Strefa wykluczenia wokół Czarnobyla nie jest pozbawiona życia. 40 lat po eksplozji reaktora (26 kwietnia 1986 roku) – co doprowadziło do największej katastrofy nuklearnej w dziejach ludzkości – co najmniej 600 osób codziennie przybywa do elektrowni jądrowej w Czarnobylu, aby kontynuować akcję oczyszczania, która potrwa aż do lat 60. XXI wieku. Do tego dochodzą żołnierze z ukraińskich patroli wojskowych, strażacy, leśnicy, starsze osoby i inni, którzy mieszkają i pracują w 30-kilometrowej strefie otaczającej uszkodzony reaktor.
Nikt nie wie ilu z nich tam naprawdę żyje, bo rosyjska inwazja zmieniła wszystko. Gdy 24 lutego 2022 roku Rosja najechała Ukrainę, zaczęła okupować Strefę wykluczenia już pierwszego dnia, izolując ją od reszty świata. Elektrownia jądrowa w Czarnobylu pozostawała w rękach Rosjan przez ponad miesiąc, do czasu, gdy rozpoczęli wycofywanie się.
Po ich odejściu teren stał się strefą wojskową, do której nikt nie miał wstępu. Dziś strefa wykluczenia w Czarnobylu jest w pełni zmilitaryzowana i zaminowana, aby zapobiec kolejnym atakom ze strony Rosji.
– Dziś to strefa wojny, ponieważ znajduje się na granicy z Białorusią. Oznacza to, że teraz tylko dziennikarze lub pomoc humanitarna mogą tam wjechać za specjalnym pozwoleniem. Nikt inny nie może się tam dostać – opowiada fotograf Pierpaolo Mittica, który dwa lata temu wydał książkę „Chernobyl” ze swoimi zdjęciami. – Wszędzie są wojskowe posterunki kontrolne i okopy – wygląda to jak z czasów II wojny światowej.
1.
54-letni Włoch wie, co mówi. Zna ten rejon świata jak własną kieszeń. Jest jednym z garstki fotoreporterów, którzy najlepiej zgłębili przesiąkniętą przeszłością teraźniejszość Czarnobyla.
Po raz pierwszy przyjechał tam zimą 2002 roku. W Prypeci, którą wcześniej zamieszkiwało 50 tys. osób, z których wielu pracowało w pobliskiej elektrowni jądrowej, tego dnia panowała przejmująca cisza. – Czułem absolutnie apokaliptyczną atmosferę. Nie było turystów. Mój przewodnik i ja byliśmy sami, włócząc się po ulicach miasta. Zaglądałem do szkół, przedszkoli i mieszkań, i można było znaleźć mnóstwo porzuconych przedmiotów. Wyglądało to tak, jakby wszyscy ludzie po prostu zniknęli w jednej chwili – opowiada.
Mittica szacuje, że od tamtej pory odbył ponad 25 fotograficznych wypraw w to miejsce. – Odkryłem, że Czarnobyl to niezwykle poruszająca historia – wyznaje. – Niektóre historie szybko się kończą dla fotografów, ale cały obszar skażenia to wielki świat, w którym kryje się wiele tematów. Za każdym razem, gdy tam jadę, odkrywam nowy.
W 2015 roku, zanim Control Room No. 4 elektrowni jądrowej został posprzątany dla turystów, jako jeden z niewielu fotografów uzyskał specjalne pozwolenie na wejście do środka, ubrany w kombinezon ochronny i w masce. – Pomyślałem: „Jesteś w środku historii. W tym miejscu zaczęła się największa katastrofa nuklearna w dziejach”. To uczucie było potężne – wspomina.
Z czasem jego zainteresowania zaczęły wykraczać poza elektrownię. Opowiadał o ludziach z całej Strefy, w tym o operatorach reaktorów, które wciąż nie zostały wyłączone z eksploatacji, policjantach i strażakach, a także „przesiedleńcach”, lokalnych mieszkańcach, którzy nigdy nie chcieli opuszczać swoich domów. Pracownikach biur, stołówek, supermarketów i poczty, a także lekarzach w szpitalu i personelu laboratorium naukowego. – Odkryłem, że „martwa strefa” wcale nie była martwa – mówi. – Zamieszkiwany wówczas przez 4 tysiące ludzi Czarnobyl przypominał normalne ukraińskie miasto: targowiska, bary, restauracje, siłownie… Strefa tętniła życiem każdego dnia.
Udokumentował również turystów, którzy chcą zobaczyć Czarnobyl na własne oczy. Turystyka w tym regionie rozpoczęła się w 2011 roku, po otwarciu Strefy wykluczenia przez rząd. Przed wojną, jak szacuje Mittica, rocznie odwiedzało to miejsce około 60-70 tys. turystów, co było istotnym źródłem dochodu dla mieszkańców regionu.
Odkrył, że Czarnobyl jest również miejscem narodzin ruchu chasydzkiego. Żydzi pielgrzymują do tego obszaru, aby odwiedzić grób rabina Menachema Nochuma Twerskiego, założyciela chasydyzmu, a także groby i dawne synagogi. W mieście znajdowało się pięć synagog, zanim za komuny zostały zniszczone przez władze Związku Radzieckiego w ramach misji wykorzenienia religii.
Podczas swoich wizyt obserwował też wzrost gęstych lasów i bujnej roślinności na radioaktywnych obszarach, a do miejsc niedostępnych dla ludzi także powrót zwierząt, takich jak lisy, niedźwiedzie, wilki i dziki, rzadkie konie Przewalskiego. To cud, bo widoczne są jedynie subtelne zmiany z powodu promieniowania: u niektórych żab skóra ciemnieje, a u ptaków częściej pojawia się zaćma. Część terenów przypomina dziś naturalne krajobrazy Europy sprzed wieków. To dowód na to, że natura potrafi się sama zregenerować, nawet po tak wielkiej dewastacji, ale Pierpaolo nie jest pewien, czy przetrwają ludzie.
2.
To wszystko uwiecznił w nagradzanym „Chernobylu”. – Moja książka stała się ostatnim śladem tego, jak wyglądała Strefa przed wojną. Teraz wszystko, co w niej było, już nie istnieje – podkreśla fotograf.
Od czasu wojny są tu tylko pracownicy strefy, pracownicy elektrowni jądrowej, tylko niezbędny personel. – Czarnobyl wygląda jak miasto widmo. Wiele budynków zostało zniszczonych przez Rosjan, a miasto nie wygląda już tak dobrze jak całkiem niedawno. Wszystko wydaje się opuszczone – zauważa.
Na przykład pomnik katastrofy w Czarnobylu na głównym placu miasta zawsze był zadbany, ale teraz porasta go wysoka trawa i prawie zniknął. Miejscowa siłownia i hotel turystyczny stały się obiektami wojskowymi… – Nieliczni starsi ludzie, którzy nadal mieszkali w opuszczonych wioskach w Strefie wykluczenia, którą nazywa się też Strefą śmierci, musieli się wyprowadzić; niektórzy zostali deportowani przez Rosjan do Rosji lub na Białoruś; inni stawiają opór i żyją w całkowitej izolacji, polegając na bardzo ograniczonych zasobach i pomocy humanitarnej, która od czasu do czasu tam dociera – tłumaczy.
Już przed wojną ukraiński system opieki zdrowotnej borykał się z trudnymi warunkami. Obecnie brakuje środków na odpowiednie leczenie osób cierpiących z powodu skutków katastrofy w Czarnobylu – na skażonych obszarach odnotowano ogromny wzrost liczby nowotworów, wad rozwojowych i innych patologii popromiennych. W rezultacie życie mieszkańców Czarnobyla jest dziś gorsze niż kiedykolwiek.
Obecnie 9 milionów ludzi na Białorusi, Ukrainie i w zachodniej Rosji nadal żyje na obszarach o bardzo wysokim poziomie radioaktywności, spożywając skażoną żywność i wodę. Wielu z nich cierpiało na ciężkie choroby i zmarło. Dzieci, które Mittica fotografował, w tym w klinikach pediatrycznych, zmarły z powodu nowotworów i innych skutków promieniowania. Niedawne badania przeprowadzone przez lokalnych naukowców pokazują ogromny wzrost liczby chorób i wad rozwojowych. W przyszłości będą miały miejsce dalsze skutki – kobiety, które w momencie katastrofy miały mniej niż sześć lat, teraz rodzą dzieci z mutacjami genetycznymi, które przejdą na kolejne pokolenia.
– Dokumentowanie skutków Czarnobyla jest naprawdę traumatyczne – zaznacza fotoreporter. Ale nie chodzi tylko o oglądanie życia tych ludzi w okropnych warunkach i cierpienia z powodu chorób popromiennych, najgorsze jest dziedzictwo katastrofy w Czarnobylu, dziedzictwo, które przetrwa tysiąclecia. Fotografia w tym przypadku uwiecznia niewielką część tego niemal nieskończonego czasu, zatrzymując moment, który będzie się powtarzał przez kolejne 200 tys. lat. Bo dopiero wtedy radioaktywność zniknie z tej skażonej ziemi.
Fotoreporter wyznaje, że z biegiem lat odkrył, iż „za energetyką jądrową kryje się świat kłamstw oraz interesów politycznych i ekonomicznych, które wykraczają poza jakąkolwiek troskę o zdrowie publiczne czy ochronę ludzi i środowiska”. – Energetyka jądrowa i związane z nią awarie prawdopodobnie skrywają jedną z największych zbrodni przeciwko ludzkości, jakie kiedykolwiek popełniono – mówi z przekonaniem.
I dodaje: – Dlatego Czarnobyl to nie przeszłość, Czarnobyl to nie historia, Czarnobyl dopiero się rozpoczął. ﹡
_____
Przy pisaniu artykułu korzystałam z wywiadów dla „Professional Photo”, „Publico”, „Guardiana” i Centro di Formazione Fotografica Contemporenea, z książki „Chernobyl”.