Hollywood kocha jego architekturę za śmiałość i seksapil. Nowe życie rezydencji Johna Lautnera
21 lutego 2026
tekst: a + e
zdjęcia: Joe Fletcher
Hollywood kocha jego architekturę za śmiałość i seksapil. Nowe życie rezydencji Johna Lautnera
21 lutego 2026
tekst: a + e
zdjęcia: Joe Fletcher
Hollywood kocha jego architekturę za śmiałość i seksapil. Nowe życie rezydencji Johna Lautnera

Posłuchaj

Co mają wspólnego filmy „Pulp Fiction”, „Diamenty są wieczne”, „Big Lebowski” i „Simpsonowie”? Architekturę. Wszystkie hity były kręcone w domach projektu Johna Lautnera, jednego z królów amerykańskiego modernizmu. Hollywood od dawna pokazuje nam, że mordercy, psychopaci i w ogóle źli ludzie kochają nowoczesny design. Domy nieżyjącego już architekta były świadkami głównie tragicznych filmowych scen. Teraz jeden z nich dostał drugie życie – zajrzyjcie do odnowionego Lautner Castle z początku lat 80. XX wieku.

Na początku lat 90. John Lautner miał wykład w college’u w Pasadenie w Kalifornii. Ubrany w kremowy garnitur i jaskrawozielony krawat osiemdziesięciolatek pokazywał na slajdach zbudowane przez siebie domy. Po wykładzie zapadła cisza. Następnego dnia organizator spotkania Steve Lamb, szef koła naukowego architektów, został wezwany do dyrekcji. Poinformowano go, że 25 uczniów właśnie zrezygnowało z nauki rysunku, ponieważ, jak twierdzili, nie będą w stanie nigdy dorównać Lautnerowi, 20 innych przyszło wprawdzie na zajęcia, lecz odmówiło rysowania kolejnych neokolonialnych rezydencji.

Seria wykładów została gwałtownie przerwana. – Lautner uratował świat przed 25 złymi architektami i hektarami złej architektury – wspominał potem Lamb, który całe lata bezskutecznie usiłował dostać się na praktykę do mistrza.

Co tak wstrząsnęło uczniami w Pasadenie? John Lautner, którego 115. rocznica urodzin minie 16 lipca, należał do najwybitniejszych architektów amerykańskich XX wieku, ale nawet w tym ekskluzywnym gronie niewielu dorównywało mu rozmachem. Miał na koncie ponad 150 budynków. Przeważnie były to duże i drogie domy prywatne w Kalifornii, często ulokowane na wysokich klifach z widokiem na jeziora czy zatoki, w krajobrazie na wpół dzikim, skalistym, pełnym światła, w przestrzeni ograniczonej tylko linią horyzontu.

To w Los Angeles, gdzie żył przez 50 lat, mógł znaleźć odważnych, bardzo bogatych ludzi, dla których kreował domy, jakie wciąż inspirują architektów na całym świecie. On sam szczerze Hollywood nie znosił. Mówił o tym mieście, że jest „tak brzydkie, że sprawia iż jest fizycznie chory”.

Wystąpił też w… porno

 

Jednak ta miłosno-nienawistna relacja pozwoliła mu stworzyć wiele pięknych budynków, które uchodzą za „najseksowniejsze domy na świecie”. Niewielu architektów tak urzekło wyobraźnię jak John Lautner. Jego domy wyglądają jak z filmów science fiction, a jednak są głęboko ludzkie – to konstrukcje łączące sztukę, inżynierię i emocje. Od klifów Los Angeles po pustynie Palm Springs, Lautner budował nie tylko po to, by chronić przed zgiełkiem, ale by budzić zachwyt.

Za to uwielbia go Hollywood. Od dawna pokazuje nam, że mordercy, psychopaci i w ogóle źli ludzie kochają nowoczesny design. Modernistyczne domy Lautnera były świadkami głównie tragicznych scen filmowych. Lśniące powierzchnie, zimno szkła i stali miały korespondować z lodowatym sercem zamieszkujących je czarnych charakterów.

Najważniejszą jest zapewne scena w położonej na wzgórzu w Palm Springs rezydencji Elrod House (1968), gdzie James Bond walczy z dwiema seksownymi kobietami (film „Diamenty są wieczne”). W obrazie „Big Lebowski” inny dom Lautnera, James Goldstein House (1961), jest własnością producenta filmów pornograficznych. Ten sam dom pojawia się w filmie „Aniołki Charliego. Zawrotna prędkość”. W „Zabójczej Broni 2” Garcia Residence (1964) należy do wroga Mela Gibsona, filmowego czarnego charakteru, i na końcu eksploduje, kiedy Gibson wyładowuje na nim swoją furię. Unikalny ośmiokątny budynek zaczepiony na zboczu Hollywood Hills, Chemosphere (1960), jest planem thrillera Briana De Palmy „Świadek mimo woli” oraz kreskówki „Simpsonowie. Dzieła Lautnera pojawiają się również w „Iron Manie”, „Pulp Fiction”, „Mniej niż zero” czy w filmie „Samotny mężczyzna”, jako tło depresji bohatera pogrążonego w żałobie po śmierci ukochanego. Co najmniej jeden z jego projektów wystąpił też w… porno.

 

Dom zsynchronizowany z oddechem

 

Wizjonerskie, spektakularne projekty Lautnera na stałe wpisały się w krajobraz Los Angeles i – co najważniejsze – nie wychodzą z mody. Co jest w nich takiego, że choć pojawiają się nowe odważne projekty i przychodzą kolejne trendy, budynki spod ręki mistrza są ponadczasowe?

Jako protegowany Franka Lloyda Wrighta (uchodzącego za najważniejszego architekta Ameryki), Lautner wypracował charakterystyczny styl charakteryzujący się dramatycznymi betonowymi formami, płynnymi krzywiznami i głęboką więzią z otaczającym krajobrazem. Kierował się zasadami architektury organicznej, propagującej harmonię między człowiekiem a naturą i nieustannie poszukiwał nowych sposobów połączenia przestrzeni mieszkalnej z krajobrazem.

W przeciwieństwie do rodzinnego Michigan (urodził się w Marquette, byłym miasteczku górniczym z widokiem na jezioro, gdzie po raz pierwszy zetknął się z architekturą, gdy jego rodzina zaprojektowała i zbudowała letni domek, który nazwali Midgaard), klimat Kalifornii, gdzie stoi większość jego budowli, umożliwił mu wykorzystanie w projektach dużych tafli szkła, odsłoniętego drewna czy innych elementów, wprowadzających analogie do natury. Zainteresowanie formami geometrycznymi, zwłaszcza powracającymi w jego twórczości okręgami i trójkątami, eksperymenty z zastosowaniem betonu, odważne zestawienia kątów, w połączeniu z ideą integracji domu z terenem, nadawały zaplanowanym przez niego konstrukcjom futurystyczny charakter. Zwłaszcza, że wiele z tych domów wkomponowano w trudne usytuowanie: na zboczach wzgórz czy nad brzegiem morza.

Już Wolff House w Hollywood Hills West, jego jeden z pierwszych głośnych projektów, który stworzył po stażu u Lloyda Wrighta w latach 30. XX wieku, stał się wykładnią jego stylu. Łącząc intymność i prywatność z inspirującymi widokami, rezydencja została zaprojektowana na stromej, prawie pionowej działce tuż nad Sunset Plaza. Była ripostą na kultowy Fallingwater House jego mentora – nie bez przyczyny wygląda jakby się przewracała na zboczu, jako seria naprzemiennych prostokątów zbudowanych z kamienia, szkła i miedzi.

Podstawą założeń architekta, jak stwierdziła właścicielka jednej z posiadłości autorstwa Lautnera, było stworzenie domu przypominającego żywy organizm – najbliższego przyjaciela lokatorów, który zsynchronizuje się nawet z ich oddechem.

 

Tak bardzo, jak to możliwe

 

Przykładem ekstremalnych ambicji Lautnera: połączenia luksusu, krajobrazu, struktury i środowiska w jednym projekcie, jest też jedna z jego ostatnich budowli – Lautner Castle położony na stromym zboczu wzgórza w Los Angeles, z początku lat 80.  XX wieku.

Dom charakteryzuje się szeregiem cylindrycznych, kamiennych wieżyczek wzdłuż południowej elewacji. Mają one zarówno walory konstrukcyjne, jak i architektoniczne, ilustrując filozofię autora, która kładzie nacisk na naturalne materiały, połączenie kamienia, stali, szkła i drewna oraz harmonijną relację z krajobrazem.

– Co jest w nim interesujące? – pyta Kristopher Conner, który wraz z Jamesem Perry prowadzi firmę architektoniczną Conner + Perry Architects. – Większość domów Lautnera otwiera się na okoliczne widoki w bardzo dramatyczny sposób, ale tutaj, moim zdaniem, dom jest bardziej skoncentrowany na wnętrzu. Kamienne kolumny kryją w sobie różne funkcje, np. ta w salonie mieści barek, a w kuchni to spiżarnia, ale tworzą również ramę dla widoków na miasto i kanion, które rozciągają się za zewnętrznym balkonem ciągnącym się przez całą długość posesji. Autor brał przykład z Franka Lloyda Wrighta, od którego nauczył się kompresji i ekspansji, i zwiększał dramaturgię.

Conner wie, co mówi. Ma bogate doświadczenie w pracy nad nieruchomościami Lautnera, w tym tą najsłynniejszą – rezydencją dziś nazywaną Sheats-Goldstein, którą wraz z zespołem odnowił i rozbudował w ub.r. Podobne zadanie dostał w 2019 roku w kontekście Lautner Castle. Miał wprowadzić nowoczesne ulepszenia, które nie zakłócą oryginalnej modernistycznej architektury, a jednocześnie spełnią potrzeby stylu życia rodziny w XXI wieku.

Dom otwiera się szerokim, łukowato opadającym korytarzem i żebrowanym, drewnianym sufitem, który rozciąga się na całej górnej kondygnacji. Żaden z tych elementów nie został zniszczony, co najwyżej poddany renowacji, jak panele z drewna daglezji, które w większości domu zostały całkowicie zdjęte i odnowione, czy oryginalne betonowe podłogi z kamieniem, które zostały odnowione za pomocą mikropowłoki betonowej, zgodnie z filozofią Lautnera, polegającą na dążeniu do spójnego połączenia wnętrza z otoczeniem. Nawet kuchnia pozostała wierna oryginałowi, łącznie z wyspą wykonaną z kamiennej płyty.

– To wiele mówi o naszym podejściu do renowacji domu. Wszystko było minimalną ingerencją. Staraliśmy się zachować oryginalną architekturę tak bardzo, jak to możliwe – zapewnia Conner.

Duże okna zapewniają naturalne światło i oprawiają bujną zieleń otoczenia. Umiejętne wykorzystanie ciepłego drewna i kamiennej podłogi widoczne jest również na zewnątrz, jeszcze bardziej zacierając granice między wnętrzem a zewnętrzem.

Teren wokół domu był wcześniej skromny. Teraz jest bujny, z ogrodem kaktusów z przodu i zboczem wzgórza z tyłu, gdzie są alejki z mieszanką rodzimych roślin i odrobiną bugenwilli dla koloru. – Spędziliśmy lata na jego opracowywaniu. Teraz mamy tu niemal małe mikroklimaty i gaj paproci, gdzie jest cień – zachwala Conner.

Architekci zadbali też o teren pod basenem. Przestrzeń, która wcześniej była niedostępna, zamieniła się w rozległy taras, który teraz jest trzecią kondygnacją domu, wystającą poza zbocze. Znajduje się tam miejsce do odpoczynku z kamiennym paleniskiem, długą, wbudowaną betonową ławką i leżakami zaprojektowanymi na zamówienie. – To wszystko kiedyś było jałowym zboczem – dodaje Conner, patrząc nie bez dumy na przywróconą do życia posiadłość.

 

Oddanie naturze

 

Jeśli nawet Lautner Castle nie należy do najwybitniejszych w życiu zmarłego w 1994 roku modernisty, to jest znaczącym ucieleśnieniem idei, że dom nie jest celem podróży, lecz punktem, z którego można patrzeć na świat. Modernizm nigdy tak naprawdę nie był modelem Lautnera. Jego prawdziwym celem – wciąż nie do końca zrozumianym – było oddanie swoich struktur naturze.

Dziś jest za to bardziej doceniany niż za życia. Bo choć jego kariera trwała kilka dekad i jego twórczość miała ogromne znaczenie, projekty były w dużej mierze pomijane za jego życia. Z biegiem lat architektura, którą proponował, zyskała większe uznanie, czego dowodem są wystawy, publikacje i film dokumentalny. Ale zanim to nastąpiło, dziedzictwo mistrza było kruche – np. Shusett House z 1951 roku w Beverly Hills został zburzony w 2010 roku, a Centrum Pracy im. Paula Westona w Woodland Hills przeznaczono do rozbiórki. Dziś uchodzi za geniusza, a jego domy i budynki stały się cenionymi przykładami innowacyjnego, nowatorskiego designu, podziwianymi za kreatywność, funkcjonalność i ponadczasowe piękno.

Kopiowanie treści jest zabronione