Posłuchaj
Guðjóna Þorsteinssona poznał dzięki pracy fotoreportera w największym islandzkim dzienniku „Morgunblaðið”. Wraz ze starszym bratem, Óskarem, prowadził farmę na półwyspie Dyrhólaey, najdalej na południe wysuniętej części “głównej” Islandii, kilka godzin jazdy od Reykjavíku. Gwałtowna burza zerwała wiele linii energetycznych, przez co gospodarstwo nie miało prądu. Słyszał, że bracia musieli doić krowy ręcznie i pomyślał, że może uda mu się zrobić dobre zdjęcie do gazety.
Kiedy Guðjón otworzył drzwi, zapytał tylko: „Czego chcesz?”. Nie był zbyt przyjazny, ale zaprosił go na kawę. Ostatecznie fotograf zrobił zdjęcia, na których mu zależało. Niestety, po publikacji, ktoś narzekał, że krowy wyglądają na zaniedbane i odebrano je właścicielowi. Czując, że to jego wina, wrócił na farmę, żeby przeprosić. Guðjón skwitował: „Nic się nie stało – i tak nie chciałem ich doić”.
I tak Ragnar Axelsson i Guðjón się zaprzyjaźnili. Fotograf zawsze zatrzymywał się, gdy przejeżdżał obok jego domu. Pewnego dnia 1995 roku spacerowali po znanej czarnej wulkanicznej plaży Kirkjufjara, z psem Guðjóna, Gái. Rolnik był trochę wściekły, skupiony na poszukiwaniu norki, która zabijała jego kaczki. Panowała ponura atmosfera, wiał wiatr i wszędzie unosił się słony pył.
– Kiedy na niego patrzyłem, miałem wrażenie, że widzę cały naród na jednej twarzy, cofając się do czasów Wikingów – fotograf wspomina w rozmowie z „Guardianem”. – Był rozkojarzony i prawdziwy, totalnie sobą. A ja mogłem go sfotografować z zaskoczenia, o to mi chodziło. Gdy później wywołałem zdjęcie, okazało się, że udało mi się też uchwycić fale uderzające o skały w tle.
Zdjęcie, które trochę łamie zasady kadrowania, było punktem zwrotnym w karierze Axelssona. – Zanim je zrobiłem, czułem się trochę jak Robinson Crusoe uwięziony na swojej wyspie. Próbowałem zainteresować moją pracą redaktorów i wydawców poza Islandią, ale oni mieli to gdzieś. Dziś wszyscy proszą o to zdjęcie – opowiada o czasach przed powstaniem jego najbardziej znanego dzieła.
Otworzyło ono drzwi również Guðjónowi. Kiedy jego twarz stała się znana dzięki portretowi z plaży, zatrudniono go do wielu reklam, a także jako aktora w kilku filmach. Fotograf odwiedzał go aż do jego śmierci w 2006 roku, w wieku 81 lat.
1.
Portret rolnika nauczył go, że najlepsze zdjęcia powstają, gdy dobrze się poznaje ze swoimi bohaterami, aż w końcu zapominają, co robi. Wtedy może ich fotografować, jakby go tam nie było. Ta metoda idealnie się sprawdza, odkąd rzucił pracę w „Morgunblaðið” (po 44 latach), aby w pełni skupić się na dokumentowaniu mieszkańców Arktyki i wpływu kryzysu klimatycznego na ich styl życia. Odwiedza te miejsca od czterech dziesięcioleci i fotografuje całe pokolenia rodzin.
A zaczęło się od tego, gdy w 1985 roku po raz pierwszy pojechał do Thule, najdalej wysuniętej na północ ludzkiej osady na Grenlandii. Zachwycił się tym, co zobaczył. Poczuł zupełnie inne, niesamowicie zimne, ale i czyste, świeże powietrze. A nad rankiem, zaraz po przebudzeniu, usłyszał wielowarstwowy, nakładający się na siebie skowyt psów zaprzęgowych. Z jednej strony słyszał w tym melodię natury, ale z drugiej pomyślał: „przecież one coś mówią; a co, jeśli chcą coś nam przekazać?”. I gdy któregoś dnia, po raz piąty mijał stojącego przed swoim domostwem mężczyznę, który wpatrywał się w niebo i powtarzał coś pod nosem ze strapioną miną, poprosił kogoś o przetłumaczenie tego, co mówi.
– Grenlandczyk powtarzał: „Coś jest nie w porządku. Nie powinno tak być. Wielki lód jest chory”. Co za piękne i mocne słowa! Trafiły do mnie. Zdałem sobie sprawę, że mieszkańcy wiedzą, co się dzieje. Wtedy zacząłem dokumentować wszystko, co w przyrodzie i ich życiu może się zmienić w najbliższych latach. I tak zacząłem fotografować cały zagrożony region arktyczny – tłumaczył w ub.r. z okazji otwarcia swojej wystawy w Hamburgu.
2.
Choć jako ośmiolatek zaczął robić zdjęcia aparatem swojego ojca na małej, odosobnionej farmie na południowym wybrzeżu Islandii, gdy dorósł, chciał zostać pilotem. Nauczył się nawet latać. Nie mógł znaleźć pracy, został więc fotografem w gazecie.
– To było świetne szkolenie, bo nigdy nie wiedziałem, dokąd pojadę danego dnia; to zawsze była przygoda. Ale w pewnym momencie gazety zaczęły fotografować celebrytów, którzy nawet nie wiedzieli, dlaczego są sławni. Nie chciałem robić takich zdjęć. Moim zdaniem, najlepiej jest fotografować zwykłych ludzi, bo mogą powiedzieć o wiele więcej o swoim otoczeniu. Kiedy oglądasz film lub talk-show z aktorami, często są przedstawiani jako „bohaterowie” – ale prawdziwi bohaterowie są tam, w prawdziwym świecie – deklaruje.
Od tego czasu fotografuje wyłącznie „normalnych” ludzi, zwierzęta i krajobrazy najbardziej odległych regionów Arktyki, w tym Islandii, Syberii i Grenlandii. – Wszędzie coraz więcej jest fotografii o niczym, artykułów o niczym. A ja wciąż wierzę w to, co usłyszałem od doświadczonego redaktora, gdy uczyłem się zawodu: „Masz w rękach lustro. Lustro, w którym odbija się świat, a nie ty” – tłumaczy swoje zawodowe motto.
I choć pracował również jako freelancer na Łotwie, Litwie, w Mozambiku, RPA, Chinach i na Ukrainie – publikując m.in. w „Newsweeku”, „Sternie”, „National Geographic” i „Time” – ostatecznie wybrał kraje Północy. Bo czuł, że po prostu kopiuje wszystkich innych. Chciał zmienić kierunek.
Dorastał w zimnie i doszedł do wniosku, że to bardziej mu odpowiada: – Tutaj jestem częścią środowiska. Zawsze wychodzę, gdy pogoda jest brzydka; wtedy powstają najlepsze zdjęcia. To dodaje mi sił i przestaję się bać pogody.
Jego portfolio obejmuje wszystkie osiem krajów Arktyki – to podróż przez każdy z nich. Wszystkie są bardzo różne, ale mają też wiele wspólnego. Borykają się z tymi samymi problemami. Lód topnieje w szybkim tempie. Wiele gatunków zwierząt i roślin umiera lub choruje każdego dnia. – Świat naprawdę się zmienia w wyniku kryzysu klimatycznego – ubolewa.
Pewnych rzeczy, które uwiecznił, nie da się powtórzyć. To co robi, to nie tylko fotografia – to ratowanie pamięci. Arktyczny lód jest dobrym przykładem. – Mogę powiedzieć, że kiedyś można było po nim bezpiecznie chodzić, ale dziś już tak nie jest i za dwadzieścia, trzydzieści lat będzie można po nim żeglować. Niektóre regiony przechodzą radykalne zmiany – podkreśla.
3.
Ragnar uważa, że fotografowie odgrywają ważną rolę w dokumentowaniu tych zmian. Ale nie chce prawić kazań; wyjaśnienie tego, co dokładnie się dzieje, zostawia naukowcom. – Nasza planeta się ociepla, to pewne. Zanieczyszczamy środowisko zbyt mocno. Do tego jest nas prawie osiem miliardów, co nie jest bez znaczenia. Ale jestem pełen nadziei – zauważa. – Słucham naukowców i czytam, co mają do powiedzenia. Myślę, że potrzebują głosu, wspieranego naszymi zdjęciami. Mam wrażenie, że za mało ich słyszymy, mimo że mają wiele do powiedzenia.
Ponieważ uważa, że zdjęcia potrafią zmienić świat, opublikował dziewięć fotoksiążek w wydawnictwach międzynarodowych, a najnowsza, „Behind Mountains”, ukazała się we wrześniu. Zdobył za nie, a także za całą swoją twórczość, wiele nagród na całym świecie, w tym najwyższe odznaczenie w swojej ojczyźnie, Order Sokoła Islandzkiego. Teraz dorzucił do nich kolejną – Royal Photographic Society Awards 2025, najdłużej przyznawane na świecie nagrody fotograficzne, które Królewskie Towarzystwo Fotograficzne ufundowało w Londynie w 1854 roku.
„Na surowych, czarno-białych zdjęciach zrobionych na skraju świata, uchwycił niezwykłe relacje między mieszkańcami Arktyki a ich ekstremalnym środowiskiem – relacje, które obecnie ulegają głębokim i złożonym zmianom na skutek niespotykanych dotąd zmian klimatycznych” – kilka dni temu jury tak uzasadniło przyznanie mu RPS Award for Environmental Responsibility.
67-letni Axelsson, jak informują organizatorzy konkursu, pracuje obecnie nad trzyletnim projektem dokumentującym życie ludzi Arktyki, gdy globalne ocieplenie nieodwracalnie zaburza ich świat. – Jeżdżę na przykład na Alaskę i Grenlandię, gdzie mieszkańcy nie mogą już wystarczająco dużo polować i muszą opuścić swoje wioski, przenieść się do miast – zdradza. – Chcę pokazać, dlaczego wyjeżdżają. W innych krajach ludzie wciąż myślą, że nic złego się nie dzieje. A to bardzo niebezpieczne. ﹡