Za „Eusexua” kryje się szczególne uczucie, które FKA twigs po raz pierwszy poczuła na undergroundowych imprezach rave w Pradze latem 2022 roku. Kręciła tam remake horroru „Kruk” u boku Billa Skarsgårda. Podczas przerwy w zdjęciach, trafiła na imprezę na obrzeżach stolicy Czech. Techno nigdy wcześniej jej nie pociągało, ale gdy zatraciła się w spoconej masie, a bas rozbrzmiewał w byłym sowieckim budynku, „coś po prostu zatrybiło”. Spędziła lato, infiltrując praską scenę undergroundowego rave’u i jej „różnorodne, inkluzywne, niesamowite przestrzenie”.
– Właśnie wyszliśmy z pandemii COVID. To był czas, kiedy wszyscy tak bardzo skupili się na byciu online i kreowaniu siebie w social mediach, a mnie skłonił do pójścia w przeciwnym kierunku: chciałam czegoś prawdziwego i niedoskonałego. I w Pradze znalazłam. Nikt nie ma w ręku telefonu, wszyscy tańczą. Chwila całkowitej wolności, szczerej i ludzkiej ekspresji – tłumaczy amerykańskiemu National Public Radio.
Po powrocie do Wielkiej Brytanii wciąż czuła coś trochę jak miłość, trochę jak radość, trochę jak spontaniczność. Obecność rozumiana jako stan całkowitego zanurzenia w chwili, wyzbycie się natłoku myśli, pełna uważność i radość z doświadczania „tu i teraz”. Było to tak wyjątkowe uczucie, że ostatecznie nadała mu własną nazwę. Jak tłumaczy autorka, słowo to może wynikać z wielu doświadczeń. To czysta obecność. To moment nicości. Albo moment eureki, kiedy wpadasz na naprawdę dobry pomysł. Z grubsza można przetłumaczyć jako idealną jedność w sobie. Alternatywnie, może to być chwila przed orgazmem.
Słowo stało się również tytułem jej nowego, trzeciego albumu: „Eusexua”.
1.
FKA twigs od dawna porusza się na granicy nowatorskiej, cyfrowej muzyki, a jej wtargnięcia do mainstreamu przypominają fanom, że mogłaby tworzyć popowe hity, gdyby tylko chciała. „Eusexua” to jeden z tych przykładów na dużą skalę, gdzie zadziorna elektronika – we współpracy z producentem Koreless – przypomina o jej statusie outsiderki.
Jeśli wcześniejsze płyty 38-letniej Brytyjki kojarzyły się z intymnością, teatrem i melancholią, tutaj artystka idzie na całość. Bez trudu łączy dźwięki cyfrowe z klubowymi utworami tanecznymi. Płyta jest odważna, cielesna, emocjonalnie rozpięta między ekstazą a bólem. Produkcja balansuje między pulsującą elektroniką a surowością, która momentami brzmi wręcz jakbyście byli w środku tańczącego ciała. To album zbudowany na kontrastach: delikatny, kruchy wokal kontra agresywny rytm, subtelność kontra fizyczność. Ten dysonans to esencja siły „Eusexua”.
– Zawsze mówiłam, że to nie jest album taneczny. To list miłosny do tego, jak muzyka taneczna sprawia, że się czuję – mówiła magazynowi „Rolling Stone”.
W nagraniach pomagali jej też m.in. Nicolas Jaar, Stuart Price, Jeff Bhasker, Marius de Vries czy Stargate. To nazwiska z najwyższej półki popu i elektroniki – ci sami ludzie pracowali z Madonną („Ray of Light”, „Music”) czy Björk, wnosząc tu tę samą umiejętność budowania transowego, ale wyrafinowanego dźwięku. Jedyny gościnny głos to North West w „Childlike Things”, w którym rapuje po japońsku. To odważny, dziwny, trochę prowokacyjny gest wpisujący się w ideę piosenki o dziecięcej wyobraźni i anarchicznej energii.
Jak 11-letnia córka Kanye Westa i Kim Kardashian trafiła na „Eusexua”? – Widziałam wywiad z North i od razu pomyślałam, że chciałabym mieć taką koleżankę, gdy byłam dzieckiem. Kogoś, kto mówi to, co myśli. A na płycie kogoś, kto wniesie do utworu dziecięcą energię. Jej ojciec pomógł to wszystko ustawić przez znajomego – wyznała.
2.
Era „Eusexua” od początku budowana jest poprzez spójną, wyrazistą estetykę wizualną, w której moda staje się narzędziem narracji, a nie dodatkiem do muzyki. Stylizacje FKA twigs oscylują wokół cielesnych, „nagich” tonów skóry, brązów i przygaszonych beży, często opartych na gorsetowych formach, butów na platformie i androgynicznej nagości. To estetyka świadomie klubowa i rytualna, wzmacniana przez rzeźbiarskie fryzury (tworzone m.in. przez Louisa Souvestre’a) oraz geometryczne makijaże. Styl nie tylko podkreślał fizyczność artystki, lecz także wpisywał się w ideę ciała jako głównego medium przeżycia, pozbawionego dystansu i nadmiaru symboli.
Brytyjka od początku kariery rozpoczętej dekadę temu jest ceniona nie tylko za muzykę, lecz także za warstwę wizualną swoich projektów. Często sama reżyseruje teledyski, projektuje choreografie i buduje narracje wizualne, które funkcjonują jako integralna część jej sztuki. Jej prace poruszają tematy cielesności, intymności, władzy, duchowości, kobiecości i traumy. Niekonwencjonalny strój – jak u Björk, do której jest porównywana – to istotna część całości. Trudno znaleźć zdjęcie twigs, które nie wyglądałoby, jakby właśnie zeszła z wybiegu. Jej wizerunek jest wysoce teatralny, a nie seksowny w zwykłym tego słowa znaczeniu.
Jej wpływ na świat mody wykracza daleko poza jej własne stylizacje z dystopijnymi, rzeźbiarskimi sylwetkami – stała się muzą i współtwórczynią dla kilku znaczących marek. W 2025 roku rozwinęła współpracę ze szwajcarską marką On Running, dla której zaprojektowała kolekcję „The Body Is Art” – lekkie materiały przypominające drugą skórę, asymetryczne kroje i motywy ruchu korespondują z duchem „Eusexua”. Regularnie pojawia się też na pokazach i w kampaniach domów mody o awangardowym profilu: Ricka Owensa, Muglera czy McQueena. W tym samym roku wzięła udział w kampanii Calvina Kleina, ale też H&M, przenosząc swoją klubowo-futurystyczną wizję do masowego odbiorcy.
Czy kiedykolwiek odpoczywa? – Nie – mówi bez ogródek „Guardianowi”. – Zawsze wywierałam na siebie dużą presję. Nie wiem, czy to się zmieni, gdy się zestarzeję lub założę rodzinę, ale w tej chwili moim przeznaczeniem i celem jest sprostanie wyzwaniu.
3.
W przeszłości opowiadała o presji, jaką odczuwa, by być 10 razy lepszą od białych koleżanek; że nigdy nie ujdzie jej na sucho stanie i śpiewanie przed mikrofonem, „brzdąkając kilka uroczych akordów na gitarze”… Musi „tańczyć na rurze, do góry nogami, machać mieczem, reżyserować, produkować”.
Dla czarnoskórych kobiet odniesienie sukcesu w branży muzycznej może być niezwykle trudne. Spotykają się z dużo większą niechęcią niż te o jaśniejszej karnacji, ale twigs czuje, że musi być ponadprzeciętna i uosabiać doskonałość. – Jeśli kolor mojej skóry oznacza, że muszę się bardziej starać, zrobię to. Za każdym razem. Będę to robić, aż zsinieję na twarzy. Bo taki jest mój cel. Nie zawsze jest to sprawiedliwe. Ale życie nie jest sprawiedliwe – wzrusza ramionami.
Urodziła się jako Tahliah Debrett Barnett w 1988 roku w urokliwym uzdrowisku Cheltenham w południowo-zachodniej Anglii, z matki o brytyjsko-hiszpańskich korzeniach i ojca z Jamajki, którego nie znała. Mieszkały z mamą w malutkim mieszkanku i żyły z jej zasiłku, który czasem nie starczał na jedzenie. Wychowywał ją też „fanatyk jazzu” – czarnoskóry ojczym grający na akordeonie.
Mówi o sobie, że jest „dzieckiem ze stypendiów”, ponieważ otrzymała stypendium na naukę w katolickiej szkole prywatnej, gdzie odebrała solidne wykształcenie i gdzie zaczęła brać lekcje opery i baletu. Nie utrzymuje jednak kontaktu ze szkolnymi koleżankami. – Nie mam pretensji, ale muszę zostawić to za sobą. Naśmiewanie się z moich włosów, mówienie, że są tłuste albo że dziwnie pachną, bo nałożyłam na nie jakiś kosmetyk – to rasizm. I to dotyczyło nawet niektórych z moich najlepszych przyjaciółek. To naprawdę utrudniało mi życie. Nie czułam, że mogę być sobą – wspomina.
Jako 17-latka przeprowadziła się do Londynu. Uczyła się w szkole artystycznej, cały czas szkoląc taniec.
W wieku około dwudziestu lat odniosła sukces jako tancerka, występując z takimi gwiazdami, jak m.in. Kylie Minogue, Jessie J i Ed Sheeran, choć tego nienawidziła. W rozmowie z „Observer” w 2014 roku powiedziała: „Myślisz, że chciałam być marionetką?”. Przez jakiś czas pracowała również jako sprzedawczyni drinków w barze, ale w każdej wolnej chwili wykonywała swoją muzykę, czasem dla pieniędzy, czasem dla zabawy. – Wieczorami grałam w pubach; jeśli miałam szczęście, dostawałam 15 funtów. Kolejka mogła liczyć sześć osób; czasami nikt się nie pojawił. Tak naprawdę nic mi to nie dało. Ale zamiast wydać 50 funtów na weekendowe wyjścia z kumplami i upijanie się, wolałam zapłacić za salę do prób z zespołem – opowiada.
Aż pewnego wieczoru została zauważona na ulicy przez fotografa Matthew Stone’a, co zmieniło wszystko. W 2012 roku zrobił jej zdjęcia, które trafiły na okładkę magazynu „i-D”. W tym samym roku wydała swój pierwszy album „EP1”.
Teledysk do głównego singla „Two Weeks” został nominowany do nagród MTV Video Music Awards. W tym samym czasie zaczęła też spotykać się z Robertem Pattinsonem, co przyciągnęło uwagę paparazzi. Para była razem do 2017 roku, co dla niej oznaczało nieustanne rasistowskie napaści ze strony fanów „Zmierzchu”, który aktorowi przyniósł sławę globalną.
Nie lubi opowiadać o swoich związkach publicznie. Uważa się za osobę prywatną, ale otwarcie mówi o rzeczach, które są dla niej najważniejsze. W 2020 roku podzieliła się historią przemocy domowej po wniesieniu pozwu przeciwko aktorowi Shia LaBeoufowi, z którym spotykała się prawie rok. Oskarżyła go o grożenie jej, uwięzienie i duszenie, a także o świadome zarażenie jej chorobą weneryczną. Udało jej się uciec, dzwoniąc na infolinię. Teraz wykorzystuje swoją pozycję, by wspierać osoby jej bliskie, które tkwią w toksycznych związkach, i publicznie zabierać głos w sprawie fizycznej i psychicznej przemocy.
4.
Zawsze była wierna sobie. – Rozpoczęłam karierę u szczytu popularności programu „Pop Idol” – mówi „Guardianowi”. – To była nowa era, w której znajdywano ludzi z ulicy i robiono z nich gwiazdy popu. Nigdy nie byłam tego częścią. Jestem nieśmiała. Nie poradziłabym sobie z wywiadami. Nie jestem też wystarczająco podatna na taki proces.
Poczucie własnej wartości przypisuje dzieciństwu. – Moja mama była tancerką salsy i szyła też kostiumy. Nie miałyśmy wystawnego życia, ale byłam naprawdę kochana. Zwłaszcza, gdy byłam mała, w latach kształtowania, mama bardzo mnie inspirowała – odkrywała, kim jestem i co mnie kręci. Poświęciła temu mnóstwo czasu, mnóstwo uwagi. Balet, taniec współczesny, stepowanie – dorastałam z wiarą, że moje ciało może wszystko – wspomina.
Dziś kariera FKA twigs złożona jest z wielu elementów – taniec, śpiew, aktorstwo, modeling – i zazwyczaj robi wszystkie te rzeczy jednocześnie.
Warstwa filmowa „Eusexua” stoi na równie wysokim poziomie, co muzyka. Teledyski reżyserowane przez obecnego partnera, fotografa i reżysera Jordana Hemingwaya, stanowią integralną część narracji albumu. Obraz i dźwięk współistnieją na zasadzie dialogu: surowe, klubowe przestrzenie, precyzyjna choreografia i bliskie kadry ciała wzmacniają wrażenie transu, obecności i utraty indywidualnych granic. Nie ilustrują piosenek wprost, lecz pogłębiają ich emocjonalny ciężar, przekształcając je w formę audiowizualnego rytuału. To konsekwentna kontynuacja myślenia twigs o teledysku jako autonomicznym dziele sztuki performatywnej. Jej muzyka wymyka się klasyfikacji, nie tylko dlatego, że nie pasuje do żadnego gatunku, ale też dlatego, że głos piosenkarki jest nieziemski, a skala głosu niesamowita, więc oprawa wizualna nie może być banalna.
Album „Eusexua” dotarł do trzeciego miejsca na oficjalnej brytyjskiej liście, co jak dotąd jest jej najwyższą pozycją. Został nominowany do nagrody Grammy 2026, a fani okrzyknęli go przełomowym i zmieniającym życie. Uzdrawiający aspekt projektu jest niezwykle ważny również dla niej. W 2017 roku przeszła operację usunięcia sześciu dużych mięśniaków macicy.
Otwarcie mówiła o bólu i jego wpływie na jej pewność siebie: – Ludzie pytali: „Gdzie się podziała twigs?”. Przeszłam przez to szaleństwo, przez które, jak się okazuje, przechodzi wiele kobiet. Przez ostatnie kilka lat byłam w trakcie ogromnej podróży ku uzdrowieniu i musiałam na nowo nauczyć się, jak używać swojego ciała i żyć w nim.
Podczas nagrywania albumu opracowała język wokół „Eusexua”, w tym koncepcje takie jak „croning”, jej próba aktywnego odłączenia się od technologii, oraz „minestate”, rodzaj medytacji, która pozwala dostroić się do siebie. – Bardzo mi to pomogło. Tańczę odkąd miałam 7 lub 8 lat, a zawodowo od 12. Tańczę, patrząc na siebie w lustrze, doskonaląc się. Moje ciało bardzo cierpi. Od kilku lat cierpię na chroniczny ból i musiałam, pod wieloma względami, nad nim pracować i się uleczyć. Teraz czuję się dobrze. Czuję, że przejęłam kontrolę i to zmieniłam – deklaruje
5.
Po niedawnych rolach w „Kruku” i „Synu przeznaczenia” u boku Nicolasa Cage’a (filmach zmiażdżonych przez krytyków), w tym roku powróci na ekrany w „Samotnej kobiecie” u boku Chloë Sevigny. Chciałaby spróbować sił w pisaniu scenariuszy, uczy się francuskiego, uczęszcza do szkoły pantomimy. – Chcę, żeby wszystko kręciło się wokół mojej pracy. Najciekawsze jest we mnie to, co robię. Nie to, kim jestem. Nie jestem gwiazdą popu. I nie chcę być tak postrzegana. Nie chcę oceniać swojej pracy i sukcesu na podstawie danych czy statystyk, ale na podstawie jej wpływu na kulturę i tego, jak ludzie się z nią czują – oznajmia w wywiadzie dla „Elle”.
Jest podekscytowana, że zabierze płytę „Eusexua” i jej kontynuację „Eusexua Afterglow” w trasę. Tournée „Body High Tour” zaczyna się w marcu w Miami, a skończy w Berlinie w czerwcu. W Polsce artystka pojawi się 30 maja na Orange Warsaw Festival. Spodziewajcie się występu, który jest czymś znacznie więcej niż tylko odtworzeniem materiału z płyty. Byłem w ub.r. na jednym z nich i powiem krótko: to pełnoprawny performans, hipnotyczny spektakl, w którym ciało staje się głównym nośnikiem znaczeń, opartym na precyzyjnej choreografii, skrajnej kontroli ruchu i absolutnej emocjonalnej koncentracji.
Dla mnie FKA twigs jest artystką totalną. Cały czas się rozwija, eksploruje, miesza media, poszerza horyzonty i po prostu rośnie dalej. Jesteśmy świadkami jednej z najciekawszych karier XXI wieku. „Eusexua” jest tego kolejnym dowodem. ﹡
Kopiowanie treści jest zabronione