Wim Wenders na 80. urodziny: „Teraz jestem otwartą księgą. Każdy może mnie przeczytać”
04 sierpnia 2025
tekst: AMK
zdjęcia: Wim Wenders; Bundeskunsthalle
Fragmenty najgłośniejszych filmów Wima Wendersa
Wim Wenders na 80. urodziny: „Teraz jestem otwartą księgą. Każdy może mnie przeczytać”
04 sierpnia 2025
tekst: AMK
zdjęcia: Wim Wenders; Bundeskunsthalle
Wim Wenders na 80. urodziny: „Teraz jestem otwartą księgą. Każdy może mnie przeczytać”

Posłuchaj

Wim Wenders z okazji 80. urodzin otwiera swoje przepastne archiwum i pokazuje warsztat filmowy. Jak planował filmy? Jak tworzył sceny? Na co zwracał szczególną uwagę, ustawiając kamerę? To naprawdę wyjątkowa wystawa – w niemieckim Bonn w ramach „W.I.M. The Act of Seeing” prezentowane jest coś zupełnie nowego. Nie tylko scenariusze, zdjęcia, storyboardy czy notatki, jak można by się spodziewać. Reżyser zaprojektował immersyjną instalację przestrzenną, która prezentuje kluczowe fragmenty jego filmów, wyposażone w najnowocześniejszą cyfrową technologię obrazu i dźwięku. A w audioprzewodniku sam oprowadza po wystawie, opowiadając o doświadczeniach i przemyśleniach na temat kultowych scen.



Akt widzenia to cenny akt, a pełne miłości spojrzenie to sposób na ciągłe jego podtrzymywanie” – to wokół tych słów Wima Wendersa zbudowano wystawę w Bundeskunsthalle w Bonn.

„W.I.M. The Act of Seeing”, której wernisaż odbył się 1 sierpnia, to wiele historii naraz: z jednej strony historia kariery filmowej, z poruszającym i nostalgicznym wspomnieniem Berlina tuż po upadku muru berlińskiego; z drugiej strony rodzaj eseju o patrzeniu – czynności, której się uczymy i doskonalimy, karmionej ciekawością wiedzy i umiejętnością rozpamiętywania obrazów bez szaleństwa gromadzenia. To także hołd dla jednego z najwybitniejszych europejskich reżyserów, który zbudował swoją twórczość na „widzeniu” i który wraz z tą ekspozycją zaprasza nas do nauki opowiadania historii o ludziach, miastach, pustynnych krajobrazach i przedmiotach.

Wizualnie potężna, immersyjna wystawa upamiętnia jego 80. urodziny (przypadają 14 sierpnia), celebrując nie tylko jego wpływ na kino, ale także jego unikalną wizję jako fotografa, rysownika i wizualnego narratora. To coś więcej niż retrospektywa, to rzadka okazja, by zajrzeć do prywatnego archiwum mistrza.

Wim Wenders: Filmy nie zmieniają świata, ale mogą zmienić sposób, w jaki ludzie go postrzegają. A to bardzo polityczny akt”
Wim Wenders: Filmy nie zmieniają świata, ale mogą zmienić sposób, w jaki ludzie go postrzegają. A to bardzo polityczny akt”
Wim Wenders: Filmy nie zmieniają świata, ale mogą zmienić sposób, w jaki ludzie go postrzegają. A to bardzo polityczny akt”
Wim Wenders: Filmy nie zmieniają świata, ale mogą zmienić sposób, w jaki ludzie go postrzegają. A to bardzo polityczny akt”

Prace prezentowane są w Bundeskunsthalle w dziesięciu rozdziałach tematycznych i w tyluż galeriach. Większość kategorii opiera się na motywach i pasjach filmowca, takich jak „Anioły”, „Filmy drogi”, „Literatura”, „Muzyka”, „Ameryka” czy „Japonia”. Wśród nich znajduje się m.in. fascynująca lotnicza wycieczka po mieście, sfilmowana w celach badawczych na potrzeby filmu „Niebo nad Berlinem”.

Jednym z najbardziej intymnych momentów jest też starannie dobrany wybór polaroidów Wendersa. Te zdjęcia – wykonane podczas realizacji niektórych z jego najwcześniejszych filmów – ujawniają fascynację krajobrazem, samotnością i chwilami pomiędzy codziennością. Wystawione obok storyboardów, kadrów filmowych i ręcznie rysowanych szkiców, polaroidy pełnią funkcję cichych wizualnych poematów, wyznaczając kreatywny obszar między statycznym a ruchomym obrazem.

Są też tradycyjne fotografie: obszerny wybór jego prac pejzażowych i architektonicznych. Prezentowane wraz z „elektronicznymi obrazami” filmowca i jego najnowszymi eksperymentami wizualnymi.

In Sydney, 1984
Dennis Hopper, 1977

Ale żaden hołd dla reżysera nie byłby kompletny bez ponownego obejrzenia jego najlepszych filmów. Zwiedzający zanurzają się w kluczowych momentach z filmów „Paryż, Teksas” (1984), „Niebo nad Berlinem” (1987) i „Buena Vista Social Club” (1999), prezentowanych za pośrednictwem wielkoformatowych projekcji i interaktywnych ekspozycji. Specjalna instalacja reinterpretuje najnowsze dzieło Wendersa, nominowane do Oscara „Perfect Days” (2023). Retrospektywa przywołuje również wczesne obrazy, takie jak „Alicja w miastach” czy „Amerykański przyjaciel”. Obok stoją rekwizyty i kostiumy  z najgłośniejszych filmów.

Dzięki wciągającym audioprzewodnikom – z narracją samego artysty – można dosłownie zanurzyć się w jego świecie.

 

O ZMIANACH W BRANŻY FILMOWEJ:

 

„Niedawno uświadomiłem sobie, że kręcę filmy od siedmiu dekad – jak to możliwe? To bardzo długo. Kiedy zaczynałem, było zupełnie inaczej. Przez jakiś czas miałem własną kamerę 16 mm, ale moim marzeniem było kręcenie na taśmie – czyli na 35 mm. Nie było innej opcji kręcenia niż na taśmie filmowej. Wideo pojawiło się dopiero 10 lub 20 lat później, a cyfra nie istniała nawet w słowniku. Potrzebowałeś więc filmu i laboratorium do jego wywołania, a to wszystko było bardzo drogie. Tylko jako student – ze sprzętem zapewnianym przez szkołę filmową – mogłem zacząć kręcić filmy. To był dobry powód, żeby iść do filmówki!

Wszystko wtedy było inne: procedura, sprzęt, branża i to, co można było osiągnąć. Nawet język opowiadania historii był inny niż dzisiaj. Wszystko było powolne. Nasze mózgi pracowały wolniej, a montaż był jeszcze wolniejszy.

Jako filmowcy wciąż opowiadamy historie, ale wszystko wokół jest lata świetlne odległe od tego, jak było kiedyś. Jeśli się nad tym zastanowić, obiektyw to jedyny element, którego potrzebowaliśmy w latach 60. i 70., a który jest potrzebny do dziś. Wszystko pozostałe jest inne.

Uwielbiam korzystać z technologii, gdy rozwija moje umiejętności; gdy pozwala mi opowiedzieć historię, czego inaczej nie byłbym w stanie zrobić. Technologia cyfrowa przyniosła wspaniałe narzędzia, które naprawdę posunęły nas naprzód w kwestii tego, co możemy pokazać o świecie, w którym żyjemy. Nie da się zbliżyć do dzisiejszego świata za pomocą wczorajszej technologii. Malarze mieli płótna, które są dwuwymiarowe. Mimo to wymyślili sposoby, abyśmy uwierzyli, że widzimy więcej wymiarów. Podobnie w filmach: wymyśliliśmy niesamowite sposoby, aby na przykład przemieszczać ludzi w przestrzeni. Jednak przestrzeń nigdy nie istniała – zawsze była iluzją.

Naprawdę uwielbiam to, jak możemy zanurzyć ludzi w jakiejś rzeczywistości. Myślę, że w filmach dokumentalnych jest to nawet prostsze niż w fabularnych: można zabrać widzów w określone miejsce i wzmocnić ich doświadczenie bycia tam”.

 

O NADZIEI FILMOWCA:

 

„Filmy nie zmieniają świata, tak jak polityka, przedsiębiorstwa czy losowe wydarzenia, typu zawalenie się budynków, pożary i inne klęski żywiołowe. Filmy mogą jednak stworzyć inną percepcję rzeczywistości, dzięki czemu ludzie mogą spojrzeć na świat inaczej, by chcieć go zmienić. To jest nadzieja, którą mam jako filmowiec.

Każdy film jest polityczny, zwłaszcza te rozrywkowe, ponieważ uszczęśliwiają ludzi tu i teraz. Ale filmy, które uświadamiają im, jak mogłoby być inaczej, albo przynajmniej, jak można spojrzeć na świat z innej perspektywy, to jest bardzo polityczny akt.

Jestem gawędziarzem, staram się przedstawiać nasze czasy takimi, jakie są i sprawiać, by ludzie zadawali sobie pytania: »Jak powinienem żyć? Jak powinienem sobie z tym radzić? Czy możemy żyć lepiej? W jakim świecie żyjemy?«. Dla mnie to właśnie jest rola opowiadacza historii. Artyści chcą to osiągnąć za pomocą literatury, poezji i muzyki – nie zmieniasz rzeczy, ale możesz zmienić ludzką gotowość do ich zmiany. Filmy odgrywają ważną rolę w uświadomieniu ludziom, że w nich samych zaszła zmiana”.

 

O POLAROIDACH:

 

„Mój ojciec robił zdjęcia przez całe życie, ale nigdy nie uważał się za fotografa. Przekazał mi swoją pasję. Musiałem nauczyć się ekspozycji, ostrości, wszystkich technicznych rzeczy. Ale choć uwielbiałem to robić, nigdy nie uważałem się za fotografa. Nawet później tak było, gdy używałem Polaroidu.

Zrobiłem ponad 12 tys. polaroidów, między 1973 a 1983 rokiem, kiedy moja kariera filmowca naprawdę nabrała rozpędu. Ale zachowało się ich tylko 3,5 tys., bo gdy miałem przed sobą osobę, której właśnie zrobiłem zdjęcie, czułem, że ma do niego większe prawo. Polaroidy pomagały w kręceniu filmów, ale nie były celem samym w sobie. Były jednorazowe.

Selfportrait, 1975

Zacząłem używać Polaroidu na planie »Alicji w miastach«, filmu drogi, który kręciłem w Niemczech. Pozostałe pochodzą z okresu płodności lat 70. i 80. – uwieczniają momenty z kręcenia filmów, ale też miejsca, do których podróżowałem: miast, miasteczek, pustyń, autostrad i hoteli. Dziś są niczym pamiętnik z czasów, gdy nie było smutku, nie było gniewu, była tylko czysta niewinność, nie tylko moja, ale i wszystkich wokół. Filmy powstawały z dnia na dzień, bez żadnego głębszego namysłu. Powstawały z głębi duszy – i polaroidy również.

W tamtych czasach aparat Polaroid był częścią codziennego życia – jak jedzenie, powietrze, śmierdzące samochody, którymi jeździliśmy, i papierosy, które wszyscy palili. Być może dlatego, gdy kilka lat temu poproszono mnie o wystawę tylko tych zdjęć, zajrzałem do archiwum i zareagowałem: »Wow! Skąd to wszystko się wzięło?«. Zapomniałem o tak wielu z nich. Zdałem sobie sprawę, że robiłem zdjęcia jak szalony.

To nie była fotografia, to była przedfotografia, krótki okres w historii, w którym pojawiło się dziwne przeczucie fotografii cyfrowej, a Polaroid zapowiedzią tego, co wszyscy teraz robimy z iPhone’ami. To dzięki polaroidom zrozumiałem, co miejsce znaczy w procesie kręcenia filmów, jak bardzo byłem od niego zależny i jak bardzo go potrzebowałem, by opowiedzieć historię. Jednak gdybym kiedykolwiek chciał naprawdę coś sfotografować, nie zrobiłbym tego Polaroidem. Nigdy nie myślałem o takim zdjęciu jako o prawdziwym obrazie.

Zresztą sama fotografia też już należy do przeszłości. Zmieniło się nie tylko znaczenie obrazu – sam akt patrzenia nie ma już tej samej wagi. Teraz chodzi o pokazywanie, wysyłanie i być może zapamiętywanie. Nie chodzi już zasadniczo o samo zdjęcie. Dla mnie fotografia zawsze jest związana z ideą wyjątkowości, z kadrem i kompozycją. Tworzyło się coś, co samo w sobie było wyjątkowym momentem. Jako takie, miało w sobie pewną świętość. To zniknęło. Kultura się zmieniła. Naprawdę nie wiem, dlaczego wciąż trzymamy się słowa »fotografia«. Powinien istnieć inny termin, ale nikt nie chce go znaleźć.

Dlatego podarowałem swój aparat Polaroid przyjaciółce, Patti Smith. Jej sprzęt był stary, zniszczony i przepuszczał światło. Miałem taki sam, więc oddałem jej ze słowami: »Nigdy więcej go nie użyję«”.

 

O WYOBRAŹNI:

 

„Wyobraźnia to nieustanny proces – nigdy się nie kończy. Na długo przed powstaniem filmu, a nawet jego planu, możesz mieć o nim sen i obudzić się, by go zapisać. Albo możesz coś przeczytać, albo natknąć się na jakieś miejsce i pomyśleć, jak chciałbyś tam nakręcić film.

Wyobraźnia działa każdego dnia – nawet na planie. Również się zmienia i ewoluuje. Czasami podczas montażu najlepsze pomysły i największe nadzieje okazują się przeszkodą w osiągnięciu tego, co naprawdę chce się przekazać. Najwyższe oczekiwania mogą zostać zakłócone przez nadmiar wyobraźni. To proces, który trwa aż do ukończenia filmu. A nawet po. Film nie istnieje tylko w pudełku czy na twardym dysku – żyje, gdy ludzie go oglądają i gdy widzą coś innego niż to, co sobie wyobraża autor. To najpiękniejszy aspekt tworzenia filmów – ta wyobraźnia trwa nawet w odbiorze przez widzów. W ten sposób tworzenie filmów jest niesamowicie interaktywne”.

 

O PRZYSZŁOŚCI KINA:

 

„Pandemia była ogromnym ciosem dla instytucji kina. Wiele kin zostało zamkniętych, były też takie, których już z powrotem nie otwarto. Jednocześnie pandemia była niesamowitym impulsem dla oglądania filmów online. Serwisy streamingowe nigdy nie marzyły o tym, by móc działać tak szybko i dotrzeć do tak wielu odbiorców.

Wim Wenders: „Umiejętne patrzenie oznacza nadawanie sensu życiu, nawet monotonnemu. Inspiruje nasze myślenie, karmi pamięć i pobudza emocje”
Wim Wenders: „Umiejętne patrzenie oznacza nadawanie sensu życiu, nawet monotonnemu. Inspiruje nasze myślenie, karmi pamięć i pobudza emocje”
Wim Wenders: „Umiejętne patrzenie oznacza nadawanie sensu życiu, nawet monotonnemu. Inspiruje nasze myślenie, karmi pamięć i pobudza emocje”
Wim Wenders: „Umiejętne patrzenie oznacza nadawanie sensu życiu, nawet monotonnemu. Inspiruje nasze myślenie, karmi pamięć i pobudza emocje”

Pytanie brzmi: czy kina są w stanie odzyskać część widzów? Mam na myśli nawyki kulturowe. Czy ludzie posiedzą w kinie dwie godziny bez przewijania, przerywania i odkładania reszty na jutro? To dla mnie ważne pytanie. Dla wielu młodych ludzi kina nie są interesujące. Ale nie możemy im narzucać, mówić, żeby siedzieli cicho i zostawiali telefony przy wejściu. Ludzie się zmieniają. To, co nastąpi po tej zmianie, tak naprawdę zależy od tego, jak się do niej dostosujemy.

Czy ja wolałbym zostać w domu w jakimś momencie życia? Gdybym został w domu, nie byłoby mnie tu dzisiaj.

Wystawa w tak dużej hali wystawowej, jak Bundeskunsthalle, nie zdarza się codziennie. To naprawdę wielki przywilej. Dlatego nie ingerowałem w proces kuratorski, ale otworzyłem swoje ogromne archiwum prac bez żadnych ograniczeń. Teraz jestem otwartą księgą. Każdy może mnie przeczytać”.

 

____

Wystawa „The Act of Seeing” w Bundeskunsthalle w Bonn potrwa od 1 sierpnia 2025 roku do 11 stycznia 2026 roku; potem przeniesie się do muzeum DFF we Frankfurcie, gdzie odbędzie się od 10 marca do 9 października 2026 roku.

Kopiowanie treści jest zabronione