Posłuchaj
Na co dzień pracuje w kwiaciarni Jardins des Fleurs, którą założył w 2002 roku w Aoyamie, eleganckiej enklawie w Tokio. Wnętrze wygląda bardziej jak laboratorium. To raczej nie sklep, ale unikalne studio, które znajduje się pod ziemią i przypomina nowoczesną piwnicę z winami, zaś zespół pracowników – japoński zespół rockowy. Temperatura jest utrzymywana na tym samym poziomie przez cały rok, używane są również specjalne lampy LED – kwiaty nie kwitną w promieniach słonecznych, więc kwiaciarnią rządzi zawiła równowaga światła, temperatury i wilgotności.
Podziemna przestrzeń została zaprojektowana tak, aby „wzmocnić zarówno właściciela, jak i kwiatów zdolność do wyrażania emocji”, jak mówi Azuma Makoto. Tablice pokryte są diagramami i nieczytelnymi równaniami. Każda ściana jest z betonu, a każda powierzchnia ze stali nierdzewnej. – Kiedy myślisz o kwiaciarni, prawdopodobnie wyobrażasz sobie miły sklep, do którego wchodzisz z ulicy. Ale my celowo jesteśmy pod ziemią, by stworzyć jak najlepsze miejsce dla kwiatów – tłumaczy.
49-letni sławny florysta przeprowadza tu szczegółowe eksperymenty, dokumentując, ile wody potrzebują różne rodzaje roślin w różnych warunkach i jak długo przetrwają. Kiedy pracuje, prawie nie mówi. Jego największym wyzwaniem jest wyścig z czasem: – Mawiają, że w ciągu jednego dnia kwiaty starzeją się o 10 lat. Gdybym tworzył jakąś kompozycję przez trzy dni, straciłbym wiele z tego, co chciałem pokazać, dlatego muszę się przygotować i mieć jasną wizję przed rozpoczęciem pracy. Kwiaty nie czekają na ludzi.
Nie wyrzuca też ani jednego listka czy płatka, gdy zostaną na podłodze – „śmieci” stają się skarbem zamkniętym w przezroczystej butelce.
U L O T N O Ś Ć
Pod wieloma względami przekroczył rolę tradycyjnego florysty. Niechętnie mówi o sobie “kwiaciarz”, bo tworzy coś, co określa jako “żywą sztukę”. Gdy 20 lat temu układał w swojej tokijskiej pracowni bukiety, nie wystarczało mu już tylko tworzenie ich jako prezentów lub dekoracji stołu. – Chciałem zmienić kształt kwiatów w sposób, jakiego nikt wcześniej sobie nie wyobrażał, lub umieścić je w ekstremalnym otoczeniu – zdradza. I zaczął eksperymentować z niekonwencjonalnymi metodami…
Wspólnie z fotografem Shunsuke Shiinoki stworzył radykalne, koncepcyjne rzeźby botaniczne z setek tysięcy kwiatów. Posadził drzewko bonsai w środku pustynnej zamieci, a zamrożone kwiaty zamknął w ogromnych blokach lodu. Wypłynął z gigantyczną kwiecistą rzeźbą na otwarty ocean i zatopił ją na dnie, innym razem podpalał swoje kwiatowe kompozycje w jaskini. Na YouTube można zobaczyć filmy, jak wbija kwiaty w lśniące kawałki surowego mięsa, albo po prostu podziwiać gobelin kwiatów w stylu Renoira, więdnących z zawrotną prędkością.
Głośno było też o projekcie “Paludarium”, który odwołuje się do XIX-wiecznego wynalazku: małej, przenośnej oranżerii bądź terrarium. Szklana instalacja Japończyka jest daleka od pierwotnej koncepcji – jest urządzeniem do ochrony życia natury, a nie tylko gablotą. Ze wszystkimi rurkami, kablami i przyciskami maszyna wygląda tak, jakby pochodziła z filmu science fiction. Wytwarzana przez system mgła i kroplowe podawanie wody zapewniają sztuczny deszcz schowanemu w środku drzewku bonsai. Wentylatory pełnią rolę wiatru, a wodoodporne głośniki, które odtwarzają im specjalną muzykę, zachęcają roślinę do wzrostu. Futurystyczny pojemnik przechwytuje naturalne światło, podczas gdy widz może obserwować roślinę przez szkło.
Wszystkie prace Makoto są piękne, osobliwe i prowokujące. Poprzez proste i brutalne podejście do flory, artysta potrafi przekazać „mono no aware”, trudną do przetłumaczenia japońską koncepcję. Jego dzieła – jak sam mówi – reprezentują pociąg do czegoś, co przemija, ale emocje związane z przemijaniem są dwojakie: podziw dla ulotnej natury piękna, ale też nuta smutku z powodu jej efemeryczności.
Przemijanie wciąż odgrywa kluczową rolę w całej jego twórczości: – Dźwięk, muzyka i kwiaty, to rzeczy, których ludzie są zawsze bardzo spragnieni. Są też ulotne… I to mnie pociąga.
M U Z Y K A
Jego przygoda z kwiatami rozpoczęła się niepozornie – młody Azuma (najmłodsze z dwójki dzieci kucharki i gospodyni domowej na wsi) marzył o zostaniu muzykiem rockowym. W tym celu przeprowadził się nawet do Tokio, ale ta ścieżka nie do końca mu się udała. – Kiedy ledwo wiązałem koniec z końcem, podjąłem pracę na pół etatu na targu kwiatowym i tak się wszystko zaczęło – mówi krótko.
Zaczął tam pracować nie dlatego, że lubił kwiaty, po prostu było blisko jego miejsca zamieszkania. Dorywcza praca przerodziła się jednak w pasję. – Zdałem sobie sprawę z tego, jak wiele kwiaty mają wspólnego z muzyką. I one, i muzyka są chwilowe i niepowtarzalne. Czerwona róża przybiera różne postaci, dźwięk różni się jeden od drugiego w zależności od stanu umysłu muzyka i otoczenia, w którym gra. To jeden z powodów, dla których zanurzyłem się w ich świecie – opowiada.
Jakie jest jego pierwsze wspomnienie, gdy był dzieckiem? Dorastał na wsi w prefekturze Fukuoka na wyspie Kiusiu (trzeciej co do wielkości wyspie Japonii). Jego dom miał duży ogród, otoczony bogatą przyrodą. – Każdego ranka matka wycinała kwiaty z ogrodu i układała aranżacje przy wejściu do domu. Dorastając, byłem bardzo blisko natury – wspomina.
A gdy już prowadził kwiaciarnię, zamarzył o tym, by uchwycić na zdjęciu lub filmie, gdy kwiat zmienia swój kształt. – To jak wyciąć chwilę, aby zachować wieczne piękno – wyjaśnia założyciel laboratorium botanicznego Azuma Makoto Kaju Kenkyujo (AMKK), za pośrednictwem którego prezentuje projekty na całym świecie. – Obserwowanie kwiatów z innej perspektywy pozwala wydobyć i wyeksponować ich wyjątkowość. Wszyscy wiedzą, że kwiaty są symbolem piękna i życia, ja – tworząc zapierające dech w piersiach kompozycje i umieszczając je w różnych kontekstach – chcę sprawić, żeby przestały być tylko symbolem, a stały się samym życiem.
K O S M O S
Zrobił też coś, czego nikt nigdy przed nim nie dokonał: w 2014 roku swoje kompozycje wysłał w kosmos. Z pustyni w Nevadzie do stratosfery wypuścił za pomocą balona 50-letnią sosnę drobnokwiatową i aranżację około 30 rodzajów kwiatów, w tym orchidei, hortensji, lilii i irysów. A potem razem z Shiinokim sfotografował je z satelity.
Była to część projektu „In Bloom”, w ramach którego tworzy instalacje kwiatowe w środowiskach, w których rośliny zazwyczaj nie są w stanie przetrwać. Skąd pomysł? Chciał rośliny przenieść w nieprawdopodobne miejsce. – Ten niesamowity projekt ma ogromny wpływ na to, że ludzie coraz bardziej interesują się kwiatami i stają się im bliżsi. Dzięki niemu zaczynają myśleć o naturze i środowisku – mówi.
Zdjęcia: Villa Eugenie
„Exobiotanica” to największy projekt (przygotowania zajęły mu pół roku), którego się do tej pory podjął, i dla niego najważniejszy. Ale podobny rozgłos przyniosły mu lodowe rzeźby kwiatowe. W 2007 roku stworzył pracę „SHIKI2”, wykorzystując lód z umieszczoną w nim sosną bonsai. Od tamtej pory rozmyślał o tym, co by się stało, gdyby w lodzie ulokował kwiaty. – Byłem naprawdę ciekaw. Zawsze poszukuję nowych sposobów ukazania piękna roślin i wyrażania go na poziomie artystycznym, którego nikt wcześniej nie widział. „Kwiaty z lodu” uchwyciły nie tylko ich piękno, ale także ich krótki czas, chwilę – mówi.
W 2015 roku miał wystawę zatytułowaną „Iced Flowers” w Tokio i to był pierwszy raz, kiedy stworzył tego typu rzeźbę lodową z zamkniętymi w niej kwiatami. Zachwycił się nią sławny projektant mody Dries Van Noten i rok później zaprosił go do współpracy przy pokazie kolekcji wiosna/lato 2017 w Paryżu.
Azuma specjalnie dla niego stworzył bryły lodu wypełnione misternie ułożonymi kwiatami, obok których po wybiegu chodziły modelki, a wraz z upływem czasu lód topniał, zamieniając się w wodę… – Dries uwielbia kwiaty. Ma bardzo duży ogród i bardzo się nimi interesuje. Znalazł mnie i powiedział, że chciałby ze mną pracować. Teraz jest moim przyjacielem. Bardzo szanuję jego kreatywność i mamy świetną relację. Jest taki jak ja, bo kwiaty są dla niego nie tylko piękne – patrzy na nie całościowo, jak więdną, jak kwitną. Dostrzega piękno we wszystkim – Makoto wspomina ten głośny pokaz.
Dziś Japończyk jest gwiazdą nie tylko świata kwiatów, bo łączy punkrockową brawurę i popisowość z botanicznym kunsztem, tworząc florystyczne rzeźby, które wymykają się konwencjom. W przeciwieństwie do wielowiekowej japońskiej tradycji ikebany (sztuki układania kwiatów), która ceni precyzję i pustą przestrzeń, kompozycje kwiatowe Makoto są maksymalistyczne. Do dziś z jego talentu skorzystało wiele luksusowych marek ze świata mody, w tym Hermès, Dior czy Fendi, a Rihanna miała na sobie kwiatowe nakrycie głowy zaprojektowane przez Makoto na okładce brytyjskiego „Vogue’a”.
On modą się nie interesuje. Jego jedyną inspiracją są kwiaty: – Wierzę, że są najpiękniejszym dziełem sztuki. Człowiek nie może ich stworzyć.
O B S E S J A
– Cała moja inspiracja i pasja pochodzą z samych kwiatów. Na świecie jest ich niezliczona ilość, a każdy z nich niesie ze sobą coś innego. Co więcej, kwiaty przechodzą przez różne etapy życia: kiełki, pąki, a następnie pojawiają się łodygi i płatki. A potem wszystko obumiera. Każda chwila jest piękna i cenna na swój sposób. Moją misją jest wydobycie ukrytego potencjału każdego kwiatu – deklaruje.
Ma niemal obsesję na punkcie nauki o tym, jak żyją kwiaty i jak umierają. Bo wie, że to, co robi, ze swej natury, jest tymczasowe: jeden dzień dla kwiatka to dziesięć lat dla człowieka. – Życie kwiatów jest krótkie, ale nieustannie próbuję zatrzymać ich piękno: naprawiając je różnymi metodami lub pozwalając im uschnąć. Jestem więc zarówno florystą, jak i artystą. Mam nadzieję, że dzięki mnie kwiaty będą nadal żyć w ludzkich sercach… długo po tym, jak te żywe, prawdziwe uschną i znikną – mówi.
Dla niego w śmierci i rozkładzie jest piękno: – Czas jest dla mnie bardzo ważnym elementem. Nic na tym świecie nie jest trwałe. Życie i śmierć istnieją obok siebie i myślę, że właśnie stąd bierze się piękno.
R Ó Ż A
Nie przepada za różą, uważa ją za najbardziej przereklamowany kwiat świata. – Dzięki ingerencji człowieka, modyfikacji genetycznej, róże stają się dokładnie takie, jakich chcą ludzie. Dla mnie nie jest to zbyt interesujące. Kwiaty odzwierciedlają miejsca, z których pochodzą, np. różnią się kolorami w zależności od tego, gdzie rosną, a także pachną w inny sposób – tłumaczy.
Nigdy też nie poleciłby róży facetowi na prezent dla ukochanej. Jego zdaniem, najlepszy jest kwiat sezonowy. – Jego zapach przypomina o porze roku i o tym, jak bardzo się cieszyliśmy, gdy go dostaliśmy. Stanie się wspomnieniem pory roku i emocji, które nam towarzyszyły. Dla mnie to ma głębokie znaczenie: dla córki wybrałem imię Sumire, co po japońsku oznacza „fiołek”, bo urodziła się w lutym, a to pora kwitnięcia fiołków – mówi.
W swojej kwiaciarni i swoich pracach też wybiera kwiaty sezonowe. Tokio jest do tego idealne: – To miasto jest najłatwiejszym miejscem do pracy. Rynek jest tu bardzo duży, a jakość kwiatów bardzo wysoka – to pomaga w naszej działalności, która jest bardzo wizualna, a jednocześnie ludzie tutaj są bardzo wybredni w kwestii kwiatów. Około jedna trzecia moich prac powstaje w Europie, ale kwiaty są najpiękniejsze w Tokio.
K L I M A T
Jego praca często przywodzi na myśl problem zmiany klimatu. On jednak woli nie łączyć bezpośrednio tego, co robi, z kryzysem klimatycznym czy zrównoważonym rozwojem. – Chcę, żeby ludzie sami doszli do pewnych wniosków. Bardziej staram się przywrócić szacunek do natury – zapewnia.
Cieszy się, że mimo rozwoju świata wirtualnego i sztucznej inteligencji, ludzie nadal żyją z kwiatami – są z nimi od momentu narodzin, aż po śluby, święta, rocznice i pogrzeby. – Są również odwiecznym motywem w modzie i sztuce. Widzę, że zapotrzebowanie na kwiaty na świecie rośnie, a nie maleje – nie ukrywa radości. I namawia, byśmy poszli dalej: zaczęli rozmawiać ze swoimi kwiatami: – W latach 70. przeprowadzono na ten temat badania. I rzeczywiście, jak stwierdzono, ma to wpływ na rozwijanie się ich korzeni. Nie jestem naukowcem, ale uważam, że to prawda. Widziałem, że kwiaty, z którymi miałem bliskość, dłużej zachowywały świeżość.
Podkreśla, że ta bliskość natury i człowieka jest przecież od początku ludzkości. W Japonii – jak opowiada – można znaleźć skamieniałości kwiatów w starożytnych grobowcach z okresu Jōmon, czyli od 12 tys. lat p.n.e. do 300 p.n.e. Ludzie w tamtych czasach traktowali rośliny jako coś świętego. – Nie da się tego wytłumaczyć rozumem, to raczej uczucie ukryte w nas samych. W mojej pracy staram się łączyć ludzi z kwiatami. Tłumaczyć, że trzeba obchodzić się z nimi właściwie. Otworzyć na nie serce. W Japonii mówi się, że podczas układania ikebany trzeba słuchać głosu kwiatu. Chodzi o to, by nie postrzegać go jako rzeczy, ale jako żywą istotę – tłumaczy.
W myśl tej edukacji, a także z okazji 20-lecia współpracy z fotografem Shiinoki Shunsuke, wydał nowy album. To szósty tom serii „Encyklopedia kwiatów”, w której prezentuje cztery projekty z ponad 130 zdjęciami. Są to m.in. cyfrowe bukiety, które istnieją tylko w cyberprzestrzeni, z czego część to rentgenowskie zdjęcia z cyklu „X-Ray Flowers”, a także z serii „Bubble Flowers” – bukiety uwiecznione w chwili zanurzania w wodzie.
Nowy album to także czas refleksji. Makoto pytany, jakiej najbardziej zaskakującej rzeczy nauczył się przez 2 dekady kariery, podsumowuje: – Że kwiaty są bardzo silne. Człowiek potrzebuje kwiatów i roślin, aby żyć, ale kwiaty i rośliny nie potrzebują ludzi. ﹡