Tamara Kotevska dorastała w Macedonii Północnej, to tam zakochała się w lokalnej historii Siljana. Baśń opowiada o rozgniewanym rolniku, który przeklina swojego syna za porzucenie rodzinnego gospodarstwa i wyjazd za granicę. Przemieniony w białego bociana, Siljan zostaje skazany na stan permanentnego „pomiędzy”: niezdolny do pełnej integracji ze światem zwierząt, a jednocześnie na wieczne wygnanie ze społeczeństwa ludzi.
Ta sublimacja kondycji ludzkiej w świecie zwierząt stała się główną zasadą najsłynniejszego dzieła dokumentalnego Kotevskiej. Jej debiutancka „Kraina miodu” z 2019 roku (współreżyserem jest Ljubomir Stefanov) wykorzystuje świat pszczół jako metaforę, aby zobrazować, jak tradycyjne źródło utrzymania Hatidže, pszczelarki żyjącej zgodnie z naturą, jest zagrożone przez bolączki współczesności. Zręcznie zapożyczając stylistykę z filmów fabularnych, „Kraina miodu” jest przesiąknięta uderzająco piękną kinematografią, szczególnie w sposobie obrazowania prostego życia Hatidže, które działa na zmysły widza.
W poruszającej historii nie tylko o trudach ludzkiego życia, ale i o człowieku i jego relacji z przyrodą, zakochał się cały świat. Obraz zarobił 5,5 mln dolarów i otrzymał 15 różnych nagród, a także dwie nominacje do Oscara.
Kotevska ponownie wykorzystała przyjazną dla widza narrację i wspaniałe obrazy, by opowiedzieć nową historię. I tak powstał dokument „The Tale of Silyan” („Opowieść o Siljanie”), w którym tytułowa baśń jest metaforą pogarszających się warunków ekologicznych i ekonomicznych, które nękają jej ojczyznę.
1.
Kraj niegdyś z prężnym sektorem rolnym ma obecnie zdziesiątkowaną gospodarkę, bezrobocie, biedę i emigracje ze względu na niskie zarobki i z powodu złej jakości życia, co też dotknęło rodzinę reżyserki, dziś rozproszoną po całym świecie. Zamiast obfitych plonów z bogatych gospodarstw, w kraju jest coraz więcej wysypisk śmieci, gdzie niesprzedane produkty gniją wśród sterty odpadów. Niespodziewanie, są to teraz miejsca, w których stada bocianów białych szukają pożywienia.
Początkowo to właśnie bociany Kotevska filmowała, by opowiedzieć o wpływie globalnego ocieplenia na zmianę ich trybu życia. Śledziła ptaki na wielkich śmietniskach, gdzie przylatują po pokarm, często umierając z powodu połykanego plastiku; prowadziła też szeroko zakrojone badania z organizacjami ekologicznymi. I uznała, że to materiał na coś większego. – Zrozumienie, że bociany wymierają, bo żywią się na wysypiskach, było dla mnie druzgocące. Bocian to moje ulubione zwierzę. To symbol narodowy mojego kraju – 32-letnia reżyserka wyjaśnia powód zajęcia się tematem.
Ale pewnego dnia zobaczyła Nikolę, 60-letniego rolnika, który z powodu kryzysu gospodarczego próbuje sprzedać ziemię za grosze i znaleźć pracę na lokalnym wysypisku. To tam samotny mężczyzna, którego żona i córka wyemigrowały do Niemiec, znajduje rannego bociana i przyprowadza do domu, by pielęgnować, aż wróci do zdrowia. Przyjaźń Nikoli z bocianem stała się punktem centralnym jej filmu.
Niezwykła więź między człowiekiem a ptakiem odzwierciedlała baśń o Siljanie, co dla reżyserki stało się okazją do stworzenia kolejnej baśniowej narracji w materiale dokumentalnym. Nikola jest narratorem i to on opowiada historię Siljana, a tłem są błyskotliwie zmontowane, ekspresyjne obrazy bocianów białych, których majestatyczny chód i łagodne usposobienie zostały uchwycone nie tylko na tle świetlistej pełni księżyca.
– Zawsze interesowały mnie historie ukazujące ludzką psychikę poprzez animalistyczne metafory. Niewątpliwie moja znajomość historii Siljana od dzieciństwa wpłynęła na to zainteresowanie, bo obserwuję zwierzęta w inny sposób – tak tłumaczy, dlaczego używa tej samej symboliki we wszystkich swoich filmach. I dodaje: – Na przykład fabuła „Krainy miodu” w całości opiera się na psychologii pszczół, a główna bohaterka Hatidže jest odpowiednikiem pracującej pszczoły. Jej zadaniem jest dostarczanie pożywienia matce, która w tej historii pełni rolę królowej pszczół. Uwielbiam przypominać ludziom, że nie możemy uciec ani przechytrzyć naszej zwierzęcej natury.
„The Tale of Silyan” – zwiastun
Nowy film reżyserki „Krainy miodu”
Ponieważ baśń stanowi bardziej fantastyczny kontrast z surowym realizmem, filmowy język Kotevskiej jest bardziej upiększony w porównaniu do tradycyjnego dokumentu. To świadomy zabieg.
– Uwielbiam przełamywać znane formy opowiadania historii w filmie dokumentalnym. Pochodzę z pokolenia, które jest bardziej zaznajomione z mediami społecznościowymi, widziałam więc, jak moi rówieśnicy tracą zainteresowanie standardowymi formami, które w dużej mierze opierają się na wywiadach z ekspertami. Filmy takie jak „Wyjście przez sklep z pamiątkami” i dzieła Wernera Herzoga pomogły mi na nowo wyobrazić sobie, czym w ogóle mogą być dokumenty – tłumaczy.
2.
Stopniowo ta stylistycznie ubarwiona narracja w „The Tale of Silyan” ustępuje miejsca pełnemu napięcia portretowi rolnika, który swoje narastające frustracje przelewa na opiekę nad ptakiem. Wideorozmowy Nikoli z rodziną, podkreślają jego samotność, ale przynajmniej ma bociana, z którym może porozmawiać i podzielić się butelką bimbru. Ich przyjaźń daje promyk nadziei w ponurej historii załamania gospodarczego i ekologicznego w kraju.
„Płakałam jak bóbr. Surowa, smutna, ale pełna nadziei historia. Tamara, zasługujesz na wszystkie nagrody”, „Tak prawdziwe, tak bolesne, tak emocjonalne. Widziałem to tylko dwa razy i na pewno zobaczę jeszcze”, „Ten człowiek ma tak dobrą duszę i piękny związek z ptakiem, co dowodzi, że ludzie potrzebują innych gatunków i odwrotnie”, „Nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć to arcydzieło ponownie!” – to pierwsze reakcje widzów po seansie filmu, który po raz pierwszy został pokazany w sierpniu na festiwalu w Wenecji (o czym pisaliśmy jako jedyni w Polsce).
Opinie krytyków na temat tego przewrotnego, uroczego filmu, który nie jest ani czystym dokumentem, ani fikcją, są podobne. „Kotevska w ciepły i humorystyczny sposób przedstawia rozwijającą się więź między człowiekiem a ptakiem, a chociaż ścieżka dźwiękowa jest nieco ckliwa, to znajduje się w niej wystarczająco dużo zabawnych i cierpkich akcentów, aby uczynić ten film wzruszającym seansem rodzinnym” – ocenił „The Guardian” przed wejściem „The Tale of Silyan” do europejskich kin w tym tygodniu (na razie nie w Polsce).
Reżyserka stosuje poezję zamiast dydaktyzmu. A dzięki wysmakowanym zdjęciom operatora Jeana Dakara, zabiera nas „w podróż przez dzikie krajobrazy i ukazuje subtelność życia codziennego, przełożoną na malownicze ujęcia”, jak zachwycają się krytycy filmowi.
3.
Jak autorce udało się zbudować tak silną więź emocjonalną z bohaterami? Razem z operatorem spędziła około dwóch lat kręcąc film, zawsze starając się być jak najbliżej nich – zarówno emocjonalnie, jak i fizycznie. Zdecydowali się na szerszy obiektyw i filmowanie z bliska, tworząc rodzaj intymności, która była integralną częścią języka wizualnego filmu. W dokumentach nie jest to łatwe zadanie; wymaga głębokiego zaufania między filmowcami a ich bohaterami. A tutaj było to szczególnie trudne, ponieważ z dzikimi zwierzętami nie da się negocjować.
– Trzeba po prostu uzbroić się w cierpliwość i poczekać, aż przestaną postrzegać nas jako zagrożenie. Ściśle współpracowaliśmy też z macedońską organizacją ochrony środowiska, która dostarczyła nam mapę gniazd bocianów w kraju i nauczyła nas, jak prawidłowo podchodzić do ptaków. Wiadomo, że co roku wracają do tego samego gniazda, co bardzo nam pomogło. Co roku więc i my wracaliśmy, by nawiązać kontakt z powracającymi bocianami. Dosłownie byliśmy świadkami narodzin nowego pokolenia, które dorastało obok nas i naszego sprzętu, w tym dronów. Poza tym, im bliżej Nikola był ptaka, tym większy dostęp do niego mieliśmy my z kamerami – wspomina.
Ta przyjazna atmosfera wpłynęła na decyzję Kotevskiej, by tę dość ponurą historię zakończyć w stosunkowo optymistycznej tonacji. Ma to również związek z tym, że reżyserka czuje się zobowiązana do tworzenia filmów, które wywołują falę pozytywnych zmian. Zawsze zadaje sobie pytanie: co wnoszę jako filmowiec, skoro jedynie krytykuję i nie niosę żadnej nadziei?
– Jeśli chcemy zmiany na lepsze, musimy dać widzom narzędzia, dzięki którym będą mogli podejmować bardziej świadome decyzje. Na przykład, chcę uzmysłowić im wartość powrotu na wieś i życia z ziemi – podtrzymywania tradycji, którą niesiemy ze sobą dzięki naszym przodkom. Moim zamiarem było zaszczepienie w widzach tym filmem pielęgnowania więzi z naturą – podkreśla.
Tak, jej największy dylemat dotyczył tego, czy film powinien zakończyć się szczęśliwie, czy smutno. Od początku była pewna, że skończy się tragiczną sceną ludzi i bocianów mieszkających razem na wysypisku śmieci – obrazem naszej konsumpcyjnej rzeczywistości. – Ale poznając mężczyznę, który ratuje bociana, i bociana, który ratuje niemal zagubioną duszę, zdecydowałam, że historia potrzebuje nadziei. Aby zainspirować bohaterów dnia codziennego do nieporzucania swoich wartości, bez względu na to, jak trudne by to nie było – deklaruje.
Film nade wszystko krytykuje kapitalizm, konsumpcjonizm i definiowanie sukcesu w życiu poprzez bogactwo. – Na festiwalu filmowym w Wenecji pytano mnie, czy czuję się winna, kręcąc filmy o biednych ludziach. Moja odpowiedź brzmiała: absolutnie nie kręcę filmów o biedocie. Pokazuję, jak bogaci są niektórzy, bo istnieją inne sposoby definiowania bogactwa: mierzone samowystarczalnością, pokorą, miłością, rodziną i wrażliwością na naturę. W tym sensie mój film opowiada o bardzo bogatych ludziach – opowiada. – Niestety, grozi im utrata wszystkiego z powodu polityki rządu.
Kotevska, która wciąż mieszka w Macedonii, uważa, że współcześnie wypacza się definicje bogatych i biednych, odwracając uwagę ludzi od prostego sposobu życia, który dawał im samowystarczalność i większą niezależność od decyzji rządzących. – Żyjemy w niebezpiecznych czasach, kiedy rządy na całym świecie próbują zmonopolizować podstawowe zasoby ludzkie, takie jak żywność i woda, i sprawić, by absolutnie za wszystko im płacić. Chcą kontrolować wzrost cen na własnych warunkach i we własnym tempie – ubolewa.
Dlatego swoimi dokumentami zamiast budzić empatię wobec „biednych”, pragnie wywołać rewolucję wśród tych, którzy mają wszystko w sensie materialnym.
4.
I za to, za piękno i głębię swojego dzieła, została właśnie doceniona. W Los Angeles podczas 41. gali wręczenia nagród IDA Documentary Awards 2025, organizowanej przez Międzynarodowe Stowarzyszenie Dokumentalistów odebrała najważniejszą nagrodę: w kategorii „najlepszy film dokumentalny”. „The Tale of Silyan” wygrał także w kategorii „najlepsze zdjęcia”.
Macedonia Północna wybrała nowy dokument Kotevskiej jako swojego kandydata do Oscara w kategorii najlepszy film międzynarodowy (Polska w tej samej kategorii stawia na „Franza Kafkę” Agnieszki Holland). Zeszłoroczny zwycięzca IDA Documentary Awards, film „No Other Land”, zdobył Oscara. ﹡
ZWYCIĘZCY W NAJWAŻNIEJSZYCH KATEGORIACH IDA DOCUMENTARY AWARDS 2025:
NAJLEPSZY FILM DOKUMENTALNY
„The Tale of Silyan” (Macedonia Północna, USA, Wielka Brytania)
NAJLEPSZY KRÓTKOMETRAŻOWY FILM DOKUMENTALNY
„Looking for a Donkey” (Meksyk, Wenezuela)
NAJLEPSZY REŻYSER
Brittany Shyne „Nasiona” (USA)
NAJLEPSZE ZDJĘCIA
Jean Dakar „The Tale of Silyan” (Macedonia Północna, USA, Wielka Brytania)
NAJLEPSZY SCENARIUSZ
Petra Costa, Alessandra Orofino, Nels Bangerter, David Barker, Tina Baz „Apokalipsa w tropikach” (USA)
NAJLEPSZY MUZYCZNY FILM DOKUMENTALNY
„One to One: John & Yoko” (Wielka Brytania)
____
Pisząc artykuł wykorzystałam cytaty z wywiadu udzielonego magazynowi wydawanemu przez International Documentary Association.