Dwa tysiące kafli, największa hałda w Europie i fontanna. Polka zaproszona do Londynu
07 września 2025
tekst: a + e
zdjęcia: Kuba Celej
– Wierzę, że moje prace są nośnikami idei, które stają się szczególnie ważne wobec współczesnych problemów, takich jak katastrofa klimatyczna – deklaruje projektantka zajmująca się ceramiką i artystka wizualna, Alicja Patanowska. I o tym jest też jej najnowsza instalacja „The Ripple Effect”, którą zrobiła na zlecenie jednego z najważniejszych muzeów w Europie – Victoria & Albert Museum. Praca składająca się z 2 tysięcy ceramicznych kafli, które wykonała ręcznie, zwraca uwagę na wpływ, jaki ma wydobycie miedzi na środowisko. Zostanie zaprezentowana 13 września w Londynie.

Jest jedną z czołowych polskich artystek zajmujących się ceramiką. Ale nie lubi określenia „ceramiczka”, woli, gdy mówią o niej „rzeźbiarka”. Glina, materiał, którego najczęściej używa, w pełni nadaje się do recyklingu. I jak mówi, jeśli czegoś się nie wypali, wystarczy to skruszyć i zamoczyć w wodzie, by ponownie uzyskać plastyczną masę. A to sprzyja eksperymentom. Materiał podpowiada kolejne rzeźbiarskie rozwiązania, nieodkryte dotąd możliwości.

Do dziś koło garncarskie jest w jej praktyce wyjątkowo ważnym narzędziem. Ale teraz jej prace mocno wykraczają poza schemat wzornictwa przemysłowego w klasycznym tego słowa znaczeniu, od którego zaczynała – Alicja Patanowska stała się artystką sztuk wizualnych, która traktuje obiekt jako nośnik idei. Dla niej przedmiot ma dużo głębsze i bardziej abstrakcyjne znaczenie niż tylko to użytkowe. Bywa naczyniem mieszczącym masę znaczeń.

– Z jednej strony glina przywołuje wspomnienia zapisane w ciele, które budzą się podczas fizycznego kontaktu z nią, z drugiej – jej naturalna symbolika staje się wyrazem ignorowanego głosu przyrody. Wierzę, że jest nośnikiem znalezienia równowagi w konsumpcyjnym chaosie – przyznaje, dodając, że jej odpowiedzią na eskalację konsumpcjonizmu jest praca oparta na osobistym zaangażowaniu w proces powstawania produktu. Dla niej oznacza to używanie najlepszych materiałów, ciągłe doskonalenie umiejętności, a także produkowanie w zgodzie ze środowiskiem i zasadami, które mówią, że nie można nadużywać zasobów.

HAŁDA NAJWIĘKSZA W EUROPIE

Ceramiczne płytki, które zrobiła w ramach najnowszego projektu „The Ripple Effect”, też powstały na kole garncarskim. Każdy kafel powstał ręcznie. Nie zleciła ich w fabryce. Nie zaprojektowała ich w 3D. Ulepiła je sama. Aż dwa tysiące.

Żelazny Most ma ponad 2 tys. hektarów powierzchni i wciąż się rozrasta
Zdjęcia: Budimex

Każdy został uformowany z cylindrów rzucanych na koło garncarskie, które artystka następnie rozciągnęła, nacięła i uformowała ręcznie. Kształt nawiązuje do XIII-wiecznych „kafelków garncarskich” produkowanych w Europie Wschodniej. Są hołdem dla tego momentu w historii ceramiki, kiedy rzemieślnikowi udało się wyraźnie wyjść poza schemat naczynia, stosując indywidualną kreację. Jedynym elementem dekoracyjnym są tu faliste rowki – odciski jej palców pozostawione na glinie. Poprzez swoją trójwymiarowość, plastyczność i przestrzenność ukazują niepowtarzalność każdego ruchu toczenia.

Ale mają coś jeszcze: kolor. Nie bez przyczyny. Zostały stworzone z glinianej bryły zawierającej odpady pochodzące z hałdy Żelazny Most na Dolnym Śląsku – największego w Europie składowiska odpadów powstających w procesie produkcji miedzi i jednego z największych na świecie. Obecnie ma ponad 2 tys. hektarów, a w najwyższym punkcie 80 metrów. Jest widoczny z kosmosu. I cały czas rośnie. Bo koncern KGHM dziennie z jednej ze swoich kopalni wyprowadza na powierzchnię 43 tys. ton urobku. Jednak miedź to niewielki odsetek, lwia większość to skała, która jest odpadem i którą należy gdzieś składować. Kosztem okolicznych lasów i przyrody. Szacunki przewidują, że za dekadę wysokość tego miejsca sięgnie nawet 114 metrów. Od lat mówi się o katastrofie ekologicznej.

Patanowska chce zwrócić uwagę na ten rosnący problem. – Przekształcając odpad z Żelaznego Mostu w ręcznie wykonane płytki, moja praca zachęca nas do refleksji nad ukrytymi kosztami wydobycia i nad tym, jak nasze wybory konsumenckie wpływają zarówno na ekologię, jak i na społeczeństwo – tłumaczy LIBERTYN.eu.

Bada, jak odpady górnicze można ponownie wykorzystać i przetworzyć na ceramikę. – Ta zmiana – od odpadów do czegoś użytecznego i symbolicznego – otwiera drogę do myślenia o wartości i trosce. Jest ona również zgodna z ideą rzemiosła Williama Morrisa: pracy z szacunkiem dla materiału i budowania więzi społecznych – dodaje.

By pokazać niezwykle niską wydajność wydobycia miedzi przez KGHM i ogromną skalę zanieczyszczeń oraz odpadów, jaki ów proces generuje (efektywność wydobycia sięga zaledwie 0,4 procent, co oznacza, że na każdą tonę rudy, 996 kg to odpady), artystka pokazała za pomocą koloru swoich kafli. W instalacji tylko 8 o barwie miedzi pojawia się wśród 1992 niebieskich, tworząc niepokojącą dysproporcję.

Co ciekawe, intensywnie niebieski odcień kafelków Patanowska uzyskała poprzez dodanie odpadów miedzi bezpośrednio do gliny. Łącząc eksperymenty z materiałami rzemieślniczymi z refleksją nad kryzysem klimatycznym, wskazuje na potencjał rzemiosła jako praktyki o uważności, trosce o środowisko i szacunku do materiałów.

KONSEKWENCJE

„The Ripple Effect” o wymiarach 6×7 metrów ma organiczny kształt i została podzielona na dwie strefy: górną, przypominającą ławkę, zapraszającą do siedzenia, leżenia, dotykania kafli i kontemplacji, oraz dolną: lekko nachyloną, po której spływa strumień wody z fontanny.

Woda – obecna w instalacji fizycznie i symbolicznie przywołana poprzez niebieski odcień płytek – to z jednej strony znak siły witalnej ożywiającej materię, a z drugiej – element zanieczyszczony, przechwycony przez przemysł. Zdaniem autorki, na Ziemi jej ilość jest skończona, krąży w nieskończonym cyklu, nieustannie powracając, podobnie jak konsekwencje naszych wyborów konsumenckich, społecznych i politycznych.

Całość jest otoczona delikatną miedzianą wstęgą, ledwo widoczną wzdłuż krawędzi, wskazującą na wartość zarówno nowego, jak i poddanego recyklingowi materiału, którego obieg – podobnie jak obieg wody – wymaga troski i uwagi.

– Jedną z moich inspiracji był kunszt miśnieńskiej fontanny stołowej „Triumf Amfitryty”, wykonanej przez Joachima Kendlera, a obecnie znajdującej się w Victoria & Albert Museum w Londynie. Ukazywała ludzką siłę poprzez naturę i była używana do mycia rąk. W mojej pracy dłonie również są ważne – zachęcam ludzi do dotykania płytek – wyjaśnia. – Chcę jednak przede wszystkim pokazać, że nie istniejemy bez natury. A przez naturę rozumiem również ziemię, wodę i minerały – skarby, które musimy cenić – dodaje.

Nawet nazwa – po polsku „Efekt domina” – wywodzi się z idei, że każda, nawet najmniejsza czynność, niesie za sobą konsekwencje – niczym fale rozchodzące się po wodzie. – Instalacja ucieleśnia tę ideę dzięki fontannie, gdzie woda nieustannie płynie i powraca, symbolizując cykle natury, od których wszyscy jesteśmy zależni – oznajmia Patanowska.

– Praca Alicji w poetycki sposób ucieleśnia jej troskę o materię, naturę i wodę. „The Ripple Effect” zachęca odwiedzających do zatrzymania się i zastanowienia nad konsekwencjami, wymownie angażując się w temat odpadów materiałowych i wyobrażając sobie ich przyszłość – mówi Carrie Chan, kuratorka z V&A w Londynie, która zamówiła u Polki tę instalację.

NAPRAWIANIE SZKÓD

Dzieło będzie można oglądać w Ogrodzie Madejskiego przy Victoria & Albert Museum podczas London Design Festival 2025 – od 13 września do 19 października. Polka liczy, że jej instalacja poruszy każdego widza: jednego bardziej estetyką, drugiego tematem. Ale efekt ma być ten sam – że firmy produkują to, co kupujemy, a więc głos każdego z nas ma tu wielkie znaczenie. Zachęca ludzi, by postrzegali zasoby jako skarby – cenne dary natury, jak robiło to rzemiosło przez wieki. I abyśmy pomyśleli o świecie jako o jednym żywym organizmie.

– „The Ripple Effect” jest zaproszeniem do zwolnienia tempa i zrozumienia, że nasze wybory konsumenckie kształtują ten organizm i niosą ze sobą trwałe konsekwencje dla środowiska. Mówię to nie ze strachu, lecz ze świadomości, uważności i czułości. Wszyscy jesteśmy połączeni – z Ziemią i ze sobą nawzajem – podkreśla.

Czy w czasach kurczenia się zasobów naturalnych jest jeszcze miejsce na dizajn? Na czym powinna polegać rola projektantów w obliczu takich problemów? – Ich rolą powinno być teraz naprawianie szkód spowodowanych przez poprzednie pokolenia. Niestety. 

Kopiowanie treści jest zabronione