Kasia Lins. Zdjęcia: Oliwier Faikis
Kasia Lins artystką roku. „To ona sprawiła, że Ciechowski jest kobietą”
25 maja 2026
tekst: AMK
– Dedykuję tę nagrodę wszystkim artystom-idealistom, którzy robią swoje – powiedziała ze sceny Kasia Lins, największa wygrana Gali Muzyki Popularnej Fryderyków 2026. Piosenkarka zdobyła aż trzy statuetki tych najważniejszych nagród muzycznych w naszym kraju. To wielki sukces 36-latki, która zachwycona nieżyjącym od 25 lat liderem Republiki, poświęciła jego mniej znanym utworom nową płytę „Obywatelka K.L.”. I dzięki niej została artystką roku. Co ciekawe, w przeszłości zdobyła nagrodę… Grzegorza Ciechowskiego.

Skłamałaby, gdyby powiedziała, że zawsze, przez większość życia słuchała tej muzyki. Repertuar mniej znany, czyli wszystko co raczej orbitowało wokół „Mamony” czy „Białej flagi” Republiki, zespołu, który w latach 80. założył Grzegorz Ciechowski, dotarł do niej raczej późno. Ale kiedy już usłyszała piosenki spoza „głównego republikańskiego nurtu”, okazało się, ze dokładnie tego nie znajdowała wcześniej w polskich tekstach. I z każdą kolejną piosenką zanurzała się głębiej.

– Nie ma nic, co mocniej do mnie mówi, jeśli chodzi o polską lirykę w utworach. Liryka Grzegorza Ciechowskiego współgra ze mną zarówno jeśli chodzi o ładunek emocjonalny, jak i niebywale wyraźny i unikalny wykreowany świat, pełen obrazów Erosa i Tanatosa, czyli erotyki i śmierci, a także relacji dwojga osób jako wtajemniczenia, pewnego paktu. Ciechowski to dla mnie styk wysokiej literatury z kinem szpiegowskim i erotykami klasy B, kreujący z tego, co niskie i wstydliwe – piękną istotę – mówiła pod koniec ub.r. w wywiadzie z „Rzeczpospolitą”, gdy zadebiutowała jej nowa płyta „Obywatelka K.L.”, z trzynastoma piosenkami lidera Republiki, które zinterpretowała po swojemu.

Dziś Kasia Lins święci triumfy z tym wyjątkowym projektem – Akademia Fonograficzna nagrodziła ją w poniedziałek wieczorem aż trzema Fryderykami w kategorii muzyki rozrywkowej. Wygrała w kategorii „album roku pop alternatywny” za krążek „Obywatelka K.L.”, a także w kategorii „teledysk roku” za klip do „Śmierci w bikini” (jako jego współreżyserka razem z Maciejem Aleksandrem Bierutem i Karolem Łakomcem).

A przede wszystkim zgarnęła najważniejszą nagrodę 32. edycji: Fryderyka w kategorii „artysta/artystka roku”, za muzykę, która łączy pokolenia. „To ona sprawiła, że Grzegorz Ciechowski jest kobietą”, jak usłyszeliśmy na gali.

– Czasem jestem za bardzo wygadana, za bardzo wyszczekana, ale teraz nie wiem, co powiedzieć… – zaczęła, odbierając wyróżnienie. Po chwili dodała: – Dedykuję tę nagrodę wszystkim artystom-idealistom, którzy robią swoje i wierzą, żeby nie wyjaławiać swojej twórczości i nie pozbawiać jej właściwości w zamian za profity, które można z tego czerpać.

Kasia Lins z trzema Fryderykami
Piosenkarka dała też występ podczas gali, wykonując „Śmierć w bikini”
Zdjęcie: Paweł Wrzecion / AKPA

Na początku miała wątpliwości, czy można ze wszystkich oblicz Ciechowskiego, przeróżnych artystycznych etapów, które kreował, zbudować spójną całość, a właśnie na takiej konsekwencji, spójności muzycznej i autokreacyjnej jej zależało. Postanowiła więc w swoim projekcie postawić na mniej znane, mniej oczywiste piosenki. Brała pod uwagę te z największym kobiecym kontekstem. Miały być autentyczne, kiedy to ona będzie je opowiadać.

– To była intensywna podróż w głąb głowy G.C. – inaczej odbierałam te teksty jako słuchaczka, inaczej, gdy chciałam wejść w emocjonalność autora, ale też poznać kontekst czy tło i opowiedzieć historię po swojemu – wyznała Interii.

Większość piosenek, które wybrała do projektu, ma wspólny mianownik. W każdym utworze pojawia się wątek niemożliwości zdobycia, napięcia spowodowanego niespełnieniem i jednocześnie bardzo silnego, magnetycznego przyciągania.

Kasia Lins: „Nie chciałam robić kolejnego hołdu. Zależało mi, żeby wejść w ten świat po swojemu”
Kasia Lins: „Nie chciałam robić kolejnego hołdu. Zależało mi, żeby wejść w ten świat po swojemu”
Kasia Lins: „Nie chciałam robić kolejnego hołdu. Zależało mi, żeby wejść w ten świat po swojemu”
Kasia Lins: „Nie chciałam robić kolejnego hołdu. Zależało mi, żeby wejść w ten świat po swojemu”

– I to chyba właśnie to napięcie, a nie konkretna opowieść, na mnie działa. Większość z nich jest w jakiś sposób erotyczna, liminalna, nieosiągalna. Starałam się je wyłącznie uwypuklić, oświetlić z nowego kąta, zaakcentować obsesję, chęć spełnienia i jednocześnie jakiś nieokreślony hamulec lub mur nie do przebicia, walkę kontrastów, walkę z siłą, która nie pozwala dojść do celu. To są dla mnie elementy, które budują te historie – wyjaśniła.

Najsilniej to widać w utworze „Śmierć w bikini”, który Republika wypuściła w 1983 roku, a Lins zamieściła na „Obywatelce K.L.”. – Kiedy Grzegorz śpiewa w nim o kobiecie, to to pożądanie jest wręcz zabójcze. Nie wiadomo, czy to kobieta czy śmierć. Zdobycie jej może być końcem, może być śmiercionośne, apokaliptyczne – oceniła.

Nakręciła też do niego teledysk, który w walce o Fryderyka pokonał „Dziwną” Darii Zawiałow i Artura Rojka, z klipem „Kamień z serca” Bedoesa, „Zanim spadnie deszcz” Kubana i Mroza i „Eviva l’arte!” sanah i Krzysztofa Zalewskiego. – W klipie bardziej analitycznie zgłębiliśmy historię piosenki i wyjściowego pomysłu „Śmierci w bikini”, czyli Atolu Bikini i prób bomby atomowej. Oczywiście możemy też czytać ją jako obsesyjną, uwodzicielską jazdę o demonicznej kobiecie w bikini, symbolizującej śmierć, zagładę – mówiła.

Wokalistka na potrzeby „Obywatelki K.L.” przeszła też metamorfozę wizerunkową – obcięła długie włosy. Ważne było zaistnienie nowej postaci, niezbędnej do opowiadania nowej płyty. Uwielbia bowiem koncepcyjne albumy i kreowanie na ich potrzeby nowych wcieleń.

– Nie potrafię funkcjonować bez autokreacji. Tym bardziej, że w moim przypadku okazuje się niezbędna do rozwijania pomysłów na płytę – uzasadniła w rozmowie z Onetem.

Na płycie korzysta z instrumentu, który rzeczywiście należał do Grzegorza Ciechowskiego. Występuje też w jego okularach. Na początku, gdy dostała te rzeczy od rodziny byłego lidera Republiki (zmarł nagle 22 grudnia 2001 roku podczas operacji tętniaka serca), patrzyła na nie jako fanka, z nieskrywanym zachwytem. Wiele z tych przedmiotów spędziło lata na strychu. Ale później bardzo jej pomogły odnaleźć się w nowej postaci, którą budowała.

Kasia Lins: „Ta płyta to trochę rozmowa z duchem. Z kimś, kto już powiedział wiele, ale ja czuję, że jest tam jeszcze więcej”
Kasia Lins: „Ta płyta to trochę rozmowa z duchem. Z kimś, kto już powiedział wiele, ale ja czuję, że jest tam jeszcze więcej”
Kasia Lins: „Ta płyta to trochę rozmowa z duchem. Z kimś, kto już powiedział wiele, ale ja czuję, że jest tam jeszcze więcej”
Kasia Lins: „Ta płyta to trochę rozmowa z duchem. Z kimś, kto już powiedział wiele, ale ja czuję, że jest tam jeszcze więcej”

– Zaskoczyło mnie to, że wejście w czyjś strój doprowadziło do odkrywania zasobów, których wcześniej u siebie nie dostrzegałam. A jednak są we mnie. Może to jest o tym, jak te światy – twórcy i autokreacji – są jednak przylegające – zastanawiała się. – Ten album to dla mnie przełom na każdej płaszczyźnie, mogłabym więc powiedzieć, że Grzegorz mi w nim towarzyszył lub doprowadził mnie do niego.

Co ciekawe, w teledysku do utworu „Przyznaję się do winy” występuje też syn nieżyjącego muzyka, Bruno Ciechowski. – Gdy zobaczyłam go po raz pierwszy, nie mogłam uwierzyć, że byli z ojcem tak podobni. Na planie po prostu wszyscy mieliśmy ciarki, czuliśmy, jakby faktycznie Grzegorz był z nami – nie kryła emocji.

Płyta Lins została bardzo dobrze przyjęta, także przez fanów Ciechowskiego. Pojawiają się nawet komentarze typu „lepsze niż oryginał”. Podoba się zwłaszcza „Śmierć w bikini”. Słuchacze piszą: „Jeden z niewielu coverów, który nie zmasakrował oryginału, ale oddał mu hołd. Obywatel G.C. ciągle żywy”; „To jest po prostu genialne! Tu jest wszystko, wizualnie i przede wszystkim muzycznie”; albo „Tu wszystko rozwala głowę, nowe aranżacje są świetne i hipnotyzujące, klipy idealnie oddają klimat, naprawdę niesamowity projekt i dla wszystkich zaangażowanych duże brawa”.

Zdjęcia: Zuzanna Kruczek

Lins, która jest jedną z najciekawszych i najzdolniejszych młodych artystek w naszym kraju, ruszyła też w trasę koncertową wokół „Obywatelki K.L.”. Gra w klubach największych miast w Polsce. – Po to robię muzykę, żeby się nią dzielić. Nie zbieram jej sobie do prywatnego folderu i nie spełniam się wyłącznie samym procesem tworzenia. Moment zetknięcia ze słuchaczem jest ogromną częścią całej pracy i równie podniecającym zdarzeniem, co robienie albumu – zadeklarowała.

Koncert ma formę spektaklu: – Analogicznie do płyty koncert ma być opowieścią, więc zwykle zapraszamy do bardzo wyrazistego, osobnego świata. Myśl przewodnia, którą zawsze mamy, to żeby zabrać odbiorcę trochę jak do kina, do teatru, by oderwał się od rzeczywistości. To, co tajemnicze, ciemniejsze bardziej mnie pociąga.

29 maja wystąpi na Orange Warsaw Festival, latem na Pol’and’Rock Festival, a w grudniu zwieńczenie trasy w warszawskim Klubie Stodoła.

Co po „Obywatelce KL”? Nie zdradza, ale jedno jest pewne, że zrobi to na własnych zasadach. – W sztuce lubię wypruwanie flaków, nadepnięcia na miejsca, które mogą nas zaboleć, sprowokować do jakiejś refleksji, albo obudzić w nas jakieś emocje. Trendy są ulotne. Śledzę muzykę, żyję tym, co ukazuje się na świecie, ale nie po to, by gonić trendy. Staram się osadzać w tym, co ma szansę przetrwać dłużej niż sezon – podkreśla.

Na pewno nas zaskoczy. Lins uchodzi za artystkę kompletną: ze smakiem łączy muzykę, sztukę, literaturę, modę i oprawę wizualną. Jest rzadkim w Polsce przykładem konsekwencji w działaniu i spójności strategii, a nade wszystko pracowitości. Krok po kroku przez dekadę buduje uznanie fanów i branży. „Te trzy Fryderyki to nie tyle zasłużone, co wypracowane. Jako branża możemy być dumni, że kariera Kasi Lins zdrowo się rozwija, a najlepsze przed nią. Pod prąd algorytmom, trendom, badaniom itd. Trwała kariera potrzebuje bowiem czasu i ogromnej pracy” – napisała dzisiaj wytwórnia Polydor, dla której piosenkarka nagrywa.

 

Kasia Lins oraz okulary Grzegorza Ciechowskiego w jej dłoni. Zdjęcia: Oliwier Faikis

Kopiowanie treści jest zabronione