Chcesz zostać modelką – oto pytanie, które Beth Boldt, szefowa agencji Synchro, zadała Naomi Campbell pewnego popołudnia w 1986 roku w Covent Garden w Londynie. Nieśmiała 15-latka, która chciała zostać profesjonalną tancerką, odsunęła się od grupki uczennic ze szkoły, bo była przekonana, że to nie do niej się zwrócono, ale do towarzyszących jej dziewcząt o niebieskich oczach i długich blond włosach. Ale to na Campbell spojrzała Boldt. – Rozmawiam z tobą – powiedziała do czarnoskórej nastolatki.
To był pierwszy raz, gdy zauważyła, że kolor skóry może jej pomóc w tej branży lub zaszkodzić. Ale wiele zależy od niej. Od jej determinacji. – Ona nigdy nie zaczynała na równi z innymi. I nigdy nie przestała domagać się równych szans – uważa dziennikarz mody, Tim Blanks.
– Szczerze mówiąc, nie znałam granic. Powinnam powiedzieć raczej, że chciałam złamać wszystkie zasady – tak supermodelka, jedna z najsławniejszych czarnoskórych kobiet na świecie podsumowuje 40-letnią karierę.
Czy jest coś, czego teraz żałuje? – Nie. Nadal uważam, że słusznie postąpiłam, broniąc swoich praw jako czarnoskórej kobiety i nie przyjmując znacznie niższych stawek od moich białych koleżanek, które oferowano mi kiedyś za tę samą pracę. Choć bardzo chciałam mieć te same kontrakty jak moje białe koleżanki – w branży perfum, kosmetyków – warto było zachować uczciwość i powiedzieć: „Nie, dziękuję”. Warto było, żeby mój ówczesny agent nie chciał ze mną pracować, bo nie akceptowałam czegoś, co poniżało mnie i moją kulturę.
O TYM, JAK BYŁA PIERWSZA
Jako 17-latka trafiła na frontową stronę brytyjskiego „Vogue’a”, pisma kiedyś uważanego za „biblię mody”, bo otwierało drzwi do wielkiej kariery w branży. Był grudzień 1987 roku. To była nie tylko jej pierwsza okładka w karierze, ale pierwsza okładka w historii magazynu z czarnoskórą Brytyjką – Naomi stała się jedną z zaledwie dwóch czarnych dziewczyn z okładki tego pisma od 1966 roku (pierwszą była Donyale Luna z USA).
Podczas sesji na pustyni z fotografem Patrickiem Demarchelierem nie wiedziała jednak, czy w ogóle trafi na tę najważniejszą stronę w magazynie mody. Chodziło o kolor skóry. – Nie potrafię nawet wyjaśnić, co dla mnie oznaczała ta okładka. To sprawiło, że moja rodzina była dumna, ale przede wszystkim czarnoskórym modelkom dawała nadzieję – wspomina.
Następnego roku w czerwcu jej zdjęcie trafiło na okładkę włoskiego „Vogue’a”. Zdjęcia robił młody Steven Klein. – Był bardzo miły i profesjonalny, ale sesja była trudna, ponieważ makijażystka nie przyniosła właściwego podkładu dla mojej ciemnej skóry. Nikt jej nie powiedział, że przyjdzie Murzynka, w efekcie zdjęcie, które trafiło do gazety, nie miało prawdziwego odcienia skóry: było zbyt białe. Potem na wszystkie sesje zawsze brałam własny podkład i puder – relacjonuje.
Trzy miesiące później spotkało ją kolejne wyróżnienie: stała się pierwszą modelką o ciemnym kolorze skóry, która pojawiła się na okładce francuskiego „Vogue’a”. Pisma, które trafiało do białej burżuazji. – Dużo już miałam na koncie zdjęć dla „Vogue Paris” i podczas tych sesji powtarzano mi w dość niegrzeczny sposób, że okładka ze mną nie jest możliwa. Nie zdawałam sobie nawet sprawy, że nigdy jeszcze nie było na niej czarnej modelki – wspomina po latach.
Odmawiano jej za każdym razem, dopóki nie poprosiła o pomoc Yvesa Saint Laurenta, który od zawsze wspierał czarnoskóre piękności i jako pierwszy zatrudniał je na swoje wybiegi – Iman, Mounia, Katoucha Niane, Khadija Adams, Pat Cleveland to tylko kilka z tych, które jemu zawdzięczały kariery. Projektant podobno groził wycofaniem kampanii reklamowych z „Vogue’a” (a tym samym inwestycji finansowych, bo był jednym z największych reklamodawców magazynu) oraz wstrzymaniem ubrań do sesji do czasu, aż pismo zgodzi się na okładkę z Naomi. Skutecznie.
W sierpniu 1988 roku na pierwszą stronę trafił portret 18-letniej Brytyjki zrobiony przez Demarcheliera w studio w Nowym Jorku. – Cieszyłam się, że tworzę historię – deklaruje dzisiaj. – Czy myślałam, że to było rasistowskie? Niektórzy ludzie po prostu szczerze mówili mi, że nigdy nie myśleli o zatrudnieniu czarnej dziewczyny. Dlatego nie zawsze widziałam w tym rasizm. Po prostu odbierałam to jako: „OK, nigdy nie próbowałeś, teraz czas spróbować”. I walczyłam o siebie.
Kolejną barierę pokonała we wrześniu 1989 roku, gdy ówczesna redaktor naczelna Anna Wintour umieściła jej zdjęcie na okładce amerykańskiego „Vogue’a”. Nie była pierwszą czarnoskórą modelką, przed nią w 1974 roku była Afroamerykanka Beverly Johnson, ale i tak było to wydarzenie, bo to największy numer w roku.
– Byłam zdenerwowana, ponieważ wtedy już rozumiałam, jak ważne jest bycie czarnoskórą modelką i jak wielkie ryzyko Anna podjęła. To był jej pierwszy wrześniowy numer jako szefowej i ona była za tę decyzję bardzo atakowana. Będę jej na zawsze wdzięczna – mówi dzisiaj.
Dwa lata później reprezentowała fenomen supermodelek na okładce „Time’a” – jako pierwsza czarnoskóra modelka na okładce tego tygodnika, który nie jest pismem poświęconym modzie. Stała się symbolem najważniejszego zjawiska w popkulturze tamtych czasów i dowodem na to, jak daleką drogę przeszła modelka nie o białej skórze.
Na dowód przypominała historię Eunice Johnson z amerykańskiego magazynu „Ebony”. – Musiała kupować wszystkie swoje ubrania na sesję, bo gazety nie chciały jej ich pożyczać – mówi w rozmowie z „Financial Times”.
O TYM, JAK ZMIENIŁA HISTORIĘ
Rasizm, którego Naomi doświadczyła – a raczej, jak twierdzi, którego nie chciała zaakceptować – stanowi podstawę jej kariery i podkreśla jej pozycję w branży. Nie była pierwszą kolorową modelką, która zyskała sławę w modzie. Ona sama pamięta całą litanię kobiet, które poznała w młodości i które udzielały jej lekcji: – Amalia, Katoucha, Dalma, Violetta – o mój Boże! – Sonia Cole, Anna Bayle, Mounia, Khadija, Iman, Kirat – wiele nazwisk zostało zapomnianych, no może wciąż pamiętają je modowi maniacy!
Campbell z kolei położyła podwaliny pod kariery wielu kolorowych modelek, które poszły w jej ślady. – Nadała tempo i otworzyła wiele drzwi młodym dziewczętom, od aktorek po piosenkarki. Jest świecącą latarnią inspiracji – mówi projektant mody, John Galliano, bliski przyjaciel modelki od dziesięcioleci. – A to nie przyszło łatwo. Walczyła o wszystko, co dzisiaj ma, i to robi wrażenie. Campbell jest sławna, może i niesławna, ale jest też pionierką w branży modowej, a jej kolor skóry ma znaczenie.
Ona sama przyznaje, że kiedy zaczynała jako modelka, nie była zatrudniana na niektóre pokazy mody, bo „była czarna”. – Nie pozwoliłam, żeby mnie to zniszczyło. Biorąc udział w castingach i innych prezentacjach, już w młodym wieku zrozumiałam, co to znaczy być czarnym. Trzeba było włożyć dodatkowy wysiłek. Musiałam być dwa razy lepsza, pracować dwa razy ciężej, żeby znaleźć się tam, gdzie moje białe rywalki – opowiada.
Docenia, że miała szczęście, bo piękne i białe Linda Evangelista i Christy Turlington zaprzyjaźniły się z nią i stały po jej stronie. – Powiedziały niektórym projektantom, że jeśli chcą mieć je w swoich pokazach, muszą zatrudnić także mnie. Tego rodzaju wsparcie było niespotykane. Byłyśmy prawdziwymi przyjaciółkami, a ludzie nazywali nas „The Trinity”. Jest fotografia naszej trójki w wannie w paryskim Ritzu, która naprawdę oddaje tego ducha – opowiada o zdjęciu, które w 1990 roku zrobiła Roxanne Lowit.
Nie ukrywa jednak, że musiała walczyła mocniej niż inne dziewczyny. – Szybko zrozumiałam, że będę musiała zaakceptować wszystko – zadowolić się okruchami, by z czasem móc żądać dużo więcej – mówi bez ogródek.
Być może to właśnie ta odmowa poddania się oczekiwaniom społecznym pomogła jej w dojściu na szczyt. W 2004 roku znanemu dziennikarzowi telewizyjnemu Michaelowi Parkinsonowi wyznała: – Kiedy dostaję okładkę, myślę, że nie jest ona tylko dla mnie, ale dla pokolenia czarnych dziewcząt przede mną i po mnie.
O TYM, JAK PRZETARŁA SZLAKI
Bycie pionierką naprawdę miało swoją wagę i doniosłość. Gdy w XX wieku na okładce magazynu mody pojawiała się czarnoskóra kobieta, reakcja opinii publicznej była rozczarowująca. Uważano, że to domena białych ludzi. W USA niektórzy sponsorzy grozili wycofaniem przychodów z reklam, a niektórzy czytelnicy anulowali abonament.
„Historycznie rzecz biorąc, czarne kobiety w białej Ameryce były nazywane na różne sposoby. »Piękna« było jednym z ostatnich – napisała amerykańska pisarka i modelka Barbara Summers w swojej przełomowej pracy z 1998 roku „Skin Deep: Inside the World of Black Fashion”. Jej zdaniem, było to smutne dziedzictwo niewolnictwa.
Na początku XX wieku nowe produkty, takie jak środki rozjaśniające skórę i maści zapobiegające skręcaniu się włosów, wysyłały sygnał, że naturalne czarne cechy wymagają skorygowania, powodując to, co Summers opisuje jako „zamieszanie” co do tego, czym jest czarne piękno. Zaś lincze w USA wyraźnie zasygnalizowały niebezpieczeństwa związane z wejściem na terytorium do tej pory zarezerwowane dla białych. Dopiero ruch na rzecz praw obywatelskich w latach 50. i 60. zmobilizował znaczną liczbę zwolenników walki z rasizmem.
Naomi Sims była przykładem nowej generacji odważnych amerykańskich modelek, które nie czekały na pozwolenie na zaproszenie do branży, w której dominują biali projektanci, styliści, fryzjerzy, makijażyści, agenci, fotografowie i dziennikarze. Miała dość odrzucania przez agencje, poszła prosto do fotografów. Ostatecznie trafiła na okładki magazynów i na wybieg u Halstona i Giorgio di Sant’Angelo. Poparła inną Afroamerykankę, Beverly Johnson, która w sierpniu tego roku obchodziła 52. rocznicę bycia pierwszą czarną gwiazdą amerykańskiego „Vogue’a”.
W 1988 roku dwie czarnoskóre modelki – urodzona w Nowym Jorku Bethann Hardison i pochodząca z Somalii Iman – założyły Black Girls Coalition, aby żądać od branży modowej równej reprezentacji i równej płacy. – Czarna modelka może żądać 700 dolarów za sesję zdjęciową, podczas gdy biała może otrzymać 3,5 tysiąca dolarów za tę samą pracę – Hardison wytykała branży na konferencji prasowej koalicji.
Campbell dołączyła do niej rok później i od tego czasu opisuje ją jako „drugą matkę”. Jednym z sukcesów Black Girls Coalition było nakłonienie do wydania całkowicie „czarnego wydania” numeru „Vogue Italia”. Magazyn z lipca 2008 roku zatytułowany „All Black Issue” – zawierający cztery różne okładki z Naomi Campbell, Jourdan Dunn, Liyą Kebede i Sessilee Lopez – został wyprzedany w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych w ciągu 72 godzin. Musiał zostać dodrukowany we Włoszech, Niemczech, USA i Wielkiej Brytanii. „All Black Issue” wywołał ogólnoświatową dyskusję, reportaż o nim zrobiła nawet telewizja CNN.
Urodzony w Ghanie Edward Enninful, który stylizował sesję, zauważył: – Nigdy nie myślałem, że będę mógł zobaczyć coś takiego – moich ludzi, moją rasę, kobiety pokazane w ten sposób: ubrane we wspaniałe, szykowne kreacje. Ale najważniejsze jest to, że ten numer dowiódł, że my, czarni, jako bohaterowie możemy dobrze sprzedawać.
O TYM, JAK ZBIERAŁA MILIONY
Aktywizm Campbell wraz z pozycją i sławą, stał się centralnym punktem jej kariery. Zainspirowana swoimi nieustraszonymi poprzedniczkami i przyjaźnią z Nelsonem Mandelą (jej „mentorem”, jak nazywa nieżyjącego już przywódcę RPA), którego poznała w latach 90., stworzyła w 2005 roku Fashion For Relief, fundację organizującą pokazy mody w celu zbierania funduszy dla czarnoskórych.
Fundacja wspierała projekty walki z ubóstwem, ale została zamknięta w marcu 2024 roku, po tym jak menedżerowie wezwani przez komisję stwierdzili, że jest niewypłacalna.
Raport ujawnił nieudolne zarządzanie finansami, nieprawidłowości i chaotyczne prowadzenie dokumentacji. W jednym przypadku organizacja charytatywna została obciążona kosztami rzędu tysięcy funtów za korzystanie przez Campbell z luksusowych hoteli, lotów, zabiegów spa i papierosów. Chociaż w ciągu ostatnich pięciu lat Fashion for Relief zebrała 4,8 miliona funtów, jej partnerskie organizacje charytatywne, w tym Save the Children i Mayor’s Fund for London, otrzymały zaledwie 10 procent dochodu.
Campbell twiwerdzi, że padła ofiarą oszustwa, którego dopuściła się inna członkini zarządu, Bianki Hellmich. I choć wyrok jeszcze nie zapadł, supermodelka „całkowicie zrzekła się” obowiązków powierniczki fundacji. Nie zrezygnowała jednak ze wspierania kolorowych twórców z branży mody. Jest wielką zwolenniczką afrykańskich projektantów, jak choćby Marianne Fassler i Tiffany Amber, promując ich w mediach i występując na ich pokazach. Od 2018 roku wspiera również Tydzień Mody Arise w Lagos, który celebruje modę afrykańską. A w 2022 roku uruchomiła globalną inicjatywę Emergein w Katarze, aby promować twórców z Afryki i krajów niedostatecznie reprezentowanych w branży.
– To Madiba [tak mówiło się na Nelsona Mandelę – przyp. red.] mnie tego nauczył, że muszę wykorzystać swoją pozycję, swoje wpływy, aby pomóc innym, potępić niesprawiedliwość i prowadzić walkę za tych, którzy nie mogą – wyznała kiedyś BBC. W „Interview” dodała: – To był prawdziwy dar mieć prezydenta Mandelę w swoim życiu przez 20 lat. Nie widywałam go tylko raz w miesiącu czy roku. To była stała relacja dziadka z wnuczką. Zawsze powtarzałam: „Dlaczego ja? Jestem tą złą. Jestem outsiderką”.
W walce pomagał jej jeszcze ktoś: ten, z którym była związana najbliżej, nieżyjący już projektant mody Azzedine Alaïa. To właśnie jego nazywała „Papą”: jako pierwszego z szeregu ojców, których przysposobiła w swoim życiu, włączając w to Quincy’ego Jonesa (dzieci producenta muzycznego nazywają Naomi jego siódmą córką i traktują jak siostrę). Odkąd była nastolatką, często zatrzymywała się w paryskiej siedzibie Alaïa, gdzie mieszkał i pracował.
– Bardzo opiekował się mną, pracą, którą wybrałam i ludźmi, z którymi pracowałam. A jeśli ktoś okazał mi brak szacunku, dzwonił w mojej obronie, zwłaszcza na początku, gdy miałam 17 lat – Campbell opowiada „Financial Times” o czasie spędzonym z kreatorem. – Azzedine zawsze tworzył wokół siebie rodzinną atmosferę. Nie mając ojca, szukałam ojcowskich cech u mężczyzn, których szanuję i podziwiam. Wiele się od „Papy” nauczyłam. Nigdy nie wiedziałam, kto przyjdzie na lunch lub kolację. To była druga rzecz: poza tym, że robił niesamowite, wspaniałe modowe dzieła, zawsze gotował obiad dla mnie i dla siebie. A dopiero potem mogliśmy pracować.
O TYM, ŻE WCIĄŻ PROWADZI REWOLUCJĘ
Naomi stopniowo wygrywa swoją bitwę, ale wojna o prawa czarnoskórych modelek nie jest zakończona. Statystyki są naprawdę szokujące. W 2014 roku „Guardian” przedstawił następujące dane: 80 proc. modelek, które wystąpiły na Nowojorskim Tygodniu Mody, miały biały kolor skóry, 9,8 proc. – żółty, a raptem 7,7 procent – czarny. Przez ponad dekadę na okładce brytyjskiej edycji „Vogue’a” nie pojawiła się ciemnoskóra modelka, aż do numeru z lutego 2015. Była na niej Jourdan Dunn.
– Jeśli masz czarną twarz, nikt nie chce cię na okładce magazynu. Mówią, że pismo nie będzie się wtedy sprzedawać, ale nie ma na to dowodów. Ludzie, którzy kontrolują ten biznes, są leniwi. Wiele czarnych modelek boi się mówić o tym, co się dzieje. Ludzie myślą, że wszystko w tym biznesie jest glamour i że jesteśmy traktowane tak samo. Ale tak naprawdę panuje rasizm – skomentowała młoda brytyjska modelka, która już nigdy później nie trafiła na okładkę „Vogue’a”. – Zdarzało się, że odprawiano mnie z castingów, tłumacząc, że zleceniodawca nie potrzebuje już więcej czarnych dziewczyn. A raz, za kulisami sesji zdjęciowej, miał miejsce incydent z wizażystką, która odmówiła umalowania mnie z powodu mojego koloru skóry, ponieważ sama była biała! – Dunn zdradziła w wywiadzie dla magazynu „The Edit”.
Choć Naomi Campbell na zawsze zmieniła oblicze mody, to jej zdaniem, postęp jest bardziej wynikiem trendów niż rzeczywistych regulacji, które unormują system raz na zawsze. – Prezydent Ameryki był czarny, ale ja, jako czarna kobieta, wciąż jestem wyjątkiem w tym biznesie. Traktuje się nas jak niewolnice. Show biznes jest rasistowski. W przeszłości było więcej propozycji dla czarnoskórych modelek, ale znów zauważamy, że wszędzie promuje się identycznie wyglądające blondynki. W magazynach, na wybiegu, wszędzie widzę jasną skórę. Dziewczyny o jasnej karnacji, blond włosach i niebieskich oczach są w świecie mody traktowane zupełnie inaczej niż my: lepiej – oskarżała w wywiadzie dla „Glamour”.
Ale rewolucja trwa… Opresyjna branża staje się bardziej inkluzywna. Nie tylko pod względem rasy i koloru skóry. Po raz pierwszy w historii modelki to nie tylko białe, chude i młode dziewczyny, ale także dojrzałe kobiety z siwymi włosami i zmarszczkami, które mają różne rozmiary i egzotyczne pochodzenie. Po raz pierwszy na wybiegach chodzą transseksualiści i niepełnosprawni, a klasyczne piękno przestało być jedyną przepustką.
W 2010 roku razem z fotografem Nickiem Nightem, Campbell – o której Andreas Kronthaler, projektant domu mody Vivienne Westwood, mówi: „Jest kimś więcej niż kołyszącą biodrami modelką stulecia” – stworzyła poruszający film o rasizmie w świecie mody. W kilkuminutowym klipie pojawiły się słowa Nicka: „W dzisiejszych czasach, czarnoskóre modelki są rzadkością w świecie mody” – na przemian z Naomi, mierzącą na wprost z dwóch karabinów maszynowych. Pomimo że wideo zawierało mocny przekaz, nie zmniejszyło wcale istniejącego problemu.
Nie pomogła też pierwsza głośna próba zwrócenia uwagi na problem, którą podjęła Franca Sozzani, ówczesna redaktor naczelna włoskiego „Vogue’a”, wydając „All Black Issue”. Spotkała ją za to krytyka, ale Sozzani nigdy tego nie żałowała. – Silne osobowości tworzą przyszłość… także przyszłość mody. Myślę, że współczesna moda jak nigdy dotąd bierze udział w walce ze społecznymi stereotypami. Manifestuje, prowokuje, angażuje się w walkę o lepszą przyszłość – odpierała zarzuty.
O TYM, ŻE JAKO PIERWSZA TRAFIŁA DO MUZEUM
Naomi Campbell pozostaje jedyną znaną czarnoskórą modelką, która wciąż traktowana jest jak gwiazda, która regularnie chodzi po wybiegach i zdobi okładki. Niestety wciąż na tle białych koleżanek wypada gorzej: choć karierę zaczynała wraz z Kate Moss, ona na okładce brytyjskiego „Vogue’a” była w tym czasie zaledwie pięć razy, podczas gdy biała Moss aż 36.
Nic nie zmieniło nawet to, gdy to właśnie jej prestiżowe Victoria and Albert Museum w Londynie zorganizowało w 2024 roku wystawę. Nigdy dotąd żadna instytucja sztuki nie zorganizowała ekspozycji poświęconej żyjącej modelce. Campbell po raz kolejny okazała się pionierką. „Naomi: In Fashion” nie tylko pokazała jej triumfy, powróciła także do jednego z mniej chwalebnych występów. W 2007 roku została skazana na pięć dni prac społecznych za rzucenie telefonem w twarz asystentki. Ostatniego dnia zdecydowała, że „wyjdzie z podniesioną głową” i… opuściła lokal w wieczorowej sukni Dolce & Gabbana z cekinami i na eleganckich szpilkach. Zdjęcie paparazzi obiegło świat, a na łamach „W” ukazała się głośna sesja mody z Naomi autorstwa Stevena Kleina inspirowana tym niechlubnym życiowym wydarzeniem.
Zapytana później przez magazyn „Grazia”, dlaczego ubrała się na tę okazję tak szykownie, odpowiedziała: – Dlaczego ludzie mieliby oczekiwać, że będę wyglądać na zaniedbaną?
Miała kontrowersyjne momenty, takie jak szeroko nagłośnione wystąpienia w sądzie, w tym te dotyczące napaści na współpracowników i przyjęcia „krwawych diamentów” od byłego prezydenta Liberii. W tym roku znów media pisały o niej z negatywnych powodów: ujawnione dokumenty Departamentu Sprawiedliwości USA pokazują, że supermodelka i skazany przestępca seksualny Jeffrey Epstein przez piętnaście lat regularnie zapraszali się na przyjęcia i pozostawali w kontakcie – nawet po tym, jak Epstein w 2008 roku odsiedział wyrok za nakłanianie nieletniej do prostytucji.
Nazwisko Naomi pojawia się w aktach ponad 250 razy, choć część wpisów się powtarza. Z dokumentów wynika, że supermodelka i Epstein (który zmarł w więzieniu w 2019 roku), poznali się w 2001 na jej urodzinach w St. Tropez. Na przyjęcie miliardera zaprosił ówczesny partner modelki, Flavio Briatore, a wśród gości była również Ghislaine Maxwell, później skazana za udział w procederze Epsteina. Przez lata byli stałymi bywalcami tych samych salonów, kilka razy supermodelka skorzystała też z prywatnego samolotu Epsteina.
Nigdy nie postawiono jej żadnych zarzutów. Po wybuchu afery publicznie potępiła „nie do obrony” przestępstwa Epsteina. – Kiedy usłyszałam, co zrobił, poczułam się chora, jak każdy inny, bo sama miałam do czynienia z drapieżcami seksualnymi. Dziś solidaryzuję się z ofiarami – mówiła w nagraniu wideo, cytowana przez „The Independent”.
Nie zabiera już głosu w tej sprawie. Zniknęła na razie z życia publicznego w obawie, że sprawa może jej zaszkodzić. Ale nowy album „Naomi”, który właśnie ukazał się w mniejszej, tańszej i poszerzonej o nowe zdjęcia edycji (wydany przez Taschen po raz pierwszy 10 lat temu), ma przypomnieć, że popkulturowe znaczenie 56-letniej Campbell jest niepodważalne. Jednocześnie jest dowodem na to, że przez cały czas jej kariery niewiele się zmieniło dla modelek o czarnym kolorze skóry, a pojedyncze sukcesy nie zakończyły etnicznej suszy.
– Świat mody jest i jeszcze długo będzie zdominowany przez białych. To branża bogactwa i luksusowego stylu życia. A najbogatsi są biali i nic dziwnego, że nie ma tam miejsca dla czarnych – podsumował Nana Tamakloe, szef agencji Confidence Models, tłumacząc, dlaczego panuje rasowa monotonia.
Campbell nie traci nadziei. W albumie „Naomi” napisała: „Jako czarnoskóra modelka miałam wyzwania, ale pod wieloma względami czuję się jak jedna z nielicznych szczęściar. Jeśli moja kariera czegoś mnie nauczyła, to tego, że zawsze można odwrócić uprzedzenia i nigdy nie należy się poddawać. Rasizm to po prostu ignorancja. ﹡
Kopiowanie treści jest zabronione