Jego znaki – owszem – były znane, ale jednocześnie mało kto wiedział, że on jest ich autorem. Poniekąd Karol Śliwka żył w ich cieniu, nigdy nie zabiegając o rozgłos. „Artysta” – tego określenia nie akceptował, mówił o sobie „rzemieślnik”. Gdy znalazł się wśród ośmiu projektantów ze świata opisanych w książce „Logo Modernism”, poświęconej czterdziestu latom historii projektowania graficznego, skromnie pytał: „Czy naprawdę zasłużyłem na to wyróżnienie?”.
Dzięki działaniom grafika Patryka Hardzieja, który po śmierci mistrza powołał fundację jego imienia (z Małgorzatą Śliwką, córką Karola), dziś Śliwka jest wymieniany przez wielu młodych projektantów jako ulubiony twórca znaków graficznych. A dzięki reżyserom wspaniałego filmu dokumentalnego „Znaki pana Śliwki” wiemy, dlaczego jego prace stały się częścią polskiej kultury wizualnej, a przede wszystkim, że ich twórca prywatnie był po prostu wspaniałym, skromnym, pełnym pasji człowiekiem.
Śliwka miał modernistyczne podejście do projektowania: jego prace cechował minimalizm, niewielka, lapidarna forma. Kilka kresek, proste geometryczne formy, mocne czarne plamy. W tych oszczędnych kompozycjach kryły się subtelne metafory, pewna finezyjność i rodzaj poezji, a nade wszystko autorski sznyt.
Od dziś do 24 maja w warszawskiej Rotundzie PKO będzie można im się przyjrzeć z naprawdę bliska: odbywa się wystawa prezentująca prawie 200 prac, które z bogatego dorobku artysty wybrał Hardziej, będący kuratorem ekspozycji. Po prezentacji w Warszawie ruszy w trasę po Polsce. Zaś w kinach od 16 maja możecie oglądać film o Śliwce, złożony z archiwalnych nagrań, który pozwala zajrzeć do prywatnego świata projektanta. Urszula Morga i Bartosz Mikołajczyk stworzyli jeden z najlepszych polskich dokumentów ostatnich lat.
Gwarantujemy, po wystawie i po seansie teraz już będziecie łączyć znaki z nazwiskiem. Jadąc autostradą na widok znaku orła Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, będziecie wiedzieć już, że to znak Karola Śliwki, idąc do banku PKO – zobaczycie znak Karola Śliwki, wchodząc do Biblioteki Narodowej – popatrzycie na znak Karola Śliwki. I nagle okaże się, że w każdym obszarze naszej rzeczywistości jest jakiś jego ślad.
My też dokładamy małą cegiełkę. Specjalnie dla LIBERTYN.eu 7 osób, w tym córka mistrza, wybrało swoje ulubione znaki Śliwki i uzasadniło dlaczego.
Karol Śliwka zaprojektował łącznie około czterystu znaków. To bardzo dużo, jak na tamte czasy, wybór więc jest ogromny. Wybrałem znak Fabryki Mydła i Kosmetyków „Uroda” pochodzący z 1967 roku, który zresztą sobie wytatuowałem. Pojawił się na mojej ręce w czasie, kiedy osobiście poznałem jego twórcę. Tak chciałem upamiętnić ten moment. To było dla mnie ważne spotkanie, bo od niego zaczęła się moja miłość do znaków i projektowania w ogóle.
Poza tym był to ulubiony znak Karola Śliwki i to właśnie z niego był najbardziej dumny. To znak nieoczywisty, abstrakcyjny, ale na tyle uniwersalny że można go różnie interpretować i w nim zobaczyć różne rzeczy: kwiata, motyla, kobietę w futrze. Obojętnie co się widzi jest to bliskie tematyce „urody”. Ale Śliwka widział w nim damę w lisim futrze.
Moje ukochane znaki Karola Śliwki to te, które projektował dla zakładów przemysłu odzieżowego np. Tarmilo w Tarnowskich Górach czy Spółdzielni Pracy i Usług Odzieżowo-Skórzanych. Fascynuje mnie, że coś tak małego, jak igła, mogło stać się dla Śliwki inspiracją do stworzenia znaku. Otrzymujemy wielokrotny zoom drobnego przedmiotu, który raz staje się ciałem motyla, a raz przepięknie wpisuje w geometryczną formę pociętego na pasy koła. Majstersztyk!
Trudno mi mówić o jednym ulubionym znaku Karola Śliwki, bo wiele z nich urzeka mnie swoją formą.
Ale dwa lubię mocniej. Pierwszy, to ten sam, który był ulubionym samego autora – Pollena Uroda. Prosty, czytelny symbol kobiety był jednym z pierwszych, który przyszło mi animować do filmu dokumentalnego o mistrzu i pozostał w nim do końca. Drugi jest bliższy memu sercu bardziej: symbol Instytutu Matki i Dziecka. W bardzo syntetyczny sposób łączy w sobie serce i dwie postacie. Ten częsty u Śliwki zabieg łączenia dwóch znaczeniowo różnych form w jedną, w tym konkretnym znaku jest dla mnie absolutnym mistrzostwem wizualnego skrótu.
Nie mam ulubionego znaku, bo one wszystkie są piękne albo ładne. Ale z jednym czuję się osobiście związana, gdyż nie był robiony dla kogoś, ani na żadne zlecenie. Tata stworzył ten znak dla siebie, jako identyfikację swojego nazwiska i zarazem mojego. Przedstawia po prostu „śliwkę”.
Nie wiem, czy jest najładniejszy, ale jest tylko nasz. Jest wizerunkiem naszej rodziny.
Ciężko wybrać jeden ulubiony znak Śliwki. Najbardziej przemawiają do mnie znaki z dorobku projektanta, które oparte są na symetrii. Jest w nich coś zarówno ponadczasowego, jak i nowoczesnego. Do takich znaków niewątpliwie zalicza się logotyp firmy farmaceutyczno-biotechnologicznej Adamed.
Znaki Karola Śliwki otaczały mnie od dzieciństwa, a ja nawet nie domyślałem się, że za orło-książką, dymko-podeszwą i nutko-płytą stoi ten sam twórca. Chyba z tysięcy jego znaków najbardziej lubię jednak ten najbardziej znany – PKO. Za bezpośredniość i kompaktowość.
Jestem rozdarty, bo z jednej strony:
– ulubionym jest znak zaprojektowany dla firmy Smyk. Powodem jest to, że mam dziecko. Marka nie wygląda teraz zbyt dobrze, na szczęście ktoś wpadł na pomysł, żeby dodawać znak Śliwki na metkach. I wygląda to pięknie. Cieszę się bardzo, że ktoś widzi w tym leciwym projekcie wartość, nawet w tak szybko zmieniającym się sektorze jak handel.
– drugi znak to Arston. Jest chyba symbolem tego, dlaczego w ogóle lubię znaki pana Karola. Potrafi w prostych formach zawrzeć dużo znaczeń. Chyba projektował też okładki dla tej firmy, również piękne i minimalistyczne w formie. ﹡
Kopiowanie treści jest zabronione