Posłuchaj
Mawiają, że Catherine Deneuve jest większa niż kino. Kino nigdy nie zdominowało jej życia, a do dziś we Francji pozostaje gwiazdą numer jeden – jest niczym klejnot, a jednocześnie to kobieta z krwi i kości! W latach 70. przyznała się do aborcji, podpisała petycję w obronie prawa do jej wykonywania. Co było aktem odwagi. Przerywanie ciąży było wtedy we Francji nielegalne, narażała się więc na więzienie. Zresztą ostatnią kobietę straconą za przeprowadzanie aborcji we Francji zgilotynowano trzy miesiące przed narodzinami Deneuve.
Otoczona aurą tajemniczości gwiazda jest naprawdę twarda. Nie przeprasza, jeśli nie czuje, że powinna. Nie zabiega o nic i o nikogo. Bardzo kibicuje kobietom działającym w branży. To jedna z niewielu świadomych i feministycznie określonych kobiet. Jest solidarna i lojalna wobec koleżanek pracujących w kinie, wspiera wszelkie inicjatywy zawodowe, zawsze otwarcie mówiła o nierówności płac, różnicach w traktowaniu w zależności od płci, ale raz się nieco zagalopowała. W 2018 roku świat żył akcją #metoo i seksualnymi nadużyciami w branży filmowej. Deneuve podpisała wówczas apel z innymi Francuzkami, w którym piętnowała nadużywanie władzy przez niektórych mężczyzn, jednocześnie sprzeciwiając się „polowaniu na czarownice”, jak określono #metoo.
Choć spotkała ją za to krytyka, nigdy nie wycofała swojego poparcia dla apelu, przekonując, że „nie ma w nim nic dobrego o molestowaniu, w przeciwnym razie by go nie podpisała”, przeprosiła jednak ofiary seksualnych nadużyć. „Po bratersku kłaniam się wszystkim ofiarom tych ohydnych czynów, które mogły poczuć się zaatakowane. I je, i tylko je, przepraszam” – napisała.
Nigdy nie chodzi na kompromisy, nawet role wybiera odważne. Stworzyła ponad 130 kreacji, choć nie skończyła szkoły aktorskiej. Była zabójczynią, wampirzycą, lesbijką, alkoholiczką, złodziejką. Ale jej życiorys przerasta każdy film, każdą rolę. Filmy, w których brała udział, nigdy nie były letnie, ale ona nie żyła życiem swoich filmowych bohaterek. Sięgała po to, na co miała ochotę, budziła kontrowersje. Rozkochiwała w sobie największych amantów showbiznesu, była muzą wielu projektantów mody. Inteligentna, zabawna i piękna.
Najpierw zachwyca jej zjawiskowa uroda. Catherine jest piękna w naturalny sposób. I przez całe życie niosła to olśniewające piękno z wielkim spokojem i klasą. Jest jeszcze jej zuchwałość – ma niewyparzony język i odwagę głoszenia tego, w co wierzy. Potępia nadętość. Nudzi ją głupota. Za to wierzy w swoje motto: „nigdy nie narzekać, nigdy się nie tłumaczyć”. Królowa!
Elegancka, słynie z dobrego smaku i klasy, ale jednocześnie uwielbia wódkę, a w pokera blefuje z bezczelnością profesjonalisty. Mężczyzna nie może się z nią nudzić. Tak naprawdę jej chłód i wyniosłość to tylko ochrona przed światem. W rzeczywistości jest impulsywna i gadatliwa. Oto, co ma do powiedzenia o…
Starości
– Nie jest łatwo być starzejącą się kobietą, zwłaszcza starzejącą się aktorką. Europejczycy na szczęście nie mają takiej obsesji na punkcie młodego wyglądu jak Amerykanie, co jest szczególnie widoczne w przemyśle filmowym, modowym i kosmetycznym. Dojrzała aktorka ma we Francji znacznie więcej możliwości bycia aktywną w zawodzie. To, co dzieje się w Hollywood, przeraża mnie. Walka o młody wygląd i jak najlepszych chirurgów plastycznych osiąga poziom histerii. Wszystkie te przeraźliwie chude kobiety są do siebie podobne, wyglądają jak plastikowe lalki Barbie.
Dopóki pracuję, nie mam czasu na starzenie się. Kocham filmy, wszyscy moi przyjaciele to ludzie z branży – aktorzy, reżyserzy, technicy. Chcę wciąż pracować, nadal jestem ciekawa nowych scenariuszy. Praca to życie. Spotykanie ludzi sprawia, że jestem młoda.
Młodości
– Myślę, że kiedy jesteśmy młodzi, to cierpimy, zamartwiamy się na zapas i bardzo mocno wszystko przeżywamy. Pewnie dlatego, że traktujemy siebie zbyt serio i wszystko jest dla nas ogromnie ważne. Dopiero z wiekiem przychodzi dystans, tolerancja i akceptacja. Człowiek staje się bardziej otwarty. Jest mniej podatny na presję otoczenia, a więc także bardziej wolny. Praca, role, które zagrałam, pozycja, jaką osiągnęłam, rodzina, moje dzieci i relacje z ludźmi – sprawiają, że jestem silniejsza niż w młodości, nie tak już bezbronna i podatna na krytykę.
Czy chciałabym być dziś znowu młodą aktorką? Nie. Naprawdę! Także dlatego, że młode aktorki nie mogą sobie dziś pozwolić na indywidualizm w wyglądzie. Na czerwonym dywanie muszą być niczym supermodelki.
Inteligencji
– Bez problemów akceptuję upływ czasu i nigdy nie łudziłam się, że do końca życia zachowam kondycję dwudziestolatki. Nie wstrzykuję sobie botoksu. Za to trzymam się jednej zasady: dużo snu i trochę wódki. Proszę jednak uważać, by nie pomylić proporcji! Sądząc po liczbie chirurgów w Paryżu, którzy twierdzą, że mnie operowali, powinnam wyglądać jak narzeczona Frankensteina. Uważam, że jest lepsza broń do walki z czasem niż skalpel: inteligencja.
Genach
– Dziś kobiety wydają się być młodsze niż pół wieku temu. 40 lat temu, kiedy widzieliśmy 50-letnią kobietę, wyglądała na swój wiek. Dziś na znacznie mniej.
Ja mam szczęście, bo do tego mam dobre geny – moja matka żyła 110 lat. Też była aktorką, mieszkała w Paryżu, ale sama, bo lubiła niezależność. Była niesamowita: zawsze ogrywała mnie w brydża, wciąż świetnie wyglądała. Zmarła w 2021 roku.
Graniu
– Granie to dla mnie pokazywanie się w różnych strojach jak lalki, które się ubiera. W pewnym sensie to dziecięca zabawa. To pozwala mi śnić i jednocześnie przeżywać rzeczy, które nigdy nie zdarzą mi się w życiu.
Zaczęłam grać jako nastolatka, gdy przekroczyłam sześćdziesiątkę – role młodych kochanek ustąpiły miejsca matkom i babkom, ale ciągle są to kobiety z silnym charakterem, niezależne, wyraziste, fascynujące, nieoczywiste. Pamiętam, że kiedy zbliżałam się do czterdziestki, poczułam lęk, że skończyły się dla mnie dobre, ciekawe role. Zajęłam się więc produkcją filmów… A potem okazało się, że telefon nadal dzwoni. No i wciąż nie chce przestać… [śmiech]
Początkach
– Nie chciałam zostać aktorką. Uważałam, że to nie dla mnie. Co prawda podobało mi się aktorstwo, ciekawiło mnie, ale wydawało mi się bardzo odległe od mojej natury. Interesowało mnie tylko życie, miłość, przyjaciele.
Do zawodu wciągnęła mnie siostra, która odnosiła spore sukcesy przede mną [Françoise Dorléac zmarła mając 25 lat, zginęła w wypadku samochodowym – przyp. red.]. Nie miałam pomysłu na siebie, aktorstwo pojawiło się niemal jak na ratunek. W szkole świetnie rysowałam, więc może poszłabym na jakieś artystyczne studia związane z malarstwem, może zajęłabym się architekturą… Kino mnie nie interesowało. Dopóki nie spotkałam Jacques’a Demy’ego i nie nakręciłam „Parasolek z Cherbourga”, w ogóle o niczym nie miałam pojęcia. Nie wiedziałam nawet, czy nadal będę grać w filmach. Gdyby ten obraz nie odniósł sukcesu, myślę, że wszystko potoczyłoby się inaczej…
Urodzie
– Zaliczają mnie do najważniejszych aktorek europejskiego kina, ale dzisiaj to już niewiele znaczy, a prawdę mówiąc, nigdy wiele nie znaczyło. Uroda pomagała za moich czasów zaistnieć i zrobić tzw. karierę. Dzisiaj patrzę uważnie i widzę, jak wiele osób przebija się w tym środowisku. Nie powiedziałabym, że są piękni. Są interesujący. I dobrze. Jednak, gdy ja stawiałam pierwsze kroki w zawodzie, trzeba było być klasycznie pięknym. To było premiowane bardziej niż najlepsze studia.
Mam świadomość, że gdybym nie wyglądała tak, jak wyglądam, nigdy bym się nie przebiła w świecie filmu. Pamiętam o tym, wiem to i muszę to zaakceptować.
Uroda na pewno pomagała tak w życiu, jak i w tym zawodzie. Piękny człowiek był – i chyba wciąż jest – lepiej traktowany. Inni uśmiechają się do niego, zerkają, być może zazdroszczą, ale przepuszczają w drzwiach. Tak było i będzie. To niebezpieczne, można się przyzwyczaić do myśli, że jest się kimś lepszym.
Radości
– Po tylu latach mogę z przekonaniem stwierdzić, że osobowość jest u aktora równie ważna. Otwartość, charyzma, ciekawość i jeszcze raz ciekawość. Dlatego jedyne, co mogę doradzić młodym aktorkom, to aby polegały przede wszystkim na swoich uczuciach i zaufały swoim upodobaniom. Bądź wytrwała, ponieważ coraz więcej ludzi marzy dokładnie o tym samym. Nie możesz być pewna, że odniesiesz sukces. Więc niech przynajmniej sprawia ci to radość.
Normalności
– Gdy nie gram, prowadzę proste życie: spotykam przyjaciół, czytam gazety, bawię się z wnukami. Poza tym, jestem w stanie zdrzemnąć się dosłownie wszędzie, nawet na kilkanaście minut. Od lat mieszkam w tej samej dzielnicy, więc mój widok nie robi tam na nikim najmniejszego wrażenia. Mogę nawet w spokoju wybrać się do kina.
Jest już za późno, żebym stała się poważną damą. Nigdy nie udawałam, nie stwarzałam pozorów. Żyłam tak, jak chciałam. Jeśli naprawdę mam na coś ochotę, nic nie zdoła mnie powstrzymać i gwiżdżę na to, co pomyślą inni. Ale nie ukrywam, że wkurza mnie, kiedy inni oceniają mnie jako: zimną blondynkę, powściągliwą i posągową kobietę. Ludzie będą trzymać się wszystkiego, co wzmacnia ich własne założenia na temat danej osoby.
Mój wizerunek się jednak zmienił, ponieważ ludzie zbliżają się do mnie o wiele łatwiej niż kiedyś. Przez większość czasu dziękują mi za filmy, w których grałam, to wciąż jest niesamowite. Ale też nie wydaje mi się, żebym wcześniej była wyniosła. Zdystansowana, być może. Snobką też nigdy nie byłam. Myślę, że kiedy byłam młoda, bardziej obawiałam się mówić różne rzeczy. Czuję, że ewoluowałam, ale nie zmieniłam się zasadniczo.
Melancholii
– Byłam i jestem dość melancholijna. Moja matka mawiała zresztą dość często: „Catherine może się śmiać w głos, ale jej oczy są zawsze smutne”. To prawda. Widzę często to, czego nie powinnam.
Można sobie wyobrażać, że żyję w jakimś oderwaniu od problemów zwykłych ludzi, ich trosk i zmartwień. To nieprawda. Nie jestem odklejona od rzeczywistości, nie odgrodziłam się od świata. Egzystuję dość normalnie. Słyszę, widzę, czuję. Wiem, co się dzieje na świecie. Nie dzieje się dobrze, a będzie jeszcze gorzej. Dziś, gdybym miała życie przed sobą, czułabym się odpowiedzialna, by zamiast aktorstwa wybrać zawód użyteczny dla ludzkości. I przyszłościowy. Myślę że jeszcze chwila, a kino stanie się reliktem przeszłości…
Odwadze
– Nie jestem odważna. Jestem impulsywna i uparta. To praca z wywrotowcami powoduje, że przekraczam granice. Ale to pożyczona odwaga. Jestem natomiast oszołomiona, kiedy widzę, co wciąż szokuje ludzi. Że odważyłam się zagrać lesbijkę, że coś takiego może wywołać skandal, nie mogłam uwierzyć, że to możliwe. Z łatwością mogę sobie wyobrazić, że zakochuję się w kobiecie. Zakochujesz się w człowieku, a nie w cechach płciowych. Nawiasem mówiąc, fizycznie, w moim przypadku na tym się kończy, ale kto wie, co mnie omija?
Miłości
– Aby zaakceptować innych, musisz zaakceptować siebie, a to długa i trudna droga. Ale co można mieć przeciwko miłości? To jedyna rzecz, która naprawdę się liczy. Największy wspólny mianownik ludzi wszystkich kultur, religii, stopni i klas.
Paryżu
– Uwielbiam Paryż. Sporo podróżowałam: mieszkałam w Rzymie, był czas, że często odwiedzałam Wielką Brytanię, uwielbiałam i nadal uwielbiam Hiszpanię, a bywało i tak, że z racji realizowanych filmów, na całe miesiące przenosiłam się w piękne egzotyczne i dalekie rejony. Zawsze jednak tęskniłam za moim wściekle zakorkowanym, ciasnym, zaśmieconym i regularnie zadeptywanym przez turystów miastem. Urodziłam się tu. To zobowiązuje.
Prywatności
– Nigdy nie myślałam o przeprowadzce do Los Angeles, ponieważ jestem bardzo francuska. Byłam szczęśliwa, kiedy jechałam do USA do pracy, ale cieszyłam się, kiedy wracałam do domu. Lubię prywatność, a tej zachować w Hollywood nie można. Moje życie było zupełnie oddzielone od pracy. Zawsze dbałam o prywatność mojego życia miłosnego – najlepiej, jak potrafiłam – i zawsze sama wybierałam filmy, które chciałam nakręcić. To były dwa odrębne światy, które nigdy się nie mieszały. Ostatecznie scena filmowa w ogóle nie była częścią mojego życia.
Przyrodzie
– Przez lata miałam też dom na wsi, bo kocham przyrodę. Kiedy patrzę na naturę, niemal zaczynam wierzyć w Boga. Rośliny są doskonałe. Rzadko widziałam w naturze jakiekolwiek niedoskonałe stworzenie. Nawet rośliny, które rozwijają brodawkowate narośle, wciąż są piękne. Roślina jest doskonałością. Natura jest przeciwieństwem człowieka. Im starsza, tym piękniejsza.
Pasji
– Kino, to na pewno moja największa pasja. Niezmiennie od lat. Kino fascynuje mnie i inspiruje. Chodzę do kina regularnie, ale też uwielbiam grać – co z tego, że już mniej ma mi kino do zaoferowania. Dobrze, że nie grywam wyłącznie samych babć, a od czasu do czasu także i neurotyczki, czy „kobiety w bliżej niezidentyfikowanym, choć słusznym wieku”. [śmiech] Patrzę z satysfakcją na karierę Isabelle Huppert, moja koleżanka grywa wbrew metryce i wciąż zaskakuje. To krzepiące.
Ale przez całe życie miałam też pełną pasji słabość do butów. Już jako dziecko rysowałam projekty butów i kobiecych nóg. Mam więc mnóstwo butów. To jak z moimi filmami, nie potrafię określić ich liczby. Powiedziałabym, że może sto. Czasami jest para, którą noszę tylko dwa razy do roku.
Mężczyznach
– Czy myślę, że kiedykolwiek wyjdę za mąż ponownie? Naprawdę o tym nie myślę. Ale nie mam nic przeciwko małżeństwu. Mężczyźni to jednak dla mnie smutna konieczność.
Sławie
– Sława to ciężar, który krępuje ruchy. Bierzemy udział w swoistej grze, zaczyna się celebra. Trzeba uważać i zachować umiar. Nie uważam się za gwiazdę. Jestem jak puzzle, z których każdy reżyser może sobie ułożyć inny wzór, choć muszę przyznać, że długość mojej kariery budzi we mnie lęk. Ale czasami myślę, że jak już nadejdzie ostatni dzień, powiem: zaczekajcie, dopiero teraz wiem, o co chodzi, a wszystko, co wydarzyło się do tej pory, było tylko wielką próbą generalną.
Śmierci
– W ogóle nie jestem nostalgiczna. Żyję raczej teraźniejszością lub niedaleką przyszłością. Czy myślę o śmierci z lękiem? Kiedy jest się z mojego pokolenia, nie trzeba o tym myśleć… W każdym razie nie patrzę na to ze spokojem ducha.
Emeryturze
– Trzeba uważać na to, co nazywają „hołdem”, bo staje się to w pewnym sensie czymś bardzo… ostatecznym. Hołdy zaczynają się w momencie, gdy wydaje się, że wszystko zwalnia! A ja jeszcze nie zrobiłam wszystkiego. Nie tyle chcę wymyślać siebie na nowo, co mieć wrażenie, że nowy film jest w pewnym sensie pierwszym filmem. Nie czuję się zblazowana. Ciągle chcę mieć wyzwania, a nie robić tylko to, co umiem. Chcę, by reżyserzy popychali mnie w inne, nowe rejony. Byłam ślepa, głupia, po amputacji, byłam zabójczynią, wampirem, nastoletnią matką, lesbijką, alkoholiczką i złodziejką… Czekam na więcej!
Nie wyobrażam sobie życia bez aktorstwa, zresztą jest już za późno! Jestem w wieku, w którym nie mogę powiedzieć: „Och, zamierzam zmienić karierę”. Odchodzisz na emeryturę albo dalej robisz to, co robisz.
Paryż odetchnął z ulgą. Bo jego symbol, Catherine Deneuve, nigdzie się nie wybiera. ﹡
____
Przy pisaniu artykułu korzystałam z wywiadów w: „The Talk”, „Le Monde”, „Vanity Fair”, „Numero”, „Film Comment”, „Technikart”, „Paris Match”.