Refik Anadol wybrał Los Angeles na budowę „pierwszego na świecie Muzeum Sztuki Sztucznej Inteligencji”, jak to określa, nie bez powodu. Ruch Światło i Przestrzeń (ang. Light and Space) narodził się w tym mieście w latach 60. XX wieku, kiedy James Turrell zamaskował okna w zamkniętym hotelu, aby kontrolować światło. Artyści z nurtu Światło i Przestrzeń mieli jeden cel: skupić się na badaniu percepcji, fizyki światła oraz relacji widza z otoczeniem.
Sześćdziesiąt lat później, Anadol otwiera Dataland – kompleks rozrywki immersyjnej o powierzchni 2,3 tys. m² w The Grand LA, budynku zaprojektowanym przez Franka Gehry’ego. Z pełnej wieżowców ulicy przenosi gości prosto do lasów deszczowych Amazonii i dalej, w immersyjną, wyobrażoną przyszłość, w której spotykają się maszyny i świat przyrody. Doświadczenie Datalandu jest częściowo eksperymentem naukowym, częściowo muzeum sztuki i częściowo immersyjnym parkiem rozrywki. Niektórzy nazywają go „Disneylandem ery AI”.
1.
Anadol, od zawsze fan filmów, jest trochę jak szalony naukowiec z „Parku Jurajskiego”, który przekłada jedno z pytań naszych czasów – w jaki sposób możemy wykorzystać sztuczną inteligencję do nawiązywania kontaktów międzyludzkich – na emocjonalne doświadczenie.
„A co by było, gdyby portret mógł uchwycić więcej niż to, co widać? Nie tylko gdzie byłeś, ale także jak się czułeś w danej chwili” – to pytanie zadał sobie pomysłodawca „laboratorium wyobraźni, gdzie są mury, ale nie ma ograniczeń w tworzeniu pomysłów”, a obecność człowieka jest częścią procesu twórczego.
I 20 czerwca w Los Angeles wraz z żoną oraz partnerką w pracy, artystką Efsun Erkiliç, uruchomił muzeum zbudowane w oparciu o jeden z najnowocześniejszych na świecie systemów komputerowych do tworzenia sztuki, które w pięciu galeriach za pomocą ponad pół miliarda pikseli odzwierciedla świat przyrody. I to wszystko przy pomocy naszych ciał.
– Od 5 tys. lat dzieła sztuki poruszają ludzi, ale relacja ta zawsze była jednokierunkowa. Dzięki Dataland dzieła sztuki mogą teraz poczuć nasze emocje. To miejsce, w którym sztuka, architektura i publiczność współistnieją w ciągłym dialogu – mówił na otwarciu założyciel muzeum, ogłaszając pierwszą wystawę „Machine Dreams: Rainforest”, która potrwa do 31 stycznia 2027. Zwiedzający mogą odbyć wciągającą podróż po lesie deszczowym, wykorzystującą biometrię, zapach, dźwięk i światło.
Jak to działa? Nie ma tu malarza, nie ma farb. Najpierw goście wchodzą do czarnego pomieszczenia z pionowymi stanowiskami wyposażonymi w wysokie ekrany – przypominające wejście do statku kosmicznego. Każdy z nich skanuje bilet wstępu, otwierając pudełko z gadżetami na czas podróży. Biosensoryczna opaska na nadgarstek mierzy tętno, temperaturę skóry i reakcje fizyczne na sztukę. Goście noszą również dyfuzory zapachowe zawieszone na szyi, zaprojektowane przez zespół ds. węchu w L’Oréal Luxe.
Pomiary z opaski są na żywo przesyłane do centralnego łącza, które interpretuje sygnały fizjologiczne jako różne „emocje”. Do tworzenia wizualnych prezentacji wykorzystuje je Large Nature Model, stworzony przez Anadola pierwszy w historii system AI w całości przeszkolony na danych z przyrody, a nie na danych tekstowych generowanych przez człowieka. Dzięki temu różne grupy zobaczą różne dzieła sztuki, w zależności od nastroju. To, co faktycznie rejestrują czujniki, jest bliższe pobudzeniu fizjologicznemu, czyli sposobom aktywacji układu nerwowego.
Na początek „Pawilon danych” (Data Pavilion) – ogromna przestrzeń zasilana 84 projektorami 4K. Anadol wykorzystuje tu ponad 500 milionów zdjęć z 16 lasów deszczowych, pozyskanych we współpracy z Muzeum Historii Naturalnej w Londynie oraz amerykańskimi Smithsonian, Getty, iNaturalist i Cornell Lab of Ornithology. Widok przypomina halucynację. „Maszyna śni” – tak Anadol określa to zjawisko. Ogromne kwiaty rozwijają się i odpływają w postaci fraktali. Świetlne tunele prowadzą do nowych światów, stada ptaków szybują, a sceny wyglądają się realistyczne. Gdzieniegdzie unosi się zapach deszczu, wilgotnej ziemi lub kwiatów – wydobywający się z zawieszek na szyi (w sumie proponowanych jest 12 różnych woni).
Gdy podziwiamy obrazy jednocześnie z 250 głośników rozbrzmiewa specjalnie skomponowana muzyka orkiestrowa połączona z głosami rdzennego plemienia brazylijskiej części Amazonii, Yawanawá (w dużej mierze odciętego od nowoczesnych technologii).
Przechodząc dalej, w „Galerii ukrytej” (Latent Gallery) zwiedzający mogą korzystać z trzech ekranów dotykowych, na których mają możliwość generowania obrazów przyrody i obserwowania rezultatów w miarę ich tworzenia.
Stamtąd jedynie 12 osób może wejść do „Pokoju nieskończoności” (Infinity Room). Przestrzeń to sześcian LED z panelami pokrywającymi cztery ściany, sufit i podłogę, gdzie czeka ośmiominutowe doświadczenie filmowe wygenerowane przez sztuczną inteligencję. Podróż prowadzi w głąb amazońskiego lasu deszczowego, gdzie spotyka się m.in. kolibra i „drzewo mądrości”, przypominające to rosnące w Amazonii. Sceny nieustannie otwierają się na nowe, wielobarwne mutacje lasu deszczowego, a zwiedzającym może się wydawać, że pokój się przechyla lub orbituje.
Pomysł na „Pokój nieskończoności” przyszedł Anadolowi do głowy we śnie o kolibrze, gdy pojechał na spotkanie z przedstawicielami Yawanawá w amazońskim lesie. – Ten ptak symbolizuje skupienie i troskę o naturę, przypomina nam również o prawdziwych danych z realnego świata i o prawdziwej pamięci o naturze – mówił na otwarciu Dataland, dodając: – Wódz plemienia pozwolił nam zwizualizować ten sen.
Tutaj również unosi się zapach: niektórym może przywodzić na myśl poranny spacer w lesie; inni zwiedzający mogą mieć odmienne wrażenia. Co kilka minut aromat się zmienia.
W ostatnim pomieszczeniu o nazwie „Sanktuarium” (Sanctuary) wyświetlany jest obraz o długości dziewięciu metrów w zagłębionej ramie – to zapis danych z bioczujników na nadgarstkach zwiedzających połączonych z molekularnym podpisem niezwykle rzadkiego amazońskiego kwiata księżycowego, który otwiera się na jedną noc w roku, po czym więdnie przed świtem.
Po wyjściu zwiedzający otrzymują chip z danymi, który można zeskanować, aby stworzyć spersonalizowany zapach lub koszulkę z grafiką AI.
„Dataland wykracza poza granice statycznych, tradycyjnych muzeów, zmieniając sztuczną inteligencję z budzącego strach przeciwnika w aktywnego, kreatywnego partnera” – zawyrokował „Los Angeles Times” po wizycie na wystawie „Machine Dreams: Rainforest”.
2.
Dla 40-letniego Anadola muzeum sztucznej inteligencji to kolejny krok. Spędził lata na przesuwaniu granic twórczego potencjału AI. Znany z wykorzystywania danych ze świata rzeczywistego – od pogody po archiwa zdjęć Metropolitan Museum of Art – wykorzystuje te informacje jako farbę, a sieci neuronowe jako pędzel. Jest pionierem połączenia sztuki i technologii, a także powodem debat na temat wartości i sensu sztuki generowanej przez AI.
Zaczęło się od jego pracy wystawianej w Museum of Modern Art w Nowym Jorku: „Unsupervised – Machine Hallucinations”, cyfrowego wyświetlacza o wymiarach 7,5 na 7,5 m, który wypełniał lobby w 2022 roku. Instalacja była żywą kreacją, generowała nowe formy i ewoluowała w czasie rzeczywistym w oparciu o dane, takie jak ruch odwiedzających i pogoda na Manhattanie.
„Unsupervised” został wytrenowany na 380 tys. zdjęć w wysokiej rozdzielczości z ogromnej kolekcji MoMA, w tym dzieł Picassa i innych znanych artystów. – Kiedy kuratorzy zobaczyli 200-letnie archiwum i to jak sztuczna inteligencja tworzy z niego nowe światy… widać było zdumienie na ich twarzach – Anadol opowiadał później magazynowi „Fast Company”.
Dzieło stało się tak popularne, że mówiły o nim media na całym świecie, a w online stało się wiralem. W efekcie MoMA je kupiła, a twórca przeszedł do historii jako jeden z dwóch artystów cyfrowych, których prace trafiły po raz pierwszy do stałej kolekcji muzeum. Reklamowano to jako „triumfalne wejście AI do kanonu sztuki muzealnej”, choć nie wszyscy się nim zachwycali. Krytyk Jerry Saltz ironicznie porównał „Unsupervised” do „inteligentnej lampy przypominającej lawę” i nazwał „wygaszaczem ekranu za pół miliona dolarów”.
Anadol tak samo wzbudza kontrowersje, co uwielbienie. Tłumy są zafascynowane jego ogromnymi interaktywnymi płótnami cyfrowymi, kolekcjonerzy płacą za nie nawet milion dolarów, a do jego muzeum stoją długie kolejki od dnia premiery, choć bilety kosztują od 50 do 80 dol. (ok. 200-300 zł). Dataland wpisuje się w trend immersyjnej rozrywki, której wartość rośnie i – według badania Intel Market Research z 2026 roku – szacowana jest na 12,4 miliarda dolarów.
– Muzeum łączące ludzką wyobraźnię z inteligencją maszyn i najbardziej zaawansowanymi dostępnymi technologiami, jest spełnieniem jednego z moich największych marzeń – zapewnia pomysłodawca. Marzy mu się, by to miejsce stanowiło wyzwanie nie tylko dla tego, jak współcześnie tworzymy sztukę, ale jak postrzegamy samą kreatywność.
Przede wszystkim wierzy w twórczy potencjał sztucznej inteligencji: – AI jest czymś więcej niż narzędziem. W historii ludzkości nigdy nie mieliśmy inteligencji jako technologii. Sztuka AI jest nową formą sztuki. Jest ledwie eksplorowana. Dopiero się rozkręca.
Dataland pojawia się w momencie, gdy wybuchają debaty na temat wpływu postępu technologicznego na naszą kulturę, gospodarkę, środowisko i kariery, w tym w sztuce. Efsun Erkiliç nie daje wiary panice: – Czy to walka maszyn z ludźmi? Nie, muzeum otwiera kolejną bramę możliwości. ﹡