Posłuchaj
Trzeba chwili, żeby w pełni zrozumieć, co widać na fotografiach z Malediwów włoskiego duetu Edoardo Delille i Giulii Piermartiri. Na jednym ze zdjęć żółw morski zdaje się płynąć obok pary na motocyklu; na innym pięcioosobowa rodzina pozuje w przedpokoju swojego domu, a nad nimi płynie nurek w pełnym rynsztunku.
Przejmujące obrazy, zapożyczone ze zdjęć turystów zrobionych pod wodą w Oceanie Indyjskim, nawiązują do scenariusza, który – zdaniem naukowców – może się zrealizować do końca stulecia, jeśli kryzys klimatyczny nie zostanie szybko rozwiązany. Ze średnią wysokością zaledwie jednego metra nad poziomem morza, Malediwy są najniżej położonym krajem na świecie, a zatem są narażone na znaczne ryzyko. Niektóre raporty przewidują, że do 2050 roku 80 procent ich powierzchni może stać się niemożliwe do życia, jeśli poziom mórz będzie nadal rósł w obecnym tempie. Zdjęcia Delille i Piermartiri ilustrują tę przyszłość.
POKAZANIE TERAŹNIEJSZOŚCI NIE WYSTARCZY
Powstała w 2019 roku seria, wcześniej zatytułowana „Diving Maldives”, stała się punktem wyjścia dla albumu fotograficznego „Atlas of the New World”, który właśnie wydało L’Artiere. Kolorowe zdjęcia są również wystawiane na festiwalu fotograficznym „Cortona on the Move” w Arezzo w Toskanii, a ekspozycja potrwa do 2 listopada. Mają przyciągać widzów, by uświadomili sobie, że kryje się za nimi apokaliptyczne ostrzeżenie.
Fotografowie w 5 lat odwiedzili sześć miejsc o największym stopniu zagrożenia klimatycznego na świecie: Malediwy, Kalifornię w Stanach Zjednoczonych, masyw Mont Blanc we Francji, Mozambik w Afryce, część Chin nad rzeką Jangcy, takie jak Chongqing, oraz Rosji, wraz z jej stolicą, Moskwą.
– Kiedy rozpoczynaliśmy projekt, zadaliśmy sobie pytanie: „Kto wie, jak będzie wyglądał świat pod koniec stulecia?”. Niektóre z najbardziej radykalnych przemian będą widoczne dopiero za kilka dekad. Pokazanie więc, jak to jest dzisiaj nie wystarczy, i że powagę problemu najlepiej zwizualizować za pomocą kadrów ze skutkami globalnego ocieplenia na krajobraz z końca stulecia – tłumaczą podczas wideorozmowy.
Zastanawiali się, jak pokazać te przyszłe zmiany za pomocą fotografii. W każdym odwiedzanym miejscu szukali kadrów krajobrazu, które mogłyby odzwierciedlać tę transformację. Następnie umieszczali je w skonstruowanym przez siebie projektorze zasilanym przez baterie i podłączonym do lampy błyskowej. Całość była zsynchronizowana z ich aparatem.
– Dzięki tej technice, w momencie fotografowania, aparat rejestruje rzeczywistą scenę z portretowanymi ludźmi, na którą nakładany jest obraz przyszłego krajobrazu, wyświetlany na chwilę za pomocą lampy błyskowej – wyjaśniają.
Każdy z rozdziałów książki „Atlas of the New World” wykorzystuje te same narzędzia, aby przedstawić inną wersję podobnej narracji, z szokującymi rezultatami. Jedno ze zdjęć duet zrobił w Paradise w Kalifornii – stanie, w którym obszar zniszczony przez pożary lasów ma wzrosnąć o 77 proc. do 2100 roku, jeśli zanieczyszczenie środowiska spowodowane globalnym ociepleniem będzie nadal rosło. Przedstawia ono kobietę i mężczyznę, który zagląda do lodówki w swoim domu, a kuchnię wypełniają płomienie. Zaś w serii zdjęć, ukazujących najwyższy szczyt Alp, Mont Blanc, jako miejsce szybko topniejących lodowców – na śniegu widać ukwiecone zielone łąki.
Fotografie przyrody pochodzą z różnych banków zdjęć i przedstawiają krajobrazy, w których panują podobne warunki pogodowe do prognozowanych na koniec stulecia. Na przykład zdjęcia pustyni w Nevadzie wyświetlane są na domach w Kalifornii, a zdjęcia z serii poświęconej Mozambikowi pochodzą głównie z pustyni Namib w Namibii.
WSZYSTKO JEST SZOKUJĄCE
Delille i Piermartiri uzupełnili całość danymi porównawczymi – pochodzącymi głównie z Programu Środowiskowego Organizacji Narodów Zjednoczonych lub z bardziej lokalnych baz danych, takich jak te prognozujące pożary lasów w USA. Ilustrują one rozbieżności między obecnymi statystykami a prognozami na rok 2100, przedstawionymi zarówno w formie tekstu, jak i infografik. Dodatkowym atutem pracy jest zbiór esejów autorstwa różnych ekspertów. – Wszystko jest szokujące – kontynuuje Delille, nawiązując do wagi ich badań.
Fotografowie, mieszkający we Florencji, po raz pierwszy zmotywowali się do pracy wykraczającej poza samą fotografię, obserwując globalne protesty klimatyczne we wrześniu 2019 roku, kiedy ludzie na całym świecie wyszli na ulice, domagając się działań. We Włoszech podobno wzięło w nich udział ponad milion osób.
Duet, który spędził miesiąc lub dwa w każdym z odwiedzanych miejsc, wyjaśnia, że choć zdjęcia są oczywiście kluczowe dla projektu, to rozmowy z ludźmi w terenie, którzy pojawiają się na ich kadrach, stanowiły jego istotę. – Przed naciśnięciem migawki niezwykle ważne było przeprowadzenie wywiadów. Bardzo nam zależy na tym, co nasi bohaterowie myślą o wpływie globalnego ocieplenia na ich życie. W każdym miejscu mieli zupełnie inne podejście do problemu – opowiada Delille.
– Kontrast na Malediwach był naprawdę duży – dodaje Piermartiri. – Było tam całkowicie zielono i eko, bo tubylcy żyją w zgodzie z naturą – motocykle elektryczne, panele słoneczne… Główne zanieczyszczenie pochodziło od turystów.
Delille: – Przyjezdni sprowadzali wszystko z importu: szampana, piwo, włoskie wino, amerykańskie ubrania… To było naprawdę dziwne. Miejscowi są zalewani śmieciami i zanieczyszczani przez nas – mówię też o sobie, bo poleciałem tam samolotem.
BOGACI NISZCZĄ, BIEDNI CIERPIĄ
W Mozambiku, gdzie rozmawiali z rolnikami i współpracowali z organizacją pozarządową zajmującą się migracją, fotografowie byli zszokowani, jak bardzo kraj cierpi z powodu kryzysu klimatycznego, którego głównym sprawcą są kraje bogate. Afryka jako kontynent odpowiada za zaledwie 4 procent globalnej emisji gazów cieplarnianych, podczas gdy Mozambik, który w ostatniej dekadzie doświadczył dwóch najgorszych susz w swojej historii, odpowiada za zaledwie 0,22 procent.
– Globalne ocieplenie nie jest demokratyczne – ocenia Delille. – Najbogatsi zanieczyszczają planetę i wpływają na zmiany klimatu, a biedni cierpią. Nie mogą po prostu przenieść się w chłodniejsze miejsce.
Delille i Piermartiri już na wczesnym etapie, po pierwszych zdjęciach zrobionych na Malediwach, zdecydowali, że „Atlas nowego świata” powinien być projektem o charakterze naukowym, a nie tylko artystycznym. Widzieli większy potencjał. Ale dopiero pod koniec zrozumieli, że projekt powstał z myślą o przyszłych pokoleniach. – Nasze fotografie to fundamentalne narzędzie wiedzy. Stworzyliśmy je tak, aby przesłanie było najpierw zrozumiane, a następnie rozpowszechnione. Dorośli i dzieci są w równym stopniu zainteresowani tymi obrazami, ale tylko ci pierwsi mogą pomóc tym drugim zrozumieć ich znaczenie. Chcielibyśmy, aby książka trafiła do szkół – deklaruje Delille.
– To rodzaj podręcznika – zgadza się Piermartiri, wspominając zaangażowanie odbiorców, z jakim już się spotkali dzięki prelekcjom i wystawom. – Kiedy dzieci patrzą na nasze zdjęcia, natychmiast uświadamiają sobie problem. Te prace mówią o przyszłości, a najważniejsze jest, aby przesłanie dotarło do najmłodszych. Bo świat, który przedstawiliśmy, będzie światem, w którym te dzieci będą żyć. Dziś bardziej niż kiedykolwiek potrzebujemy nowych pokoleń, które dorastają z myślą o ochronie planety. ﹡