Wydaje się, że jeszcze rok temu staliśmy w sklepie muzycznym w Oksfordzie i zastanawialiśmy się, jak zrobić okładkę płyty. A teraz robimy wystawę w muzeum w tym samym mieście. Czy to nie jest niesamowite? – mówi nie bez dumy Stanley Donwood, artysta uważany za szóstego członka brytyjskiego zespołu Radiohead, choć nie śpiewa, ani nie gra na żadnym z instrumentów.
Pierwsza okładka, o której wspomina, przedstawiająca manekina do reanimacji, powstała dla „The Bends”, drugiego albumu Radiohead z 1995 roku. Od tamtej pory do dziś Donwood tworzy wszystkie okładki płyt i materiały promocyjne Radiohead, każdy plakat i każdą koszulkę, a także drugiego zespołu Thoma Yorke’a, The Smile. Jego dystopijne krajobrazy i pełne skomplikowania obrazy stały się tak samo ważną częścią tożsamości obu grup, jak sama muzyka. Co więcej, do niedawna istniała szalona teoria, że autor muzyki oraz autor niezwykłych, abstrakcyjnych okładek to jedna i ta sama osoba. Spekulowano, że Donwood to w rzeczywistości artystyczne alter ego Yorke’a, tak jakby piosenkarz miał podwójne życie jako Banksy alternatywnego rocka.
Wystawa „This is What You Get”, która rusza 6 sierpnia w mieście, gdzie powstał Radiohead, ostatecznie rozwiewa te mity. Donwood i Yorke, jako dwie różne osoby, będą mieć pierwszą tak dużą retrospektywę. Nigdy wcześniej nie można było zobaczyć w jednym miejscu ponad 180 eksponatów, które wyszły spod ich ręki. Bo choć organizowano niewielkie ekspozycje w galeriach (o czym pisaliśmy), nigdy dotąd w intensywną współpracę twórczą dwójki przyjaciół nie zagłębiało się muzeum. Po raz pierwszy robi to Ashmolean Museum w Oksfordzie.
ŻELAZNE PŁUCO
Obaj mają po 56 lat, urodzili się w odstępie trzech tygodni w 1968 roku. Tak wspominają początek swojej przyjaźni na uniwersytecie w Exeter, gdzie pod koniec lat 80. studiowali sztuki piękne i literaturę angielską: „Byłem pyskaty” – ocenia siebie jako studenta Yorke. „Oczytany, książkowy, dyplomatyczny” – Donwood tak opisuje swój młodzieńczy charakter. Obaj chcieli być artystami. Donwood zawsze pragnął tworzyć obrazy, Yorke – dźwięki.
Zamiast poplamionych farbą pracowni wydziału artystycznego, obydwu pociągał wydział graficzny i rozwijające się wówczas technologie, które posuwały tę dziedzinę w nowoczesność. – Większość czasu spędzaliśmy na projektowaniu graficznym, bo tam właśnie mieli kilka tych maleńkich komputerów Apple Mac – wspomina Donwood, którego prawdziwe nazwisko to Dan Rickman.
Ponownie koledzy ze studiów spotkali się około roku po ukończeniu nauki. Donwood podróżował autostopem po kraju i grał na ulicy, a gdy ponownie zatrzymał się w Oksfordzie, zobaczył plakat zespołu On a Friday, jak wówczas nazywano Radiohead, który grał w lokalnym pubie. – Mój przyjaciel Jim i ja chcieliśmy zostać ich supportem, ale właściciel lokalu nie chciał o tym słyszeć – Stanley wspomina zawiedzione pierwsze marzenie o sławie. Dopiero kilka lat później Thom zadzwonił do niego z pytaniem, czy chciałby spróbować zaprojektować okładkę płyty. Powiedział „OK” i wsiadł do pociągu do Oksfordu.
To był rok 1993. Nowa technologia znów zaprzątnęła ich myśli. Wychodzili na miasto, robili zdjęcia, a następnie filmowali wywołane fotografie i odtwarzali je na telewizorze, tylko po to, by ponownie sfotografować ruchome obrazy. Pewnego dnia odwiedzili lokalny szpital, bo wpadli na pomysł, że zrobią zdjęcie żelaznemu płucu – bo taki był tytuł piosenki z płyty „The Bends”, ale szare, metalowe pudełko wydało im się wizualnie mało atrakcyjne. W słabo oświetlonym pomieszczeniu magazynowym natknęli się na manekina do reanimacji. Donwood natychmiast go uwiecznił. Po powrocie do domu materiał filmowy sfotografowali na ekranie telewizora i powstały w ten sposób pikselowy obraz pasował do zniekształconego dźwięku albumu.
– To było genialne i całkowicie niezaplanowane, mieliśmy naprawdę pilny termin na oddanie okładki – wspominają w katalogu do wystawy „This is What You Get”.
SKANER
Upiorny, rozmazany obraz na okładce „OK Computer”, trzeciego albumu Radiohead, który wyniósł ich na szczyty sławy, jest oparty na fotografii węzła autostrady w Connecticut, najwyraźniej zrobionej z okna hotelu, w którym Radiohead zatrzymał się po koncercie w sierpniu 1996 roku w trakcie amerykańskiej trasy.
Donwood przeszedł wtedy z myszki na tablet i rysik, co pozwoliło mu rysować, a także wymazywać to cyfrowo. Ale on i Yorke zdecydowali, że nie mogą używać funkcji „cofnij”. – Całkowite wymazywanie wydawało się udawaniem, więc postanowiliśmy po prostu wszystko zamalowywać. Stworzyliśmy warstwowe obrazy techniką analogową, wykorzystującą to, co w tamtym czasie było najnowszą technologią – opowiadają.
Finalne dzieło powstało poprzez skanowanie i nakładanie na siebie różnych szkiców i obrazów. Jak wspomina Yorke w wywiadzie z Leną Fritsch, kuratorką wystawy w Ashmolean Museum: – Nie mogliśmy uwierzyć, jak ekscytujące było digitalizowanie… Skaner był dla nas najbardziej ekscytującą rzeczą, jaką kiedykolwiek wynaleziono.
Pod koniec lat 90. w opuszczonym kinie w Paryżu Radiohead rozpoczął pracę nad czwartym albumem – „Kid A”. Stanley kupił swój pierwszy laptop z małym gładzikiem. – Używałem go do wszystkich prac graficznych i po prostu nabawiłem się okropnego nadwyrężenia nadgarstka. Uświadomiłem sobie, że rysowanie w ten sposób nie ma sensu – chciałem używać rąk, stóp i wszystkiego – opowiada.
Okładka pozostaje jednym z jego najbardziej kultowych dzieł. Przedstawia postrzępione, cyfrowo rozciągnięte białe szczyty górskie na tle złowrogiego nieba – śnieżne krajobrazy skrywają obozy koncentracyjne, a przemoc jest przykryta warstwą farby symbolizującej śnieg. Album mocno przemawiał do odbiorców w czasach niepokoju nowego tysiąclecia. Nie wspominając o emocjach samego zespołu, który z trudem radził sobie z ogromnym sukcesem po poprzedniej płycie.
MINOTAUR I WOSK
Po „Kid A” Donwood postawił na superformat, tworząc płótna o powierzchni ok. metra kwadratowego. Wśród jego ówczesnych prac znalazły się malowidła ścienne Minos, luźno oparte na micie o Minotaurze (trzy z nich będzie można zobaczyć na retrospektywie w Oksfordzie). Zaczął malować Artexem, rodzajem akrylowej farby, popularnej na sufitach w latach 70. i 80. – Nakładałem ją na płótna szpachelkami, a potem można było po niej pisać, gdy schła – mówi. – Wyobrażałem sobie, jak to jest być minotaurem – pół człowiekiem, pół potworem uwięzionym w ciemności. Miałem tylko pazury, żeby wdrapać się na ścianę. Byłem tym zafascynowany.
Tymczasem siódma płyta Radiohead, „In Rainbows” (2007), oznaczała dla niego punkt zwrotny. Właśnie przeczytał „naprawdę przygnębiającą książkę o tym, co dzieje się z naszą cywilizacją, gdy kończy się ropa naftowa” i zaczął tworzyć pesymistyczne obrazy przedmieść. Gdy zespół kontynuował pracę nad muzyką, z każdą kolejną kompozycją „seksowne” dźwięki, jak je nazwał, stawały się przeciwieństwem tego, co robił.
Musiał szukać alternatywnego pomysłu. Wpadł na niego zupełnie przypadkiem, rozlewając wosk z ogromnej świecy kościelnej na jeden ze swoich misternych rysunków ołówkiem. – Po wyschnięciu był półprzezroczysty i biały. Miał dziwny efekt paralaksy, jakby rysunek był nałożony na wosk. To było coś genialnego – zachwyca się. Natychmiast kupił zapas kolorowych kulek woskowych i roztapiał je w małych rondelkach. A potem wlewał wosk do skanera (przy okazji go psując).
Efekt końcowy? Yorke i Donwood zdecydowali się na nałożenie tekstu na obraz.
– Jednym ze sposobów, w jaki się komunikujemy, czy też łączy nas jakaś nić porozumienia, to nie jest wyłącznie aspekt wizualny. Chodzi również o to, że obaj pracujemy ze słowami na różne sposoby. To ma znaczenie. Czytam to, co on pisze, on czyta to, co ja piszę. Tekst często, bezpośrednio lub pośrednio, informuje nas o tym, co próbujemy zrobić – mówi Yorke w wywiadzie dla Fritsch. Jego telefon jest zresztą pełen notatek, słów i zasłyszanych fraz, z których wiele nigdy nie zostaje wykorzystanych.
„In Rainbows” stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych, wszechobecnych, a może nawet kultowych okładek płyt swoich czasów, jak te przed nią i po niej w dorobku Donwooda i Yorke’a. Ale ten pierwszy nie może zapomnieć o… innej. Nazywa ją jedną ze swoich największych porażek. Chodzi o próbę namalowania portretów zespołu na album „King of Limbs” z 2011 roku. – Wpadłem na genialny pomysł, że to będzie obraz w stylu Gerharda Richtera. Nigdy wcześniej nie malowałem członków Radiohead, a teraz był ku temu dobry powód. Ale szybko okazało się, że nie potrafię malować portretów, nie potrafię używać farb olejnych i nie jestem Gerhardem Richterem – Stanley śmieje się dzisiaj.
W tym czasie Radiohead wciąż tworzył muzykę na krążek w stodole w Oxfordshire. Siedział tam z nimi, słuchał dźwięków, patrzył na ogromne belki, z których zbudowano stodołę, i rozmyślał o tym, jak kiedyś te drzewa sobie rosły. „Boże, wrócę i namaluję las” – olśniło go. Nieudane portrety muzyków zamalował drzewami i karykaturalnymi postaciami, które stały się symbolem albumu.
ZAKŁÓCACZ
Na początku podział na muzykę i obraz był wyraźny, ale z czasem zaczęli tworzyć razem. – Dan prowadzi, a ja podążam za nim. Jestem typem zakłócacza – żartuje rockman. W ostatnich latach tworzyli sztukę, stojąc ramię w ramię.
Donwood: – Myślę, że o wiele bardziej produktywna jest praca w grupie niż w pojedynkę.
Yorke: – Tak. Zawsze. Prosty fakt, że nigdy nawet nie pomyśleliśmy, że malowanie na obrazach drugiej osoby i pisanie na jej tekstach to problem…
Donwood: – Zaczynaliśmy od dwóch płócien obok siebie, a po pewnym czasie zamienialiśmy się nimi i zaczynaliśmy pracę nad drugim. I tak w zasadzie robiliśmy, aż ktoś… „wygrał” obraz.
Yorke: – Zawsze on.
Podczas pandemii, na zmianę posługując się pędzlem na jednym płótnie, stworzyli serię obrazów dla nowego zespołu Yorke’a, The Smile. Jak zdradzili we wspólnej książce „Kid A Mnesia”, pracowali w kontenerze transportowym w jego ogrodzie, malując na zmianę. Stanley dojeżdżał do Oksfordu pociągiem z Brighton, a dalszą trasę pokonywał na rowerze.
Muzyka prawdopodobnie służyła jako spoiwo ich artystycznego duetu przez lata. – Po części było to spowodowane tym, że tworzyliśmy okładki płyt… a potem daliśmy się ponieść. Po prostu pozwoliliśmy łódce dryfować. Nie wyskakiwać; po prostu zobaczyć, dokąd dopłynie. Szczerze mówiąc, nigdy nie spodziewałem się, że tak się to rozwinie – wyjaśnił muzyk.
STRACH
Na początku pracowali równolegle, choć osobno i nieustannie wymieniali między sobą obrazy i pomysły – np. strony wyrwane ze szkicowników przesyłali do siebie faksem (w 1999 roku internet i maile były jeszcze w powijakach). Ich rysunki, które pojawiają się na okładkach płyt oraz stronie internetowej Radiohead i w materiałach wizualnych, przypominają bardziej dyptyki niż duet. To fragmenty tekstu i niedokończone obrazy, bazgrane próby uchwycenia energii, emocji i myśli. Wiele powstało w ich snach. Większość tych prac, głównie szkiców, jest dość brutalnych i drastycznych. Karmią je koszmary, niepokój psychiczny, poczucie izolacji i samotności w świecie, w którym nieustannie otaczają nas ludzie. Czuli dyskomfort. Obydwaj.
Lena Fritsch, kuratorka wystawy „This is What You Get”, uważa, że symbioza tego duetu to coś więcej. – Po prostu się uzupełniają. Stanley, jeśli chodzi o umiejętności techniczne, jest raczej artystą. Ale Thom, na poziomie koncepcyjnym, jest naprawdę interesujący. Każdy ma coś, czego brakuje temu drugiemu – ocenia w rozmowie z magazynem muzycznym „Mojo”.
Przyjaciele zapewniają, że choć „to tylko okładki płyt, grafika, reklamy, marketing, dla nich to nigdy nie było tylko to”. – W tamtym czasie chcieliśmy wykorzystać sławę Radiohead jako płótno, aby nasze pomysły dotarły do jak największej grupy ludzi. Wykorzystywaliśmy sklepy z płytami jako demokratyczne galerie sztuki i tablice reklamowe jako przestrzeń propagandową – wyjaśniają. A gdy nabrali pewności w tym, co tworzą, świadomie weszli na grunt prawdziwej sztuki. Współpracują z londyńską galerią Tin Man Art od jej otwarcia w 2021 roku, która na Frieze Week rok później po raz pierwszy wystawiła ich obrazy – miały niską wycenę 10-15 tys. funtów, a sprzedały się za dziesięć razy tyle. I nagle trafili na zamknięty dla nich do tej pory rynek.
Do tego wystawa, która startuje w przyszłym tygodniu. Ten artystyczny awans dla frontmana Radiohead jest ważny, bo z czasem zamienił się w człowieka, który stał się być może bardziej zainteresowany stroną wizualną niż muzyką. Ale, choć z zespołem sprzedał 30 mln płyt na całym świecie, w nowej roli wciąż nie czuje spokoju. – Nigdy nie byłem pewny siebie jako artysta wizualny. Nie sądzę, żebym miał jakąś szczególnie dobrą technikę; boleśnie zdaję sobie sprawę ze swoich ograniczeń – wyznał kilka dni temu w „Mojo”.
ZAGADKA
Retrospektywą w Oksfordzie („This is What You Get” to część tekstu z niezwykle popularnej piosenki „Karma Police”) interesują się nie tylko brytyjskie media. Bowiem wiele z tego, co na niej jest pokazywane, zwłaszcza z lat 90. i początku XXI wieku, przedostało się do szerokiej świadomości publicznej i miało wielki wpływ na popkulturę.
To większość okładek albumów Radiohead z ostatnich trzech dekad, w tym obraz z albumu „A Moon Shaped Pool” z 2016 roku, który celowo autorzy pozostawili przed francuskim studiem, w którym nagrywał Radiohead, by smagał go wiatr i deszcz. Są także archiwa szkicowników, notatników, rycin, kompozycji cyfrowych i faksowanej korespondencji między Yorke’iem i Donwoodem (z których większość nigdy wcześniej nie pokazywano publiczności). Yorke zachował strony tekstów piosenek, które zapisywał i przepisywał w różnych wersjach; korzysta z nich bowiem, gdy chce czerpać świeże pomysły przy tworzeniu nowej muzyki. Do tego obrazy i inne prace stworzone na potrzeby solowych projektów muzyka i The Smile (z tego okresu pochodzą ich najbardziej optymistyczne i kolorowe obrazy, jakie kiedykolwiek powstały). Wszystko ułożone chronologicznie. Wszystko wspólnie podpisane, co stawia Yorke’a i Donwooda na równi.
Krytyk „Guardiana” nie dał się uwieść. „Jeśli jesteś fanem Radiohead, znajdziesz tu mnóstwo spostrzeżeń i szczegółów, które cię zadowolą, ale z artystycznego punktu widzenia to seria kiepskich obrazów” – napisał. „Czy te okładki mają sens w tak ogromnej, historycznej galerii jak Ashmolean? Nie zyskujesz prawie nic, oglądając te cyfrowe obrazy powiększone, oprawione i powieszone na ścianie. Czy którakolwiek z nich daje radę wyrwana z kontekstu płyt i gadżetów, dla których została zaprojektowana? O niebo lepiej działa jako wkładka do płyty. Czy to dobra sztuka? Absolutnie nie” – zawyrokował.
Krytyka „The Times” interesowało bardziej szukanie aluzji do nowego albumu Radiohead, jeśli w ogóle taki powstanie. „To pytanie, na które ta wystawa nawet nie próbuje odpowiedzieć, ale przynajmniej wskazuje nam to, co już wiedzieliśmy: że Yorke jest zagadką, która włożyła sztukę w rocka, kimś, kto dawno temu porzucił ideę, że jego muzykę można zdefiniować, a co dopiero przewidzieć” – podsumował. ﹡
_____
Wystawa „This Is What You Get” odbędzie się w Ashmolean Museum w Oksfordzie od 6 sierpnia 2025 do 11 stycznia 2026.
Kopiowanie treści jest zabronione