Robert Redford: „Chcę jak najlepiej wykorzystać to, co dostałem”. Oto dowód w najsłynniejszych filmach
16 września 2025
tekst: Tricia Escobedo / CNN
Robert Redford: „Chcę jak najlepiej wykorzystać to, co dostałem”. Oto dowód w najsłynniejszych filmach
16 września 2025
tekst: Tricia Escobedo / CNN
Robert Redford: „Chcę jak najlepiej wykorzystać to, co dostałem”. Oto dowód w najsłynniejszych filmach

Był legendą kina. Zagrał w ponad 45 filmach i wyreżyserował 10. Zdobył 2 Oscary. Zrezygnował jednak ze statusu gwiazdy Hollywood, aby walczyć o sprawy bliskie jego sercu: o ochronę przyrody i niezależne kino. I choć przez ostatnie lata był na aktorskiej emeryturze, tak tego nie nazywał. – Chcę po prostu przeżyć prawdziwe, a nie filmowe życie tak długo, jak się da – tłumaczył. Dziś Robert Redford zmarł. Miał 89 lat.

Robert Redford zmarł 16 września 2025 roku w swoim domu w Sundance w górach Utah – miejscu, które kochał, otoczony bliskimi. Będzie nam go bardzo brakowało – Cindi Berger, rzeczniczka prasowa aktora, powiedziała CNN.

Grał do późnych lat. W wieku 82 lat na swój ostatni film wybrał komedię „Gentleman z rewolwerem”, gdzie zagrał główną rolę. – Nigdy nie mów nigdy, ale jestem przekonany, że to będzie moje ostatnie słowo, jeśli chodzi o aktorstwo – tak tłumaczył w rozmowie z magazynem „Entertainment Weekly”. – Udam się potem na emeryturę, bo gram od 21. roku życia. Pomyślałem, że już wystarczy. No i czemu nie odejść filmem radosnym i pozytywnym?

Słowa nie dotrzymał. Wcielił się jeszcze w mniejsze role, w tym w filmie „Avengers: Koniec gry” z 2019 roku, a ostatni raz pojawił się na planie serialu „Szepty mroku”. W marcu zagrał epizod w trzecim sezonie u boku współproducenta serialu i autora „Gry o tron”, George’a R.R. Martina. Był więźniem rozgrywającym z nim partię szachów w małej celi na komisariacie policji, a nawet improwizował kwestię, która nie została napisana. „George, cały świat czeka” – powiedział.

– Bałem się, że się zmęczy i że poświęcimy na to za dużo czasu, ale podczas kręcenia zobaczyłem, jak bierze głęboki oddech i na moich oczach staje się Robertem Redfordem. Stał się wszystkim tym, czym kiedykolwiek był i kim chciałbyś, żeby był – wspomina showrunner „Szeptów mroku”, John Wirth.

Ostatnia rola Roberta Redforda w premierowym odcinku 3. sezonu serialu kryminalnego „Szepty mroku”
Zdjęcie: AMC Network

Niespokojna młodość

Redford urodził się w 1936 roku w Santa Monica w Kalifornii, niedaleko Los Angeles. Jego ojciec pracował długie godziny jako mleczarz i księgowy, a później przeprowadził się z rodziną do większego domu w pobliskim Van Nuys. – Nie widywałem go zbyt często – wspominał swojego ojca w programie „Inside the Actor’s Studio” z 2005 roku.

Ponieważ jego rodziny nie było stać na opiekunkę do dziecka, spędzał godziny w dziale dziecięcym lokalnej biblioteki, gdzie zafascynowały go książki o mitologii greckiej i rzymskiej. Jednakże nie był wzorowym uczniem. – Brakowało mi cierpliwości… Brakowało mi inspiracji – wspominał. – Bardziej interesowało mnie wygłupianie się i przygody wykraczające poza ramy, w których dorastałem.

Zafascynowany sztuką i sportem – a także życiem poza rozległym Los Angeles – w 1955 roku otrzymał stypendium na grę w baseball na Uniwersytecie Kolorado w Boulder. W tym samym roku zmarła jego matka. – Była bardzo młoda, nie miała nawet 40 lat – wyznał.

Zawsze go bardzo wspierała w karierze, bardziej niż jego ojciec. – Mój ojciec dorastał w okresie Wielkiego Kryzysu i bał się podejmować ryzyko… dlatego chciał dla mnie prostej i typowej ścieżki, do której po prostu nie byłem stworzony. Moja matka, bez względu na to, co robiłem, zawsze była wyrozumiała i wspierająca, i czuła, że ​​mogę wszystko.Kiedy wyjechałam do Kolorado i ona zmarła, zdałem sobie sprawę, że nie miałem okazji jej za to podziękować – wyjawił.

Wkrótce zaczął pić, stracił studenckie stypendium i został poproszony o opuszczenie uniwersytetu. Pracował jako robotnik w Standard Oil Company i oszczędzał zarobki, aby kontynuować studia artystyczne w Europie. – Żyłem z dnia na dzień, ale to było w porządku. Chciałem tej przygody. Chciałem doświadczyć, jak wyglądają inne kultury – mówił o swoim pobycie na Starym Kontynencie.

Narodziny gwiazdy

Po powrocie do Stanów Zjednoczonych rozpoczął studia teatralne w Amerykańskiej Akademii Sztuk Dramatycznych w Nowym Jorku.

Robert Redford przez pół wieku nie schodził z okładek najważniejszych gazet na świecie

Nieśmiały i zamknięty w sobie Redford nie pasował do innych studentów teatru, którzy chcieli popisać się swoimi umiejętnościami aktorskimi. Po występie z kolegą przed klasą, który zakończył się frustracją i katastrofą, chciał zrezygnować. Ale nauczyciel wziął go na bok i zachęcił do kontynuowania nauki aktorstwa. Skutecznie. Gdy ukończył akademię w 1959 roku od dostał pierwszą rolę aktorską w odcinku serialu „Perry Mason”. Jak sam powiedział, od tego momentu jego kariera aktorska „nabrała rozpędu”.

Przełomowym momentem w karierze był rok 1963, kiedy zagrał w sztuce Neila Simona „Boso w parku” wystawianej na Broadwayu. Rolę tę cztery lata później powtórzył na dużym ekranie u boku Jane Fondy.

W tym czasie aktor poślubił Lolę Van Wagenen i założył rodzinę. Jego pierwsze dziecko, Scott, zmarło na zespół nagłej śmierci łóżeczkowej zaledwie kilka miesięcy po jego narodzinach w 1959 roku. Shauna urodziła się w 1960 roku, David w 1962, a Amy w 1970 roku.

Gdy jego kariera aktorska nabierała rozpędu, wraz z rodziną przeprowadził się w 1961 roku do Utah, gdzie za jedyne 500 dolarów kupił dwa akry ziemi i sam zbudował chatę. – Odkryłem, jak ważną rolę w moim życiu odgrywa natura. Chciałem być tam, gdzie przyroda jest ekstremalna i gdzie, jak sądziłem, może być wieczna – powiedział CNN.

Polityka i ekologia

Przez całe życie był ekologicznym aktywistą. W październiku 2020 roku w artykule opublikowanym w CNN wyraził zaniepokojenie, że nikt nie interesuje się kwestią zmian klimatycznych w obliczu niszczycielskich pożarów lasów na zachodzie Stanów Zjednoczonych.

„Nie mam w zwyczaju cytować kwestii z filmów, w których wystąpiłem, ale od czasu do czasu coś przywodzi mi na myśl jedną ze starych scen. Ostatnio przypomniała mi się ta z filmu »Kandydat« z 1972 roku. Mój bohater, Bill McKay, kandyduje do Senatu USA z Kalifornii. Pod koniec debaty telewizyjnej McKay zostaje poproszony o wygłoszenie mowy końcowej. Odchodzi od scenariusza – ignorując starannie opracowane przez swoich konsultantów przesłania – i mówi prosto z serca. »Myślę, że ważne jest, aby zwrócić uwagę na tematy, których jeszcze nie omówiliśmy« – mówi. Wspomina rasizm, ubóstwo i degradację miast. »Nie poruszyliśmy żadnej z chorób, które mogą jeszcze doprowadzić ten kraj do pożaru«. Myślałem o tej scenie, patrząc, jak ziemia w pobliżu mojego domu w Kalifornii dosłownie płonie. Pożary lasów w tamtym miejscu, podobnie jak te w Oregonie, Waszyngtonie i Kolorado, rzeczywiście przyciągnęły uwagę mediów, jak można się było spodziewać. Ale o zmianach klimatu – które stwarzają warunki do pożarów takich jak te i ekstremalnych, niszczycielskich zjawisk pogodowych – nie mówi się w ogóle” – pisał.

Robert Redford i Paul Newman w filmie „Butch Cassidy i Sundance Kid”, 1969
Zdjęcie: 20th Century Fox
Robert Redford w filmie „Żądło”, 1973
Zdjęcie: Universal Pictures

Wspominał też o lasach deszczowych Ameryki Południowej, Afryki i Azji, które są niszczone w zastraszającym tempie: „Skutki są coraz większe, jeśli chodzi o bioróżnorodność oraz jakość powietrza i wody – jednak poza kręgami ekologicznymi nikogo to nie obchodzi. Pora byśmy zaczęli odpowiadać na pytanie, które Bill McKay zadaje pod koniec filmu: »Co teraz zrobimy?«”.

W tym samym miesiącu, co publikacja tego artykułu, zmarł na raka 58-letni syn aktora. Trzecie z czwórki dzieci Roberta Redforda poszło w ślady ojca: David James Redford został aktywistą, filmowcem i filantropem.

Poglądy ekologiczne podzielał z nim także Paul Newman, u boku którego – już wówczas wielkiej gwiazdy – zagrał w filmie „Butch Cassidy i Sundance Kid”. Western z 1969 roku o parze przestępców zdobył cztery Oscary, a Redford zyskał sławę. Potem powtarzał, że „na zawsze będzie wdzięczny” Newmanowi za to, że pomógł mu zdobyć tę rolę. Obaj aktorzy zostali przyjaciółmi na całe życie, mieli świetną chemię na ekranie i ponownie spotkali się w filmie „Żądło” w 1973 roku, który zdobył Oscara dla najlepszego filmu.

Przystojniak i główne role

Redford zagrał w wielu hitach w latach 70. XX wieku: „Tacy byliśmy” u boku Barbry Streisand, „Wielki Gatsby” oraz z Dustinem Hoffmanem w filmie „Wszyscy ludzie prezydenta”, opowiadającym o aferze Watergate. Współpracując z reżyserem Sydneyem Pollackiem przy filmie „Jeremiah Johnson”, walczył ze studiem, aby film został nakręcony zgodnie z jego oczekiwaniami – to była zapowiedź jego kariery reżysera i wsparcia dla niezależnego kina.

– To była walka od samego początku – wspominał w programie „Inside The Actor’s Studio”. – Studio powiedziało: „Masz 4 miliony dolarów, wpłać je do banku w Salt Lake City, możesz kręcić, gdzie chcesz, ale to wszystko. Jeśli przekroczysz limit, to już Twój problem”.

Film, pełen oszczędnych dialogów i zapierających dech w piersiach kadrów, opowiada historię weterana wojny meksykańskiej, który opuszcza pole bitwy, aby przetrwać jako traper na Dzikim Zachodzie. Film jednak trafił do kin ponad trzy lata po nakręceniu, ponieważ, jak twierdzi Redford, szef sprzedaży studia uznał, że jest on „na tyle nietypowy, że nie znajdzie odbiorców”. „Jeremiah Johnson” zarobił ostatecznie prawie 45 milionów dolarów. Nie był to jedyny raz, kiedy pasja Redforda do sztuki filmowej poróżniła go ze studiami filmowymi, które finansowały jego pracę.

Robert Redford w filmie „Wielki Gatsby”, 1974
Zdjęcie: Universal Pictures
Robert Redford i Meryl Streep w „Pożegnaniu z Afryką”, 1985
Zdjęcie: Universal Pictures

– Tym, co najsmutniejsze, z czym musisz się zmierzyć jako filmowiec, są utarte opinie na temat tego, co działa, a co nie. Podobno filmy sportowe nie działają, filmy polityczne nie działają, filmy o prasie nie działają – więc nakręciłem trzy z nich – uśmiechał się.

Zadebiutował jako reżyser w 1980 roku filmem „Zwyczajni ludzie”, dramatem o nieszczęśliwej rodzinie z przedmieść, który zdobył Oscara dla najlepszego filmu, a także dla niego za reżyserię. Jako aktor kontynuował występy w hitach, takich jak „Urodzony sportowiec” z 1984 roku, który odwoływał się do jego pasji do baseballu, oraz w „Niemoralnej propozycji” z 1993 roku, w której zagrał u boku Demi Moore. Ale nigdy nie zrezygnował z reżyserii – „Rzeka wspomnień” z 1993 roku zdobyła trzy Oscary, „Quiz Show” z 1994 roku miała cztery nominacje do Oscara, a „Zaklinacz koni” z 1998 roku, w którym również zagrał główną rolę, uzyskał jedną oscarową nominację.

Niezwykle przystojny i romantyczny Redford często grał główne role w filmach typu „Trzy dni kondora czy „Pożegnanie z Afryką”, gdzie ważna była jego aparycja, ale nie zawsze akceptował tę etykietkę i obawiał się, że zostanie zaszufladkowany. – Nie postrzegałem siebie tak, jak widzieli mnie inni i czułem się trochę uwięziony, bo nie potrafiłem wyjść poza schemat… przystojnego głównego bohatera – oznajmił. – To było bardzo miłe, ale też krępujące… więc minęło wiele lat, zanim się od tego uwolniłem.

Trwały wpływ

Pasja Roberta Redforda do ochrony środowiska i niezależnego kina połączyły się, gdy w 1981 roku w kontrze do pełnego blichtru i komercji założył Sundance Institute. Ta organizacja non-profit, położona w kanionie nad rzeką Provo w stanie Utah, wspiera „podejmowanie ryzyka i nowe głosy w amerykańskim filmie”, organizuje coroczne warsztaty dla dramatopisarzy i scenarzystów. A przede wszystkim Festiwal Filmowy Sundance – największą w Stanach Zjednoczonych coroczną imprezę kina niezależnego. Wielu młodych filmowców miało swój wielki start właśnie na Sundance, w tym Steven Soderbergh z filmem „Seks, kłamstwa i kasety wideo”, Quentin Tarantino ze „Wściekłymi psami”, a także Polacy: m.in. Agnieszka Smoczyńska i „Córki dancingu” czy Michał Marczak i „Wszystkie nieprzespane noce”, zaś Krystyna Janda otrzymała nagrodę aktorską za rolę w filmie Jacka Borcucha „Słodki koniec dnia”. Całokształt wpływu Redforda na przemysł filmowy został doceniony w 2002 roku przyznaniem mu honorowego Oscara.

W późniejszych latach nie stracił pasji do opowiadania historii za pomocą filmu i pozostał zagorzałym obrońcą praw człowieka. Często sprzeciwiał się pytaniom o przejście na emeryturę. – Chcę jak najlepiej wykorzystać to, co dostałem – oświadczył w rozmowie z Christiane Amanpour z CNN. – Gdy ciągle się rozwijasz, próbujesz nowych rzeczy, to dodaje energii. ﹡

Kopiowanie treści jest zabronione