Studentka wygrała najważniejszy konkurs w Polsce. „Ktoś, kto studiuje modę, nie ma czasu kupić sobie skarpetek”
30 czerwca 2026
tekst: AMK
zdjęcia: Wiktoria Kochaniak
Studentka wygrała najważniejszy konkurs w Polsce. „Ktoś, kto studiuje modę, nie ma czasu kupić sobie skarpetek”
30 czerwca 2026
tekst: AMK
zdjęcia: Wiktoria Kochaniak
Studentka wygrała najważniejszy konkurs w Polsce. „Ktoś, kto studiuje modę, nie ma czasu kupić sobie skarpetek”

Studiowali tu giganci branży mody: Dries Van Noten, Haider Ackermann, Ann Demeulemeester czy Martin Margiela. Co roku na Królewską Akademię Sztuk Pięknych w Antwerpii aplikują setki przyszłych projektantów mody, także z Polski. – Odkryłam, że szkoła ma rygorystyczny, często wyniszczający system nauczania, który przekłada się też na życie studentów. I to mnie zafascynowało – mówi Wiktoria Kochaniak, studentka Akademii Sztuki w Szczecinie. Właśnie za swoje zdjęcia zza kulis antwerpskiej uczelni zdobyła 1. miejsce w jednej z kategorii konkursu Grand Press Photo 2026. A LIBERTYN.eu zdradza, jak w ogóle do tego doszło.

Nie będzie kłamać, że modą się interesuje. Nie zna projektantów. Nigdy nie była za kulisami powstawania kolekcji. Nigdy nie pojawiła się na pokazie mody. I nigdy tego nie planowała. A jednak reportaż fotograficzny, który zrobiła w Królewskiej Akademii Sztuk Pięknych w Antwerpii na wydziale mody, był tak dobry, że dostała za niego prestiżową nagrodę.

To był jej pierwszy kontakt ze światem mody z tak bliska. – Mam okazję realizować ten projekt dzięki mojemu partnerowi, który rozpoczął tam studia. Proces rekrutacji był bardzo długi i dosyć trudny, a potem było jeszcze trudniej – Wiktoria Kochaniak, studentka Akademii Sztuki w Szczecinie, uśmiecha się w rozmowie z LIBERTYN.eu.

Antwerpska uczelnia to jeden z najbardziej prestiżowych kierunków mody w Europie, obok Central Saint Martins w Londynie. Studiowały tu takie sławy, jak m.in. Dries Van Noten, Haider Ackermann, Ann Demeulemeester, Martin Margiela, Demna Gvasalia czy Walter van Beirendonck. I co roku aplikuje blisko 600 młodych osób z całego świata, w tym z Polski, ale dyplom udaje się uzyskać średnio co czwartej z nich.

Dwa lata temu wśród nich był model i miłośnik mody Jonasz Janiszewski ze Szczecina, chłopak Wiktorii. Egzamin był kilkudniowy, udział w nim wzięły setki talentów z najodleglejszych części świata. Zdał. – Wtedy dopiero zaczęła się ciężka praca. On to poczuł, a ja z boku obserwowałam, jak to środowisko wygląda – wspomina Wiktoria. – Odkryłam, że szkoła ma rygorystyczny, często wyniszczający system nauczania, który przekłada się też na życie studentów. I to mnie zafascynowało.

Regularnie przyjeżdżała do Antwerpii: – Zobaczyłam, jak trudne warunki nauki kreują ciekawe przestrzenie wokół ludzi, bo oni nie mają czasu, żeby zjeść, żeby posprzątać. Tam jest ciągła praca. Gdzieś się wala jedzenie, skarpetki z dziurami leżą, gdzieś wisi noga na obcasach, wszędzie sterty materiałów… To po prostu tworzyło niesamowity obraz tego, co dzieje się w głowach studentów mody i jak ci artyści aranżują swoją przestrzeń.

Uznała, że to świetny temat na dokumentalną opowieść. – Chciałam pokazać, że ktoś, kto studiuje modę, nie ma czasu kupić sobie nawet skarpetek – śmieje się.

Po dwóch latach podglądania zrobiła wiele zdjęć Jonasza: nie tylko jak w chaosie tworzy, ale i jak w nim pada ze zmęczenia. Zajrzała do innych adeptów antwerpskiej uczelni, weszła za kulisy studenckich pokazów na zakończenie roku, podglądała pracę w ich mieszkaniach zamienionych na pracownie. Niekiedy przez kilka godzin, niekiedy całą noc przed przygotowaniami do zaprezentowania projektów na wybiegu.

– Różne sytuacje, ludzie zasypiają, ludzie się na siebie denerwują, ludzie się kaleczą, ktoś się poparzy, a inny się nudzi. I choć było widać ogromny stres i harówkę, okazało się, że są z tego zadowoleni, że to daje im niesamowitą satysfakcję. A gdy są dwa dni wielkiego, naprawdę profesjonalnego show na zaliczenie, przyjeżdżają wpływowe osobistości ze świata mody z Paryża czy Mediolanu i niektórzy dostają od nich oferty pracy czy stażu. To wszystko było dla mnie bardzo inspirujące – tłumaczy.

Ale było też coś, co ją zaszokowało. – Jak zobaczyłam te dziwne ubrania, pomyślałam tak jak każdy: kto to będzie nosił? Potem zrozumiałam, że to proces artystyczny, a nie moda do sklepów – śmieje się.

Po chwili poważniejsze: – Ale najgorsze było oglądanie, jak źle traktuje się studentów. Słyszy się, że to norma w branży modowej, jednak co innego, jak to się dzieje obok. To szokujące, że mamy XXI wiek, tak dużo się mówi o dobrostanie psychicznym, a sposoby nauczania są przestarzałe, gdzie brutalna krytyka i brak empatii to norma. Czuję ogromny dysonans, bo z jednej strony tak nie powinno być, ale z drugiej szkoła ma renomę i powstają tu rzeczy naprawdę dobre. Może to po prostu element szkolenia i zahartowania ich, jak brutalny i konkurencyjny jest świat mody?

W sumie zrobiła w Antwerpii ok. 200 zdjęć. Rozłożyła je obok siebie i zaczęła się zastanawiać: „co chcę powiedzieć tym projektem? O czym on jest? Czy tylko o studentach mody?”. – I stwierdziłam, że przestrzeń wokół nich, trochę groteskowa, trochę absurdalna, interesuje mnie najbardziej. Kierując się tym kryterium wybrałam osiem zdjęć, które najlepiej oddają surrealizm tego, co oglądałam, i tworzą spójną historię – opowiada, jak narodził się projekt „All-Nighter”.

Narracja świata mody jest o pięknie, tymczasem rzeczywistość jest brzydka. To ciężka praca, bo w sezonie tworzy się nawet kilkanaście kolekcji, wielu projektantów walczy o przetrwanie swoich autorskich marek, a ci na stanowiskach w znanych domach mody są zbyt często wymieniani. Są depresje, załamania, wypalenie, narkomania. Od artyzmu liczy się sprzedaż. Jest nie tylko nadprodukcja ubrań, ale i studentów mody. A między tym prawdziwe życie, które i tak skurczone jest do pracy. Tylko nieliczni mają sławę i fortunę.

– Dlatego mój projekt, koniec końców wybrzmiewa negatywnie. Mam jednak nadzieję, że dzięki niemu można zobaczyć drugą stronę mody, której marki nie pokazują. OK, jest ciężko, ale z jakiegoś powodu ci ludzie studiują, a potem spełniają marzenia – podkreśla autorka fotoreportażu.

Ta dualność zachwyciła jurorów tegorocznego Grand Press Photo, najważniejszego w Polsce konkursu fotografii prasowej. Dzięki „All-nighter” Wiktoria Kochaniak została laureatką w kategorii „Young Poland – Stories”, w której mogli wystartować pełnoletni fotografowie przed 26. rokiem życia. – Miałam z tyłu głowy, że może się udać, ale nie spodziewałam się aż dwukrotnego docenienia! – cieszy się także z wyróżnienia w tej samej kategorii, ale za inny projekt „My, którzy spotykamy się w mroku” (o potrzebie więzi społecznych wśród młodych ludzi z różnych środowisk).

– To jest dla mnie niesamowicie motywujące, niczym poklepanie po plecach: „hej, fajna robota”. Może nie każdy tego potrzebuje, ale na pewno mnie bardzo pomogło. Jestem na początku drogi i choć kocham to, co robię, potrzebuję feedbacku z zewnątrz, docenienia, bo nie zawsze mam tyle samozaparcia i wiary w swoją pracę. Ta nagroda to kopniak w tyłek – deklaruje w rozmowie z LIBERTYN.eu.

I zapowiada, że „All-nighter” będzie kontynuowany: – Wierzę, że można z tego materiału zrobić kilka nowych kombinacji, które będą trochę o tym samym, ale jednak o innym rozdziale tej historii. Jestem tego ciekawa i na to czekam. ﹡

Kopiowanie treści jest zabronione