Wciąż jest niezwykle płodny. Mimo iż w styczniu skończył 77 lat, a w ubiegłym roku przeszedł poważną chorobę.
Udzielając wywiadu „New York Timesowi”, nie chciał mówić na co chorował. Zdradził jedynie, że był w tak złej formie, iż spędził miesiąc w szpitalu i schudł około 18 kilogramów. Miał trudności z chodzeniem, co dla tak aktywnej osoby jak on – ponieważ zazwyczaj biega godzinę dziennie – było trudnym doświadczeniem. Do tego, w ostrym stadium choroby nie miał ochoty pisać. Po wyzdrowieniu z ulgą odkrył, że ta potrzeba go nie opuściła.
Wtedy zaczął pisać nową powieść. – To swego rodzaju zmartwychwstanie. Wróciłem – wyznał amerykańskiemu dziennikowi.
Ostatnio z radością pogrążył się w swojej codziennej rutynie. Mieszka w Tokio z żoną, Yoko, z którą jest od ponad 50 lat, i która jest jego pierwszą czytelniczką i często jego najsurowszą redaktorką. Wstaje wcześnie rano, żeby pisać, wykonuje takie prace domowe, jak zmywanie naczyń i prasowanie, a także biega.
Zaczął jogging na poważnie, podobnie jak pisarstwo, dopiero po trzydziestce. – Przebiegłem 40 maratonów w ciągu 40 lat. Siła fizyczna jest kluczowa. Nie jestem pewien, jak wyglądałoby moje życie, gdybym nie biegał. Większość tego, co wiem o pisaniu, nauczyłem się, biegając każdego dnia – przyznał kiedyś w jednym z wywiadów. – Poza tym, bieganie to wytchnienie od zbyt wielu uczuć.
1.
Kiedy Haruki Murakami siada do pisania, nie ma pojęcia, co się wydarzy. Jak zauważa „New York Times”, wydaje się to zdumiewającym wyznaniem doświadczonego powieściopisarza, światowej ikony literatury, która napisała ponad 40 książek i sprzedała dziesiątki milionów egzemplarzy w kilkudziesięciu językach i jest od wielu lat kandydatem do Nagrody Nobla. Jednak po prawie półwieczu kariery proces twórczy Murakamiego pozostaje tajemnicą, nawet dla niego samego.
– Nie mam żadnego planu, po prostu piszę, a podczas pisania dziwne rzeczy dzieją się bardzo naturalnie, bardzo automatycznie – powiedział w wywiadzie.
– Za każdym razem, gdy piszę fikcję, przenoszę się do innego świata – można by to nazwać podświadomością – i w tym świecie może się wydarzyć wszystko – kontynuował. – Widzę tam tak wiele rzeczy, a potem wracam do tego prawdziwego świata i to zapisuję.
Nie uważa się za mistrza prozy ani błyskotliwego gawędziarza. Jak wyznał, jego jedyną unikalną umiejętnością jest zdolność podróżowania między światami i przekazywania tego, co zobaczył: – Nie sądzę, żebym był artystą. Myślę, że jestem zwykłym człowiekiem. Nie jestem geniuszem ani nie jestem aż tak inteligentny, ale potrafię to zrobić – mogę zejść do tego świata.
Większość czasu spędza w domu, po prostu pracując. – Jestem trochę pracoholikiem – zadeklarował.
2.
W ostatnich latach pisarstwo Murakamiego nabrało bardziej filozoficznego, refleksyjnego charakteru, co było widoczne w ostatniej powieści pt. „Miasto oraz jego nieuchwytny mur”, gdzie zmaga się z nostalgią za utraconą młodością i nieuchronnością śmierci.
Najnowsza historia, która przyszła mu do głowy, wydała się inna niż jego poprzednie dzieła, bardziej optymistyczna. To również dla niego nowe pisarskie terytorium, bo po raz pierwszy pisał głównie z kobiecej perspektywy. Tym bardziej ciekawe, że do tej pory krytykowano go za to, że jego postaci kobiece są jednowymiarowe, marginalne i nadmiernie zseksualizowane. W nowej powieści, której tytułu jeszcze nie chce zdradzać, bohaterką jest Kaho, artystka i ilustratorka książek dla dzieci.
– Pisanie z perspektywy młodej kobiety wydawało mi się inne, ale zaskakująco naturalne. Stałem się nią – wyjawił.
Szczegółów nie zdradził. – To bardzo zwyczajna dziewczyna, niezbyt ładna, niezbyt inteligentna… Ale tyle dziwnych rzeczy się z nią dzieje i wokół niej. Jakie? To tajemnica – uśmiechnął się.
Powieść ukaże się w Japonii tego lata, obecnie jest tłumaczona na język angielski. W Polsce będzie prawdopodobnie w przyszłym roku.
3.
Zanim poznamy jego bohaterkę Kaho, Murakami szykuje serię premier w Europie i USA. Tej jesieni opublikuje „Abandoning a Cat: Memories of my Father”, krótką, przejmującą opowieść o swojej relacji z ojcem, którą w Japonii wydał pięć lat temu. Pisarz rzadko pisze o ojcu, ale tym razem wspominał jego wojenne doświadczenia.
Chiaki urodził się w Kioto w 1917 roku jako drugi syn buddyjskiego mnicha. Miał 20 lat i wciąż się uczył, gdy w 1938 roku został powołany do Cesarskiej Armii Japońskiej jako żołnierz batalionu transportowego. Kiedy Haruki był w szkole podstawowej, ojciec (pracujący już jako nauczyciel języka japońskiego) opowiedział mu o tym, jak żołnierze zabili wówczas pojmanego chińskiego żołnierza. „Nie trzeba dodawać, że barbarzyński widok ludzkiej głowy odcinanej mieczem głęboko wrył się w mój młody umysł” – pisze w książce Murakami.
Wrażenie było tak silne, jak twierdzi autor, że czuje, iż częściowo odziedziczył to doświadczenie po ojcu. Konfrontacja z wojnami i przemocą to jeden z najważniejszych tematów w twórczości Murakamiego. Postać w „Śmierci Komandora”, długiej powieści, którą opublikował w 2017 roku, opowiada historię wojenną podobną do tej, którą opowiedział mu ojciec. Ale dopiero po jego śmierci zaczął interesować się jego wojskową przeszłością. Relacje między nimi były bowiem na tyle napięte, że przez ponad 20 lat ze sobą nie rozmawiali. Jednak na kilka dni przed śmiercią Chakiego w 2008 roku „doszli do czegoś w rodzaju pojednania”.
4.
W przyszłym roku Murakami planuje wydać także książkę o swojej kolekcji płyt z muzyką klasyczną. Kocha winyle, których ma ponad 3250 sztuk. Od dzieciństwa pozostawał pod silnym wpływem kultury zachodniej, szybko zafascynował się światem jazzu i muzyki klasycznej (w wieku 15 lat założył nawet w Tokio klub jazzowy i prowadził go do 30-tki).
Swojej miłości do muzyki – ma eklektyczny gust – przypisuje to, że kształtowała jego twórczość w jeszcze większym stopniu niż książki, które czytał: dzieła amerykańskich pisarzy, takich jak Hemingway, Capote i Fitzgerald, oraz rosyjską klasykę, jak „Bracia Karamazow” czy „Zbrodnia i kara” Dostojewskiego. – Dobra muzyka nauczyła mnie tak wielu rzeczy: stałego rytmu, pięknej melodii i harmonii, swobodnej improwizacji jazzowej – wyliczał.
Opowiadając w 2011 roku o swojej pasji, wyjaśnił Seiji Ozawie w książce „Absolutely on Music”: „Jak powiedział kiedyś Duke Ellington: »Są po prostu dwa rodzaje muzyki: dobra i inna«. W tym sensie jazz i muzyka klasyczna są zasadniczo tym samym. Czysta radość, jakiej doświadcza się słuchając dobrej muzyki, wykracza poza kwestie gatunku”.
77-latek w rozmowie z dziennikarką „New York Timesa” wyznał, że nie zamierza przestać pisać kolejnych książek: – Nie wiem, ile powieści uda mi się jeszcze napisać. Czuję, że będę mógł jeszcze wiele, ponieważ pisanie beletrystyki jest tak wspaniałe. To jak odkrywanie samego siebie. Nawet jeśli się zestarzałem, wciąż mam przestrzeń do eksploracji. ﹡
Kopiowanie treści jest zabronione