Gdy dwa lata temu w setną rocznicę urodzin legendarnego fotografa zorganizowano w Nowym Jorku głośną wystawę „Avedon 100”, zaproszono 150 artystów, projektantów mody, muzyków, pisarzy, kuratorów, dziennikarzy, modelek i osobistości branży modowej, aby wybrali jedno zdjęcie mistrza. Reżyser Ron Howard, zdobywca Oscara za „Piękny umysł”, wybrał portret pracownika pola naftowego z Oklahomy z 1980 roku.
– Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem to zdjęcie, rozpoznałem w oczach modela dzikusa, kowboja, pioniera, twardziela. Ale są to oczy kogoś, kto jest częścią znacznie większego systemu. W twarzy tego młodego człowieka widać, jak dwie rzeczywistości się przecinają: romantyczny mit amerykański zderza się z ponurą rzeczywistością ekonomiczną, z którą mierzy się, jak wielu innych. To mocny obraz, surowy, który skłania mnie do poszukiwania tych samych elementarnych prawd w najbardziej fascynujących dziełach Avedona. Lubił mawiać, że byłby reżyserem filmowym, gdyby nie był fotografem, ale dramat, który uchwycony jest na tym jednym zdjęciu, jest dla mnie wart kilkanaście rolek filmu – uzasadnił.
I wtedy wpadł na pomysł zrobienia filmu o autorze tej fotografii.
1.
104-minutowy „Avedon” będzie miał premierę na festiwalu w Cannes, który startuje 12 maja. Trafił do oficjalnej selekcji w ramach „Special Screenings”, w której jest też m.in. dokument poświęcony Johnowi Lennonowi w reżyserii Stevena Soderbergha.
Howard, którego poprzedni film dokumentalny „Jim Henson: Twórca” zdobył cztery statuetki Emmy, stworzył portret życia i kariery wybitnego fotografa, który powstał przy wsparciu jego spadkobierców. Rodzina nie tylko udostępniła reżyserowi osobiste archiwa Avedona – nigdy wcześniej niepublikowane zdjęcia i intymne ujęcia zza obiektywu – ale syn fotografa, John, wystąpił przed kamerą i po raz pierwszy opowiedział o życiu ze sławnym ojcem. Howard przeprowadził też wiele wywiadów z najbliższymi współpracownikami, gwiazdami i modelkami, których artysta portretował. Wśród nich są m.in. projektant mody Calvin Klein, była naczelna „New Yorkera” Tina Brown, aktorka Isabella Rossellini i modelki Twiggy, Lauren Hutton, Beverly Johnson i Penelope Tree.
– Avedon tworzył obrazy, w których można się zakochać – ocenił sławny galerzysta Larry Gagosian, który również jest bohaterem filmu. Najbardziej lubi jego zdjęcie Marilyn Monroe: – To, co mnie najbardziej fascynuje w tym kadrze, to to, że obserwujemy dwie legendy patrzące na siebie u szczytu swojej potęgi.
To była jedna z ostatnich sesji zdjęciowych z aktorką, o czym dowiemy się z „Avedona”. – Na tym słynnym portrecie wygląda, jakby po prostu siedziała zgarbiona na krześle, smutna i przygnębiona – opowiada „Deadline” producent „Avedona” Justin Wilkes, prezes Imagine Documentaries. – Właśnie wróciła z planu „Pół żartem, pół serio”, a agencja reklamowa chciała jej zdjęcia i zleciła to Avedonowi. Zapytał ją: „Co lubisz robić najbardziej?”. Odpowiedziała: „Uwielbiam tańczyć. We wszystkich filmach gram albo naiwną, albo roztrzepaną blondynkę, ale nigdy nie mogę tańczyć”. Richard zawyrokował: „Powinnaś to zrobić”. I puścił muzykę, z czego słynął.
Wiele jego zdjęć modowych zawsze zawierało ruch. Nie był choreografem, ale stawał na scenie z modelkami i poruszał się, by dać im przykład. I kiedy Marilyn tańczyła, on to fotografował. Przez około dwie godziny tańczyła po całym pomieszczeniu, aż na samym końcu wyczerpana osunęła się na krzesło. – A on zrobił jej to jedno zdjęcie, na którym wygląda na lekko zmęczoną. Potem ludzie nałożyli na nie smutek. A tak naprawdę była zmęczona, ale podekscytowana – ocenia Wilkes.
2.
W „Avedonie” zobaczymy wiele ikonicznych portretów: od światowych przywódców, przez gwiazdy popkultury, po najpiękniejsze supermodelki. Prace, które obejmują modę, reklamę i fotoreportaż. Bo – jak podkreślają reżyser i producent – dziedzictwo Richarda Avedona jest wzorem dla naszego świata napędzanego obrazem. Jego fotografie nie tylko odzwierciedlały kulturę, ale ją ukształtowały.
– Naprawdę wpłynął na to, jak postrzegamy celebrytów i modę. Fotografował praktycznie każdą okładkę „Vogue’a” i „Harper’s Bazaar”, a jednocześnie robił portrety dla „New Yorkera”. Wywarł większy wpływ na kulturę XX wieku niż, większość ludzi, a może i ktokolwiek inny. A kiedy spojrzymy dzisiaj na to, jak bardzo jesteśmy skupieni na fotografii poprzez media społecznościowe, sławę i celebrytów, możemy stwierdzić, że to on w pewnym sensie to wymyślił – deklaruje Wilkes.
Howard dodaje w rozmowie z „People”: – Byłem w jego archiwum, rozmawiałem o procesie twórczym i o atmosferze, jaką tworzył na planie. Podczas tej podróży przez oszałamiającą kolekcję prac uświadomiłem sobie, że tak naprawdę łączył dwa światy: efektowne, komercyjne obrazy z tymi, które dokumentowały historię amerykańskiego społeczeństwa.
I nie kryje, że dopiero wtedy zrozumiał, jak bohater jego filmu wiele osiągnął w obu tych dziedzinach i jak wiele dekad mu to zajęło: – Uderzyły mnie zdjęcia ukazujące odrodzenie kultury po II wojnie światowej, kiedy zyskał sławę jako młody fotograf. Udokumentował powojenne, pokryzysowe, ponowne odkrycie piękna, designu i kultury popularnej. A potem znalazł się w samym środku ery Mad Men lat 50., z Marilyn Monroe, Louisem Armstrongiem i tego typu celebrytami, nie wspominając o wszystkich okładkach magazynów mody, które zaczął robić. A w latach 60. nie tylko tworzył fajne komercyjne rzeczy, ale zaczął też zajmować się prawami obywatelskimi, wojną w Wietnamie i rewolucją seksualną, i tak to się ciągnęło… Zacząłem więc rozumieć, że w pewnym sensie można przyjrzeć się burzliwym i fascynującym czasom dzięki jego fotografiom.
Rozmawiając z innymi o Avedonie, odkrył, że „niezrównane umiejętności i niepowtarzalny urok to tylko niektóre z jego cech”, które zgłębia w filmie. – Był niesamowicie kreatywny, zabawny i o wiele bardziej ekstrawertyczny niż ja. Pragnął być duszą towarzystwa, bardziej sercem imprezy niż zwykłego życia. Chciał być w centrum wydarzeń jako gospodarz, jednoczyć ludzi, i uwielbiał to. To napędzało jego kreatywność – zauważa reżyser.
Zmarł w pracy w 2004 roku, podczas sesji zdjęciowej dla „New Yorkera” (przyczyną śmierci był wylew krwi do mózgu). Miał 81 lat.
3.
Festiwal w Cannes rozpocznie się komedią Pierre’a Salvadoriego „La Venus électrique”, której akcja rozgrywa się w latach 20. XX wieku. O główną nagrodę będzie walczył jedyny Polak – Paweł Pawlikowski, którego „Fatherland” opowiada o powojennych losach wybitnego pisarza Tomasza Manna i jego córki Eriki. To jego powrót po ośmiu latach, gdy za „Zimną wojnę” wygrał Złotą Palmę za najlepszą reżyserię.
W programie festiwalu jest też inny polski akcent. Producentem wykonawczym walczącego o Złotą Palmę filmu „Parallel Tales” jest Maciej Musiał. To pierwsza część projektu realizowanego przez polskiego aktora, który planuje stworzyć odświeżoną wersję „Dekalogu”, słynnego cyklu telewizyjnego Krzysztofa Kieślowskiego. Dziesięć telewizyjnych filmów inspirowanych dziesięciorgiem przykazań (w tym najgłośniejsze „Krótki film o zabijaniu” i „Krótki film o miłości”) miało premierę w 1989 i 1990 roku, w czasie dla Polski przełomowym.
Musiał siedem lat temu kupił prawa do „Dekalogu”, na co wtedy wydał – jak niedawno wyjawił – „wszystko, co miał”. I jako producent ze wsparciem amerykańskiej firmy Anonymous Content i Netflixa nakręcił już dwa filmy. Pierwszy, „Parallel Tales” – remake „Krótkiego filmu o miłości” – wyreżyserował irański reżyser, zdobywca dwóch Oscarów, Asghar Farhadi. Akcja nie rozgrywa się w Polsce, lecz w Paryżu. W obsadzie znalazły się imponujące francuskie nazwiska, w tym Isabelle Huppert, Virginie Efira, Vincent Cassel, Catherine Deneuve i Pierre Niney.
I „Fatherland”, i „Parallel Tales” powalczą w konkursie głównym o Złotą Palmę. Ich rywalem jest m.in. dramat „Gorzkie święta” Pedro Almodóvara oraz pierwszy od 9 lat film Andrieja Zwiagincewa „Minotaur”.
Festiwal, który potrwa do 23 maja, odda hołd Barbrze Streisand i Peterowi Jacksonowi, którzy otrzymają honorowe Złote Palmy. ﹡
Kopiowanie treści jest zabronione