WWAA: „Ten balon nas uniósł, a my się na nim uwiesiliśmy. I od tej pory krążymy”
19 lutego 2026
tekst: AMK
zdjęcia: Joo Joostberens, Aia Asé
Natalia Paszkowska i Marcin Mostafa, założyciele pracowni WWAA
WWAA: „Ten balon nas uniósł, a my się na nim uwiesiliśmy. I od tej pory krążymy”
19 lutego 2026
tekst: AMK
zdjęcia: Joo Joostberens, Aia Asé
WWAA: „Ten balon nas uniósł, a my się na nim uwiesiliśmy. I od tej pory krążymy”

Zrobili jedną z najbardziej błyskotliwych karier w polskiej architekturze ostatnich lat. Świeżo upieczony absolwent architektury Marcin Mostafa oraz studiująca jeszcze Natalia Paszkowska wygrali konkurs na pawilon polski na Expo 2010 w Chinach. Za budynek imitujący ludową wycinankę zgarnęli prestiżowe nagrody, znaleźli się w czołówce debiutantów i zamiast pracować u innych – założyli własne biuro. Duet, prężnie działający pod sztandarem WWAA, od tamtej pory przeobraził się w zespół 50 osób. Gdy ich odwiedziliśmy, by zostali bohaterami naszego nowego cyklu „Polska architektura współczesna”, w którym prezentujemy najwybitniejsze pracownie, akurat szykowali się do przeprowadzki. Dawną kotłownię zamieniają na… dawną ciepłownię. I to tuż obok.

To, co robią, to o wiele więcej niż architektura: działają na styku różnych dziedzin projektowania – projekty wystaw, pawilonów, scenografii, wnętrz, mebli oraz instalacji artystycznych. Mają na koncie nawet projekty mody oraz wystrój telewizji śniadaniowej. I choć podstawą są rozmaite realizacje architektoniczne, wyróżnia ich wszechstronność.

– Droga, którą obraliśmy, od początku zakładała działanie nie tylko w obrębie tradycyjnie definiowanej architektury, ale także na jej obrzeżach – podkreślają Natalia Paszkowska i Marcin Mostafa, prywatnie małżeństwo z trójką dzieci, zawodowo założyciele warszawskiej pracowni WWAA, której nazwa to skrót miasta, z którego oboje pochodzą (Warszawy), zaś za drugim A kryje się architektura.

W przyszłym roku WWAA będzie obchodzić 20. rocznicę istnienia. Bo wszystko zaczęło się bardzo wcześnie: w 2007 roku, gdy jako 20-kilkulatkowie wygrali konkurs na polski pawilon na Expo 2010 w Szanghaju. Budynek niczym ludowa wycinanka z ażurową fasadą z drewna znalazł się w pierwszej piątce najczęściej odwiedzanych, zachwycał się nim cały świat, a jego wyrazisty kształt chętnie kopiowano. Gdy w tym samym czasie jego autorzy wygrali kolejny ważny dla siebie konkurs – na projekt Służewskiego Domu Kultury w stolicy, który potem zgarnął wszystkie najważniejsze nagrody architektoniczne w Polsce.

Z biegiem lat, tworzą głównie w stolicy. Według ich pomysłu na Kabatach powstał budynek Rytm nominowany do nagrody prezydenta Warszawy, czy Fort Mokotów wyróżniony Nagrodą SARP 2023. Architekci są autorami aranżacji, którą można zobaczyć w nowym Muzeum Fabryki Czekolady w Warszawie, a także stałej ekspozycji w Centrum Scenografii Polskiej w Muzeum Śląskim. Już blisko 10 lat intensywnie pracują nad wystawą stałą w Muzeum Historii Polski, która ma za zadanie opowiedzieć na 10 tysiącach m², ponad tysiąc lat historii Polski. To najbardziej skomplikowany projekt i dokumentacja, które przyszło im opracowywać.

Realizacje pracowni można też oglądać w Doha i Szanghaju, a bliżej domu, w Pradze, Zurichu i Genewie. A teraz pochłonęło ich najbardziej osobiste wyzwanie: remont budynku starej ciepłowni warszawskiej fabryki motocykli, której zostali właścicielami. – Była to oczywiście decyzja tak mocno emocjonalna, jak na architektów przystało – śmieje się Mostafa.

Ich stare biuro znajdowało się w zmodernizowanym pofabrycznym budynku Komin73 na warszawskim Kamionku, czyli Soho Factory, tuż obok. Przez lata patrzyli na niego z okien i marzyli, że być może kiedyś uda im się w nim w jakiś sposób zafunkcjonować.

Trzon WWAA: Natalia Paszkowska, Marcin Mostafa, Krzysztof Mazanek i Michał Kielian w remontowanej nowej siedzibie pracowni w Warszawie

– W czasach, kiedy już nie był budynkiem przemysłowym, był tu kultowy klub M25, który organizował legendarne dzikie imprezy, m.in. techno. My siedzieliśmy w budynku obok i do późnych godzin wieczornych jako architekci grzecznie pracowaliśmy, rysowaliśmy, oddawaliśmy dokumentację, a tuż koło nas szalała Warszawa. Teraz myślimy o tym, żeby wprowadzić tam nową jakość – opowiada Paszkowska.

Jej mąż dowcipkuje: – To był nieracjonalny, emocjonalny zakup, którego być może jeszcze pożałujemy. W najgorszym wypadku, jeżeli pracownia sobie nie będzie dobrze radzić, trzeba będzie wrócić do imprez techno.

Ale prawda jest taka, że mają co do tego miejsca poważne plany. Przygotowali dla Soho Factory koncept rozwoju „Mieszkać, pracować, być” – obok mieszkań zaprojektowali powierzchnie biurowe, handlowe i usługowe. Przewidzieli miejsca zarówno dla pracowników biurowych, kancelarii prawnych i doradczych, jak i dla warsztatów rzemieślniczych czy tzw. hubów kreatywnych. Marzy im się, by miejsce stało się kreatywną dzielnicą stolicy. Na razie zaczęli od budynku z lat 50., który już należy do WWAA. Spieszą się z remontem, bo w wakacje chcieliby się do niego wprowadzić.

Gdy odwiedziliśmy ich z kamerą, oprowadzili nas po placu budowy i rysowali ambitne wizje przyszłości.

O marzeniu:

Za czasów naszej bytności na Kamionku wiele przepięknych budynków postindustrialnych zniknęło albo właśnie znika. My zawsze byliśmy zakochani w tym obiekcie i nigdy nawet nie śmieliśmy marzyć, że możemy stać się jego właścicielami. Dlatego to było niesamowite, kiedy otworzyła się taka możliwość. Od razu wiedzieliśmy, że chcemy ten budynek uratować, żeby przetrwał w oryginalnej formie, żeby opowiadał historię tego miejsca, ale też wprowadzić do niego nowe życie.

Na parterze będzie nasze biuro. Powyżej w dużym silos hall, jak to nazywamy, będzie przestrzeń wielofunkcyjna. Miejsce eksperymentów, robienia prototypów, wystaw i animowania zdarzeń architektonicznych, ale wykraczających poza standardowy sposób myślenia. Na kolejnym piętrze znajdą się sale konferencyjne, a wyżej, na samej górze, pawilon użytkowy z tarasem.

O potencjale:

To nowe miejsce, którego oficjalne otwarcie planujemy w przyszłym roku, to kwintesencja naszych osobowości.

Dużo prościej jest specjalizować się w jednym określonym typie projektów i w nim zdobywać doświadczenia. To, że my robimy tak dużo różnych rzeczy, jest wypadkową tego, co nas pociąga. Marcin przez kilka lat po studiach w ogóle nie chciał być architektem i zajmował się scenografią teatralną i projektowaniem mody. Ja szłam tradycyjną ścieżką praktyk w biurach architektonicznych, ale też miałam humanistyczne ciągoty. To, że dziś mamy szansę projektować nie tylko klasyczną architekturę, ale także wystawy, projekty badawcze, działać w edukacji, sprawia, że możemy wykorzystywać w pełni swój potencjał.

O kulturze ludowej:

Doświadczenie, które zdobywaliśmy przy Expo, pozycjonowało nas pomiędzy scenografią, architekturą, wystawą. I chyba to stało się początkiem naszego szerokiego obszaru działań.

Przy projekcie tego pawilonu zainspirowała nas nie architektura, ale kultura ludowa i jej motywy. Szukaliśmy pomysłu na rozpoznawalny znak, na coś, co mogłoby być ikoną, plakatem. Na poprzednich Expo eksploatowane były symbole takie, jak Wieliczka, żubr, Chopin, wódka. Nie do końca się z nimi identyfikujemy. Szukaliśmy czegoś nowego, co mówiłoby o tym, że Polska jest nowoczesnym krajem, a jednocześnie nie zapomina o tradycji i czerpie z niej inspiracje.

Drewniana elewacja to kolejne nawiązanie do ludowości – wiejskich chat, ale i ukłon w stronę ekologii.

O ulubionym projekcie:

Bardzo lubimy Służewski Dom Kultury. To kompleks ekologicznych pawilonów estetycznie nawiązujący do nie tak odległych czasów, gdy teren blokowiska był malowniczą wioską, gdzie pasły się krowy.

Kiedy pojechaliśmy na rekonesans, świeciło piękne słońce, otaczała nas zieleń Potoku Służewieckiego, zauroczyliśmy się tym miejscem. Stojąc tam, pomyśleliśmy, jakie zadanie postawił nam inwestor – 2 tysiące m² powierzchni użytkowych. Wiedzieliśmy, że nie podarujemy temu miejscu nowej jakości, więc zastosowaliśmy dość ryzykowny zabieg – umieściliśmy większość powierzchni użytkowej pod ziemią, a na górze zaprojektowaliśmy niewielkie kubaturowo obiekty, tak żeby podnieść jakość architektury, ale z drugiej strony zostawić jej dużo przestrzeni. Nie chcieliśmy nowym obiektem odcinać ludzi od przyrody.

Jest też wiatrak, który zasila oświetlenie parkingu, kompostownik, grządki. Chcieliśmy wzbudzić ciekawość, unaocznić problemy ekologiczne, ich logikę. To też kawałek wsi w mieście. Do kóz, które mają tam swoją zagrodę, przychodzą dzieci, które nie znają wsi. Walor edukacyjny wynika wprost z architektury, a nie tylko z programu zajęć.

O balonie:

Ale to pawilon na Expo pozostaje chyba najważniejszym naszym projektem i największym wyzwaniem. Bo nas ukształtował. Bo był pierwszy. Był to moment, gdy mieliśmy już zarejestrowaną pracownię, ale jeszcze nie funkcjonowała. Tworzyliśmy go w naszej kuchni na stole. A potem realizowaliśmy go przy wielu trudnościach, w egzotycznym dla nas miejscu.

To był skok na głęboką wodę pod względem tematu, doświadczenia, którego nie mieliśmy, i nośności medialnej wydarzenia. Porównujemy to do balonu, który się uniósł, a my się na nim uwiesiliśmy. I od tej pory krążymy. ﹡

Projekt dofinansowany ze środków KPO inwestycja A2.5.1, w ramach umowy nr 804/KPO.GRANTY/NIMIT/2025

Kopiowanie treści jest zabronione