U góry: Willa La Salvada. Na dole: Willa La Maison des Bateaux
Zbił fortunę na czerwonej podeszwie. Teraz Christian Louboutin zamienia wioskę w osiedle designu, architektury i mody
05 sierpnia 2025
tekst: a + e
zdjęcia: Ricardo Junqueira
A gdyby Melides stało się wioską Louboutina? Ta portugalska miejscówka mogłaby zmienić nazwę nie bez powodu – bo bodaj najbardziej znany projektant butów w historii rozsławił ją na cały świat. I nadal to robi. Pomiędzy niedawnym otwarciem w Melides swojego pierwszego hotelu, Vermelho, a licznymi butikami, Louboutin zwielokrotnił swoje architektoniczne i dekoracyjne doświadczenia. Teraz otworzył tutaj dwie nowe luksusowe wille: jedną inspirowaną Indiami, drugą – regionem Alentejo, gdzie stoi. Zajrzyjcie do obydwu…

Christian Louboutin od dwudziestu lat wybiera Portugalię jako cel wakacyjnych podróży. Najpierw osiedlił się w Komporcie na około dziesięć lat, zanim przeniósł się do spokojniejszej, pobliskiej wioski Melides, na wybrzeżu Atlantyku. To w niej, 130 km na południe od Lizbony, „Król czerwonej podeszwy”, jak bywa nazywany, stworzył bardzo osobiste miejsce.

Ma tu kilka małych domków z jedną lub dwiema sypialniami, aby pomieścić liczną rodzinę i przyjaciół. – Nie są od siebie bardzo oddalone. Podoba mi się pomysł, żeby każdy miał własną chatę i żebyśmy mogli się spotykać, kiedy tylko chcemy, np. na posiłki – wyjaśnia 62-letni pół Francuz, pół Egipcjanin, którego świat poznał jako autora szpilek z charakterystyczną czerwoną podeszwą. Dziś to imperium produkujące nawet 600 tysięcy par szpilek rocznie, które trzy razy z rzędu trafiło na szczyt listy Luxury Institute najbardziej prestiżowych producentów damskich butów. Wśród klientek są największe gwiazdy i arystokratki: od Catherine Denevue, Cate Blanchett, Penelope Cruz do Jennifer Lopez, która na cześć ulubionych szpilek nagrała nawet piosenkę „Louboutins”.

Właściciel firmy zbił na czerwonej podeszwie fortunę o wartości 2,3 miliarda euro. Powtarzając, że „moda to jedna z tych rzeczy, które najmniej go inspirują”, zarobione pieniądze inwestuje w coś, co pasjonuje go bardziej – w rezydencje, które kupuje i urządza po swojemu. Od Paryża do Luksoru.

PIERWSZY BYŁ HOTEL

Od dwóch lat ulubionym miejscem jest Melides, gdzie na dużej działce w centrum wsi zbudował 13-pokojowy hotel Vermelho, którego nazwa pochodzi od portugalskiego słowa „czerwony”, co jest ukłonem w stronę szkarłatnych podeszew.

Christian Louboutin w swoim hotelu Vermelho w Melides
Zdjęcie: Jose Castellar
Wejście do hotelu Vermelho
Zdjęcie: Ambroise Tézenas

Trzypoziomowy budynek przypomina stary klasztor. Ma 13 pokoi (nie ma dwóch identycznych), spa, bar i restaurację – wnętrza są zaprojektowane przez Louboutina we współpracy z portugalską architektką Madaleną Caiado, którą projektant zna od dziecka (jest siostrą jego prawnika) i długoletnią przyjaciółką Caroliną Irving (dziennikarką „Elle Decor” i „Vogue Living”, projektantką tekstyliów i sąsiadką z Melides).

Pokoje są ozdobione antykami pochodzącymi z całej Europy i Afryki. Naturalnie czerwień jest motywem, który łączy wszystkie wnętrza hotelu, czy to na płytkach podłogowych w korytarzach, okiennicach, ręcznikach czy koszach na śmieci. Jest też czerwona sofa z aksamitu zaprojektowana przez Henri Samuela i znaleziona przez Louboutina na aukcji Christie’s w 2020 roku w kolekcji księcia Sadruddina Agi Khana – teraz znajduje się w górnym apartamencie. Generalnie w hotelu króluje jednak mieszanka stylów, odniesień i epok.

Całość okazała się tak udana, że o Vermelho pisał z zachwytem cały świat (my – tuż po jego otwarciu w lutym 2023). Louboutin poszedł za ciosem i niedawno zbudował dwie nowe wille w Melides, które są kontynuacją hotelu i estetyki, którą promuje sławny szewc. Teraz można je wreszcie wynająć. – Pierwotnie miały być prywatnymi rezydencjami, a dopiero później zdecydował się włączyć je do oferty hotelu. Udostępnienie ich dla publiczności to jak otwarcie drzwi do prywatnego świata Christiana Louboutina, a jednocześnie większa niż w hotelu intymność dla gości i kontakt z lokalną przyrodą – tłumaczy Vera Gonçalves, dyrektor generalna Vermelho.

LA SALVADA

La Salvada to ten większy pensjonat. Jego historia zaczyna się od zakupu działki z pięknym widokiem na lagunę i dostępem do morza położonego 5 km dalej, co uwiodło Louboutina. Poprosił egipskiego architekta Tareka Shammę, z którym współpracował już przy projektowaniu niektórych swoich butików, aby zbudował mu folly – co w architekturze oznacza obiekt powstały w celu dekoracyjnym, bez żadnego zastosowania praktycznego.

Ostatecznie projektant chciał willę wykorzystać do słuchania muzyki, imprezowania lub medytacji. Shamma wyobraził sobie betonowy budynek inspirowany obserwatorium Dźantar Mantar w Dżajpurze w Indiach i studniami schodkowymi Radżastanu, starożytnymi podziemnymi cysternami znanymi z ostro zakończonych schodów. – Spodobał mi się projekt, którego mury są zwieńczone zębami, pomiędzy którymi są prześwity przepuszczające światło. Chciałem go zaadaptować w swoim domu – wyjaśnia Louboutin.

La Salvada, czyli „zbawienie” po portugalsku

Na ścieżce prowadzącej do oceanu, stanął więc nowy budynek. Ponieważ obok rósł ogromny kaktus, architekt nadał parterowej willi kształt litery L, aby chronić roślinę. Ściany były ledwo gotowe, gdy wprowadzono obostrzenia z powodu pandemii koronawirusa, więc przez sześć miesięcy Christian Louboutin pozostał sam na budowie. Przez ten czas odwiedzał plac budowy każdego dnia, obserwując światło, kolory, specyfikę miejsca. I zaczął na nowo wyobrażać sobie dom. – Tarek musiał zostać w Londynie, gdzie wówczas mieszkał. Ukończył projekt domu, ale nadal wymagał on przeprojektowania, aby był jak najbardziej funkcjonalny i przyjemny – wspomina.

I przejął budowę. Zachował oryginalną konstrukcję, ale przebudował wiele, np. zamknął niektóre otwory, aby uniknąć zbyt dużego nagrzewania domu. – Zawsze kochałem architekturę. To zawód, który rozważałem jako nastolatek. Dlatego rzeźbienie w żywej materii w trakcie budowy w Melides było prawdziwą przyjemnością – ocenia.

Chociaż domy w okolicy są tradycyjnie białe, architektura La Salvada nie jest typowa dla regionu. Louboutin nadał willi różowawy odcień, aby złagodzić jej wizualny wpływ na krajobraz. – Róż jest widoczny, ale biel byłaby zbyt kontrastowa wobec natury. Nie taki był zamysł. Uwielbiam architekturę Luisa Barragána, więc z pewnością jest tu jego wpływ, ale ten różowawy ton nawiązuje również do barwy domu w miejscowości Vila Viçosa, który uznałem za bardzo piękny – opowiada, dodając, że niebieskie płytki ceramiczne i ściana nawiązują do szczególnego lazuru, jaki niebo przybiera tu o pewnych porach dnia.

Na zewnątrz, ogromny kominek przywołuje na myśl architekturę nabatejską, którą projektant tak bardzo kocha. – Chciałem, aby kominek był inspirowany elementami architektonicznymi Petry (Petra to ruiny starożytnego miasta Nabatejczyków w Jordanii wykutego w skale, a konkretniej w różowo-czerwonym piaskowcu – przyp. red.), gdzie byłem dawno temu. Naprawdę lubię architekturę nabatejską. Można w niej wyczuć wpływy różnych kultur w dość nieprawdopodobnych połączeniach – zachwyca się.

Wnętrze La Salvada – co po portugalsku oznacza zbawienie, ratunek – jest również sceną szczęśliwych połączeń. Właściciel przyznaje, że myślał o rozmieszczeniu ścian i wysokości sufitu (prawie 8 metrów), biorąc pod uwagę dzieła sztuki, które zgromadził. W centralnym punkcie idealne miejsce znalazł 7-metrowy obraz pakistańskiego artysty Imrana Qureshiego. – Wiele moich osobistych rzeczy, które od dawna posiadam, zostało tu zebranych: oprócz syryjskich tekstyliów, brazylijskich mebli, włoskiego łóżka, dzieł Gaudiego i Scarpy, meksykańskiej ceramiki, są też przykłady portugalskiego rzemiosła… – wylicza.

La Maison des Bateaux, po francusku „dom łódka”

W sumie La Salvada, w której może zamieszkać sześć osób, to ok. 250 m² powierzchni, na które składają się nie tylko dwa apartamenty, ale też kuchnia, jadalnia, salon i strefa wypoczynkowa z ogromnym świetlikiem. Do dyspozycji gości jest też basen i ogród. Cena za noc wynosi 2200 euro.

LA MAISON DES BATEUAX

Nieco mniejsza – o powierzchni 150 m² – jest druga willa. Biała na zewnątrz z niebieskimi elementami La Maison des Bateaux odzwierciedla tradycyjny styl Alentejo, regionu, w którym stoi. Jednopiętrowa, kryta dachówką z typowym skosem, z drewnianą werandą i strefą wypoczynkową na świeżym powietrzu, zaprojektowaną z myślą o upalnych dniach tego miejsca. Nieopodal jest też odkryty basen z leżakami stojącymi na drewnianej podwyższonej rampie i z widokiem na typowe dla okolicy pola ryżowe.

W środku dom łączy pewien rustykalny urok ze stylem projektanta kultowych butów, który odpowiada również za jego wystrój. Wypełnił go przedmiotami i rękodziełem ze swoich zbiorów, w łazience ustawił mały jacht, który nawiązuje do francuskiej nazwy willi („dom łódka”). Są też tkaniny dekoracyjne z sygnaturą Louboutina, które, jak zapewnia, są „szczególnym hołdem dla portugalskiego rzemiosła”.

Willa, która pomieści cztery osoby, oferuje dwa apartamenty, salon, trzy łazienki i funkcjonalną kuchnię. Cena zaczyna się od 1700 euro za noc.

Pobyt w tych dwóch willach, położonych niecałe 10 minut od centrum Melides, obejmuje powitalny kosz z lokalnymi produktami i sprzątanie co drugą noc, z możliwością zamówienia śniadania w hotelu Vermelho. Na życzenie dostępna jest obsługa pokoju, prywatny szef kuchni na zamówienie i osobisty doradca zakupowy. W ten sposób, aż do nowego butikowego hotelu w Melides, którego otwarcie planowane jest na 2026 rok, Louboutin sprawia, że wybrzeże Alentejo zaczęło przyciągać uwagę poszukujących dyskrecji, pięknych widoków i odrobiny luksusu bez ostentacji. Niedawno dołączyli do niego nowi sąsiedzi – George i Amal Clooney, którzy kupili dom na wybrzeżu, obok brytyjskiej księżniczki Eugenii i jej męża. Brytyjska prasa donosi również, że książę Harry i Meghan Markle są zainteresowani domem w tej samej okolicy. Zaś aktorka Nicole Kidman właśnie go kupuje.

Krajobraz regionu, piękne światło i wolniejszy rytm życia sprawiły, że Melides zyskało sławę europejskiego Hamptons. ﹡

Kopiowanie treści jest zabronione