Posłuchaj
Nie chcę się chwalić – mówi Myha’la Herrold, 29-letnia aktorka, która gra bezczelną i bezwględną traderkę z Nowego Jorku, Harper Stern – ale w telewizji nie ma obecnie nic lepszego niż ten serial.
Ci, którzy oglądają „Branżę” („Industry”) od pierwszego sezonu w 2020 roku, zapewne się z nią zgodzą. Serial o młodych bankierach z londyńskiego City jest na czasie, obrazoburczy i nieco nieprzystępny. I właśnie dlatego wyróżnia się na tle tego, co serwują nam streamingi. To świadomy zabieg.
– Nie piszemy pod żaden brief. Nie robimy tego, co naszym zdaniem będzie interesujące dla innych – ani komercyjne. Na każde 10 osób, które nie rozumieją nawiązania, tego, co próbujemy osiągnąć za pomocą kostiumu, czy subtelnej aluzji dotyczącej czyjejś klasy społecznej, znajdzie się jedna osoba, która to zrozumie. Serial jest dla tej jednej osoby – zapewniają Mickey Down i Konrad Kay w rozmowie z „Guardianem”. – Jest dokładnie taki, jakiego chcemy – uzupełniają na łamach „The Times”.
Mają świadomość, że dziś nikt nie dałby szansy dwójce debiutantów na realizację serialu, który dla większości jest niszą, a do tego z aktorami świeżo po szkole teatralnej, którzy po raz pierwszy zetknęli się z telewizją tak samo, jak twórcy serialu.
Poznali się na Uniwersytecie Oksfordzkim prawie 20 lat temu i obaj przez krótki czas pracowali w bankowości. A dziś 37- i 36-latek są obiektami fascynacji całej branży: oto dwójka debiutantów, którym pozwolono nakręcić szalenie ambitny dramat dla najbardziej prestiżowej stacji telewizyjnej na świecie. Wcześniej ich najbardziej znanym zajęciem było pisanie komedii dla Davida Hasselhoffa w 2015 roku, więc tym większy podziw, że od czegoś takiego udało im się przejść do własnego serialu w HBO.
Jak to zrobili?
1.
„Branża” powstała w czasach – już minionych – gdy serwisy streamingowe i stacje telewizyjne sypały pieniędzmi na ryzykowne, nowe programy. – Zawsze miała być małym motorem napędowym – mówi w rozmowie z „Variety” producentka Jane Tranter, z firmy producenckiej i studia filmowego w Cardiff, gdzie serial był głównie kręcony (podobnie jak m.in. „Doktor Who”). Tranter myślała już o dramacie osadzonym w świecie finansów, gdy pod koniec 2015 roku, tuż po powrocie do Wielkiej Brytanii z Los Angeles, gdzie pracowała dla BBC, Casey Bloys z HBO (obecnie prezes firmy), zwrócił się do niej z propozycją nakręcenia serialu.
– Byłam absolutnie zafascynowana tym, dlaczego po krachu w 2008 roku, kiedy banki i wszystko, co robiły, wyszło na jaw, młodzi ludzie – którzy mieli być pokoleniem myślącym o świecie inaczej – nadal tłumnie szukali pracy w City – mówi. Poruszona prawdziwą tragedią bankowego stażysty, który zmarł z wycieńczenia (historia, która ostatecznie znalazła się w pierwszym odcinku „Branży”), zdała sobie sprawę, że drogą do sukcesu nowego serialu będą właśnie ci początkujący rekruci.
Kolega przypadkiem wspomniał jej o początkujących scenarzystach, którzy wcześniej pracowali w bankach. Był jednak jeden drobny problem: nigdy nie pracowali dla żadnej stacji. Mimo to podjęła ryzyko i namówiła ich do pisania.
Pierwszy scenariusz oparli na własnych, przygnębiających doświadczeniach na najniższych szczeblach bankowości. Był, jak mówi teraz Kay, „naprawdę ponury” i „lodowato powolny”. – Bloys zapytał nas, czy mieliśmy w ogóle jakąś frajdę, pracując w tej firmie? Musieliśmy zacząć od nowa – opowiadają „Variety”.
Przeszli przez długi proces niekończących się przeróbek – np. pierwszy odcinek przeszedł około 60 iteracji – co w sumie trwało trzy lata. Zdjęcia do pierwszego sezonu, którego koproducentem była BBC, rozpoczęły się latem 2019 roku.
2.
I tak narodziła się historia o młodych bankierach inwestycyjnych w fikcyjnym banku Pierpoint & Co w Londynie, w którym świeżo upieczeni absolwenci studiów biznesowych równie chętnie spotykają się ze sobą, co wbijają sobie nóż w plecy. Po godzinach imprezują z dużą dawką seksu i narkotyków, marząc o forsie i władzy. Oszałamiająco skandaliczna akcja miesza się z niezwykle złożoną tematyką i ciętymi dialogami.
Powstał serial tak szybki i eliptyczny, że nie można sobie pozwolić na utratę koncentracji nawet na sekundę. – Cechą obecnego streamingu jest wzięcie godzinnego pomysłu i przekształcenie go w ośmiogodzinny – Kay wyzłośliwia się na temat ckliwych komedii i rozdętych dramatów, które teraz zalewają platformy. – My bierzemy ośmiogodzinny pomysł i przekształcamy go w godzinny – chwali się.
Ale pierwszy sezon nie okazał się hitem. Pomimo dobrych recenzji chwalących dynamiczne tempo i grę aktorską oraz licznych artykułów poświęconych serialowemu nihilizmowi i rozwiązłości, oglądalność była niewielka. – Mimo iż produkcja zyskała entuzjastyczną, choć niewielką, widownię, musieliśmy się naprawdę postarać, żeby dostać drugi sezon, i jeszcze bardziej, żeby dostać trzeci – wyznaje Tranter.
Pomogło to, że przy budżecie około 2 mln dol. za odcinek, „Branża” była tania w produkcji, przynajmniej jak na standardy HBO.
Jednak Down i Kay czuli, że to może być koniec. Trzeci sezon napisali tak, jakby miał być ostatnim i niemal zamknęli całą historię. – Powiedzieliśmy sobie: po prostu uderzmy najmocniej, jak potrafimy, a jeśli wybuchnie, kogo to obchodzi? – wspomina Kay. Ale zarówno widzowie, jak i krytycy pokochali ten chaos, giełdowe katastrofy, bankructwa, hazard, ślub, dwie nagłe śmierci i wiele innych wydarzeń. I ta huśtawka oraz lepszy PR przyniosły przełom.
Liczba widzów w USA, kiedyś licząca 300 tys., tym razem przekroczyła 1,6 miliona. Prestiżowy „New Yorker” nazwał „Branżę” „najbardziej ekscytującą ofertą w telewizji”. „New York Times” przyznał: „Żadne seriale dramatyczne – zwłaszcza te dobre – nie stają się hitami z dnia na dzień. Pomyślcie o »Grze o tron« czy »Sukcesji« , które potrzebowały czasu, żeby się rozkręcić”.
HBO zrozumiało, że ma teraz w rękach hit i wiedziało, co zrobić: jak najszybciej go przedłużyć.
3.
Zakres tematyczny serialu powiększał się z każdym kolejnym odcinkiem. Rosła też obsada aktorska. Do trzeciego sezonu pozyskano gwiazdę „Gry o tron” Kita Haringtona (jako arystokrata Henry Muck jest najlepszy w swojej karierze), który był fanem „Branży”. – Mickey i Konrad dość lekceważąco wypowiadają się o swoim pierwszym sezonie, ale ja wcale tak nie uważam. Dla mnie serial wyróżniał się jako produkcja, która nie przypominała żadnej innej, a ich postacie były w pełni rozwinięte i bogate – aktor mówi „Variety”.
I choć relacje między bohaterami się zmieniały, a z piątki młodych, niedoszłych maklerów została tylko dwójka, to pełna zakrętów, czasem wspierająca, a czasem pełna ciosów dynamika między głównymi bohaterkami okazała się osią serialu. Rozbieżne losy Harper Stern i Yasmin Kara-Hanani skutecznie odzwierciedlają rosnące ambicje obu kobiet, ale i samej „Branży”.
Pochodząca z Nowego Jorku Harper zaczynała jako biedna stażystka w Pierpoint, ale skłamała na temat swojego wykształcenia w CV. Jej kariera była burzliwa, ale teraz pracuje w funduszu inwestycyjnym Otto Mostyna. Kiedy jednak zaczyna mieć wrażenie, że Otto ją obserwuje i próbuje kontrolować, postanawia znaleźć sposób na ucieczkę. Z Yasmin łączy ją dziwna przyjaźń, oparta na podziwie, zazdrości i rywalizacji.
Yasmin, którą gra 29-letnia Marisa Abela (w zeszłym roku zdobyła nagrodę BAFTA za swój niesamowity występ w tej roli), pracowała kiedyś w dziale wymiany walut w Pierpoint, a następnie zarządzała relacjami Pierpointa z Henrym Muckiem, teraz osiągnęła poziom wyższych sfer, do którego najwyraźniej zawsze była przeznaczona. Po ślubie z Henrym sprawy nie układają się tak dobrze, jak mogłoby się wydawać, jednak jest gotowa wytyczyć swoją ścieżkę w nowej firmie męża.
Harper i Yasmin potrzebują siebie nawzajem „w naprawdę chory sposób, który odzwierciedla tak wiele kobiecych przyjaźni”, jak zauważa Myha’la. – Jest coś niemal szekspirowskiego w ich dynamice wzajemnej zazdrości. Harper ma pretensje do bogactwa Yasmin, jej statusu, jej decyzji o użyciu kobiecości jako broni – mówi grająca ją aktorka. – Tymczasem Yasmin zazdrości Harper powagi i zdolności, także do sprawiania, by wygi tej branży jej słuchały – ocenia Abela.
4.
W 4. sezonie ich losy znów się przecinają. I poniekąd serial stał się opowieścią o dwóch młodych kobietach z branży finansowej.
„Branża” – zwiastun 4. sezonu
„Nie ma obecnie nic lepszego w telewizji”
– Nie tak to było prezentowane światu, ani prawdopodobnie również telewizji – deklaruje Abela. – To był trochę koń trojański, który wkradł się do salonów kolesi z branży finansowej. Z mojego doświadczenia wynika, że kobiece postaci i dialogi w dziewięciu przypadkach na dziesięć są pierwszą rzeczą, które znikają, gdy brakuje czasu lub pieniędzy na planie filmowym lub telewizyjnym. Ale Mickey i Konrad są tego przeciwieństwem. Naprawdę uwielbiają słuchać kobiet i ani przez chwilę nie myślą, że coś ma większą wagę, bo mówi mężczyzna – dodaje.
W pewnym sensie nowy sezon to nowy początek serialu. W wybuchowym finale 3. sezonu historia Pierpointa została zakończona. Jego parkiet giełdowy był przykryty plandeką w oczekiwaniu na zamknięcie po przejęciu przez fundusz z Bliskiego Wschodu. To pozwoliło showrunnerom podejść do 4. sezonu bez ograniczeń narzucanych przez mury Pierpoint – teraz świat finansów nie jest w centrum, mogli poszerzyć go o politykę i media oraz rozważać tematy, takie jak oszustwo, faszyzm i populizm, podejmowanie ryzyka i jego (głównie destrukcyjne) konsekwencje. Serial zręcznie i z rozmachem czerpie z nagłówków gazet.
Kay i Down zadbali o to, by ich dwie bohaterki, Harper i Yasmin, wciąż były w grze. Znaleźli rozwiązanie: wprowadzenie podejrzanej firmy zajmującej się przetwarzaniem płatności o nazwie Tender, którą obie postrzegają jako przepustkę do zaistnienia na nowym Dzikim Zachodzie finansów.
Ten ruch pozwolił również wpleść mnóstwo nowych członków obsady, w tym Kiernan Shipkę („Mad Men”), Charliego Heatona („Stranger Things”) i Toheeba Jimoha („Ted Lasso”), a przede wszystkim Maxa Minghellę („Opowieści podręcznej”), który gra Whitneya Halberstrama, pewnego siebie współzałożyciela Tender, startup z branży fintech, który pragnie przejąć kontrolę nad swoimi udziałami i zastraszyć innych, by zdobyć monopolistyczną dominację.
Dyrektorka castingu Julie Harkin wyznaje, że dzięki rosnącej popularności serialu nie tylko udało się jej zdobyć wszystkie najlepsze nazwiska, ale teraz regularnie otrzymuje propozycje od agentów wielkich gwiazd. – Agenci z Wielkiej Brytanii dzwonią cały dzień, a gdy tylko nadchodzi pora herbaty, dzwonią agenci z USA. Trudno nadążyć – śmieje się. – Ale tak, mieliśmy mnóstwo zgłoszeń do nowego sezonu.
5.
Twórcy zapewniają, że czwarty sezon jest bardziej rozbudowany i elektryzujący niż kiedykolwiek wcześniej. Wyreżyserowali cztery z jego ośmiu odcinków (w tym ten, który – jak sami przyznają – jest „najbardziej odjechany”).
Choć w dużej mierze serial koncentruje się na „problemach bogatych” i sprawach, które – w szerszej perspektywie – mogą wydawać się błahe, wchodząc głębiej niż dotychczas w udręczoną psychikę głównych bohaterów, serial jest bardziej niepokojący i bliższy nam niż kiedykolwiek. Pojawiają się oportunistyczni politycy i dziennikarze śledczy, a także faszystowskie dynastie i złowieszcze podteksty Jeffreya Epsteina i Ghislaine Maxwell. Down i Kay trafnie obserwują i krytykują rasizm, klasowość społeczną i żądzę władzy. Nawet intrygi, seks i narkotyki zostały podkręcone.
Serial odkrywa trwający od dawna rozkład społeczny i na nowo wydobywa wszystkie jego koszmary. Od czasu debiutu ewoluował z intrygującej, chłodnej kroniki hierarchii giełdowych i hedonizmu po godzinach w bezlitośnie zabawne studium pieniędzy, statusu i władzy. – Jest oczywiście dziwaczną celebracją życia tych postaci i sposobu, w jakim stylu wybierają życie. To także miażdżący akt oskarżenia tego biznesu, ludzi, którzy się w niego angażują, sposobu, w jaki społeczeństwo staje się zhierarchizowane, wszystkiego tego – Kay wyznaje „Guardianowi”.
Podsumowuje ideę swojej produkcji, porównując do tego, co się dzieje, gdy transakcyjna natura finansów przenika do codzienności: – Jeśli sprowadzimy wszystko do logiki rynkowej – która brzmi: co ja mogę od ciebie dostać, a co ty możesz ode mnie? – to co stanie się z naszym człowieczeństwem, zdolnością do bycia wrażliwym, do empatii?
Wierność swojej bezkompromisowej wizji twórcom „Branży” przyniosła wymierne korzyści. Niedawno podpisali trzyletnią, ekskluzywną umowę z HBO. A to oznacza, że gorący, porywający i perfekcyjny serial zapewne będzie miał 5. sezon. Właśnie nad nim pracują. Gdzie skierują akcję w najwyższych kręgach bogactwa i władzy? – Nie wiemy, co się, kurwa, wydarzy. Ciągle improwizujemy na bieżąco – oświadcza Down. – Nigdy nie mieliśmy żadnej wielkiej tezy na temat świata czy kapitalizmu; po prostu piszemy to, co w danym momencie wydaje nam się interesujące. A to czasami objawia się w cholernie dziwnych rzeczach. ﹡