„Dzięki niemu wszyscy wyglądają jak gwiazdy”. To on stał za kultowymi okładkami magazynu Warhola
02 kwietnia 2024
tekst: a+e
Okładki magazynu „Interview” projektu Richarda Bernsteina
„Dzięki niemu wszyscy wyglądają jak gwiazdy”. To on stał za kultowymi okładkami magazynu Warhola
02 kwietnia 2024
tekst: a+e
„Dzięki niemu wszyscy wyglądają jak gwiazdy”. To on stał za kultowymi okładkami magazynu Warhola

Posłuchaj

Przed Instagramem był „Interview”. Najwspanialszy projekt Andy’ego Warhola, zapewniający czytelnikom dostęp do elity popkultury poprzez fascynującą mieszankę fotografii, sztuki, mody i rozmów z gwiazdami. Magazyn celebrował wartości hołubione przez założyciela, takie jak bogactwo, piękno i sława. Wielu sądziło, że za każdą jego okładką kryje się sam Warhol, ale cała praca była dziełem Richarda Bernsteina. Jak autor najbardziej kultowych okładek wdarł się do historii? O tym jest najnowsza wystawa w Nowym Jorku.

Richard Bernstein to mój ulubiony artysta. Dzięki niemu wszyscy wyglądają na sławnych – powiedział kiedyś Andy Warhol, który zainteresował się młodym nowojorczykiem po jego indywidualnej wystawie w 1965 roku. Jego uwagę przykuły obrazy tabletek. Mimo to postanowił udzielić rady wschodzącemu artyście: że musi „przestać malować pigułki i zacząć malować ludzi, bo tylko dzięki temu opłaci czynsz”.

Bernstein nigdy nie osiągnął poziomu zbliżonego do pozycji króla pop-artu. Ale, jak czytamy w książce „Richard Bernstein Starmaker: Andy Warhol’s Cover Artist” wydanej sześć lat temu, był – podobnie jak on – bardzo dobry w byciu w centrum uwagi, obserwowaniu tego, co się dzieje, i przenoszeniu tego na swoją artystyczną twórczość. Kiedy zaczął pracować dla „Interview” – magazynu, który Warhol założył w 1969 roku – nie tylko malował gwiazdy, ale też się z nimi przyjaźnił, z wieloma mieszkał w słynnym hotelu Chelsea.

Jego kariera to jak połączenie nocnego klubu i networkingu: wśród elity ze świata sztuki, kultury i mody po raz pierwszy spotkał się z Warholem i wszedł do redakcji jego pisma, gdy nadawano mu formę, przekształcając z niszowego magazynu filmowego w pełen glamouru i sławy periodyk, który sprawił, że hollywoodzki blichtr powrócił. Żeby zrozumieć fenomen pisma i samego Bernsteina, trzeba wiedzieć, że gwiazdy filmu i muzyki z tamtej epoki wyglądały jak ludzie z sąsiedztwa, a filmy były bardzo realistyczne. – Nawet na zdjęciach z Oscarów nie było dzisiejszego splendoru, Jane Fonda miała na sobie t-shirt. Gwiazdy kina przestały lśnić i to było coś, w czym Andy i Richard naprawdę się połączyli. „Interview” był miejscem, które pomogło przywrócić im blask. On i Andy uwielbiali hiper glamour – mówią autorzy albumu.

W latach 1972–1989 Bernstein wykonał 189 okładek magazynu, na których widniały takie postaci, jak Cher, Madonna, Tom Cruise, Sylvester Stallone, Stevie Wonder, Mick Jagger, Debbie Harry, Michael Jackson, Diana Ross i jego najlepsza przyjaciółka Grace Jones (był ojcem chrzestnym jej syna). Lista największych gwiazd XX wieku, którą ulubieniec założyciela pisma uwiecznił, jest wyjątkowo długa. A sam tytuł, który do dziś przetrwał, w tamtym czasie był tak wpływowy, że dostał przydomek „Kryształowa kula popu”.

Andy Warhol z egzemplarzem swojego magazynu „Interview”, 1976
Zdjęcie: Christopher Makos/The Andy Warhol Foundation for the Visual Arts

DEBIUT

Wielkoformatowy periodyk rozpoczął działalność jako „Monthly Film Journal” – Warhol za jego pomocą chciał nakłonić Hollywood do finansowania i dystrybucji filmów, które tworzył w swojej The Factory. Z czasem ewoluował i przemianowany na „Interview” stał się najwspanialszym projektem najbardziej rozpoznawalnego artysty XX wieku, zapewniającym czytelnikom łatwy dostęp do elity popkultury, w którym największe gwiazdy dekadencko „rozciągały się” na dużych stronach.

Pod auspicjami redaktorów takich jak Bob Colacello, Ingrid Sischy i Glenn O’Brien „Interview” nieustannie odkrywał siebie na nowo, zachowując idealną równowagę między sztuką a sławą, zupełnie jak sam Warhol.

Bernstein dołączył do zespołu w 1972 roku. Do tej pory wszystko było czarno-białe, bardziej intelektualne, ale wtedy pojawił się pomysł, by estetyka zmieniła się na inspirowaną pop-artem. Uzbrojony w pastele, farby i ołówki retuszował zdjęcia, dodając do gazety dużo koloru. Jego pierwsza okładka przedstawiała modelkę i aktorkę Donnę Jordan w stylu disco. Od tamtej pory w kioskach co miesiąc pojawiały się jego kuszące portrety, a „Interview” – jako zwiastun współczesnych tabloidów – zwracał na siebie uwagę charakterystycznymi bazgrołami w tytule napisanymi szminką, często mylonymi z ręką samego Warhola. Współpracując z redaktorem naczelnym, dyrektorem artystycznym i fotografami takimi jak Bill King, Francesco Scavullo, Albert Watson, Greg Gorman, Herb Ritts i Matthew Rolston, Bernstein przekształcił klasyczną odbitkę żelatynowo-srebrową w arcydzieło farby, aerografu, gwaszu i kolażu.

Warhol doskonale zdawał sobie sprawę z talentów Bernsteina i w razie potrzeby chętnie się na nich opierał. „Fred przyniósł zdjęcia Lizy i były okropne” – stwierdził we wpisie z 8 sierpnia 1979 roku w „The Andy Warhol Diaries”. „To znaczy były wyraźne i ostre, ale Liza wyglądała na nich grubo i jak drag queen. Richard Bernstein będzie musiał wykonać przy nich ogromną kreatywną pracę, aby przygotować je na okładkę”.

I Bernstein zrobił dokładnie to, czego oczekiwał szef „Interview”: z wdziękiem i elegancją. – Jego okładki mają wiele powiązań ze stylem portretów Andy’ego – Jeffrey Deitch, znany nowojorski właściciel galerii i handlarz dziełami sztuki, mówił „New York Timesowi”. – Ale Andy wiedział, że Richard może to zrobić dużo lepiej.

WARHOL

Urodzony w Halloween w 1931 roku, Bernstein od najmłodszych lat ujawniał artystyczny talent, który pielęgnowała jego matka, klasycznie wykształcona pianistka. Gdy już trafił do środka nowojorskiej sceny sztuki zasłynął jako innowator, tworząc fałszywe akty gwiazd na dziesięciolecia przed pojawieniem się sztucznej inteligencji.

W 1968 roku stworzył jedno ze swoich najbardziej kontrowersyjnych dzieł, „The Nude Beatles” – portret grupowy w neonowych kolorach, z głowami „Czwórki z Liverpoolu” dołożonymi do ciała gibkiego, nagiego mężczyzny. Wydruki pokazane w paryskiej galerii Iris Clert zostały jednak skonfiskowane na mocy postanowienia francuskiego sędziego, a wytwórnia Beatlesów, Apple Records, złożyła pozew przeciwko artyście. Powód? Sztuka queer była wówczas ogromnym tabu, nawet we Francji. Kiedy autor spotkał później Johna Lennona, usłyszał żal muzyka, że stracono szansę wykorzystania skandalicznego wizerunku na okładce ich albumu.

Donna Jordan na pierwszej okładce Richarda Bernstein dla „Interview”, maj 1972
Mick Jagger, Iman, Paul Van Ravenstein, grudzień 1977

Gdy poznał Warhola, swojego rówieśnika, spotkał pokrewną duszę. Stworzyli więź, która trwała aż do śmierci króla pop-artu. Po podróżach do Paryża i Londynu Bernstein na dobre wrócił do Nowego Jorku i w 1968 roku zamieszkał w swojej nowej siedzibie w dawnej wielkiej sali balowej legendarnego hotelu Chelsea. I z łatwością wpasował się w eklektyczny melanż artystów, ekscentryków i wyrzutków, którzy nazywali Chelsea domem.

Przemierzał świat mody z ówczesną dziewczyną Berry Berenson (choć był gejem przez krótki czas nawet się z nią zaręczył), wnuczką projektantki mody Elsy Schiaparelli, a później przedstawił Berenson jej przyszłemu mężowi, aktorowi Anthony’emu Perkinsowi (który też był homoseksualistą). Bywając regularnie w towarzystwie Warhola i jego świty w nocnych klubach zarówno oglądał, jak i był oglądany, co dało mu intuicyjne zrozumienie ducha czasu. W Studio 54 miał nawet kartę VIP i jeśli klub kiedykolwiek chciał, aby na spotkaniu pojawiła się konkretna gwiazda, dzwonił do Bernsteina i zapraszał go bezpośrednio.

Prace Bernsteina można było oglądać w Muzeum Sztuki Nowoczesnej, Metropolitan Museum of Art i National Portrait Gallery. Peggy Guggenheim była obecna na jednym z jego wernisaży, które odwiedzali też m.in. David Bowie, Roman Polański, Yoko Ono i Karl Lagerfeld. Jego asystentką była Paloma Picasso, córka Pabla Picassa. Chwaląc swojego byłego szefa, Paloma powiedziała kiedyś: „Bernstein dodaje dowcip pięknu, fantazję bogatym, głębię temu, co efektowne, i natychmiastowo patynuje nowicjuszy”.

OKŁADKI

Płynnie poruszał się po różnych światach, rozwijając wrażliwość na ludzi, których spotykał po drodze. – Richard dobrze znał bohaterów swoich okładek. Zaprzyjaźnił się z nimi i widać, że jego miłość odbija się w tych grafikach – mówi magazynowi „Another” Rory Trifon, siostrzeniec artysty i jego spadkobierca.

Dla niego był też Bernstein z Bronxu, taki, którego nikt inny nie znał: bardzo rodzinny, ciepły wuj Richard. – Dorastając, byliśmy rodziną bardzo sobie bliską i widywaliśmy się w każdą sobotę, w szabat, u moich dziadków na Long Island – wspomina Trifon. – Mieszkali na osiedlu apartamentów z pięknym terenem i zawsze chodziliśmy z Richardem na spacery, które kończyły się pod wierzbą. Któregoś dnia powiesił kryształy na jej gałęziach, tak że zanim dotarliśmy na miejsce, na ziemi wokół było widać tęczę. To był niesamowicie cudowny moment.

Ta towarzyska lekkość zaprowadziła przystojnego absolwenta sztuki Instytutu Pratt na Brooklynie, do swingującego Londynu w latach 60., do kultowego nowojorskiego klubu Max’s Kansas City, do The Factory Warhola, Studio 54, ale także obskurnych barów gejowskich. Żył jak gwiazdy, które uwieczniał. Przez dziesięciolecia był stałym bywalcem każdej imprezy, na której warto było być, i gospodarzem większości z nich. Imprezował z bogatymi i bajecznymi ludźmi, szybko wpadając w narkotyki, a następnie malował ich i stawiał w centrum uwagi dzięki „Interview”. To, że zamalowywał zdjęcia zrobione przez wielkie gwiazdy fotografii, nawet dziś świadczy o tym, jak niewyobrażalną miał swobodę twórczą. Może właśnie dlatego jego prace są symbolem blasku swoich czasów.

Richard Bernstein ze swoimi pracami w obiektywie Berry Berenson, lata 70.
Zdjęcie: The Richard Bernstein Estate Archive

Jak to wyglądało w praktyce? Rory Trifon tak opisał proces: „O temacie okładki decydował Bob Colacello, za layout odpowiadał Marc Balet, a zdjęcia wykonywali najsłynniejsi wówczas fotografowie świata. Każdy z tych fotografów dostarczał Bernsteinowi grupę odbitek, z których wybierał najlepsze ujęcie, a następnie przycinał, powiększał i ilustrował; aerograf, farba i kolaż, aby uzyskać ostateczny efekt. Gdy praca była zatwierdzona przez Andy’ego, trafiała do druku. Podsumowując, wspólne okładki są ostatecznym efektem pracy największych fotografów, zilustrowanymi przez największego ilustratora pop-artu i zatwierdzonymi przez samego Papieża Popu, co czyni je naprawdę niezwykłymi”.

W 1975 roku w „Interview” wyewoluował nowy styl, polegający na intensywnym oczyszczaniu twarzy portretowanych osób, a także tworzenie wersji fantasy za pomocą różnobarwnych ołówków, kolaży i pasteli. „Zdjęcia upiększane pastelami dodają okładkom wyidealizowanego blasku” – zauważył wówczas „New York Times”.

– Sztuka Richarda sprawiała, że ​​wyglądało się niewiarygodnie. Wszystko, co robił, było piękne, kolory, aerografy: mógł zrobić coś z niczego… Na wielu zdjęciach nie miałam zbyt wiele makijażu. On robił go na mnie. I to była magia – wspomina przyjaciela Grace Jones, która była na okładce „Interview” wielokrotnie.

BLASK

– Był świetny w nabłyszczaniu blasku. Gwiazdy zazwyczaj świecą trochę jaśniej niż inni ludzie, a Richard sprawiał, że błyszczały jeszcze bardziej – ocenia jego przyjaciel David Croland, artysta i bywalec wspólnych imprez, a niegdyś aktor z filmów Warhola.

„Jego dzieła zmieniały ludzi w gwiazdy, gwiazdy w supergwiazdy, a supergwiazdy w megagwiazdy” ​​– piszą autorzy „Richard Bernstein Starmake”. Wiele w tym prawdy, bo blisko 200 okładek, które wykonał, sprawiło, że na stałe zapisał się w historii mediów i samej sztuki. Dziś, 22 lata po jego śmierci, te prace wciąż sprzedawane są na aukcjach, trafiają na koszulki i inspirują nowe pokolenia artystów.

I choć w latach swojej prosperity pracował też dla innych (stworzył m.in. okładki magazynu „Time” czy projekty znaczków dla Organizacji Narodów Zjednoczonych), „impreza” skończyła się dla niego po śmierci Warhola w 1987 roku, kiedy nowy redaktor zwolnił go, a okładki z rysunkami pojawiały się już sporadycznie, wyparte przez zdjęcia. Kariera dobiegła końca, zaczęły się problemy. Niestety owocna współpraca z Grace Jones, która zamówiła u niego stworzenie okładek do kilku albumów i singli, nie przełożyła się na inne zlecenia. Spośród gwiazd, które uwiecznił w „Interview”, niewiele chciało kupić jego portrety, kiedy do nich po latach wydzwaniał.

Brooke Shields, sierpień 1983
Madonna, grudzień 1985

Przez całą karierę jego styl życia zaprzeczał jego fatalnym finansom. Jak zauważył Mauricio Padilha, który razem z bratem Rogerem jest współautorem książki o Bernsteinie, do delikatesów jeździł limuzyną, miał wystawy w najlepszych galeriach, ale nie udawało mu się nic w nich sprzedać.

AIDS

Brak dochodów i używki zrobiły swoje. Pogrążył się jeszcze bardziej w narkotykach, pod koniec lat 80. uzależnił się od heroiny i zaraził wirusem HIV. Zmarł w 2002 roku w wieku 62 lat w wyniku powikłań związanych z AIDS; inni twierdzili, że na chorobę serca. Prawdopodobnie było to samobójstwo. Przyjaciele wyznali, że na znalezionej przy nim w mieszkaniu notatce było napisane: „nie reanimować”. W mieszkaniu leżały jego nowe prace oparte na obrazach komputerowych, które przygotowywał do wystawy w Zurychu.

– Zakończenie jego historii jest zdecydowanie kiepskie – mówił magazynowi „W” Roger Padilha. – Ale życie, które prowadził, było niezwykłe. Pod koniec XX wieku brał udział we wszystkim. Cała niesamowita praca tamtej epoki – jeśli Richard sam tego nie zrobił, to miał w tym udział.

Artysta John Loring, z którym Bernstein dzielił studio w Hotelu Chelsea, uważa, że ​​jego spuścizna jest „wspaniałym dokumentem kultu celebrytów i tego, czym był celebryta. Jest to niezwykle przyjemne spojrzenie, bo był człowiekiem, który sprawiał, że gwiazdy świeciły”.

Trifon dba o dziedzictwo sławnego wuja. Miał znaczny wpływ na powstanie książki o nim, regularnie organizuje wystawy jego prac, bo wierzy, że nie tylko był niezwykle utalentowanym artystą, ale to, co po sobie pozostawił, daje kontekst, jeśli chodzi o dzisiejszą kulturę: – Kardashianki, wszystkie reality show, tak naprawdę zaczęło się od Andy’ego, Richarda i magazynu „Interview”, który razem tworzyli.

Z rodziną Bernsteina współpracuje też Deitch, który sprzedaje część grafik z „Interview”, które autor wykonywał ręcznie – co dziś jest prawie nie do pomyślenia w epoce Photoshopa i sztucznej inteligencji – przy użyciu nożyczek, kleju, ołówka, gwaszu i farby. – To niesamowita kronika tamtych czasów. Za dwieście lat ludzie będą patrzeć wstecz na ten okres i będą zachwyceni. To nasza wersja włoskiego renesansu, całej ery popu – zachwala znany galerzysta.﹡

_____

Na wystawie „The Interview Magazine Covers, 1972-1989: Richard Bernstein’s Portraits for Andy Warhol’s Interview Magazine” w NeueHouse w Nowym Jorku można oglądać ponad 20 jego portretów z gwiazdami. Wystawa potrwa do 30 czerwca 2024 roku.

Kopiowanie treści jest zabronione