„Wielu ludzi, których chciałbym sfotografować, już nie ma”. O tym, że zwyczajność ma wartość, a pamięć jest krucha
25 kwietnia 2026
tekst: Katarzyna Dędek
zdjęcia: Jacenty Dędek
Ania oraz Pan Marian; Pan Marek oraz Pani Irena i pan Zygmunt; Pan Tomasz oraz Tomek; Mikołaj, Janek, Waldek i pies Misiek oraz Saper i Konrad; Pan Ignacy oraz Anna, Aneta i Elżbieta; Emilia i Wiktoria oraz Marek; Pan Grzegorz oraz Marta i Kamil,, lata 2018-25, fotografie z cyklu „Credo”
„Wielu ludzi, których chciałbym sfotografować, już nie ma”. O tym, że zwyczajność ma wartość, a pamięć jest krucha
25 kwietnia 2026
tekst: Katarzyna Dędek
zdjęcia: Jacenty Dędek
„Wielu ludzi, których chciałbym sfotografować, już nie ma”. O tym, że zwyczajność ma wartość, a pamięć jest krucha

– Pokazując „Credo” jestem tym, kim zawsze chciałem być i kim jestem od dawna: dokumentalistą, który portretuje świat najbliższy – deklaruje Jacenty Dędek, który tym razem opowiada o rodzinnym mieście, Częstochowie. To osobista historia o miejscu, tożsamości, ludziach bliskich i nieznajomych, o pamięci zapisanej w materii miasta. Ale to także opowieść o każdym mieście, które mamy w sobie, niezależnie od geografii. 150 prac – będących podsumowaniem projektu realizowanego od połowy 2017 roku do dziś, przy użyciu aparatu wielkoformatowego – można oglądać na wystawie w Częstochowie.

Kilka lat temu pojawił się u mnie kuzyn Maciek, prosząc, bym przechował jego rodzinne albumy ze zdjęciami. Nie wrócił już po nie. Połknął flakonik leków i poszedł na ostatni spacer nad Wartę. Nie zdążyłem zrobić mu zdjęcia. Tak samo Jackowi, koledze z dzielnicy, najbardziej wrażliwemu chłopakowi, jakiego znałem. Wielu ludzi, których chciałbym sfotografować, już nie ma…” – napisał przy okazji projektu „Credo” Jacenty Dędek, jeden z najciekawszych polskich dokumentalistów.

Zasłynął z cyklu fotograficznego „Portret prowincji”. Przez sześć lat – między 2011 a 2017 – razem z żoną Katarzyną jeździli po Polsce, na przemian robiąc zdjęcia (około dziewięciu tysięcy) i zbierając opowieści (kilkadziesiąt). Ich tematem były miasta, miasteczka i wsie (ponad czterysta). Pragnęli zarejestrować zmieniający się kraj: w którym życie wydaje się zawieszone między tym, co dawne i nowe.

Teraz, po sukcesie tego projektu, fotograf przedstawia coś najbardziej osobistego – swoje rodzinne miasto, Częstochowę. „Credo” to opowieść o tym, co jest wokół niego, wokół nas. Ulice, przystanki, wystawy sklepów, ich wnętrza, bramy i płoty, uliczne lampy, targi i dworce, garaże, amatorskie murale, niechciane graffiti. I mieszkańcy Częstochowy. – Ta historia wyrosła z autobiografii, ale mimo lokalnego osadzenia, można w niej znaleźć pierwiastki uniwersalne. Bardzo chciałbym, by była tak odbierana niezależnie od geografii – deklaruje autor.

To również rodzaj buntu wobec niezauważania przez media ogólnopolskie mniejszych ośrodków. –  Jesteśmy obok, a nie istniejemy w szerszej debacie o społeczeństwie, jej ton nadaje ze stolicy elita, która jest głównie zainteresowana sobą – wyjaśnia Dędek, któremu wydaje  się ważnym, żeby opowiadać o zwykłym świecie. O czymś powszechnym, może z daleka pospolitym, ale jednak szczególnym i osobnym, jeśli się przyjrzeć z bliska. – Może warto opowiadać takie obyczajowe historie, żebyśmy się lepiej poznali i zrozumieli – zastanawia się.

Jacenty Dędek: „Ta historia wyrosła z autobiografii, ale mimo lokalnego osadzenia, można w niej znaleźć pierwiastki uniwersalne”
Jacenty Dędek: „Ta historia wyrosła z autobiografii, ale mimo lokalnego osadzenia, można w niej znaleźć pierwiastki uniwersalne”
Jacenty Dędek: „Ta historia wyrosła z autobiografii, ale mimo lokalnego osadzenia, można w niej znaleźć pierwiastki uniwersalne”
Jacenty Dędek: „Ta historia wyrosła z autobiografii, ale mimo lokalnego osadzenia, można w niej znaleźć pierwiastki uniwersalne”

Razem z żoną, która współtworzy projekt tekstem, przez kilka lat wędrowali po śladach z przeszłości Częstochowy, tylko w świecie współczesnym, tu i teraz. Odwiedzili szkołę podstawową, do której chodził, wracali do miejsc pracy i innych, które kiedyś pojawiały się na jego drodze. Jak i ludzi, których kiedyś spotkał. Bohaterami portretów są na przykład: pani Zosia, fryzjerka, do której Dędek chodzi od ponad czterdziestu lat, listonosz z ich dzielnicy, są jego koledzy, koleżanki, sąsiedzi i nieznajomi z miasta, których twarze go zafascynowały.

Rozmawiali z młodymi ludźmi i z takimi, którzy mówili, że mają życie za sobą. Rozmaity status, odmienne doświadczenia, wiele historii, także splatających się ze sobą losów. Oni chcieli to zatrzymać, sfotografować i jakoś ocalić.

„Credo” – jak specjalnie dla LIBERTYN.eu pisze Katarzyna Dędek – jest także namysłem nad przemijaniem – „nad jego nieuchronnością i nad pustką, którą pozostawiają po sobie nie tylko ludzie, ale i rzeczy. Nad przedmiotami, które gromadzimy z niemal obsesyjną nadzieją, że zatrzymają czas, że po nas zostaną. Nad rozpadającymi się halami fabrycznymi, gdzie jeszcze niedawno pulsowało życie – praca, rytm codzienności. Miasto żyje, przeobraża się, warstwa po warstwie. A my wraz z nim. Bo życie jest ruchem – ciągłą przemianą, przebudową, transformacją idei, wartości, pamięci. Jest stanem kruchej równowagi, który każdego dnia budujemy na nowo”.

Dla nas twórcy „Credo” wybrali swoje ulubione zdjęcia i historie, a Katarzyna o nich napisiała…

„Jurek”, 2022 rok, fotografia z cyklu „Credo”

Jurek był kolegą naszego kolegi Maćka. Jacentego połączyła z nim praca nad książką. Na przełomie roku 1998 i 1999 spędzili razem wiele wieczorów. Obaj mieli dla siebie wiele cierpliwości. Kiedy Jacenty zaczął robić zdjęcia do „Credo”, to właśnie Jurek, najszybciej z kolegów, zrozumiał o co w tym chodzi. Nie były mu potrzebne tłumaczenia.

Powiedział Jacentemu: „chcę, żebyś mnie przeniósł do historii”. A potem okazało się, że nigdy – poza zdjęciem dowodowym – nie patrzy w obiektyw, takie miał przekonanie. Dla Jacentego zrobił wyjątek. Oparł się o futrynę i spojrzał w kierunku aparatu.

Kilka miesięcy później dostał zawału, potem kolejnego i pewnie dałoby się go uratować, ale mieszkał sam, nikt go przez kilka dni nie odwiedził. Miał silny głęboki głos i gdyby chciał, zostałby świetnym lektorem.

2022 rok, fotografia z cyklu „Credo”
2024 rok, fotografia z cyklu „Credo”

Elanex umierał powoli. Opustoszałe, niezabezpieczone fabryczne hale popadały w coraz większą ruinę. Niektóre obiekty likwidator wynajmował niewielkim lokalnym podmiotom gospodarczym – była tu lakiernia proszkowa, galwanizernia, punkt hartowania stali, warsztat samochodowy, hurtownia kartonu i inna, dużo większa, zniczy. Do końca 2024 roku działała tu firma zajmująca się przetwórstwem wełny, wykorzystująca jeszcze stare maszyny włókiennicze.

W mieście wciąż się mówiło, że przydałaby się rewitalizacja, może i na miarę łódzkiej Manufaktury, bo obiekt ma wartość architektoniczną, projekt fabryki i przyfabrycznego osiedla zrobił na początku XX w. znany warszawski architekt, Edward Lilpop. Państwowi wierzyciele długów nie mogli jednak dojść do porozumienia.

Elanex był jednym z największych zakładów włókienniczej Częstochowy. Powstał w 1889 roku, a w styczniu 2003 zakończył działalność. Założyli go francuscy przedsiębiorcy, tworząc spółkę zwaną powszechnie „fabryką Motte”. Po pierwszej wojnie światowej fabryka zmieniała nazwę na Union Textile, a po 1945 roku została znacjonalizowana i zmieniona w Częstochowskie Zakłady Przemysłu Wełnianego im. Marii Koszutskiej. W latach 60. XX w. hitem zakładu stał się syntetyczny poliester, w Polsce zwany „elaną”, stąd wzięła się kolejna nazwa zakładu – Elanex. W latach 70., u szczytu swojego rozwoju, pracowało tam około 3 tys. osób, był jednym z największych zakładów w mieście. Po 1989 roku, w nowych realiach gospodarczych, fabryka popadała w coraz większe długi, które doprowadziły do jej upadku.

Na pierwszym zdjęciu: nieistniejąca już galwanizernia pana Grzegorza.

Na drugim zdjęciu: pan Janusz od ćwierć wieku w swoim warsztacie w dawnych halach Elanexu zajmuje się obróbką skrawaniem oraz naprawą maszyn i urządzeń przemysłowych.

„Płk. Józef Sowa”, 2022 rok, fotografia z cyklu „Credo”

Pułkownika Józefa Sowę spotkaliśmy na jednej z uroczystości rocznicowych w 2022 roku pod Grobem Nieznanego Żołnierza w Alei Sienkiewicza.

Zaprosił Jacentego do biura założonego przez siebie Stowarzyszenia Polaków Poszkodowanych przez III Rzeszę. Sam doświadczył wojny w najbardziej okrutny sposób. Jako dziesięcioletni chłopiec był świadkiem egzekucji rodziców, którzy chowali w kryjówce pod oborą żydowską rodzinę, której wcześniej pomogli uciec z częstochowskiego getta. Państwo Sowowie i ukrywający się Żydzi zostali przez Niemców rozstrzelani na oczach dzieci i sąsiadów.

Jego i rodzeństwo wywieziono karnie do Niemiec, skąd wrócił po zakończeniu wojny. Potem wychowywał się w rodzinach zastępczych. Ochotniczo wstąpił do Ludowego Wojska Polskiego i skończył szkołę oficerską, był lekarzem wojskowym.

Ostatnie lata życia poświęcił na spotkania z młodzieżą, której opowiadał o doświadczeniach czasu wojny, które zawarł również w książce „Zapiski z mojego życia”. Zmarł rok po naszym spotkaniu, dożył 90 lat.

2022 rok, fotografia z cyklu „Credo”

Zdjęcie wnętrza zamkniętego ćwierć wieku temu zakładu produkcji figur gipsowych Jacenty wykonał tuż przed jego likwidacją i wystawieniem na sprzedaż. Ta fotografia to coś więcej niż tylko rejestracja stanu faktycznego, to element zawodowej biografii.

Na początku lat 90., gdy niemal wszyscy chcieli zostać prywatnymi przedsiębiorcami, także Jacenty z kolegą Mirkiem otworzył niewielką firmę wyrabiającą przedmioty z gipsu. Niestety, z powodu nieuczciwego kontrahenta firma szybko przestała istnieć, ale fascynacja gipsem pozostała, a kolekcja gipsowych popiersi towarzyszy fotografiom z cyklu „Credo” na wystawie w Częstochowie.

Łukasz Najder, pisarz i eseista, tak napisał o tym zdjęciu: „Oglądamy przestrzeń zastygłą – stylową martwotę. Kto mimo klątw i odrzwi włamywał się monarchom do ich komór grobowych, doświadczał u progu najpewniej takiego widoku. Półmrok, graty, wieczność zalatująca pyłem i wilgocią, zniweczony majestat. Ale równie dobrze mogłoby to być wnętrze czegoś innego. Na przykład magazynu teatralnego z elementami scenografii do »Akropolis« Wyspiańskiego. Stąd obnażone boginie, strzaskane kolumny, ramy i popiersia”.

2023 rok, fotografia z cyklu „Credo”

Raków Częstochowa to klub piłkarski powstały przeszło sto lat temu (1921) jako klub robotniczy „Racovia” przy hucie Częstochowa. W ostatnich latach świętuje niebywałe triumfy, których ukoronowaniem było zdobycie tytułu Mistrza Polski w sezonie 2022/23. Dla kibiców, a zwłaszcza mieszkańców przyhutniczej dzielnicy Raków, której klub zawdzięcza nazwę, to ważny element tożsamości i dumy. 27 maja 2023 roku piłkarze, kibice i mieszkańcy świętowali na placu Biegańskiego, centralnym placu miasta, zdobycie mistrzowskiego tytułu.

Jacenty przyglądał się temu wydarzeniu z balkonu historycznego ratusza, a ja, niezbyt interesująca się futbolem, postanowiłam spędzić wieczór w teatrze. Sztuka skończyła się w czasie, gdy na placu zaczynał zbierać się tłum fanów Rakowa, a odkryty autokar z fetującą drużyną zaczynał swój tour na początku Alei Najświętszej Maryi Panny. Przejazd pomiędzy wiwatującymi kibicami trwał ponad godzinę, choć zwykle zajmuje kilka minut.

Miasto zostało sparaliżowane, więc mimo woli, stałam się uczestnikiem tego historycznego wydarzenia, czując siłę i energię skandującego tłumu.

2022 rok, fotografia z cyklu „Credo”

Targowisko miejskie w dzielnicy Zawodzie działa od lat 30. XX w. To największe miejsce handlowe w Częstochowie, zajmuje obszar prawie 2 hektarów. Czynne dwa razy w tygodniu, we wtorki i piątki. Pomimo wciąż powstających nowych marketów wciąż cieszy się dużą popularnością.

Można tu kupić niemal wszystko: ubrania, dywany, meble, sprzęt AGD, narzędzia, mięso, pieczywo, wyroby cukiernicze. Okoliczni rolnicy sprzedają warzywa i owoce. W trzecią sobotę miesiąca na Zawodziu odbywa się targ staroci. Jacenty wspomina, że w latach 80. właśnie tutaj przyjeżdżał, by robić pierwsze czarno-białe reporterskie portrety.

„Pani Wanda”, 2025 rok, fotografia z cyklu „Credo”

Artystyczny Salon Ślubny pani Wandy Kasprzak był w latach 80. i 90. lokalną legendą. Prawie każda dziewczyna w Częstochowie marzyła, by właśnie tam uszyć swoją suknię ślubną.

Krawiectwo pani Wandy, wzięło się z muzyki, bo jak mówi: „w jednym i drugim potrzebna jest wielka dokładność. Wszystkie registry czy naciśnięcia klawiszy ucho zaraz słyszy. Moje krawiectwo wzięło się z dokładności i z tego, że lubię eleganckie rzeczy. Już jako dziesięcioletnia dziewczynka uszyłam w rękach mojej mamie pierwszą sukienkę”.

Pani Wanda podejmuje się realizacji najtrudniejszych wyzwań, gdy potrzebna jest nie tylko precyzja, ale też projekt i mistrzowskie wykonanie, jak przy ostatnim zleceniu z Niemiec, gdzie szyje suknię z pięćdziesięciu metrów tkaniny. Efekt ma być niczym w „Jeziorze łabędzim”, falbany będą się poruszać wraz z ruchem dziewczyny idącej do ślubu, do tego trzymetrowy tren.

Pierwszą „Złotą Igłę” zdobyła w roku 1981. Inspiracją do uszycia sukni był ślub księżnej Diany. Ponieważ księżna wydawała się pani Wandzie tak szczęśliwa, swoją suknię również nazwała Diana. Wysłała ją do Poznania, gdzie do konkursu stawały największe polskie domy mody. Gdy mąż zadzwonił z informacją, że to właśnie jej suknia wygrała, ona i trzydzieści pięć dziewczyn, które wtedy zatrudniała w swoim zakładzie, zaczęły krzyczeć z radości.

– Wielkie krawiectwo to trudny i pracochłonny zawód, a ja jestem pasjonatką. Klient nieraz mówi: „Pani Wando, już jest dobrze, niech już pani nie poprawia”, ale robię tak długo, aż będzie po mojemu. Jestem tytanem pracy – podkreśla. I codziennie o czwartej rano zjawia się w pracowni, w której dziś pracuje już tylko z córką Wiolettą.

2022 rok, fotografia z cyklu „Credo”

Dom Handlowy „Merkury” został oddany do użytku w 1975 roku i należał do sieci Domów Towarowych „Centrum”. Żeby zrobić miejsce pod jego budowę, zburzono jeden z najbardziej charakterystycznych budynków Alei, Szpital Najświętszej Maryi Panny (pierwszy szpital w Częstochowie, funkcjonujący od 1838 roku).

Przez dziesięciolecia „Merkury” był głównym centrum zakupowym mieszkańców. Dla Jacentego był też miejscem jego pierwszej w życiu pracy.

W 2022 roku zapadła decyzja o wyburzeniu „Merkurego”, a w połowie następnego roku rozpoczęto prace rozbiórkowe. Jacentemu udało się uzyskać zgodę na wykonanie zdjęć z dachu tuż przed zdemontowaniem neonu.

2024 rok, fotografia z cyklu „Credo”

Uczestnicy procesji Bożego Ciała klęczą przy jednym z ołtarzy ustawionym przed kościołem św. Zygmunta, najstarszą świątynią Częstochowy. W perspektywie widoczny wielki krzyż, element pomnika Jana Pawła II i wieża klasztoru jasnogórskiego. ﹡

 

_____


Wystawa „Credo” potrwa do 7 czerwca 2026 roku w Pawilonie Wystawowym Muzeum Częstochowskiego w Parku Staszica, ul. 7 Kamienic 4, Częstochowa.
Ekspozycja powstała we współpracy Muzeum Częstochowskiego z Miejską Galerią Sztuki w Częstochowie.

Kopiowanie treści jest zabronione