Eli Joshua Adé, Agata Grzybowska, Merrick Morton i Atsushi Nishijima, jako fotografowie planu zdjęciowego lub ekipy filmowej, mieli za zadanie uchwycić akcję i atmosferę na planach pięciu tegorocznych filmów nominowanych do Oscara: „Grzesznicy”, „Hamnet”, „Jedna bitwa po drugiej”, „Marty Supreme” i „Bugonia”. Ich zachwycające zdjęcia – przejmujące, eteryczne i odważne – nie tylko uwieczniają to, co działo się na planie filmowym, ale są też świadectwem przemyślanego podejścia autorów do swojej pracy.
Choć zdjęcia każdego z nich są zupełnie różne, technika pracy nad nimi bazuje na tym samym: cierpliwości i dyskretnym ruchu.
– Aby opowiedzieć historię w sposób nieruchomy, potrzebny jest spokój, nie tylko fizyczny, ale także psychiczny – ocenia Amerykanin Eli Joshua Adé, który przyznaje, że służba w Korpusie Piechoty Morskiej pomogła mu rozwinąć te umiejętności. – Potrafię stać nieruchomo przez bardzo długi czas, a w obozie szkoleniowym często właśnie to robiliśmy: staliśmy bez ruchu.
Wszystko to przyczyniło się do płynnego sposobu funkcjonowania Adé na planie filmowym „Grzeszników” (film ustanowił rekord nominacji do Oscara, zdobywając aż 16 nominacji; to więcej niż jakikolwiek inne dzieło w historii ceremonii), polegającego na tym, że nie przeszkadzał, ale potrafił uchwycić takie obrazy, jakie chciał.
Zdjęcie: Agata Grzybowska
Zdjęcie: Agata Grzybowska
– Siedzę i stoję w miejscu, bo nie chcę, żeby ktokolwiek mi pozował – wyznaje fotosista, laureat nagrody Publicist’s Award for Excellence in Unit Stills Photography z 2023 roku. – Jedne z najlepszych zdjęć, jakie zrobiłem, powstały po tym, jak reżyser krzyknął „cięcie”, a zanim jeszcze zawołał „akcja”.
Polka Agata Grzybowska pracowała jako fotoreporterka w Ukrainie po inwazji Rosji w 2022 roku. To właśnie ta decyzja skłoniła reżyserkę dramatu kostiumowego „Hamnet”, Chloé Zhao, do wybrania jej na fotografkę planu. I dała jej twórczą wolność: mogła robić wszystko, co zechce.
– „W strefie wojny jest nie tylko to, co trafia do CNN czy innego medium, są też duchy. Chwytasz rzeczy, których ludzie nie widzą” – powiedziała mi reżyserka. Chciała, żebym uchwyciła te duchy: sfotografowała to, co niewidzialne, to, co podświadome, co nas otacza – wspomina fotoreporterka specjalizująca się w dokumentowaniu konfliktów wojennych; robiła zdjęcia z wojny domowej w Syrii, kryzysu egipskiego w latach 2011-2014, z Euromajdanu w Ukrainie i podczas czarnych protestów kobiet w Polsce, w reakcji na zaostrzenie ustawy aborcyjnej, za co trafiła do aresztu.
Grzybowska, która w swoich zdjęciach do filmu przelała sporą część ziemskiej, nieziemskiej energii „Hamneta”, powiedziała, że jej „introwertyczna natura pozwoliła jej stworzyć inny rodzaj pracy”.
– Jako fotograf jesteś obserwatorem, świadkiem historii, która rozgrywa się na twoich oczach. Musisz być cierpliwy, ostrożny i wrażliwy na drobne szczegóły oraz historie innych. Nawet jeśli te historie są wyreżyserowane – opowiada.
Zdjęcie: Merrick Morton
Zdjęcie: Merrick Morton
Zdjęcie: Merrick Morton
Zdjęcie: Merrick Morton
ATSUSHI NISHIJIMA
„Wolę robić zdjęcia z odległości jednego do dwóch metrów od obiektu niż z daleka.
To trudne, gdy reżyser i aktorzy prowadzą
ciche rozmowy między zdjęciami, bo nie można im przeszkadzać.
To test, czy da się wejść w tę przestrzeń”
Zdjęcie: Atsushi Nishijima
Zdjęcie: Atsushi Nishijima
Zdjęcie: Atsushi Nishijima
Zdjęcie: Atsushi Nishijima
Merrick Morton z Los Angeles, który wcześniej współpracował m.in. z Davidem Fincherem, Taylorem Hackfordem, braćmi Coen i Stevenem Spielbergiem, zapewnia, że zasłużył na rolę w najnowszym i chwalonym filmie Paula Thomasa Andersona, ponieważ ma reputację człowieka „niewidocznego”.
– Na planie już wcześniej nazywano mnie snajperem – uśmiecha się Morton, który jest członkiem-założycielem Stowarzyszenia Fotografów Filmowych. – To, co robię, jest całkowicie niezależne od procesu tworzenia filmu. Łączę fotografię dokumentalną i uliczną i takie jest moje podejście od samego początku.
71-letni Morton, który często pracuje w czerni i bieli, rozpoczął przygodę z fotografią uliczną w latach 80., fotografując kulturę gangów i subkultur w Los Angeles. Zresztą robi to do dziś, ukazując intymne spojrzenie na rzadko widoczną stronę miasta. Jego portrety więźniów, mężczyzn i kobiet, ukazują siłę i godność; zdjęcia dają widzom szansę wejścia tam, gdzie inaczej nigdy by się nie odważyli.
– Jako obserwator, zaczynam od zewnątrz, a potem czekam, aż dostanę pozwolenie na dostęp – opowiada o stylu pracy fotografa na ulicy. – Nie idę bez celu, próbując przejąć władzę. Myślę, że chodzi o szacunek. Jeśli go okażesz, będą cię szanować.
To doświadczenie pozwoliło mu rozwinąć w swojej pracy styl dokumentalny, co odróżniało go od tradycyjnych fotosistów planów filmowych. Pracował w sklepie fotograficznym i publikował zdjęcia z Kuby, Meksyku i Kalifornii jako freelancer, gdy zadzwonił do niego reżyser „La Bamba” z 1987 roku. Spodobały mu się zdjęcia, które zobaczył w „LA Weekly” i zatrudnił go na planie filmu opowiadającego o życiu i przedwczesnej śmierci muzyka Ritchiego Valensa.
Zdjęcie: Atsushi Nishijima
Zdjęcia: Atsushi Nishijima
Zdjęcie: Atsushi Nishijima
Od tamtej pory Morton jest autorem zdjęć do ponad 90 filmów, w tym 'Podziemny krąg”, „Big Lebowski”, „Więzy krwi” oraz „Kolory” z Seanem Pennem i Robertem Duvallem. Ostatnim, „Jedna bitwa po drugiej”, który jest nominowany do Oscara w 13. kategoriach, w tym tej najważniejszej – film roku.
Zupełnie inne początki ma 49-letni Japończyk, Atsushi Nishijima, lepiej znany jako Jima. Zafascynowany Ameryką podczas pierwszej wizyty w tym kraju jako nastolatek, na studia wyjechał do Nowego Jorku i został. Po kończeniu fotografii na Brooklyn College, rozpoczął pracę w SilverWorks, laboratorium fotograficznym założonym przez byłego asystenta Richarda Avedona. Wśród jego klientów byli Irving Penn, Steven Meisel, Steven Klein i Annie Leibovitz. – W tym otoczeniu moja fascynacja fotografią rosła – mówi Jima.
Do swojej obecnej pracy trafił niemal przypadkiem. Jego pierwsze zawodowe kroki to robienie zdjęć do korporacyjnych filmów dokumentalnych, w tym do filmu o koszykówce dla Nike. Gdy reżyser, Derek Cianfrance, w 2012 roku robił fabułę „Drugie oblicze” z Ryanem Goslingiem, Evą Mendes i Bradleyem Cooperem w rolach głównych, zaprosił go na plane.
– Pierwszego dnia zdjęć Derek zabrał mnie do pokoju, w którym był Ryan Gosling, i powiedział: „Proszę, zróbcie zdjęcia” – powiedział mi. To była moja pierwsza interakcja z wielką gwiazdą – wspomina.
W ciągu ostatnich piętnastu lat współpracował z niektórymi z najważniejszych filmowców naszej ery: z Joshem Safdie, Yorgosem Lanthimosem, Avą DuVernay, Alejandro Gonzálezem Iñárritu, Barrym Jenkinsem czy Noahem Baumbachem. Ale jego relacja z Lanthimosem jest najgłębsza.
Zdjęcie: Eli Joshua Adé
Zdjęcie: Eli Joshua Adé
Zdjęcie: Eli Joshua Adé
Zdjęcie: Eli Joshua Adé
Zdjęcie: Eli Joshua Adé
Zdjęcie: Eli Joshua Adé
Zdjęcie: Eli Joshua Adé
Zdjęcie: Eli Joshua Adé
Zdjęcie: Eli Joshua Adé
AGATA GRZYBOWSKA
„Chloé Zhao stworzyła
bardzo wyjątkową więź między wszystkimi –
nie tylko ekipą i aktorami, ale nawet ze statystami.
W końcowej scenie, która ma miejsce w odtworzonym
teatrze Globe, występuje trzysta osób.
Gdy Hamlet umiera na scenie, wszyscy płakali.
To nie był płacz wymuszony, zagrany.
Płakaliśmy wszyscy, cała ekipa.
Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałam”
Zdjęcie: Merrick Morton
Zdjęcie: Merrick Morton
Zdjęcie: Merrick Morton
Wszystko zaczęło się nieoczekiwanie. Podczas podróży samolotem Jima przypadkowo obejrzał film „Lobster”, nie wiedząc nic o autorze, a następnego dnia 2017 roku odebrał telefon od producenta reżysera z pytaniem, czy chciałby pracować na planie „Zabicia świętego jelenia” Lanthimosa, okrutnej i mrocznie komicznej baśni o zemście.
Dekadę później obaj panowie nie tylko się przyjaźnią, ale zrobili każdy kolejny obraz Lanthimosa, w tym najnowszy – „Bugonia”. Podobnie jak sam film, fotosy uchwycone przez Jimę na planie są oszczędne, enigmatyczne i zagadkowe – wizualne orzechy do zgryzienia. Konstrukcja scen – kamery, mikrofony i rekwizyty, a także ludzie, którzy je obsługują i zarządzają – potęgują surową, teatralną atmosferę.
Jeśli „Bugonia” w kadrach Atsushi Nishijima jawi się jako nieziemska zagadka, jego zdjęcia z planu „Marty’ego Supreme” sugerują coś zupełnie odwrotnego. – Na planie panował zamęt. Czasami było głośno, szybko. To nowojorskie kręcenie filmów – mówi ze śmiechem.
Jego fotosy zazwyczaj przedstawiają momenty podczas przerw w kręceniu filmu. To zasługa Lanthimosa, który dał mu radę pierwszego dnia zdjęć do „Biednych istot” z 2023 roku. – Biegałem, próbując robić jak najlepsze zdjęcia. A Jorgos na to: „Zwolnij i bądź człowiekiem” – wspomina.
Interesują go chwile między ujęciami, kiedy aktorzy pogrążają się w myślach, odsłaniają prawdziwą twarz ludzi, którzy tworzą te filmy. – Wolę robić zdjęcia z odległości jednego do dwóch metrów od obiektu niż z daleka. To trudne, gdy reżyser i aktorzy prowadzą ciche rozmowy między zdjęciami, bo nie można im przeszkadzać. To test, czy da się wejść w tę przestrzeń. Być może kultura japońska mi w tym pomogła. Wychowując się w mieszkaniu w Japonii, moi rodzice kazali mi chodzić cicho, żeby nie przeszkadzać ludziom na dole – opowiada.
Zdjęcie: Atsushi Nishijima
Zdjęcie: Atsushi Nishijima
Zdjęcie: Atsushi Nishijima
Łagodność i spokój to jego znaki rozpoznawcze. Aktorzy i ekipa właśnie tak pamiętają go z planu „Marty Supreme”: mężczyznę w średnim wieku w okularach z aparatem na szyi, stojącego kilka kroków od nich. Jeśli chciał kogoś sfotografować, łapał jego spojrzenie, bez słowa unosił aparat w jego stronę i lekko unosił brwi, jakby pytając, czy zgadza się na zrobienie mu zdjęcia. Kiedy ten ktoś skinął głową, nacisnął spust migawki raz, a potem skłonił głowę w podziękowaniu. I szedł dalej…
Zdjęcia Adé pod wieloma względami eksponują zarówno aktorów drugoplanowych na planie „Grzeszników”, jak i gwiazdy. To była jego świadoma decyzja. Chciał przedstawić ich w lepszym świetle, niż to miało miejsce w przeszłości na planach filmowych.
Docenił niezwykłą dbałość reżysera „Grzeszników”, a także wieloletniego przyjaciela i współpracownika, Ryana Cooglera, o szczegóły dotyczące aktorów drugoplanowych i ich pochodzenia. – Kiedy masz na planie ludzi urodzonych i wychowanych w Luizjanie czy Missisipi – których rodziny to rolnicy – oni nie udają, że to ciężka praca. To po prostu widać na ich twarzach. Nie musiałem nikomu mówić, jak pozować, ani jak na mnie patrzeć. Oni po prostu… to byli oni – nie kryje podziwu dla ich prawdziwości i naturalności.
Nie umknęła mu także autentyczność całego doświadczenia.– Będąc na polach trzciny cukrowej – a pochodzę z Południa, więc znam historię dużej części tej ziemi – często myślałem sobie: jesteśmy na tym samym terenie, na którym nasi przodkowie musieli pracować za darmo, a my tu realizujemy projekt wart wiele milionów dolarów – zauważa.
I przyznaje, że w pewnym momencie zdjęć uczucia te stały się dla niego wręcz „nadprzyrodzone”. – Była chyba trzecia nad ranem, byliśmy na środku bagien. I panowała tam niezwykła cisza, jakby przodkowie nas obserwowali i błogosławili. ﹡
Zdjęcie: Atsushi Nishijima
Zdjęcie: Atsushi Nishijima
Zdjęcie: Atsushi Nishijima
Zdjęcia: Atsushi Nishijima
Zdjęcia: Atsushi Nishijima
Zdjęcie: Atsushi Nishijima
Zdjęcie: Atsushi Nishijima
Zdjęcie: Atsushi Nishijima
MERRICK MORTON
„Na planie już wcześniej nazywano mnie snajperem.
To, co robię, jest całkowicie niezależne
od procesu tworzenia filmu.
Łączę fotografię dokumentalną
i uliczną i takie jest moje podejście
od samego początku”
Zdjęcie: Merrick Morton
Zdjęcia: Atsushi Nishijima
Zdjęcie: Eli Joshua Adé
Zdjęcie: Agata Grzybowska
Zdjęcie: Atsushi Nishijima