Tu David Lynch mieszkał przez 40 lat. I tu stworzył „Mulholland Drive”, „Zagubioną autostradę” i wiele innych dzieł
13 września 2025
tekst: Agnieszka Kowalska
zdjęcia: Neue Focus
Od czerwonego pokoju w „Twin Peaks” po Klub Silencio w „Mulholland Drive” – twórczość Davida Lyncha to jedne z najwspanialszych wnętrz we współczesnej kulturze. Ale jego prywatne królestwo to także dzieło sztuki. Trzy modernistyczne domy, w tym jeden Lloyda Wrighta, na wzgórzach Hollywood Hills, gdzie stworzył filmy, muzykę, obrazy, rzeźby i meble, wciąż mają „lynchowską” magię, choć jego samego nie ma tam od 9 miesięcy. Teraz posiadłość wystawiono na sprzedaż.

Każdy znaczący reżyser przywiązuje dużą wagę do lokalizacji i scenografii w swoich filmach, ale niewielu projektuje wnętrza w prawdziwym świecie. Wielu filmowców zwraca uwagę na meble, które pojawiają się w ich obrazach; niewielu struga je we własnych warsztatach stolarskich. David Lynch był inny.

Zmarły w styczniu autor „Twin Peaks”, „Blue Velvet” i „Mulholland Drive” był wielkim entuzjastą architektury i designu. Wystarczy prześledzić jego najsłynniejsze pokoje, jak choćby Red Room w „Twin Peaks: Ogniu krocz ze mną” z 1992 roku – z karłem w szkarłacie tańczącym na zygzakowatej podłodze, czy Kobieta w kaloryferze, z policzkami wiewiórki, tańcząca na kraciastej podłodze w mieszkaniu głównego bohatera „Głowy do wycierania” z 1977 roku. – Kiedy ludzie używają terminu „lynchowskie”, często mają na myśli szczególne doświadczenie projektowania wnętrza i przestrzeni – ocenia Richard Martin, autor książki „The Architecture of David Lynch”.

On sam nie mówił wiele o znaczeniu swoich filmów. Choć wielu próbowało wydobyć z niego jakieś tajemnice surrealistycznych znaczeń, rzadko cokolwiek zdradzał. Ale z architekturą i designem było inaczej – odpowiedzi dawał zazwyczaj precyzyjne i trafne. Zapytany w 1997 roku przez niemiecki magazyn „Form” o ulubionych architektów, odpowiedział: – Od Bauhausu, wszystkich jej studentów, po Pierre’a Chareau, który zaprojektował Maison de Verre w Paryżu, Ludwiga Miesa van de Rohe, całą rodzinę Wrightów, Rudolfa Michaela Schindlera i Richarda Neutrę. Lubię naprawdę pięknie zaprojektowane, minimalistyczne rzeczy.

W tym samym wywiadzie wspominał lunch z Charlesem Eamesem: – Był jednym z najinteligentniejszych, najbardziej praktycznych i najwspanialszych ludzi, jakich kiedykolwiek spotkałem. Był po prostu szczerym, radosnym człowiekiem, w pewnym sensie dziecinnym, cieszącym się życiem. Takim facetem, którego od razu się lubi.

Ray i Charlesa Eamesów podał jako swoje największe źródło inspiracji, obok Vladimira Kagana i Charlotte Perriand, których meble uwielbiał.

O D    L O S    A N G E L E S    D O    Ł O D Z I

W dowód swojej miłości do dobrej architektury w 1986 roku za 560 tys. dolarów kupił dom na zboczu góry w Hollywood Hills. To różowy Beverly Johnson House przy 7017 Senalda Drive w Los Angeles, który w 1963 roku zaprojektował Lloyd, syn Franka Lloyda Wrighta, bodaj najważniejszego amerykańskiego architekta, znanego przede wszystkim z Fallingwater. Ojciec przyćmił jednak dorobek syna. – Osobiście wolę Lloyda Wrighta od Franka, ponieważ Lloyd jest bardziej minimalistyczny, bardziej czysty. Ale równie piękny – ocenił Lynch w rozmowie z „Wall Street Journal” w lipcu 2024, około pół roku przed śmiercią w wieku 78 lat .

Ten trzypokojowy dom o powierzchni 183 m² jest przykładem zamiłowania Wrightów do organicznych faktur, śmiałych geometrycznych linii, przeszklonych ścian i płynnego przejścia między wnętrzem a otoczeniem.

David Lynch: „Lubię naprawdę pięknie zaprojektowane, minimalistyczne rzeczy”
David Lynch: „Lubię naprawdę pięknie zaprojektowane, minimalistyczne rzeczy”
David Lynch: „Lubię naprawdę pięknie zaprojektowane, minimalistyczne rzeczy”
David Lynch: „Lubię naprawdę pięknie zaprojektowane, minimalistyczne rzeczy”

Lloyd zmarł w 1978 roku, ale Lynch utrzymał dziedzictwo rodzinne, powierzając zadanie zaprojektowania basenu i domku przy basenie jego synowi, Ericowi Lloyd Wrightowi. Miał ten sam kolor, co główny dom autorstwa Lloyda w stylu mid-century modern, i ten sam powtarzający się motyw betonowej jodełki, który można znaleźć w całej posiadłości. Świadomie nawiązał do twórczości seniora.

Z czasem reżyser powiększył swoje modernistyczne królestwo. W 1989 roku za ok. pół miliona dolarów nabył dwupiętrowy brutalistyczny, pudełkowaty budynek leżący nieopodal. Sześć lat później dokupił dom pomiędzy nimi (za 350 tys. dolarów). Pierwszy z nich służył jako prywatne studio produkcyjne jego Asymmetrical Productions – zrobił tu m.in. plan zdjęciowy do filmu „Zagubiona autostrada”. Przebudował elewację, dodając cienkie, szczelinowe okna, aby nadać jej niesamowity efekt na potrzeby surrealistycznej produkcji z 1997 roku. A w środku? Krzesło Harry’ego Bertoi i eliptyczny stół Eamesów, a także meble własnego projektu. Drugi zakup służył jako pracownia Lyncha, w której umieścił bibliotekę, salę projekcyjną i profesjonalne studio montażowe.

Ale w swoich filmach korzystał też z dzieła protoplasty rodu Wrightów – Ennis House, prawdziwe dzieło sztuki architektonicznej, zbudowane z betonowych bloków, które tworzą unikalne wzory geometryczne i abstrakcyjne kompozycje, posłużył mu za tło dla opery mydlanej „Zaproszenie do miłości” z serialu „Twin Peaks”. A gdy dostał zlecenie nakręcenia reklamy dla Yvesa Saint Laurenta, jako miejsce akcji wybrał swój ulubiony Maison de Verre w Paryżu, czyli Dom ze szkła, który w latach 30. XX wieku, gdy powstał, szokował ruchomym planem i szklaną elewacją.

Najbardziej pamiętne przestrzenie, które wykreował, to jednak Red Room z „Twoim Peaks” i Klub Silencio z „Mulholland Drive” – w obydwu pojawiają się czerwone kurtyny, które najbardziej zapracowały na określenie „lynchowskie”. Design i muzyka, sztuka i architektura – pasują do siebie. Film łączy w sobie większość dziedzin – zadeklarował w wywiadzie dla „Form”.

„Oceniając całokształt, kariera Lyncha to osobliwa historia architektury i designu. Być może zatem możemy uznać jego filmy za samodzielny, pomysłowy i niekonwencjonalny projekt architektoniczny” – napisał Richard Martin w książce „The Architecture of David Lynch”, w której dekadę temu analizował miasta, domy, drogi i sceny w twórczości kultowego reżysera: z Los Angeles, Londynem i Łodzią na czele.

P U S T E L N I K

W życiu prywatnym najważniejsza była jego posiadłość na zboczu góry w Hollywood Hills, rzut beretem od Mulholland Drive. Powiedział kiedyś, że dom Lloyda Wrighta, który był jego głównym miejscem zamieszkania, „wpływa na całe jego życie”, że często inspiruje go do wielu artystycznych przedsięwzięć. – Widzę rzeczy, kształty lub coś, co się w nim znajduje, a to prowadzi do powstania mebli lub filmu – wyjaśnił.

Był samotnikiem i rzadko opuszczał to królestwo o powierzchni hektara, gdzie dobudował także dwupiętrowy domek gościnny i kolejny salon z jedną sypialnią, wykończony jego ulubionym gładkim szarym tynkiem. Razem trzy rezydencje i budynki pomocnicze tworzyły duży kompleks mający ponad tysiąc m² powierzchni.

W ostatnich latach życia egzystował tu jak pustelnik nie tylko z wyboru, ale także ze względów zdrowotnych. Pół roku przed śmiercią wyjawił, że z powodu palenia papierosów ma rozedmę płuc, która powoduje duszność, kaszel i uczucie braku powietrza.⁠ Miał problemy nawet z wychodzeniem z domu nie tylko w obawie przed infekcją, która zaostrzyłaby chorobę, ale też dlatego, że potrzebował dodatkowego tlenu do większości czynności (nie mógł się poruszać bez butli tlenowej). – Ledwo mogę przejść przez pokój. To tak, jakbyś chodził z plastikową torbą na głowie – wyjawił magazynowi „People”.

Rzadko udzielał audiencji gościom – wyjątek zrobił m.in. w przededniu opublikowania niekonwencjonalnego wspomnienia połączonego z biografią, „Room To Dream” w 2018 roku. Dziennikarze opisywali potem, jak przechodzili przez dom o betonowych ścianach, mijali półki od podłogi do sufitu pełne kaset VHS i płyt CD, a potem przez ogród wchodzili do jego atelier. Tam na stole pełno było notatek, pojemników z farbą, chemikaliów, kleju żelowego, papieru litograficznego, wiertarek pneumatycznych, kabli, przewodów i pędzli. Do tego kubek kawy i paczka papierosów. Pośrodku stało duże płótno, niedokończone dzieło, o ściany opierały się inne jego obrazy. Na zewnątrz wisiała reprodukcja „Ogrodu rozkoszy ziemskich” Boscha.

David Lynch: „Mój dom wpływa na całe moje życie. Często inspiruje mnie do wielu artystycznych przedsięwzięć”
David Lynch: „Mój dom wpływa na całe moje życie. Często inspiruje mnie do wielu artystycznych przedsięwzięć”
David Lynch: „Mój dom wpływa na całe moje życie. Często inspiruje mnie do wielu artystycznych przedsięwzięć”
David Lynch: „Mój dom wpływa na całe moje życie. Często inspiruje mnie do wielu artystycznych przedsięwzięć”

Pracownia to bunkrowata konstrukcja z betonu i szkła, z której widać panoramę miasta: drzewa i dachy domów; można usłyszeć śpiew ptaków. Nie było toalety, więc, aby oszczędzić sobie chodzenia do domu, artysta sikał do zlewu wbudowanego w ścianę. – Podoba mi się tu. W Los Angeles czuję się wolny. Mogę robić, co chcę. Kocham swoje życie i jestem szczęśliwym człowiekiem – powiedział wtedy.

Gdy rozstał się z ostatnią żoną, aktorką Emily Stofle, przestał udzielać się towarzysko: – Jestem samotnikiem. Wolę zostać w domu. Tu mam wszystko, a dzięki światu cyfrowemu staje się możliwe „zbudowanie” całego świata przy biurku. Oczywiście uważam, że czasami ważne jest wyjście, zobaczenie nowych rzeczy i poczucie tak zwanej rzeczywistości. Bo to może wywołać nowe pomysły.

Innym razem wyznał: – Niektórzy ludzie uwielbiają podróżować, aby zobaczyć świat. Ja lubię siedzieć w domu i mieć świat głównie w sobie. Większość rzeczy dzieje się wewnątrz.

M E B L E

Chociaż filmy i seriale Lyncha zapewniły mu sławę, reżyser był równie oddanym muzykiem studyjnym, malarzem i rzeźbiarzem. Na wzgórzu kręcił też swój ukochany „Weather Report”, udostępniany codziennie na jego kanale YouTube przez całą pandemię. Do końca życia robił też meble – jego wielką miłością było stolarstwo, dlatego w warsztacie obok sztalug i farb leżą narzędzia do robienia mebli: od dłut do pił ręcznych i elektrycznych. Wszystkie elementy metalowe i drewniane w domu były zrobione przez niego. Powtarzał, że ręczna praca nad nimi jest „równie ważna, jak projektowanie, ponieważ często projekt rozwija się w miarę tworzenia”.

Wszystko zaczęło się w młodym wieku. Jego ojciec miał w domu warsztat stolarski, w którym syn uczył się posługiwać narzędziami, a potem spędzał dużo czasu, tworząc samemu niewielkie drewniane przedmioty. Gdy studiował na ASP zaczął tworzyć pierwsze meble na podstawie własnych projektów, choć nie myślał wtedy o sobie jako projektancie mebli. Pragnął być artystą. – Nie chcę uchodzić za wszechstronny talent. Wcale nie. Po prostu angażuję się w różne rzeczy. Zaczynałem jako malarz. I jak wielu malarzy szukałem nowego wyzwania, bo zarabianie na sztuce nie jest łatwe – wyznał kiedyś.

Później projektował meble do swoich filmów. – Szukanie konkretnego mebla zajęłoby zbyt dużo czasu. A zrobienie go samemu sprawia mi więcej frajdy – wyjaśnił w wywiadzie dla „LA Weekly”. – Każde słowo ma swoją moc. Można troszczyć się trochę albo bardzo. Ale gdyby nadać temu słowu maksymalną intensywność, to i tak nie wystarczyłoby, żeby wyrazić, jak bardzo kocham meble.

Strugał je ręcznie głównie dla siebie, m.in. własne łóżko, biurko i wiele innych rzeczy, ale wkroczył też nieco na rynek. W 1997 roku miał wystawę swoich prac na Salone del Mobile, a prestiżowe targi designu w Mediolanie zaprosiły go również w 2024 roku, gdzie zaprezentował instalację „Interiors by David Lynch: A Thinking Room”, czyli przestrzeń oddzieloną od świata czerwoną kotarą, którą nazwał „Pokój myślący”. Co się w nim znajdowało? Ciemnoniebieskie ściany, złoty sufit i tron ​​z siedmioma „kominami” połączonymi z sufitem, przez które idee mogły swobodnie przepływać. Kolejki chętnych były dłuższe niż ilość miejsc w środku.

Przed laty nieistniejąca już szwajcarska firma meblarska Casanostra wyprodukowała limitowaną serię kilku jego projektów. Nigdy nie zawracał sobie głowy komercją i może dlatego niektóre z jego mebli ocierają się o absurd, wiele z nich zostało zaprojektowanych z myślą o wąskiej specyfice użytkowania: ręcznie ciosane malutkie stoliki do espresso czy do whisky i cygar. Lynch był również projektantem lamp, oscylującym między dadaizmem z drewna dryftowego a prostotą Bauhausu. Istnieje krótki film, na którym pracuje nad swoimi lampami, co dowodzi, że nie przekazywał szkiców komuś innemu.

R E Ż Y S E R    A R C H I T E K T U R Y

Jak to wszystko wpływało na jego filmy? Wśród wspaniałych cech, które mogłyby definiować styl Lyncha, jest jego dbałość o atmosferę filmowych przestrzeni. – Szukam lokalizacji tak długo, aż znajdę miejsce, które będzie pasować do historii. Dotyczy to również przedmiotów. Nie można tu iść na kompromisy. Kompromisy niszczą film – mówił stanowczo. Płynęło to od kogoś, kto był niezwykle wyczulony na atmosferę miejsc, w których przebywał. Jak napisał w „Room to Dream”, „im bardziej minimalistyczne jest pomieszczenie, tym bardziej mogą się w nim ujawnić ludzie i meble”.

Przeciętny człowiek może wpaść na stół, jeśli jest za duży, ale prawdopodobnie nie powiedziałby, że zakłóca to jego myśli. Lynch tak właśnie zrobił. W wywiadzie dla „Form” powiedział: – Moim zdaniem, większość stołów jest za duża i za wysoka. Zmniejszają pomieszczenia, zabierają przestrzeń i powodują nieprzyjemną aktywność umysłową.

David Lynch: „Im bardziej minimalistyczne jest pomieszczenie, tym bardziej mogą się w nim ujawnić ludzie i meble”
David Lynch: „Im bardziej minimalistyczne jest pomieszczenie, tym bardziej mogą się w nim ujawnić ludzie i meble”
David Lynch: „Im bardziej minimalistyczne jest pomieszczenie, tym bardziej mogą się w nim ujawnić ludzie i meble”
David Lynch: „Im bardziej minimalistyczne jest pomieszczenie, tym bardziej mogą się w nim ujawnić ludzie i meble”

I dobitnie dał do zrozumienia publiczności, na czym polega ten rodzaj wrażliwości. Minimalizm, który preferował w domu, był w jego twórczości celowo pomijany, by zachować sugestywny charakter. Nie stosował jednolitej estetyki filmowej – jak inni reżyserzy, których plany filmowe wyglądają dość podobnie – lecz skupiał uwagę na różnorodności miejsc: czy to teatrów w stylu art déco, czy futurystycznej restauracji Googie Diner, czy też rozmaitych lokalizacji w świecie fantasy w Hollywood.

Innymi słowy, był znakomitym reżyserem architektury. Doskonale wiedział, jak wykorzystać design i przestrzeń, by wywołać w nas określone odczucia, które będą towarzyszyć długo po zakończeniu seansu w kinie. Tworząc charakterystyczne, „lynchowskie” światy eksplorował potęgę przestrzeni znacznie lepiej niż większość filmów o architekturze.

Z A M I E SZ K A J     U    L Y N C H A

Przy Senalda Drive mieszkał przez blisko 40 lat. Posiadłość odzwierciedla przemyślaną wizję Lyncha: przestrzeń, w której granice między życiem a tworzeniem są celowo zatarte, zgodnie z jego przekonaniem, że otoczenie jest kluczowe dla inspiracji. – Beverly Johnson House to piękne miejsce. Potrzebuję do życia przyjemnych przestrzeni. Architektura i design to coś, o czym zawsze warto myśleć – podkreślał.

Nie wymagał niczego więcej: miejsca na świeżym powietrzu, zamknięte dziedzińce i ścieżki wśród bujnej roślinności prowadzące do trzech budynków zapewniały mu spokojne schronienie pośród zgiełku miasta. Gdy zmarł, wszystko pozostało bez zmian. Tubki farb, narzędzia stolarskie, sztalugi z płótnami na kolejne obrazy, meble… Niektóre z nich, podobnie jak wiele innych jego rzeczy, zostały zlicytowane na początku tego roku. Teraz pora przyszła na samą posiadłość. Jak donosi „Wall Street Journal”, trafiła na rynek za 15 milionów dolarów.

Agent Mark Silver ma nadzieję, że szybko ją sprzeda – najlepiej fanowi, fundacji lub muzeum, które chciałoby zachować ją w oryginalnym stanie. Obecność projektów dwóch pokoleń Wrightów najprawdopodobniej zabezpiecza nieruchomość przed całkowitą przebudową, a co za tym idzie, gwarantuje, że kompleks zawsze będzie miał „lynchowski” charakter.

Czterokrotnie nominowany do Oscara właściciel „mieszka” już gdzie indziej. W kwietniu córka Lyncha, Jennifer, poinformowała: „Tata spoczywa na cmentarzu Hollywood Forever. Odwiedź go, kiedy będziesz mógł. Ja będę”.

Na nagrobku wyryto taki napis: „Night Blooming Jasmine”, co można przetłumaczyć jako „kwitnący nocą jaśmin”. Dlaczego? Odpowiedzi trzeba poszukać w jego wypowiedzi z 2016 roku: „Kiedy lecisz nocą do Los Angeles, wszystko jest oświetlone, kilometry świateł – to takie piękne. Ale są w LA też miejsca, które mówią o pamięci. W letnią noc, może bardziej wiosenną, gdy poczujesz zapach kwitnącego nocą jaśminu, prawie możesz zobaczyć Clarka Gable’a lub Glorię Swanson. Złoty wiek Hollywood wciąż żyje, jest w DNA miasta”. ﹡

Kopiowanie treści jest zabronione