domu Johna Kennedy’ego!”
Michael Oates Palmer, stażysta w „George’u”: „W moim pierwszym tygodniu pracy zorganizował przyjęcie dla redakcji w swoim lofcie. Zaprosił stażystów! Nagle jem kolację w domu Johna Kennedy’ego!”
Michael Oates Palmer, stażysta w „George’u”: „W moim pierwszym tygodniu pracy zorganizował przyjęcie dla redakcji w swoim lofcie. Zaprosił stażystów! Nagle jem kolację w domu Johna Kennedy’ego!”
Michael Oates Palmer, stażysta w „George’u”: „W moim pierwszym tygodniu pracy zorganizował przyjęcie dla redakcji w swoim lofcie. Zaprosił stażystów! Nagle jem kolację w domu Johna Kennedy’ego!”

– Chociaż często zostawał do późna, bywało też, że po prostu znikał, a pewnej nocy zniknęliśmy razem z nim – w rozmowie z „Esquire” wspomina zastępca redaktora naczelnego, Hugo Lindgren. – Pojechaliśmy o północy na rolki z Johnem do Central Parku. I to było po prostu zajebiste.

Kochał „George’a” tak bardzo, po części dlatego, iż wybrał jego zespół na swoją małą rodzinę. Wszyscy bardzo szybko przestali postrzegać go wyłącznie jako celebrytę; mógł przyjść do pracy i być traktowany jak niemal normalny człowiek. Nie był tam kimś w rodzaju następcy tronu Ameryki – którym stał się zaraz po wyborze ojca na prezydenta i którym pozostał, gdy ów zmarł zaledwie trzy dni przed trzecimi urodzinami syna, a maluch stał się natychmiast ikoną, gdy fotografowie uchwycili go salutującego trumnie rodzica.

Posiadanie Kennedy’ego jako szefa miało swoje plusy, poza jego wyglądem i poczuciem humoru, rzecz jasna. Jak powiedział CNN redaktor „George’a”, Gary Ginsberg, zabierał cały personel na mecz Yankees, zawsze miał świetne miejsca w pierwszym rzędzie na mecz Knicksów i rozdawał stosy markowych, drogich ubrań, butów i krawatów, które przychodziły do ​​jego biura od luksusowych marek.

Michael Nathanson jako Michael Berman i Paul Anthony Kelly jako JFK Jr. w redakcji „George’a” w serialu „Love Story”
Zdjęcie: FX
Paul Anthony Kelly w roli naczelnego „George’a” w serialu „Love Story”
Zdjęcie: FX

A w biurze? – To był nieustanny cyrk ludzi wchodzących i wychodzących. Nigdy nie wiadomo, na kogo się trafi danego dnia: na Demi Moore, Julię Roberts, Barbarę Walters, Katie Couric – wylicza Ginsberg.

Żaden magazyn nie przynosił zysków w pierwszych latach istnienia (zazwyczaj potrzeba było co najmniej siedmiu), ale „George’owi” się udało. Choć „najseksowniejszy magazyn w mieście” nie płacił najbardziej atrakcyjnych stawek, wszyscy chcieli w nim pracować. Bo naczelny dbał o każdego i starał się, by wszyscy czuli się komfortowo. Jego pracownicy i przyjaciele opisują go jako miłego, zabawnego, bezpretensjonalnego i wyluzowanego. Szybko rzucał żartami, pierwszy dzwonił, by pogratulować byłym pracownikom nowych posad, i pomimo paparazzi, którzy nieustannie go śledzili, jego ulubionym środkiem transportu po Manhattanie pozostał rower.

Michael Oates Palmer, stażysta w „George’u”: – W moim pierwszym tygodniu pracy zorganizował przyjęcie dla redakcji w swoim lofcie. Zaprosił nawet stażystów! Nagle jem kolację w domu Johna Kennedy’ego!

Gdy Sasha Issenberg, dziś ceniony dziennikarz, był stażystą w „George’u” jako 15-latek, nie mógł dostać honorarium, bo był niepełnoletni. John któregoś dnia zaproponował mu: „Chcę chociaż pokryć twoje wydatki”. Od tej pory co tydzień dostawał czek na 125 dolarów, na przejazd pociągiem do redakcji i lunch, od JFK Enterprises, rodzinnego funduszu powierniczego Johna.

Gdy naczelny zorganizował dla redakcji kilkudniowy letni wyjazd, kilku facetów przyszło do biura jego zastępców. „Nie możecie pozwolić, żeby odbył się latem. Musicie powiedzieć Johnowi, że przy naszym napiętym harmonogramie produkcji nie ma mowy” – niemal błagali, bo za nic w świecie nie chcieli być w kąpielówkach obok przystojnego i wysportowanego Johna. Ostatecznie pojechali w listopadzie.

Sean Neary, jeden z zastępców, wspomina w „Hollywood Reporter” inną zabawną sytuację: – Dał mi na urodziny swoje miejsca na trybunach New York Knicks z notatką, którą nadal mam: „Świetnie sobie radzisz, pracujesz nad naprawdę trudnymi historiami. Weź sobie wolny wieczór, wyjdź, baw się dobrze i zwymiotuj na buty”. Poszedłem na mecz z moją dziewczyną, teraz żoną, i usiedliśmy na jego miejscach. Ochrona natychmiast podeszła i przeprowadzała weryfikację, żeby upewnić się, że jesteśmy legalnie. Długo musiałem się im tłumaczyć: „Pracuję w »George’u«, John Kennedy jest moim szefem, dał mi te bilety”. Opowiedziałem Johnowi całą historię następnego ranka. Był nią zachwycony.

Współpracowniczka magazynu Lisa DePaulo nie może zapomnieć, jak naczelny odesłał ją do domu, gdy dowiedział się, że jej mama umiera. „Nie myśl o swoich historiach do artykułu, po prostu spędzaj z nią każdą chwilę” – powiedział z troską.

Matt Sall, jeden z redaktorów, przywołuje podobne wspomnienie: – W dniu, gdy dowiedziałem się, że zmarł mój najlepszy przyjaciel, wróciłem z redakcji do domu, wcisnąłem „play” automatycznej sekretarki stacjonarnego telefonu i pierwszą wiadomością, jaką usłyszałem, była ta od Johna. Powiedział: „Naprawdę ciężko stracić kogoś bliskiego”.

Gdy Kennedy i Bessette pobrali się w tajemnicy przed mediami na wyspie Cumberland w Georgii 21 września 1996 roku, w redakcji też nikt o tym nie wiedział. W poniedziałek po ceremonii John zostawił cygara na biurkach pracowników i szampana dla kobiet, z notatką: „Chciałem tylko dać wam znać, że podczas gdy wszyscy ciężko pracowaliście, wziąłem ślub. Musiałem być dyskretny z powodów, które są już oczywiste. To drobne dowody wdzięczności i koleżeństwa. Wszyscy wykonujecie niesamowitą pracę i to zaszczyt mieć was za współpracowników”.

Kennedy wygłupia się w cylindrze inspirowanym Abrahamem Lincolnem w biurach „George’a”
Zdjęcie: Matt Bermann
John (Paul Anthony Kelly) do redakcji ubrany na luzie przychodził tylko w weekendy, bo wtedy grał w Central Parku…
Zdjęcie: Eric Liebowitz / FX
…ale we wszystkie pozostałe dni ubrany był zawsze w garnitur, więc tak też jest w „Love Story”
Zdjęcie: Eric Liebowitz / FX

4.

 

Rzadko mu ktoś odmawiał. W końcu był Kennedym, ale Madonna, z którą kiedyś miał podobno przelotny romans, była jedną z nielicznych.

Chciał zrobić okładkę o swojej matce. Coś o mówieniu prawdy, to był jego pomysł. Chciał kogoś ubranego jak Jackie, siedzącego na stosie wszystkich książek, jakie kiedykolwiek o niej napisano. I zadzwonił do Madonny. – Pomyśleliśmy zdezorientowani: „O cholera, zobaczycie Jackie Kennedy na okładce w okularach przeciwsłonecznych, a potem spojrzycie jeszcze raz i zobaczycie Madonnę” – Berman opowiadał „Hollywood Reporter”.

Piosenkarka, która w tamtym czasie była jedną z niewielu osób sławniejszych od niego, wysłała mu faksem buńczuczną wiadomość: „Dzięki, że poprosiłeś, żebym została twoją matką, ale obawiam się, że nigdy nie będę w stanie oddać jej sprawiedliwości. Po pierwsze, moje brwi nie są wystarczająco gęste”.

Madonna: „Dzięki John, że poprosiłeś, żebym została twoją matką, ale obawiam się, że nigdy nie będę w stanie oddać jej sprawiedliwości”
Madonna: „Dzięki John, że poprosiłeś, żebym została twoją matką, ale obawiam się, że nigdy nie będę w stanie oddać jej sprawiedliwości”
Madonna: „Dzięki John, że poprosiłeś, żebym została twoją matką, ale obawiam się, że nigdy nie będę w stanie oddać jej sprawiedliwości”
Madonna: „Dzięki John, że poprosiłeś, żebym została twoją matką, ale obawiam się, że nigdy nie będę w stanie oddać jej sprawiedliwości”

Po jej odmowie, okładka przybrała zupełnie inny wygląd – zamiast nawiązywać do Jackie, John postanowił odnieść się do innej znanej kobiety w życiu swojego ojca: Marilyn Monroe. We wrześniu 1996 roku, na jego prośbę, Drew Barrymore pozowała w cielistej sukience i platynowej peruce, z idealnie umiejscowionym pieprzykiem na lewym policzku.

Pomysł wyszedł od redaktorki „George’a” Elizabeth Mitchell, która zasugerowała to jako hołd dla prezydenta Clintona z okazji jego 50. urodzin. Nawiązanie jest oczywiste. W 1962 roku, przed piętnastoma tysiącami ludzi w Madison Square Garden, Monroe zaśpiewała ojcu Johna słynną serenadę, dziesięć dni przed jego 45. urodzinami, szepcząc uwodzicielsko: „Sto lat, panie prezydencie”. Podtekst piosenki jest oczywiście taki, że podobno prezydent i aktorka mieli romans.

Zdjęcie może wydawać się dziwnym wyborem dla mężczyzny, który uwielbiał swoją matkę – jeszcze dziwniejszym niż prośba do Madonny, by ją naśladowała – ale rzecz w tym, że według Mitchell, nie wierzył, że cokolwiek zaszło między jego ojcem a aktorką.

Drew Barrymore zagrała Marilyn Monroe w wydaniu z września 1996 roku
Rok później, we wrześniu 1997, na okładkę trafiła naga Kate Moss

Terenzio w swojej książce „JFK Jr.: An Intimate Oral Biography” tak to tłumaczy: „John pytał: »Dlaczego wszyscy inni mogą bawić się polityczną ikonografią mojej rodziny, a ja nie? To moja rodzina, mnie to nie obraża. Dlaczego miałoby to obrażać ciebie? Wy w mediach z pewnością robiliście rzeczy w imieniu mojej rodziny, które były cholernie obraźliwe, a ja milczałem, a teraz, ponieważ to robię, jest to złe?«”.

Potrafił też zabawić się własnym wizerunkiem. By jeszcze bardziej wypromować magazyn, na jeden dzień został… aktorem. Wybrał do tego niezwykle popularny w latach 90. sitcom „Murphy Brown”, z Candice Bergen w roli dziennikarki śledczej i prezenterki wiadomości. Poleciał do Los Angeles, by wystąpić w odcinku premierowym 8. sezonu. Zamiast wcielić się w fałszywą postać, pojawił się jako on sam. Wręczył głównej bohaterce prezent ślubny, czyli egzemplarz „George’a” z jej wizerunkiem na okładce.

Kiedy obsada „Murphy Brown” spotkała się po latach ponownie, Bergen wyjawiła „Entertainment Weekly”: – Każda kobieta z Warner Bros. była tego dnia na naszym planie zdjęciowym. Chciały zobaczyć najprzystojniejszego faceta, jakiego kiedykolwiek znały.

Gdy w redakcji „George’a” padł pomysł, by na okładkę sfotografować „Ewę w raju”, John wymyślił, że będzie… Adamem. Mario Sorrenti sfotografował Kate Moss z prawdziwymi zwierzętami, prawdziwym białym wężem i roślinami. – Okładka była piękna. Wtedy John powiedział: „Tak, mamy na okładce nagą Kate Moss. Ależ by było zabawnie, gdybym był Adamem w środku”. Niektórzy w redakcji oszaleli. Ale to nie była próżność ani ekshibicjonizm, to był świetny pomysł do wstępniaka – deklaruje dyrektor kreatywny „George’a”.

Zrobili to w biurze Matta. Bez żadnego wyrafinowanego fotografa. W pewnym momencie John wybiegł w ręczniku i powiedział do asystentki: „Rosie, zrobiłem zdjęcie frontalne!”.

Oczywiście, żartował. Do druku poszło zdjęcie, na którym podszywał się pod Adama, ale był tylko bez koszulki, niemal nago, ale ze strategicznym miejscem ukrytym w cieniu, wpatrując się w jabłko.

 

5.

 

W 1999 roku, nawet gdy gospodarka rozkwitała (krach dot-comów miał nastąpić za kilka lat), sprzedaż „George’a” w kioskach spadła o kilkanaście procent, chociaż ogólny nakład, napędzany prenumeratami, był niezły i wynosił około czterystu tysięcy egzemplarzy miesięcznie (dziś, w dobie królowania social mediów i bezproduktywnych influencerów, o takich nakładach gazety mogą tylko pomarzyć). Jednak miesięcznik Johna wciąż nie przynosił zysku.

W wydawnictwie zmienił się szef i zaczęły się naciski na naczelnego (wspólnik po konflikcie z Johnem odszedł i sprzedał swoje udziały, pozostawiając go z pełnią władzy; w „Love Story” jesteśmy świadkami bójki między nimi, która w prawdziwym życiu też się wydarzyła). To nazwisko Kennedy przekonało wydawców, reklamodawców i czytelników, by dali mu szansę, ale jednocześnie to dziedzictwo jego rodziny komplikowało jego rolę redaktora i prowadziło do konfliktów zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz magazynu.

W 1995 roku JFK Jr pojawił się w sitcomie „Murphy Brown” i zagrał samego siebie przynoszącego bohaterce granej przez Candice Bergen swój magazyn. Zdjęcie i wideo: CBS
Pośmiertny numer „George’a”, październik 1999. Redakcja uszanowała wolę założyciela, który nigdy nie chciał być na okładce swojego magazynu
Donald Trump na pierwszej okładce nowego naczelnego „George’a”, luty/marzec 2000

W Hachette żądano od niego, by podejmował większe ryzyko redakcyjne, a przede wszystkim, by bardziej angażował swoje nazwisko i rodzinę, a na okładkę zapozował z żoną, bo „to by się najlepiej sprzedawało”. Nigdy się na to nie zgodził. Nie chciał, by wykorzystywano go jako przynętę w pozyskiwaniu kolejnych kontraktów dla wydawnictwa. Miał własną wizję „George’a”.

Zaczął nawiązywać kontakty z innymi inwestorami. – Ale ani przez chwilę nie myślałem, że się poddamy. Wiedziałem, że kogoś znajdzie – zapewnia po latach Matt Bermann.

Przygotowywał się także do jednego z największych wywiadów: z Fidelem Castro na Kubie. Przeprowadził z nim wstępny wywiad i planował wrócić na Kubę na noworoczny weekend, aby porozmawiać już oficjalnie.

Nigdy do tego nie doszło. 16 lipca 1999 roku Kennedy leciał z Carolyn i jej siostrą Lauren na wyspę Martha’s Vineyard, na ślub swojego kuzyna. Samolot wpadł do Oceanu Atlantyckiego. Śmierć pasażerów wstrząsnęła całym krajem. John miał zaledwie 38 lat, zmarł niecałe cztery lata po ukazaniu się pierwszego numeru „George’a”.

Frank Lalli: „Umarł przedwcześnie. I czasopismo też umarło przedwcześnie”
Frank Lalli: „Umarł przedwcześnie. I czasopismo też umarło przedwcześnie”
Frank Lalli: „Umarł przedwcześnie. I czasopismo też umarło przedwcześnie”
Frank Lalli: „Umarł przedwcześnie. I czasopismo też umarło przedwcześnie”

– Umarł przedwcześnie – mówi Frank Lalli, który zastąpił Kennedy’ego u steru „George’a”. – I czasopismo też umarło przedwcześnie.

Ale zanim Hachette je zamknęło, szef wydawnictwa polecił zespołowi kontynuowanie pracy i zapewnił, że magazyn będzie ukazywał się dalej. Nieoficjalnie miał powiedzieć zaufanym współpracownikom: „Cóż, nie zamkniemy gazety. Nie zamierzam zostawić po Kennedym w spadku tego, że została zamknięta natychmiast po jego śmierci, więc będziemy kontynuować i zobaczymy, co się stanie”.

Wykupił 50 procent udziałów od rodziny Kennedych i zaproponował pracę Frankowi Lalliemu, byłemu redaktorowi naczelnemu magazynu „Money”. Ten w pół roku pozbył się ponad połowy zespołu, a na okładkę swojego pierwszego numeru w marcu 2000 roku wybrał wyśmiewanego dewelopera z wieloma bankructwami na koncie, Donalda Trumpa, z nagłówkiem „Sekret politycznej przygody Trumpa”.

John F. Kennedy Jr. (Paul Anthony Kelly) z matką Jackie Kennedy (Naomi Watts) w „Love Story”
Zdjęcie: Eric Liebowitz / FX
„Love Story” opowiada o miłości i tragicznej śmierci Johna Kennedy’ego Juniora i Carolyn Bessette Kennedy
Wideo: FX
John F. Kennedy Jr. (Paul Anthony Kelly) ze swoim psem Friday na ulicy w TriBeCa
Zdjęcie: FX
Paul Anthony Kelly jako John Kennedy Jr i Sarah Pidgeon jako Carolyn Bessette Kennedy w „Love Story”
Zdjęcie: Eric Liebowitz / FX
Paul Anthony Kelly i Sarah Pidgeon w „Love Story”
Zdjęcie: Eric Liebowitz / FX

– Pamiętam, jak poszliśmy do Trump Tower i zrobiliśmy portret Donalda i Melanii. Cały czas trzymał rękę na jej tyłku, ściskając go. Pomyślałem sobie: „To takie obrzydliwe” – mówi Matt Berman, który odszedł z magazynu wkrótce po tej sesji. – John nigdy by tego faceta nie umieścił na okładce.

Ponieważ nie było w nim nic, co odzwierciedlałoby przekonania Johna.

Chociaż sprzedaż „George’a” w kioskach wzrosła, przychody z reklam nadal spadały i prawie osiemnaście miesięcy po śmierci JFK Jr. „George” upadł.

 

6.

 

Przez blisko trzy dekady od śmierci Kennedy’ego amerykańskie media zadają sobie jedno pytanie: czy poszedłby w ślady tak wielu swoich krewnych i kandydował na urząd prezydenta? Padało ono w niemal każdym wywiadzie, którego udzielał, i zawsze wymigiwał się od odpowiedzi żartem: „Nigdy mnie o to nie pytano!”.

Niektórzy z jego bliskich współpracowników uważają, że „George” był pierwszym krokiem w kierunku jego własnej kariery politycznej, wybadaniem sytuacji. Mówią, że planował zbudować odnoszący sukcesy magazyn, który przetrwałby bez jego nazwiska, aby pewnego dnia móc wejść do polityki. Ale zabrakło mu czasu…

Jego niespełnione ambicje próbuje realizować siostrzeniec – Jack Schlossberg, syn jego siostry Caroline i wnuk byłego prezydenta Johna F. Kennedy’ego. Jako potomek sławnej rodziny zyskał niebywałą popularność, gdy pod koniec ubiegłego roku rozpoczął kampanię w Nowym Jorku do Kongresu. Był już gwiazdą mediów społecznościowych (częściowo dzięki nieustannym atakom na swojego kuzyna, sekretarza zdrowia w administracji Trumpa, Roberta F. Kennedy’ego Jr) i poruszał się po krajowej scenie Demokratów, wyglądając jak następca Johna juniora.

Ale teraz, wśród licznego grona kandydatów, którzy mają nadzieję wygrać upragnione miejsce w Izbie Reprezentantów na Manhattanie, młody polityk – którego pełne nazwisko brzmi John Bouvier Kennedy Schlossberg – zyskał kolejną potencjalną przewagę, o jakiej żaden konkurent nie mógłby marzyć: popularny serial telewizyjny, który na nowo rozpalił miłość do klanu Kennedych. Zwłaszcza, że 33-latek chętnie opowiada, jak na ślubie wujka niósł obrączki. A twórców produkcji skrytykował za to, że czerpią zyski z jego rodziny „w groteskowy sposób” i oskarżył twórcę o „zarabianie milionów” na nieprzemijającej popularności JFK Jr.

„Love Story”, który zakończył się 26 marca, nieoczekiwanie okazał się globalną sensacją – liczba wyświetleń ostatniego odcinka wzrosła o 90 proc. w porównaniu z pierwszym. Serial wciąż widzów zachwyca, rozbudził na nowo fascynację wszystkim, co dotyczy zmarłego tragicznie małżeństwa: od ubrań, które nosili John i Carolyn, po restauracje, które odwiedzali. Niedawno odbył się nawet konkurs na sobowtóra JFK Jr. w nowojorskim Washington Square Park, w którym mężczyźni rywalizowali o tytuł „Największego przystojniaka”. Szum w mediach społecznościowych jest tak duży, że Disney+ chwali się, iż liczba wyszukiwań na TikToku Johna F. Kennedy’ego Jr. i Carolyn Bessette wzrosła o 9,1 tysiąca procent w ciągu ostatniego miesiąca, a hasztag #lovestory wygenerował dziesiątki milionów postów na całym świecie.

Sukces „Love Story” przekształcił też nieistniejący magazyn w symbol statusu. Teraz nagle wszyscy chcą mieć swój egzemplarz „George’a”.

– Ciekawe, co John by o tym wszystkim pomyślał – Matt Berman zastanawiał się w wywiadzie dla „Vanity Fair”. – Tak wiele przegapił.

Kopiowanie treści jest zabronione