„Prawdziwa dama pije, pali i przeklina! I ogląda się za mężczyznami”. Beata Tyszkiewicz obchodzi 87. urodziny
14 sierpnia 2025
tekst: AMK
zdjęcia: Filmoteka Narodowa
Hrabianka, dama, aktorka, piękna kobieta… Pierwsza dama polskiego filmu, nazywana „Catherine Deneuve Wschodu”, urodziła się 14 sierpnia 1938 roku w pałacu Wilanowie w arystokratycznej rodzinie Krzysztofa Marii Tyszkiewicza (herbu Leliwa) i Barbary z Rechowiczów. Jej charyzma, urok i wdzięk sprawiły, że zagrała w ponad 120 filmach w Polsce, we Francji, w Niemczech, Belgii, Związku Radzieckim, na Węgrzech. Pracowali z nią najwięksi, m.in. Costa-Gavras, Claude Lelouch, André Delvaux, Marta Meszaros, Andrzej Wajda, Krzysztof Zanussi i Andriej Konczałowski. Ale równie legendarny, jak jej uroda, jest jej cięty język. Z okazji 87. urodzin Beaty Tyszkiewicz przypominamy jej najbardziej interesujące słowa.

8 lat temu Beata Tyszkiewicz zakończyła karierę i wycofała się z życia publicznego, co poprzedzone było przebytym przez nią zawałem i operacją serca. Zerwała kontakt również z dawnymi znajomymi, choć wcześniej była duszą towarzystwa.

– Uciekła absolutnie od wszystkich. Rozumiem, bo ma problemy z chodzeniem, wzrokiem, jest osłabiona, bo od wielu lat pali dwie paczki papierosów dziennie. Ale jej zniknięcie to ogromna strata dla wszystkich. Ja staram się myśleć, że się nie widujemy, bo ona gdzieś wyjechała – Hanna Bakuła, malarka i wieloletnia przyjaciółka aktorki, opowiadała w „Newsweeku”. – Ona jest jak Greta Garbo, która usunęła się, kiedy już nie miała siły pięknie wyglądać – dodała.

Gwiazda takich filmów, jak „Zemsta”, „Lalka”, „Noce i dnie” czy „Wszystko na sprzedaż”, przez pół wieku konsekwentnie kreowała wizerunek kobiety z klasą. Daniel Olbrychski zachwycał się nią kiedyś w w Polskim Radiu: – Beata to jest jakiś fenomen nadzwyczajny, który trudno w Europie porównać. Można jedynie stawiać na równi z takimi aktorkami jak Sophia Loren czy Catherine Deneuve, gdzieś na tym wymiarze uosobienia kobiecości, piękna, klasy, no i niestarzejącego się przez tyle lat aktorstwa. Śmiało można powiedzieć, że jest to jedna z najpiękniejszych kobiet, jakie się pojawiły na ekranach.

Gdy sama zainteresowana zabrała głos, wyjawiła w tygodniku, że zniknęła nie ze względu na wizerunek wytwornej damy, który chciała zachować. – W moim wieku z różnych względów, po części zdrowotnych, zmienia się styl życia, a w związku z tym charakter domu – wyjaśniła dwa lata temu enigmatycznie, dodając, że duży wpływ na tę decyzję ma jej stan zdrowia. – Nie chciałabym obarczać nawet bliskich przyjaciół pewnym rozczarowaniem – wyznała aktorka, która mieszka samotnie w swym warszawskim mieszkaniu, korzystając z pomocy gosposi i opieki córki, Karoliny Wajdy. Czuje się dobrze i nie opuszcza jej legendarne poczucie humoru, jak z okazji urodzin przekazała jej najstarsza córka.

Sama przerwała milczenie w kwietniu, na wieść o filmowej i serialowej wersji „Lalki”. Sama w Izabelę Łęcką wcieliła się w filmie z 1968 roku, a teraz zrobią to aż dwie aktorki: Kamila Urzędowska i Sandra Drzymalska. – Ja nie kibicuję, bo nie znam młodych aktorów. Poza tym wersja Hasa była na tyle wierna, że nie wiem, czy jest potrzeba ekranizowania znowu „Lalki” – oceniła.

Dziś gwiazda kończy 86 lat. LIBERTYN.eu z tej okazji przypomina jej złote myśli.

Beata Tyszkiewicz i Mariusz Dmochowski w „Lalce”, 1968

O przestrodze:
„Zawsze przestrzegałam zasady, by nigdy nie spędzać nawet pięciu minut z ludźmi, którzy nie chcą być ze mną. Dobrze też pamiętam przestrogę mojej Mamy, by nie przebywać z ludźmi, którzy psują nam charakter, wyzwalając naszą agresję. Takie znajomości są destrukcyjne, osłabiają, nic w zamian nie dając”.

O (nie)kłótni:
„Nigdy się nie kłócę. Bo kłócić się to przyznać, że się nie ma racji”.

O agresji:
„Moja mama powiedziała mi mądre zdanie: »Nie przebywaj nigdy z ludźmi, którzy wyzwalają twoją agresję«. To wielka mądrość. A gdy już się zdarzy, że ktoś wybuchnie, wtedy trzeba spokojnie: »rozważę«, »może masz rację«”.

O podrywie:
„To kobiety zwracają uwagę na mężczyzn, a nie odwrotnie. Co oznacza, że jestem osobą, której nie można poderwać. To ja muszę wyrazić zainteresowanie”.

O mężczyznach:
„Kobiety lubią dojrzałych mężczyzn tylko wtedy, kiedy płacą rachunki. Kompleks tatusia to współczesny wymysł”.

O dżentelmenach:
„Prawdziwy dżentelmen jest niezauważalny. Nie popełnia kolejnych faux pas. Wie, jak się ubrać na każdą okazję. I przede wszystkim umie słuchać, nie jest absorbujący. Ale w dzisiejszym świecie dżentelmenom nie jest łatwo. Żeby się porozumieć, trzeba trafić na drugiego dżentelmena. W przeciwnym przypadku wychodzi się na idiotę”.

O miłości:
„Jeśli mówimy o życiu, to miłość jest niewygodna. Jeśli mówimy o miłości, to życie jest niewygodne. Trzeba mistrza, żeby te dwie wzajemnie się wykluczające sprawy pogodzić”.

O niezależności:
„Kobiety stać na uczucia mierzone własną miarą, dopiero gdy są niezależne. Więc najpierw trzeba zadbać o niezależność zawodową, finansową, rodzinną. Nigdy nie próbowałam polegać na mężczyznach. Lubię zależeć wyłącznie od siebie”.

O braku żalu:
„Co jest najpiękniejsze w miłości? Jak się rozstajemy bez żalu”.

O rozstaniu:
„Szanujmy uczucia, które w kogoś włożyliśmy. Nie dajmy uczuciu zmienić się w coś okropnego. I pozwólmy sobie w odpowiednim momencie wyjść z przyjęcia”.

O rozwodzie:
„Miłość miłością, ale przypatrz się, jakim on jest materiałem na eksmęża. Czy nie jest sknerą. Rozstanie trzeba brać pod uwagę na początku. Lepiej mieć rozwód w płatkach róż niż w błocie”.

O mężu:
„Mężowi nie zawsze o wszystkim trzeba mówić. Nie jest naszą przyjaciółką, ale partnerem. Trzeba uszanować jego wady i nie walczyć z nimi za wszelką cenę. Mąż musi czasem pobyć sam czy w gronie kolegów i nie należy być o to zazdrosnym”.

O seksapilu:
„Wysoki mężczyzna ma łatwiej. Ale jeżeli ma seksapil, to nieważne, czy jest gruby, mały, garbaty czy Cygan. I tak niesie w sobie szalony potencjał. Frapuje kobiety i jest za to ubóstwiany. Ale żeby tak było, trzeba skończyć trzy uniwersytety: dziadek, potem ojciec, na końcu syn”.

O szarmancji:
„Polska szarmanckość wygląda tak, że mąż jest w stanie przydeptać żonę, dzieci i psa w korytarzu, oby tylko pomóc zdjąć płaszcz sąsiadce. Ona wtedy jest zachwycona: »Och, ależ ma pani fantastycznego męża«. To się nazywa – szarmancja na wynos”.

O romansach:
„Niektórzy czytają romanse, inni je mają. Moje romanse były małżeństwami, choć wychodząc za mąż, za każdym razem myślałam, że robię ten krok raz na zawsze”.

O małżeństwie:
„Czy w ogóle można stale kochać? Mnie to się nie udało. Bardzo cenię ludzi, którzy chcą spędzić całe życie z jednym partnerem. To trochę tak, jakby ktoś całe życie zajmował to samo mieszkanie, znał każdy zakamarek, wiedział, gdzie co leży. Są jednak ludzie ciekawi świata, którzy chcą zmieniać mieszkania co dwa lata, nigdy ich nie kupują, zawsze wynajmują. I tak – jedni mają małżeństwa, a inni romanse. Są kobiety, które godzą się, a może nawet pragną przeżyć życie z jednym mężczyzną, kochać go, szanować, z nim dojrzewać i wychowywać dzieci, razem się starzeć. Ale są także inne, które uważają, że życie z nowym partnerem może je wzbogacić”.

O dyspozycyjności:
„Kobiety nie lubią być dyspozycyjne. Jeżeli jest 200 kobiet, a wśród nich jedna wolna, mężczyzna od razu ją wyłowi. Bo ona pulsuje dyspozycyjnością: inaczej stanie, inaczej spojrzy. Wiadomo, że jest do wzięcia”.

O zdradzie:
„Kobiety się godzą, by być drugą miłością mężczyzny. Ale nie godzą się być trzecią. A tak jest, bo jeżeli mężczyzna zdradza żonę, to tak samo będzie postępował wobec kolejnej partnerki. Im bardziej będzie szanował swoją rodzinę, żonę, tym większą mamy gwarancję, że jest odpowiedzialny”.

O przyjaźni:
„Całe życie przyjaźnię się z mężczyznami, a nie z kobietami. Kiedy mężczyzna pyta o radę, to po pierwsze: on wysłucha, po drugie: bardzo często z tej rady korzysta. Kobieta natomiast zapyta o radę, a i tak zrobi po swojemu. Poza tym mężczyźni są wierni w przyjaźni, nie czynią świństw. Przynajmniej rzadziej to występuje”.

O kłamstwie:
„Nie lubię kłamać. Ci, co dobrze kłamią, muszą to wszystko dobrze pamiętać. Mnie się nie chce”.

O ulubionym przekleństwie:
„Nie przeklinam dużo, ale utrzymuję, że można przekląć. »Spierdalać« jest cudne. I bardzo przydatne w życiu. Trzeba wiedzieć, kiedy w życiu spierdalać”.

O smutku:
„Oczywiście, że w życiu też cierpiałam i było mi smutno. Ale nawet nie przyszłoby mi do głowy, żeby komukolwiek o tym mówić. Nie należy opowiadać o swoich uczuciach i wysłuchiwać o cudzych”.

O mdleniu:
„Mama mi powtarzała, że jedna zasada obowiązuje w życiu – nie wolno się lenić! Ja jestem za leniwa, by pracować w teatrze: trzeba codziennie wychodzić z domu o szóstej wieczór i wracać o jedenastej. Poza tym jestem zdemoralizowana pracą dla kina – film robi się raz, a potem on już na nas przez całe życie pracuje. Teatr zaś zmusza do straszliwej pracy. Pomyśleć, że Daniel Olbrychski zagrał Hamleta 450 razy! Na samą myśl o tym chce mi się zemdleć”.

O lenistwie:
„Nigdy niczego tak nie lubiłam jak leniuchować, bo uważam, że pracować można, ale czas dla siebie mieć trzeba. Zawsze tego pilnowałam”.

O byciu damą:
„Prawdziwa dama pije, pali i przeklina! To jest moja recepta na damę. Nic złego w tym nie widzę. Potrafię mieć ze sobą na różnych przyjęciach taką małą srebrną piersióweczkę, bo czasem się trzeba rozgrzać, a czasem się postawić. I naturalnie dama ogląda się za mężczyznami. Ale u nas nie ma się za kim oglądać… Daję słowo honoru”.

O byciu hrabiną:
„Hrabina? Ludziom się nałożyły moje role kostiumowe i do dzisiaj wszyscy widzą we mnie hrabinę. Wachlarz, długa suknia, kuper w tej sukni, dama. Padło na mnie. Ale ja nie czuję się hrabiną, bardzo przepraszam. Co prawda byłam hrabianką, ale tytuły są dziedziczone w linii męskiej, zresztą nie ma ich w ogóle w Polsce”.

O papierosach (10 lat temu):
„Mark Twain rzucał 200 razy! Ja palę dopiero od 15 lat… Jestem krnąbrna i muszę mieć ten swój wentyl pewnej niepokorności. Palę nawet w samochodzie. Raz mi zapalony papieros wpadł do botka, nikomu nie życzę. Jak zaczyna się go zdejmować, to się przyciska do łydki i jest jeszcze gorzej. Nie wiadomo, co zrobić. Jak sobie poradziłam? Nie palę już w botkach”. (śmiech)

O szansie:
„Nie wolno w życiu przechodzić obok szansy, która może się już nie powtórzyć”.

O wyborze:
„To nie ja wybrałam film, to film wybrał mnie, co brzmi nieskromnie, ale troszkę jest w tym prawdy. Aktorka może powiedzieć, że wybrała film, jak wychodzi za producenta… Natomiast wszystko, co się zdarzyło mnie, zdarzyło się przypadkiem”.

O chodzeniu do biura:
„Szłam do filmu, tak jak inni szli do biura. Ja nie mogę powiedzieć, że ja »umiem grać w filmie«, ale z drugiej strony niczego innego nie umiem tak, żeby mnie do tego zaangażowali… Najszczęśliwsza byłam, kiedy podpisałam kontrakt, w filmie nie zagrałam, a mi zapłacili”.

O dystansie:
„Jestem naiwna i taka chcę pozostać. Może tylko chciałabym być bardziej asertywna. Teraz pewnie z lenistwa. To też ważna cecha, bo kiedy się lenimy, nabieramy właściwego dystansu”.

O przyzwoitości:
„Życie jest sprawą wyboru i trzeba wiedzieć, kim chce się być. Przyzwoitość bardzo ułatwia życie. Trudno ją tylko czasem dostrzec w innych ludziach”.

O urodzie:
„Nie uważam się za osobę bardzo urodziwą. Wiem, że jestem jedynie fotogeniczna. Zawsze powtarzałam swoim operatorom, żeby mnie fotografowali pięknie, bo jak będę wyglądać tak jak w życiu, to nie będę miała za co żyć. Widziałam wiele pięknych kobiet, ale ja nie mam z nimi nic wspólnego”.

O diecie:
„Nie zajmuję się wcale swoją urodą. Nie mizdrzę się i nie stroję. Wolę zrobić coś praktycznego, np. przetwory, ugotować obiad albo upiec sernik. Jeśli chodzi o diety, to czekam na taką, w której można będzie szczupleć od pierogów”.

O samotności:
„Uważam, że samotność z wyboru w pewnym wieku kobiety – nie taka, że wszyscy ją opuścili – jest wręcz największym luksusem”.

O czasie:
„Wiek to bardzo względna rzecz. Nigdy nie zastanawiałam się nad tym, ile już za mną, a ile przede mną. W życiu na wszystko jest czas, ale najważniejsze, aby tego czasu nie marnować”.

O dorobku:
„Nie jestem przywiązana do swojego dorobku. Nigdy nie zrobiłam własnej filmografii, nie mam nawet kaset z filmami, w których wystąpiłam. Może dlatego, że nigdy nie zagrałam czegoś, co by mnie naprawdę charakteryzowało. Zagrałam w ponad stu filmach, zadowolona jestem może z piętnastu minut”.

O sukcesie:
„Sukces? Ja uważam, że to słowo jest tak zdewaluowane, że nie można go obronić. Wszystko dziś jest sukcesem. Goła pupa na przyjęciu też!”.

O młodości:
„Na pewno nie chciałabym mieć znów 25 lat. Jeszcze raz dojrzewać, przechodzić przez te rozterki. Nie! Zresztą nie oceniajmy siebie, nie wracajmy, bo czemu to służy? Raczej szukajmy w sobie nowych pomysłów. To jest fantastyczne!”.

O wiedzy:
„Ludzie dzielą się na tych, którzy wiedzą, co mówią, i na tych, którzy mówią to, co wiedzą. Niestety żyjemy w epoce tych drugich”.﹡

 

_____

Przy pisaniu tekstu korzystałam z wywiadów, których Beata Tyszkiewicz udzieliła przez ostatnich 10 lat oraz z jej książki „Nie wszystko na sprzedaż”.

Kopiowanie treści jest zabronione