Dorota Szlachcic w Orientarium na terenie zoo w Łodzi, które zaprojektowała
Szlachcic Architekci: „Zniszczyliśmy naturę, a teraz chcemy płacić, by ją oglądać”
28 lutego 2026
tekst: AMK
zdjęcia: Joo Joostberens; Szlachcic Architekci

Posłuchaj

– Miasta jak tlenu potrzebują ikonicznych perełek, żebyśmy mieli co podziwiać i czym się inspirować – deklaruje architektka Dorota Szlachcic, która projektuje i realizuje najbardziej prestiżowe obiekty biologiczne na świecie. To ona wymyśliła architekturę biotopów – koncepcję, która zakłada tworzenie przestrzeni skrojonych pod potrzeby ekosystemów i zwierząt. I takie są Afrykarium we Wrocławiu, Orientarium w Łodzi i oceanarium w Angoli, uznane za „biologiczny cud świata”. Współzałożycielka pracowni Szlachcic Architekci oprowadza nas po swoim biologicznym świecie i z pasją opowiada, jak wszystko zaczyna się od nurkowania… Oto nasz nowy cykl „Polska architektura współczesna”, w którym prezentujemy najwybitniejsze pracownie.

Projekty z serii „misja niemożliwa” to jej specjalność. Wielkie i nowatorskie obiekty wymagają wielu odstępstw od przepisów. Ona uwielbia ryzyko. Trudno też znaleźć specjalistów. Na przykład przy jednym projekcie nie chciał współpracować żaden rzeczoznawca ds. bezpieczeństwa przeciwpożarowego. Znalazła trzech, a ten, który został do końca, opowiadał później, że w snach prześladował go nagłówek w gazecie: „Jedyny strażak na świecie, który zezwolił na ewakuację ludzi przez plażę pingwinów”.

– Szukam ciekawych wyzwań i nie mnożę przed sobą przeszkód – tłumaczy, dlaczego podejmuje się najtrudniejszych misji. – W przypadku oceanarium w Namibe mogłabym powiedzieć: nigdy nie projektowałam w Afryce, nie znam przepisów, warunki są ekstremalne, rezygnuję. Ale to przecież fascynujące zadanie. Nie trzeba do tego specjalnej odwagi, wystarczy otwarta głowa – przekonuje.

Pilnuje detali, upiera się i nie ustępuje, bo koniec końców budynek ma wyglądać identycznie jak szkic koncepcji. Jest wierna swojej wizji. Ale nade wszystko uwielbia podejmować wyzwania, współpracować ze specjalistami różnych bardzo rzadkich specjalności. I zbierać nietypowe doświadczenia.

– Nasze życie architektoniczne dzieli się na „przed Afrykarium” i „po Afrykarium” – wspomina czas, gdy rozpoczęła się jej przygoda z architekturą biotopów; zresztą sama to określenie wymyśliła. W 2014 roku pracownia Szlachcic Architekci, którą jeszcze na studiach założyła we Wrocławiu razem z mężem, architektem Mariuszem Szlachcicem (zmarł w 2019 roku), zrealizowała Africarium-Oceanarium życiodajne wody Afryki we Wrocławiu. To największe oceanarium w Europie i jedyne na świecie poświęcone Afryce. Trzy lata później zostało uznane za biologiczny cud świata, które przez trzy lata od otwarcia odwiedziło ponad 5 mln osób. Z biletowanych obiektów to więcej odwiedzających m.in. od kopalni soli w Wieliczce czy Zamku Królewskiego na Wawelu, czyli najwięcej w Polsce.

– Moim marzeniem było stworzenie budynku, który stałby się ikoną. Nie wiem, czy się udało, ale mam wrażenie, że razem z Mariuszem dotknęliśmy tego, projektując Afrykarium – mówi.

Goście Orientarium w Łodzi

Od tamtej pory uchodzi za jedną z najważniejszych autorek obiektów związanych z architekturą biologiczną w Europie. Choć jej pracownia ma na koncie ponad 30 realizacji zespołów mieszkaniowych, budynków użyteczności publicznej i sportowych, a nawet wysokogórskie schronisko w Himalajach przypominające śpiwór, to najbardziej ikoniczne w jej portfolio są projekty biologiczne.

W 2015 roku powstało wykute w skale Oceanário de Namibe w Angoli. Potem koncepcja Nautilusa Gdańsk w 2018 roku i zrealizowany cztery lata później kompleks poświęcony zwierzętom Azji – Orientarium na terenie Zoo w Łodzi, który przyniósł prestiżowe nagrody International Property Awards, a także najważniejszą w Polsce nagrodę architektoniczną – Grand Prix SARP. A ich autorkę branżowe media uznały za „jedną z 15. najważniejszych kobiet w polskiej architekturze”.

Dorota Szlachcic to drobna blondynka, w której kotłuje się olbrzymia energia, architektoniczna pasja i miłość do dzikiej przyrody. I – jak się okazuje w naszym filmie – jak mało kto potrafi nimi zarażać. Bo opowiada równie szybko, co przekonująco.

O byciu kobietą:

Praca przy Afrykarium była dla mnie przełomowa, bo wtedy uwierzyłam, że mogę sama zająć się tak wielkim tematem. Wiara brała się z siły, którą w sobie czułam, a siła – z doświadczenia, jakie miałam. Mogłam się nim podzielić z zespołem i porwać go za sobą. I choć byłam jedyną kobietą na budowie, nie czułam, że moja płeć ma znaczenie. Okazywano mi szacunek, bo miałam największą wiedzę o projekcie ze wszystkich.

Bywało, że musiałam bronić swoich pomysłów. Naciskano, by część 160-metrowej elewacji budynku wiszącej w powietrzu podeprzeć. A ja chciałam, by ściana wisiała nad ziemią. Bo tylko wtedy będzie przypominać falę opadającą na Czarny Ląd. Postawiłam na swoim.

O nurkowaniu:

Wiedziałam, że Afrykarium ma służyć nie tylko zwiedzającym je ludziom, ale przede wszystkim żyjącym w nim zwierzętom. Musi zaspokajać ich potrzeby. Projektując je, odwiedziliśmy prawie przez wszystkie oceanaria w Europie, by nie powielić błędów w nich popełnionych.

Z jego powodu zaczęłam również nurkować. Zanim wpuściliśmy do basenów z wodą zwierzęta, chciałam sprawdzić, co powinny tam widzieć. Wzdłuż dwukilometrowej trasy pomiędzy wielkimi zbiornikami wodnymi w Afrykarium można więc podziwiać rafę koralową i jej mieszkańców: płaszczki, najeżki i małe rekiny, hipopotamy, słodkowodne ryby zamieszkujące afrykańskie jeziora, a także krokodyle i pingwiny.

Nurkowanie dziś to moja pasja. Płynę i wyobrażam sobie, co zaprojektuję w następnym biologicznym projekcie, by zwiedzający poczuł, jak to jest pod wodą, mimo że idzie tunelem. Nie da się oderwać podwodnych wrażeń od mojego zawodu.

O biotopie:

Na samym początku nie wiedzieliśmy jeszcze jak to nazwać. Po raz pierwszy mieliśmy zrealizować obiekt, gdzie to nie człowiek jest najważniejszy, tylko zwierzęta. Na samym początku mówiliśmy po prostu o projektach biologicznych. Dopiero przy drugim najważniejszym, czyli łódzkim Orientarium, nazwałam to architekturą biotopów.

Dlaczego biotopów? Biotop to po prostu siedlisko życia żywych organizmów, gdzie razem z biocenozą, czyli zwierzętami, ludźmi, ten biotop tworzy ekosystem, w którym żyjemy. Czy architektura może tworzyć biotop? Może, ponieważ z samej nazwy i definicji tworzy schronienia żywych organizmów, więc architektura może też tworzyć biotop, czyli schronienie dla zwierząt.

Dziś immersyjne przestrzenie biologiczne są naszą specjalnością w ramach Biotope Hub, organizacji skupiającej projektantów obiektów biologicznych, biologów, specjalistów od gatunków zagrożonych, technologów, projektantów krajobrazu, designerów i wykonawców scenografii biotopów, grafików i managerów. Bo architekt nie jest w stanie sam zrealizować takiego projektu. Nic nie wiemy przecież o zwierzętach.

O współpracy: 

Nasze projekty nie powstałyby, gdyby nie wizjonerzy oddani swoim pasjom, którzy nas nimi zarazili. Już na samym początku biolodzy wprowadzali nas w ten świat stopniowo, pokazując najpierw inne obiekty, referencyjne w całej Europie, później sami oglądaliśmy je na świecie. Byliśmy m.in. w Zurychu, by obejrzeć najnowocześniejszą słoniarnię. W ogóle nie czułam, że jestem pod dachem, bo oddychałam tropikalnym powietrzem i padał na mnie tropikalny deszcz.

Wszystkiego dowiadywaliśmy się od innych, kiedy opowiadali nam o tym, jak zwierzęta żyją na wolności i jak będą żyły w warunkach sztucznych. Biologowie wyjaśniali nam, co na przykład zrobić, żeby słonie na wybiegu czuły się dobrze. Musieliśmy więc zaprojektować dla nich także zabawki. To element tzw. enrichmentu, czyli wzbogaconej hodowli. Zwierzęta, które żyją w warunkach dla siebie sztucznych, ale jedynych, w których mogą przeżyć w tym momencie, muszą mieć dużo zabawek. W ten sposób udają, że są gdzieś, gdzie muszą walczyć o żywność, a czasem też bawią się między sobą.

Oprócz tego biolodzy wiedzą, jak wykorzystać różne zwyczaje zwierząt, żeby zapewnić zwiedzającym naukę poprzez zabawę. To się nazywa edutainment. Czyli, jak poznając naukowe, ciekawe fakty z życia zwierząt, możemy czegoś nauczyć dzieci i dorosłych. Przydają się też nasze podwodne doświadczenia, nasze tysiące filmów, zdjęć podwodnych. To wszystko, co chcieliśmy pokazać dzieciom, żeby wyobraziły sobie, jak to jest pod wodą, jak to jest przepływać koło rekina, czy płaszczki.

O przyrodzie:

Czy nie wystarczą nam muzea, parki? Dlaczego muszą powstawać takie obiekty jak Afrykarium, Orientarium, Pawilon Żywiołów? Dlatego, że my, ludzie, zniszczyliśmy naturę, w której zwierzęta nie mogą już żyć. A teraz chcemy nagle to zobaczyć i za to płacić. I dlatego naturę odtwarzamy pod dachem.

Te obiekty są komercyjne, bardzo dochodowe. Jesteśmy w stanie wiele zapłacić, żeby tutaj zobaczyć kąpiącego się słonia, którego nigdy nie zobaczymy na wolności. Rafa koralowa w wielu miejscach zamiera. Zmiany klimatyczne spowodowały, że w takich obiektach oglądamy ją w stanie prawie pierwotnym.

O byciu wizjonerką:

Czy jestem wizjonerką? Na pewno czuję się eksperymentatorką. Wiadomo, trzeba mieć wizję, ale to jest tak głęboko zespołowa dziedzina, że nigdy nie myślę o sobie w ten sposób. Raczej próbuję sprawić, żeby wszyscy współpracowali i nie konkurowali między sobą, kto ma lepszy pomysł, tylko żebyśmy razem dochodzili do tych najlepszych.

Projekt dofinansowany ze środków KPO inwestycja A2.5.1, w ramach umowy nr 804/KPO.GRANTY/NIMIT/2025

Kopiowanie treści jest zabronione