Jane Goodall jako 90-latka i 20-latka. Zdjęcia: Vincent Calmel; Hugo van Lawick / Jane Goodall Institute
Jane Goodall: „Ludzie są zaskoczeni, że mam diaboliczne poczucie humoru”
02 października 2025
tekst: AMK
Jane Goodall należała do ostatniego pokolenia badaczy, którzy spędzili życie w świecie przyrody, zanim skala wpływu człowieka na niego stała się zagrożeniem dla planety. I jako pierwsza, już w latach 80., zaczęła publicznie o nim mówić. – Ludzie kiedyś uważali mnie za „panią od szympansów”. Wielu nadal tak myśli. Ale moje życie to podnoszenie świadomości na całym świecie, jak ważne jest ratowanie środowiska dla niego samego, ale także dla dobra naszych dzieci i wszystkich zwierząt – mówiła najsłynniejsza przyrodniczka na świecie. Zmarła w Kalifornii podczas tournée, na którym tę świadomość szerzyła. Miała 91 lat. My wspominamy ją bardziej jako kobietę, mniej jako naukowca. To fascynująca i inspirująca osoba!

Posłuchaj

We wczesnych latach II wojny światowej, gdy Jane Goodall miała około 6 lat, często budził ją ze snu ryk syren alarmowych. Dźwięk ostrzegał przed nazistowskimi samolotami przelatującymi nad Bournemouth, angielskim nadmorskim miastem, do którego z Londynu przeprowadziła się rodzina Goodall (inżynier Mortimer Morris-Goodall i powieściopisarka Margaret Joseph tworząca pod pseudonimem Vanne Morris-Goodall i ich córki) po wybuchu wojny. Jej młodsza siostra Judy zrywała się jak strzała, zbiegając po schodach do schronu przeciwbombowego. Ale Jane nie chciała się ruszyć. „Nie chciałam wychodzić z łóżka” – wspominała. „Musieli mnie stamtąd znosić z całą pościelą”.

Dziewięć dekad później Goodall, mająca 91 lat i równie dużą nieustępliwą determinację co do swoich poglądów, wciąż mieszkała w tym samym domu, dużym budynku z czerwonej cegły z wysokimi sufitami i z dużymi oknami wychodzącymi na ogród. Kiedy nie podróżowała po świecie, szerząc przesłanie nadziei i domagając się działania w ochronie planety, dom dzieliła z Judy i jej rodziną. Na poddaszu miała sypialnię.

Schron wciąż tu jest, teraz mieści pralkę i lodówkę. W pozostałej części domu drewniane półki wypełnione są książkami, figurkami i fotografiami – pamiątkami z życia Goodall, najsłynniejszej przyrodniczki na świecie. Jej babcia kupiła dom w latach 30. XX wieku i kryje on grubą warstwę rupieci, charakterystyczną dla domu, w którym przez wiele lat mieszkała ta sama rodzina. Po Jane, która 1 października zmarła w Los Angeles, zostały jeszcze różne miski do karmienia zwierząt, które kochała odkąd pamięta.

Zawsze powtarzała, że to ukochany pies jako pierwszy wskazał jej życiową drogę…

Na pierwsze urodziny Jane ojciec podarował jej pluszowego szympansa o imieniu Jubilee. Stał się jej ulubioną zabawką
Zdjęcie: Jane Goodall Institute
Mała Jane kochała zwierzęta i książki o zwierzętach
Zdjęcie: Jane Goodall Institute

O PSIE:

Od mniej więcej moich 13. urodzin w moim życiu pojawił się mój najlepszy przyjaciel, mój pies Rusty. Szczerze mówiąc, został mi zesłany, żeby mnie czegoś nauczyć. Nie był nawet naszym psem. Mieszkał niedaleko i przychodził każdego ranka o 6 i zostawał, aż go wypuściliśmy około 22. Jego właściciele o tym wiedzieli, ale zupełnie się tym nie przejmowali.

To on nauczył mnie, że zwierzęta mają osobowości, umysły i emocje, podczas gdy w tamtych czasach nauka twierdziła, że ​​tylko my, ludzie, je mamy. Później zostałam zganiona za takie gadanie o szympansach. Ale Rusty uczył mnie tego już w dzieciństwie.

O DŻDŻOWNICACH:

Co sprawiło, że zainteresowałam się zwierzętami i przyrodą? Taka się urodziłam. Mówię poważnie. Kiedy miałam półtora roku, mama odkryła, że ​​mam w łóżku mnóstwo dżdżownic, które obserwowałam. Powiedziała: „Wyglądasz, jakbyś się zastanawiała, jak one chodzą bez nóg”. Miałam tę wspaniałą, wspierającą mamę, która nie wściekała się na ziemię zaśmiecającą moje łóżko. Powiedziała tylko, że umrą, bo potrzebują ziemi.

O KURACH:

Naukowiec we mnie ujawnił się już na samym początku. Mając cztery lata, zdeterminowana, by dowiedzieć się, jak kury znoszą jajka, schowałam się w kurniku i czekałam cztery godziny, by to zobaczyć. O mało nie wezwano policji, bo zniknęłam bez słowa! Gdy wróciłam, mama, znowu mądrze – zamiast się wściekać i mnie ukarać – zobaczyła moje podekscytowane oczy i usiadła, żeby posłuchać cudownej historii o tym, jak kura znosi jajko. Och, była niesamowita. To ona znalazła dla mnie książki o zwierzętach do czytania, bo wtedy nie było telewizji. Kiedy byłam dzieckiem, mieliśmy bardzo mało pieniędzy. Większość naszych ubrań i wszystkie książki były z drugiej ręki albo z biblioteki. I to nie miało znaczenia.

O WAŻCE:

Jakie jest moje najwcześniejsze wspomnienie? Kiedy miałam dwa lata, ważka przeleciała obok mnie. Jakiś mężczyzna, chcąc mnie „ratować”, strącił ją na ziemię i nadepnął na nią. Pamiętam, że płakałam, bo spowodowałam śmierć ważki.

O OJCU:

Niewiele pamiętam mojego ojca. Wojna wybuchła, gdy byłam mała i odszedł na zawsze – najpierw do wojska, a potem rozwiódł się z mamą. Tymczasem ona zachęcała mnie do podążania za marzeniami. Wspierała ciekawość i poszukiwanie odpowiedzi oraz zgadzała się na inną przyszłość od tej, która zazwyczaj czekała młode kobiety w tamtym czasie. Mówiła: „Jeśli naprawdę tego chcesz… znajdziesz sposób”. I tak zrobiłam.

Jane Goodall podczas nagrań do programu „World of Chimpanzees” dla stacji CBS, Gombe Stream National Park, Tanzania, 1965
Zdjęcie: Jane Goodall Institute

O STATKU:

Pomijając nieruchomości, co jest najdroższą rzeczą, jaką kupiłam? Mój pierwszy rejs statkiem do Afryki w wieku 23 lat. Zapracowałam na bilet jako kelnerka i sekretarka. Popłynęłam statkiem. Tak się wtedy podróżowało. Opłynęłam Przylądek Dobrej Nadziei tylko dlatego, że Kanał Sueski był zamknięty, bo trwała wojna z Egiptem. Postanowiłam, że pojadę do Afryki, zamieszkam samotnie ze zwierzętami i napiszę o nich książki. „Jane, jeśli interesujesz się zwierzętami, powinnaś poznać Louisa Leakeya” – zasugerowano mi na miejscu. Louis dał mi pracę… sekretarki. A potem zmienił zdanie.

Leakey, który był znanym antropologiem i paleontologiem, zawsze szukał kogoś, kogo uważał za właściwą osobę i myślę, że dzień, w którym uznał mnie za taką, nastąpił, gdy na Serengeti spotkaliśmy młodego lwa, który za nami podążał. To było równie ekscytujące, co niebezpieczne. Ktoś powiedział: „Powinniśmy się pospieszyć i wkraść w gąszcz”. A ja na to: „Nie, bo nie będziemy wiedzieć, gdzie jest lew, ale on będzie wiedział dokładnie, gdzie my jesteśmy. Powinniśmy wspiąć się na otwarte równiny”. I to był właściwy wybór.

Myślę, że był zdumiony, że młoda dziewczyna prosto z Anglii, bez dyplomu uniwersyteckiego, wiedziała tak wiele. Spędzałam godziny w Muzeum Historii Naturalnej w Londynie i potrafiłam odpowiedzieć na większość jego pytań… Zaoferował mi więc możliwość badania szympansów, jakiej nikt wcześniej nie doświadczył. To było przeznaczenie.

O MATCE:

Leakey zdobył fundusze na wysłanie mnie tam, gdzie dziś jest Park Narodowy Gombe w Tanzanii. Brytyjska organizacja badawcza, która w 1960 roku sfinansowała podróż, zażądała, abym miała towarzysza, bo wtedy nie wolno było samotnie podróżować młodej, niezamężnej kobiecie. Moja mama zgłosiła się więc na ochotnika i dołączyła do mnie. Po dotarciu do Gombe, moja matka nie siedziała bezczynnie w obozie, ale podjęła inicjatywę, aby założyć klinikę dla mieszkańców wioski, wykorzystując proste środki medyczne, które przywiozłyśmy, takie jak bandaże, sól Epsom i aspirynę. Od samego początku budowała dobre relacje z miejscową ludnością.

To moja mama była tą odważniejszą, radzącą sobie z głośnymi pawianami, które rabowały nasze zapasy żywności, czy bawołami tratującymi obóz, podczas gdy ja byłam w lesie, obserwując łagodniejsze szympansy. Przyjechałyśmy również z tanzańskim kucharzem o imieniu Dominic, który miał wielkie zamiłowanie do alkoholu i podpijał sherry, dopóki nie znalazł bardzo mocnego napoju ze sfermentowanych bananów. Tak więc mama miała groźne pawiany, bawoły i półpijanego kucharza. I jeszcze wspierała sfrustrowaną córkę, której szympansy uciekały za każdym razem, gdy się do nich zbliżała.

Ludzie mówią: „Och, byłaś dzielna, Jane”. Nie. Robiłam to, o czym zawsze marzyłam. To ona była dzielna. Wszystko zawdzięczam mojej matce, bo wspierała moje marzenia.

Jane Goodall i jej syn Hugo Eric Louis van Lawick występują w programie specjalnym telewizji ABC „Jane Goodall and the World of Animal Behavior: The Lions of the Serengeti”, 1976
Zdjęcie: Walt Disney Television Photo Archive / ABC

O IMIONACH:

Przełom nastąpił, gdy obserwowałam łagodnego Dawida Siwobrodego, jednego z wielu szympansów, którym nadałam imiona, wśród których byli też Flo, Fifi i Frodo. Kiedy zaczynałam, mówiono mi, że zwierzęta potrzebują liczb, a nie imion, że umysł, osobowość i emocje są unikalne dla ludzi. Dla mnie było to ewidentne nieporozumienie. Każdy, kto ma zwierzę, może to potwierdzić.

Obserwując Dawida przez lornetkę, zobaczyłam, jak używa kawałka trawy jako narzędzia do łowienia termitów, a następnie zbiera liściaste gałązki i obiera je do gołego patyka. Siedząc tam, w cichym lesie, byłam oszołomiona. Do tego czasu nauka Zachodu uważała, że ​​ludzie są jedynymi istotami, które potrafią posługiwać się narzędziami i je wytwarzać. Po raz pierwszy moje badania udokumentowały również, jak szympansy przejawiają emocje, a nawet osobowość. Są bardzo inteligentne, jak wiele innych zwierząt, i odczuwają emocje podobne do szczęścia, smutku, strachu, rozpaczy i żalu. Mają też poczucie humoru. Podobnie jak ludzie, mogą być wredne i okrutne. Ale potrafią być kochające, życzliwe i altruistyczne, tak jak my.

O SZCZĘŚCIU:

Kiedy byłam najszczęśliwsza? Gdy po raz pierwszy przyjechałam do Gombe i kiedy urodziłam dziecko.

O URODZIE:

Wszystko, co robiłam, nie podobało się naukowcom. Bo byłam kobietą. Widzieli we mnie zagrożenie, choć kiedy zaczynałam, nie próbowałam zostać naukowcem. Zawsze chciałam być tylko przyrodnikiem, jak David Attenborough. Louis Leakey pomógł mi zdobyć dyplom, z czego teraz się cieszę, bo to z pewnością pomogło. Ale myślę, że sam fakt, że byłam młodą, atrakcyjną kobietą, przyciągnął National Geographic Society, które sfinansowało moje badania po tym, jak zobaczyli szympansa używającego narzędzi. Wiecie, to coś w stylu Pięknej i Bestii.

O MĘŻU:

To oni przysłali barona Hugo van Lawicka, holenderskiego fotografa i filmowca dzikiej przyrody, by w 1962 roku sfotografował mnie w Gombe. Jego zachwycające zdjęcia i filmy pomogły mi i moim badaniom wynieść się na arenę światową. Na początku Hugo i ja wydawaliśmy się idealni. Oboje kochaliśmy zwierzęta. Oboje uwielbialiśmy przebywać na łonie natury. Pobraliśmy się w Londynie w 1964 roku. Trzy lata później urodził się nasz syn, również Hugo, którego nazywaliśmy Grub.

Pracowaliśmy razem przez lata, aż „National Geographic” przestał go finansować. Nie mógł po prostu zostać, dostał pracę gdzie indziej, więc przez jakiś czas jeździłam z nim po świecie, ale musiałam wrócić do Gombe, gdzie rozbudowywałam stację badawczą. Więc trochę się od siebie oddaliliśmy, zaczęliśmy się kłócić. Rozwód w 1974 roku był smutny dla naszego syna, ale jakoś to przetrwał. A my pozostaliśmy przyjaciółmi.

Jane Goodall z pierwszym mężem, baronem Hugo van Lawickiem i synem Hugo Erikiem Louisem van Lawickiem
Zdjęcie: Walt Disney Television Photo Archive
Jane Goodall w Parku Narodowym Gombe Stream w Tanzanii, lata 70.
Zdjęcie: CBS

O PŁACZU:

Nie płakałam porządnie od 1969 roku. Telewizja i filmy mogą sprawić, że zakręci mi się w głowie, ale ostatni raz naprawdę płakałam, kiedy zrozumiałam, że moje pierwsze małżeństwo się nie udaje.

O DRUGIM MĘŻU:

W następnym roku po rozwodzie poślubiłam Dereka Brycesona, członka gabinetu w rządzie Tanzanii i dyrektora parków przyrodniczych w tym kraju. Nasze małżeństwo trwało zaledwie pięć lat. Zachorował na okropnego raka. To był koniec. W 1980 roku zmarł. Miałam 46 lat. Pojechałam do Anglii, by opłakiwać jego śmierć, a potem wróciłam do Tanzanii, gdzie spędzałam dni samotnie w lesie. Na łonie natury smutek zniknął. Już nigdy nie wyszłam za mąż. Cóż, nie chciałam. Chyba nie spotkałam odpowiedniej osoby, a może nawet potencjalnie odpowiedniej.

Derek pomógł mi założyć tereny, na których obecnie znajduje się Park Narodowy Gombe Stream w Tanzanii. Gdybym za niego nie wyszła, dziś nie byłoby Gombe. Gdyby nie pojawił się Hugo, historia szympansa Dawida by się skończyła. Niestety, obaj byli strasznie zazdrośni. I Hugo, i Dawid. Nawet o przyjaciółki. Byli naprawdę zazdrośni i zaborczy… Jak po czymś takim w ogóle pomyślałam o drugim ślubie? Nie mam pojęcia. Na szczęście, wiem, jak to jest kochać. Jakby cały świat się zmienił, a wszystkie zwyczajne rzeczy stały się magiczne.

O OBJĘCIACH:

Osierocona szympansica Wounda była bliska śmierci. Nasza weterynarz uratowała jej życie, przeprowadzając transfuzję krwi, czego wcześniej nie robiono w Afryce. Po wyzdrowieniu dołączyła do szympansów, które miały zostać przetransportowane do Kongo. Była w swojej klatce podróżnej, gdy poszłam się z nią pierwszy raz spotkać, zanim wyruszyliśmy – najpierw samochodem, a potem łodzią – i porozmawiać z nią. Rozmawiałam z nią także na łodzi, bo bałam się co zestresowana przeżywa. Gdy dotarliśmy na miejsce, weszła na swoją klatkę, rozejrzała się dookoła, a potem po prostu odwróciła się do mnie i objęła mnie ramionami. Wszyscy płakaliśmy. To było naprawdę wzruszające.

O PRZYJEMNOŚCI:

Moja największa przyjemność? Whisky każdego wieczoru. Mała szklaneczka, bez dodatków. Rozluźnia struny głosowe. To rytuał. Kiedyś z mamą piłyśmy razem małą w domu. Kiedy więcej podróżowałam, każda z nas wznosiła toast o 19. To był sposób na poczucie więzi nawet na odległość. Teraz co wieczór wznoszę toast za nią w obłokach. Oczywiście, w celach leczniczych.

Jane z szympansem Flintem w Gombe
Zdjęcie: Hugo van Lawick / Jane Goodall Institute
Jane Goodall z szympansem Freudem w Tanzanii
Zdjęcie: Derek Bryceson / Jane Goodall Institute

O GŁUPOCIE:

Żałuję, że pewnego razu poszłam za jednym szympansem na wzgórze. Bezmyślnie, samotnie wspięłam się na stromą, żwirową ścieżkę, mając przed sobą szympansa. Chwyciłam się skały, żeby podciągnąć się na dużym kamieniu, ale się oderwał. Szympans przyciskał się do mojej klatki piersiowej i stoczyliśmy się razem w dół zbocza. Na szczęście coś odrzuciło mnie na bok. Zwichnęłam ramię i złamałam żebra; moja twarz była w opłakanym stanie. Mimo to, gdybym upadała dalej, umarłabym.

Z głupoty po raz pierwszy byłam bliska śmierci.

O POCZUCIU HUMORU:

Ludzie często zakładają, że jestem surowa i poważna: dr Jane Goodall, doktor filozofii, doktor inżynierii. Są zaskoczeni moim przewrotnym, diabolicznym poczuciem humoru.

O STAROŚCI:

Najbardziej w swoim wyglądzie nie lubię tego, że się starzeję. Ale nie kuszą mnie różne odmładzające zabiegi. A. Nie mam na to pieniędzy. B. Nie mam na to czasu. C. Jest parę rzeczy ważniejszych od tego, jak wyglądam. Najważniejsze to zachować sprawność i mieć nadzieję, że sprawny pozostanie również umysł.

O COFANIU CZASU:

Gdybym mogła cofnąć się w czasie, udałabym się do Afryki w XVII wieku, kiedy ledwo było widać wodę z powodu mnóstwa ryb, żyły tam miliony ptaków, a równiny były pełne wszelkiego rodzaju zwierząt. A gdybym mogła przywrócić do życia gatunek, który wymarł, wybrałabym istotę przypominającą małpę człekokształtną, która jest wspólnym przodkiem ludzi i szympansów.

O NADZIEI:

Nie rozwiążesz problemów świata, więc nawet nie próbuj. Zamiast tego skup się na tym, co możesz zrobić każdego dnia, aby zostawić to miejsce trochę lepszym, niż je zastałeś. Mamy czas, aby zmienić bieg wydarzeń na tej planecie, ale szybko się on kończy. Jeśli rządy zrobią to, co zapowiadają, wciąż mamy szansę.

Nigdy się nie poddawajmy, nie traćmy nadziei. OK, świat przyrody jest dotknięty głębokim kryzysem, ale nie brakuje wyjątkowych ludzi, absolutnie zdeterminowanych, by wspierać regenerację ekosystemów i ochronę konkretnych gatunków zwierząt czy roślin. Jeśli nie będziemy robić nic, nie będzie nadziei dla świata, bo nadzieja wraca, gdy każdy z nas podejmuje jakiekolwiek działanie. Wielu jednak nie myśli o tym, jak nasze działania wpłyną na życie przyszłych pokoleń. Interesuje ich natychmiastowy zysk, najbliższe spotkanie udziałowców, kolejna kampania polityczna. Umysł i serce zostały rozdzielone. A człowiek, który kieruje się w życiu bystrym umysłem, ale zapomina o sercu, języku miłości i współodczuwaniu, to zwykły cwaniak.

Jane Goodall nie schodziła z okładek przez 70 lat, ostatni raz pojawiła się na niej w kwietniu tego roku – w filipińskiej edycji „Vogue’a”

O PRZESŁANIU:

Pamiętajmy, że najważniejszym przesłaniem jest to, że każdy z nas ma wpływ na świat każdego dnia i sami decydujemy, jaki wpływ wywieramy. Zastanawiajmy się nad tym, co kupujemy: skąd to pochodzi? Jak to zostało wyprodukowane? Czy szkodziło środowisku? Czy było okrutne dla zwierząt, jak na fermach przemysłowych? Czy jest tanie z powodu niesprawiedliwych płac? W takim razie nie kupuj tego. Presja konsumentów zaczyna zmieniać biznes.

O WALCE:

Czasem czuję, że toczę przegraną walkę. Miewam dni, kiedy nie mam ochoty wstawać, ale to nie trwa długo. Chyba dlatego, że jestem uparta. Nie poddam się. Zginę walcząc, to pewne.

O TĘSKNOCIE:

Nie jestem jedną z tych przyrodniczek, które wolą zwierzęta od ludzi. Nie należę do tych, które mówią: „Pozwólcie mi żyć na zawsze z szympansami albo psami”. Z pewnością wolę wiele zwierząt od wielu ludzi, ale z drugiej strony wolę też niektórych ludzi od niektórych zwierząt. Czy tęsknię za szympansami? Wszystkie, które tak dobrze znałam, już dawno odeszły. Nawet Fifi, ostatnia z prawdziwych weteranek. To już nie to samo, co było.

O BYCIU IKONĄ:

Nie jestem ikoną, ale zdałam sobie sprawę, że sława jest środkiem do celu: może pomóc w misji – misji uczynienia świata lepszym miejscem. Były dwie Jane. Ta, która teraz do ciebie mówi, to ja, siedzę tu dość zmęczona… A potem jest ta druga Jane, znana wszystkim.

O PIOSENCE NA POGRZEBIE:

Chciałabym, żeby na moim pogrzebie zagrano „Odę do radości” Beethovena.

O PAMIĘCI:

Pragnę być zapamiętana jako ktoś, kto pomógł zmienić nastawienie do zwierząt. ﹡

 

_____

Przy pisaniu artykułu korzystałam z wywiadów dla „Interview”, „Guardiana”, Forbesa”, „TIME’a”, „Financial Times” oraz książki „Księga nadziei” Jane Goodall.

Jane Goodall
Zdjęcie: Kaori Nishida / Jane Goodall Institute

Kopiowanie treści jest zabronione