Pokaz kolekcji Glenna Martensa dla Maison Margiela jesień-zima 2026 w Szanghaju
Maison Margiela przypomina o rewolucji w świecie mody. Czy kultowa, ale niszowa marka może przyciągnąć cały świat?
01 kwietnia 2026
tekst: Rachel Tashjian / CNN; AMK / LIBERTYN.eu
zdjęcia: Maison Margiela

Posłuchaj

Maison Margiela to pierwszy dom mody, który przed pokazem i wystawą opublikował obszerne materiały dotyczące treści ekspozycji oraz inspiracji wpływających na kolekcję. W specjalnych folderach udostępnionych online każdy z nas za darmo może zapoznać się z bogatym dziedzictwem 37-letniego domu mody: założyciela Martina Margieli i jego dwóch następców: Johna Galliano, który rządził w latach 2014-2024, oraz Glenna Martensa, który szefuje marce od ubiegłego roku. Dziś Martens zrobił furorę z najnowszym pokazem, a CNN opowiedział, jaki ma plan na to, by kultowa, ale niszowa marka przyciągnęła cały świat.

Kiedy w styczniu 2025 roku Glenn Martens został dyrektorem kreatywnym paryskiego domu mody Maison Margiela, planował, że już nigdy publicznie nie pokaże swojej twarzy.

Przecież założyciel marki, Martin Margiela, nie był widywany. Nigdy. Anonimowość była kluczowa dla belgijskiej koncepcji tworzenia ubrań: zamiast wielkiej, korporacyjnej i popularnej, postrzegał modę jako małą, rzemieślniczą i nieuchwytną. Zakrywał twarze modelek maskami, a swoich pracowników ubierał w białe fartuchy. Na słynnym portrecie z 2001 roku, autorstwa Annie Leibovitz dla amerykańskiego „Vogue’a”, cały personel pozował w białych fartuchach, a w pierwszym rzędzie stało puste krzesło. Projektant się nie pojawił.

Ci, którzy przejęli markę po odejściu Martina w 2009 roku, poszli w jego ślady: Matthieu Blazy (obecnie stojący na czele Chanel) nie był publicznie znany jako dyrektor kreatywny Margieli, dopóki dziennikarka Suzy Menkes nie ujawniła tego w 2014 roku. Zaś kontrowersyjny projektant John Galliano przez dekadę wykorzystał powściągliwość marki jako schronienie, by odbudować swoją reputację po serii antysemickich tyrad, które doprowadziły do ​​jego usunięcia z Diora.

Martens pewnego pięknego paryskiego popołudnia w marcu niechętnie stanął przed kamerą CNN. Bez maski, ale w białej marynarce, w swoim świeżo udekorowanym na biało biurze – co jest ukłonem w stronę tego, co marka nazywa Bianchetto, czyli pokrywania ubrań, akcesoriów i innych powierzchni białą farbą, aby ślady codziennego użytkowania stały się raczej znakiem rozpoznawczym niż wadą.

W Szanghaju stanęły kontenery z 58. projektami marki z linii „Artisanal” od 1989 roku do dziś

Stanął przed kamerą, by opowiedzieć o tym, jak sprawić, by marka, której reputacja opiera się na przemawianiu do wąskiej publiczności koneserów mody, stała się ważna na całym świecie.

– Powinienem być tam, poza kadrem – ukryty. Zawsze jej mówiłem [wskazał na siedzącą obok dyrektor ds. marketingu Margieli] od samego początku, że nie będę rzecznikiem marki. Spójrz na mnie, rok później: BAM! – mówi z uśmiechem.

Martens, 42-latek (i Belg, jak sam Margiela), żyje w innej epoce niż jego znani poprzednicy jeszcze kilka lat temu. Właściwie nie ma mowy o awangardzie modowej. Każda marka – od tych wielkich z logo po niszowe brandy artystyczne – musi mieć gwiazdy, które będą chodzić w jej ubraniach. A każdy jej projektant musi radzić sobie z mediami społecznościowymi, bo nawet jeśli ubrania są projektowane dla nielicznych, trzeba mieć pewność, że wszyscy na świecie mogą je zobaczyć – i wyrazić swoją opinię: dobrą lub złą.

Martens o tym wie: w marce Diesel, gdzie również jest dyrektorem kreatywnym, a wcześniej w nieistniejącej już Y/Project, uczynił sztukę z tego, że dziwne pomysły wydają się świetne do pokazywania na TikToku. I same w sobie stają się bohaterem.

Ale on nie chce tworzyć „jednorazowych hitów”, jak nazywa ubrania, które w mediach społecznościowych wywołują chwilową kontrowersję, a potem znikają. Za nadrzędną wartość domu mody, którym kieruje, uważa wartości założyciela i kody języka Margieli, które miały wpływ na całą branżę. – Martin jest kimś więcej niż projektantem, jest szkołą, która zmieniła myślenie wielu ludzi… Japończycy byli trochę wcześniej, ale w Europie to Martin dokonał zmiany, że ubrania nie muszą podążać za klasyczną strukturą – tłumaczy.

Pierwszy pokaz Martina Margieli, na wiosnę-lato 1989, zawierał stylizacje z maskami, podobnie jak wiele kolejnych. Był to zabieg, który miał odwrócić uwagę od modelek, a nie od ubrań. Ubiór powinien mówić sam za siebie. – Myślę, że to ciekawe i sprzeczne z tym, co króluje dzisiaj, gdy sukces pokazów mody często, przynajmniej częściowo, opiera się na zaangażowaniu modelek w mediach społecznościowych. Dla mnie modelki w maskach to dobry pomysł, bo naprawdę staram się, by to ubrania były najważniejsze – podkreśla Martens.

Dodaje: – Rzemiosło i krawiectwo zawsze było nieodłączną częścią marki. Różnica polega na tym, że teraz jesteśmy o wiele bardziej zorientowani na suknie wieczorowe niż w latach 90.

Pokaz Maison Margiela jesień-zima 2026 w Szanghaju
Pokaz Maison Margiela jesień-zima 2026 w Szanghaju
Pokaz Maison Margiela jesień-zima 2026 w Szanghaju, a także przygotowania sukni na wybieg
Pokaz Maison Margiela jesień-zima 2026 w Szanghaju
Pokaz Maison Margiela jesień-zima 2026 w Szanghaju
Pokaz Maison Margiela jesień-zima 2026 w Szanghaju

Martens chce również, aby Maison Margiela reprezentował mniej oczywisty rodzaj piękna, wyrafinowania i tego najbardziej nacechowanego słowa ze wszystkich: luksusu.

Luksus jest dziś synonimem saloników pierwszej klasy na lotniskach i drogich, trudno dostępnych torebek. Dla Martensa chodzi o dążenie do innego sposobu myślenia i tworzenia: – W czasach Martina ten świat był o wiele bardziej niszowy. Luksus polegał bardziej na ekskluzywności, wynikającej z niezależnego sposobu myślenia. Teraz, dzięki Johnowi, chodzi nam również o rzemiosło i krawiectwo. Ale też o ponowne wykorzystanie, pracę w inny sposób, poszukiwanie czegoś alternatywnego dla branży, jak tkanina znaleziona w second-handzie, a nie w ekskluzywnej francuskiej manufakturze, albo sukienka powiększona do ludzkich rozmiarów z porcelanowej lalki z lumpeksu. Ale wciąż pracujemy nad tym tak intensywnie, że staje się haute couture.

Jak więc sprawić, by kultowa marka była doceniana globalnie?

 

Pamiętaj, że Paryż nie jest jedynym miastem mody

 

– Maison Margiela zawsze był dość introspektywny i introwertyczny – ocenia Martens, dodając, że jego plan jest taki, aby marka przemawiała do każdego, a nie tylko koncentrowała się na niszowym sposobie myślenia.

Nawet jeśli nie stać cię na Margielę, oglądanie, uczenie się i myślenie o tym jest darmowe – co stanie się w Chinach, gdzie w wielu miastach przez cały kwiecień odbędą się wystawy „Artisanal: Our Creative Laboratory Exhibition”, które będą darmowe i otwarte dla publiczności.

Na początek dziś wieczorem projektant zorganizował wielki pokaz mody w Szanghaju, na którym zadebiutowało około 70 stylizacji – celowo pominął cyfrę 74, ponieważ w chińskiej kulturze liczba cztery jest uważana za złą w feng shui. Goście po raz pierwszy mogli zobaczyć kolekcję jesień 2026 haute couture (lub jak to nazywa dom mody, Artisanal) połączoną z ubraniami prêt-à-porter (zobaczcie wideo).

Pod złotym księżycem, pośród dźwięków bębnów i utworu Nicka Cave’a „Where the Wild Roses Grow” modelki w maskach kroczyły w nadbrzeżnym doku na obrzeżach miasta pośród kontenerów, wydając przy tym ciche szelesty i odgłosy stukania, ponieważ ich stroje były wykonane z niekonwencjonalnych materiałów: porcelanowych elementów, tkanin pokrytych pszczelim woskiem czy gobelinów zdobionych cekinami.

W specjalnych folderach udostępnionych online każdy z nas za darmo może zapoznać się z bogatym dziedzictwem marki
Technika Bianchetto to jeden ze znaków rozpoznawczych Margieli

Jedna z sukien była pokryta złotymi płatkami, które odpryskiwały, gdy modelka się poruszała. Dla Martensa ta najbardziej pracochłonna – i kosztowna – została wykonana ze 150 tys. malutkich naklejek w kształcie gwiazdek, wraz z pasującym nakryciem głowy. Inna wykonana została z odłamków porcelany spiętych organzą, kolejna o kroju litery A miała połysk przypominający porcelanę, uzyskany za pomocą aerografu, skanowania i drukowania. Ostatnia propozycja to tak naprawdę pięciometrowy obraz pochodzący z jednego z największych targów staroci na świecie we francuskim Saint-Ouen przełożony na tkaninę, z której uszyto suknię kolumnową.

Pokaz zrobił furorę, ale na tym nie koniec – styl marki zostanie przeniesiony poza wybieg. Od jutra do 6 kwietnia marka na jednej z ulic Szanghaju zaprezentuje na wystawie wybór kreacji haute couture domu mody od 1989 roku do dziś, prezentowanych po raz pierwszy razem.

Potem odbędzie się ekspozycja w Pekinie, gdzie będzie można zobaczyć 48 nowych i archiwalnych masek marki, w Chengdu zgromadzone zostaną osobiste archiwa dziewięciu największych kolekcjonerów butów Tabi z całego świata, zaś w Shenzhen będzie można przynieść ubranie z własnej garderoby i pod okiem zespołu atelier poddać je technice Bianchetto.

Przedsięwzięcie zostało ogłoszone w ramach nowego projektu o nazwie Maison Margiela/folders, który każdemu udostępnia obrazy, pliki i badania marki, zwykle dostępne tylko dla prasy i pracowników. To dla tych, którzy nie będą mogli być w chińskich miastach.

Dlaczego Chiny? Ten kraj, z jego konsumentami kochającymi modę, stał się gwiazdą przewodnią dla całej branży. Od 2019 roku Maison Margiela otworzył tam 26 sklepów, a Martens chciał nawiązać silniejszą więź z fanami marki. – Kiedy spotykasz się z ludźmi, tworzysz silniejsze więzi. Dlatego zdecydowaliśmy się odwołać tydzień mody w Paryżu – wyjaśnia. – Bycie w Chinach jest równie istotne i ważne.

 

Uważaj na wosk

 

– Nie zajmujemy się haute couture w klasyczny sposób – opowiada Martens, stojąc przed repliką sukni edwardiańskiej, inspirowanej strojami noszonymi przez porcelanowe lalki z tamtej epoki. On i jego zespół dostosowali suknie do współczesnej (nie-lalki) osoby, a następnie, nawiązując do długiej tradycji Chin, gdzie wosk pszczeli był używany do produkcji świec, a nawet kosmetyków, zanurzyli całą suknię w wosku pszczelim, aby nadać jej upiorną aurę.

Glenn Martens z Murphym, swoją „tajną bronią” w atelier Maison Margiela. Jego pies też ma uszyty na miarę biały uniform
Zdjęcie: CNN
Murphy w paryskim atelier Maison Margiela podczas przygotowań do pokazu mody w Szanghaju.
Wideo: Mark Esplin i Phil Clarke Hill / CNN

To rodzaj dzieła, które wykonuje się na zamówienie, prawdopodobnie dla jednego lub dwóch klientów, i nie jest to haute couture w tradycyjnym francuskim rozumieniu, ale niezwykle wyjątkowe, jak na własne warunki Margieli.

– Naprawdę uwielbiam woskowanie, to poetyckie – Martens zachwycał się za kulisami dzisiejszego pokazu, na którym koronkowa maska, woskowana i spękana, była jednym z punktów wyjścia dla kolekcji Artisanal; zestawiono ją z suknią żałobną z epoki wiktoriańskiej, również pokrytą pszczelim woskiem. Zabieg ten subtelnie nawiązywał do historycznego zastosowania wosku pszczelego jako spoiwa już w okresie Walczących Królestw w starożytnych Chinach, od 475 do 221 r. p.n.e.

 

Zdobądź psa terapeutycznego

 

– Kiedy do marki przybywa nowy dyrektor kreatywny, wszyscy są bardzo zestresowani, bo nie wiedzą, czego się spodziewać – uśmiecha się Martens. – Gdy przyszedłem do tej firmy, byłem trochę na uboczu, a dwa tygodnie później dostałem psa – Murphy’ego – który całkowicie odmienił atmosferę w atelier. Nagle wszyscy stali się przesłodcy, super szczęśliwi, uśmiechnięci.

I tak oto Murphy został oficjalnym psem terapeutycznym Maison Margiela.

 

Bądź na bieżąco z Kardashiankami

 

Ubieranie gwiazd jest niezbędne dla przetrwania każdego domu mody. Odpowiednia znana osoba w jego stroju może oznaczać milionowe przychody i zwiększoną rozpoznawalność.

Jednak dla marki, której wartości stoją w sprzeczności z samą ideą celebrytów (założyciel firmy nie fotografował się i nie udzielał wywiadów), i która odmawia płacenia im za noszenie jej ubrań – zadanie Martensa jest trudne do realizacji.

Maski na przestrzeni lat istnienia marki: od Martina Margieli po Glenna Martensa

Zamiast tego Glenn postrzega Margielę jako moment, w którym gwiazdy mogą odmienić swój wizerunek. Nawiązuje do Kim Kardashian, która jako jedna z pierwszych nosiła jego odważne projekty haute couture.

– Oczywiście jest osobą publiczną, bardzo rozpoznawalną, a nasza marka jest bardzo intymna. Ale kiedy gra w noszenie Margieli, staje się Margielą – ocenia.

 

Nie projektuj bezpiecznych rzeczy

 

Martens biegle posługuje się mediami społecznościowymi , lepiej niż wielu współczesnych projektantów: głęboko wierzy w otwartość na wszystkich, ale wie też, że takie działanie wiąże się z ryzykiem krytyki i, coraz częściej, jadu online ze strony komentatorów. Nakładki na usta, przypominające białe, czterościegowe logo Margieli, które modelki nosiły na pokazie mody pret-à-porter Martensa zeszłej jesieni, były krytykowane za ich dehumanizujący wpływ .

– Spodziewałem się klapsów z różnych stron – Martens nie ukrywa. – Musimy – ja i, mam nadzieję, moi koledzy z innych domów mody też – zachować spokój i skupić się na tym, co robimy i dlaczego to robimy, a nie na szumie medialnym. Bo właśnie to dzieje się dziś w modzie: robi się trochę nudno, za bardzo staramy się być bezpieczni, bo wiemy, że ludzie głośno krzyczą.

On zamierza krzyczeć, jeśli nie głośniej, to z większą oryginalnością.

Jak na razie to się opłaca. Nowe podejście do luksusu poprzez łączenie znalezionych przedmiotów, rzemiosła z odzieżą gotową do noszenia zapewniło marce sukces komercyjny i stało się filozofią, która napędza kreatywny kierunek działań Martensa. A to przełożyło się na zyski. Sprzedaż w Maison Margiela wzrosła o 8,4 procent w 2025 roku, odnotowując największy wzrost wśród marek OTB Group, spółki macierzystej domu mody. ﹡

Archiwalne kolekcje Artisanal, czyli autorskie projekty haute couture tworzone przez markę od ponad 35 lat

Kopiowanie treści jest zabronione