Ma syndrom oszusta i chce być jak Kubrick. Polacy z noblistą zrobili film
07 sierpnia 2026
tekst: Agnieszka Kowalska
Autorem zdjęć do „Pejzażu w kolorze sepii” jest operator Piotr Niemyjski
Ma syndrom oszusta i chce być jak Kubrick. Polacy z noblistą zrobili film
07 sierpnia 2026
tekst: Agnieszka Kowalska
Ma syndrom oszusta i chce być jak Kubrick. Polacy z noblistą zrobili film

Laureat Literackiej Nagrody Nobla, Kazuo Ishiguro, od pół wieku ma obsesję na punkcie kina. Z wzajemnością. Pierwszy film, który nakręcono na podstawie jego książki – „Okruchy dnia” – zdobył osiem nominacji do Oscara, a ostatni – „Życie” – dwie. Większość adaptacji weszło do historii kina. Najnowsza, oparta na jego debiucie, dziś trafiła do polskich kin. Dla nas „Pejzaż w kolorze sepii” ma szczególne znaczenie: Polacy są producentami, muzykę do filmu napisał polski kompozytor, autorem zdjęć też jest Polak. U nas opowieść o tym, dlaczego pisarz dał im wolną rękę…

Zanim Kazuo Ishiguro opublikował choć jedno słowo, nie mówiąc już o zebraniu całej serii wyróżnień, z których każde przebijało poprzednie – Nagroda Bookera, tytuł szlachecki od królowej brytyjskiej, Nagroda Nobla w dziedzinie literatury – był cichym chłopcem w angielskim miasteczku Guildford, którego matka odgrywała sceny z japońskich filmów, które uwielbiała. Państwo Ishiguro z synem i córką przeprowadzili się z Nagasaki do Wielkiej Brytanii w 1960 roku, gdy Kazuo miał 5 lat. To miał być tymczasowy pobyt, ​​by jego ojciec, oceanograf, na zaproszenie brytyjskiego rządu mógł prowadzić badania w Narodowym Instytucie Oceanografii. Ale ostatecznie zamiast zaplanowanych dwóch lat zostali tam na dłużej, aż Anglia w końcu stała się ich domem.

Bez dostępu do kina z Japonii, Shizuko Ishiguro robiła coś, co jej syn opisuje jako „one-woman shows”. A on, dzięki jej inscenizacjom, tak bardzo zainteresował się japońskimi filmami, że oglądał każdy, który był pokazywany na Wyspach. Kino do dziś jest nieprzemijającą pasją pisarza i wpływa na jego twórczość tak samo jak literatura.

Dzięki matce powstała też jego debiutancka powieść. Shizuko, podobnie jak wszyscy członkowie jej najbliższej rodziny, była w Nagasaki, gdy w sierpniu 1945 roku na miasto zrzucono bombę atomową. Choć w „Pejzażu w kolorze sepii” („A Pale View of Hills”) nie wykorzystał bezpośrednio żadnej z jej historii, książka była pewnego rodzaju ich ewolucją.

– I była jej bliższa niż książki, które napisałem później – przyznaje w rozmowie z brytyjskim „Guardianem”. – Jaka szkoda, że ​​jej już nie ma i nie może zobaczyć filmu, który powstał na jej podstawie – dodaje, przypominając, że matka zmarła w 2019 roku, w wieku 92 lat.

„Pejzaż w kolorze sepii” Kazuo Ishiguro w Polsce została ostatnio wydana w 2021 r.
Zdjęcie: Wydawnictwo Albatros
Kazuo Ishiguro
Zdjęcie: Jeff Cottenden / Penguin Random House
„Imponujący debiut”

 

Kazuo Ishiguro wciąż pamięta, gdzie był, gdy pisał „Pejzaż w kolorze sepii”: pochylony nad stołem w jadalni w kawalerce w Cardiff. Miał wtedy około 25 lat, teraz ma 72. – Nie miałem pojęcia, że ​​książka zostanie wydana, nie mówiąc już o tym, że czeka mnie kariera pisarza – mówi. – Ale historia ta pozostaje ważną częścią mnie, nie tylko dlatego, że była początkiem mojego życia pisarza, ale również dlatego, że pomogła mi ustabilizować relacje z Japonią.

Powieść po raz pierwszy opublikowana w 1982 roku w Wielkiej Brytanii i USA, została nagrodzona przez Royal Society of Literature, a następnie wydana w kilku językach (po polsku w 1995 roku). A debiutant trafił na listę „20. najlepszych młodych pisarzy brytyjskich”, m.in. obok Salmana Rushdiego. „Imponujący debiut. Powieść, której akcja rozgrywa się między dwoma światami. Niezwykle wyrafinowana!” – napisał wówczas „Guardian”.

Te dwa światy to historia emigranckiej rodziny pisarza oraz jego własnej hybrydowej tożsamości jako dziecka przeniesionego z jednego kraju do drugiego. Łączy Anglię z Japonią, ale też teraźniejszość z przeszłością i jawę ze snem.

Bohaterką jest Etsuko, wdowa w średnim wieku, która w latach 80. w Anglii była nauczycielką muzyki. W powieści wraca do wspomnień, gdy w rodzinnym Nagasaki, siedem lat po zrzuceniu bomby atomowej, była zapracowaną panną młodą, skażoną promieniowaniem i potencjalnie zagrażającą swojemu nienarodzonemu dziecku. Po latach prześladują ją myśli związane z samobójstwem córki, podczas gdy jej młodsza córka, Niki, początkująca pisarka, prosi: „Mamo, opowiesz mi o swoim wcześniejszym życiu, w Japonii?”. I wyciąga od matki wspomnienia z tego niespokojnego czasu, w których przewija się jej przyjaźń z Sachiko, która utraciła cały majątek i ma nadzieję na rozpoczęcie nowego życia za granicą ze swoją córeczką Mariko. Gdy pisarka łączy w całość pamiątki z lat spędzonych przez matkę w Nagasaki ze wspomnieniami, którymi się z nią dzieli, znajduje niepokojące nieścisłości…

Tuż przed rozpoczęciem pisania „Pejzażu w kolorze sepii”, gdy napięcia zimnej wojny nasiliły się w erze Reagana-Breżniewa, matka Kazuo Ishiguro wyznała mu, że to ważne, aby opowiedziała o niektórych swoich doświadczeniach w Nagasaki.

– Częściowo dlatego, że byłem z następnego pokolenia, ale również dlatego, że chciałem zostać pisarzem i miałem szansę przekazać pewne rzeczy dalej… – noblista pokazuje podobieństwa, ale jednocześnie przyznaje, że Japonia przedstawiona w jego dwóch pierwszych powieściach była w dużej mierze wyobrażeniem.

Kadry z „Pejzażu w kolorze sepii” autorstwa Piotra Niemyjskiego
Noblista Polakom nie przeszkadzał

 

Ishiguro sam pisze scenariusze. Jego pierwszą pełnoetatową pracą było pisanie ich dla brytyjskiej sieci telewizyjnej Channel 4, dwie dekady później współpracował przy tekstach do obrazu z Isabellą Rossellini w roli głównej oraz do „Białej hrabiny” z Ralphem Fiennesem. Trzy lata temu za scenariusz do filmu „Życie” z Billem Nighy był nominowany do Oscara i BAFTA. – Kiedy piszę powieść, to jest to w dużej mierze moja praca. Jestem reżyserem, aktorami, scenografem i operatorem. Jestem wszystkim, a także scenarzystą – wyjaśnia japońskiej stacji NHK. – Ale kiedy piszę scenariusz, piszę dla zespołu. Musi to być coś, co uwolni talent innych ludzi.

Jednak tym razem scenariuszem zajął się Kei Ishikawa, który wyreżyserował „Pejzaż w kolorze sepii”. Japoński reżyser studiował w Łódzkiej Szkole Filmowej i do współpracy nad nowym filmem zaprosił Polaków. Koproducentem jest Lava Films, która ma na koncie m.in. nominowaną do Oscara „Dziewczynę z igłą”. Ścieżkę dźwiękową stworzył Paweł Mykietyn, kompozytor m.in. muzyki do „Io” Jerzego Skolimowskiego, za którą otrzymał nagrodę w Cannes, a za efekty specjalne odpowiadał Szymon Kania.

Atmosferę narastającego napięcia i tajemnicy budują stylowe, hipnotyzujące zdjęcia Piotra Niemyjskiego (to jego piąty film z Ishikawą). Inspiracji szukał nie w kinie japońskim, ale amerykańskim z lat 50. XX wieku, z pełnej intensywnych kolorów epoki Technicoloru – do tej listy dodał jeszcze kilku japońskich fotografów dokumentujących ten okres, takich jak Domon Ken czy Shomei Tomatsu. Nie chciał porównań ze stylem Yasujirō Ozu. Pragnął, by film był „ich”, a nie kolejnym „hołdem dla ikony”. Udało się tak dobrze, że otrzymał za nie nominację do nagród polskiego Stowarzyszenia Autorek i Autorów Zdjęć Filmowych oraz British Independent Film Awards, a sam film miał premierę na festiwalu filmowym w Cannes w 2025 roku.

Powstała subtelna opowieść o japońskiej historii w cieniu ataku nuklearnego na Nagasaki, o życiu i śmierci, pamięci i zapomnieniu. To jest bardzo kobiecy film, a jego osią jest spotkanie matki i córki w podlondyńskiej miejscowości. Matka jest Japonką, ma za sobą doświadczenie wybuchu bomby w Nagasaki i to właśnie sprowadza córkę, która jest zaangażowana w inicjatywę społeczną – w ruch antyjądrowy – Niemyjski opowiada w Polskim Radiu.

Dramat jest koprodukcją japońsko-brytyjsko-polską. Ishiguro, który jest producentem wykonawczym, nie wtrącał się w pracę ekipy. – Mam zasadę, aby nie próbować samodzielnie adaptować żadnej ze swoich powieści – zapewnia „Guardiana”. – Dopóki trzymam się w tle, nie sądzę, abym przeszkadzał. Zawsze powtarzam filmowcom, że muszą być właścicielami filmu – że nie należy do książki podchodzić z nabożnym szacunkiem.

Co na to Ishikawa? Odwagę, by zmierzyć się z tą wspaniałą powieścią, dały mi słowa autora: „Zawsze wierzyłem, że ta historia powinna zostać przeniesiona na ekran przez młodsze pokolenie w Japonii” wyznał przed rozpoczęciem zdjęć w Japonii i Anglii.

Forma egomanii

 

Literat chętnie daje wolną rękę w adaptacji swoich książek, choć nie ukrywa, że jest to łatwiejsze dla kogoś, kogo dzieła są bestsellerami. Gdyby nikt nie przeczytał mojej książki, gdyby sprzedała się tylko w kilkuset egzemplarzach, a potem ktoś miałby nakręcić film, prawdopodobnie czułbym się trochę zaborczy przyznał w rozmowie z „The Atlantic”.

Zapewnia, że odpowiada mu to, że „inni ludzie zmieniają i niosą dalej” jego tekst, bo wersja filmowa „powinna posuwać historię do przodu”. – Znam wielu pisarzy, którzy, słysząc to, byliby zirytowani… Rzecz w tym, że oglądam wiele, wiele filmów i kiedy adaptacja znanej książki nie działa, w 95 proc. przypadków dzieje się tak dlatego, że twórcy filmu byli zbyt nabożni wobec źródła. Książki i filmy to różne światy, czasami są wręcz przeciwstawne – ocenia.

Ale chodzi też o coś jeszcze: – Może to brzmieć jak skromność, gdy zachęcam adaptacje filmowe do „niesienia dalej” historii. Ale tak naprawdę to forma egomanii. Mam aspiracje, aby moje historie były jak te, powiedzmy, Homera. Albo, aby jak baśnie i mity, poruszały się przez wieki i zmieniające się kultury, przemawiając do różnych odbiorców. Kiedy coś przechodzi z książki do filmu, jest okazja, że historia będzie się rozwijać i ewoluować.

Najlepszy dowód? Adaptacja Jamesa Ivory’ego, reżysera „Okruchów dnia” – jego bestsellera, który nagrodzono Bookerem. Film z udziałem Anthony’ego Hopkinsa i Emmy Thompson zdobył nominacje do ośmiu Oscarów. Obraz zachował charakterystyczny styl Ishiguro: powściągliwość, prostotę i tajemnicę, jednak pozostał przede wszystkim filmem z wizją reżysera. I na stałe wszedł do kanonu światowego kina.

 

Być jak Kubrick

 

Łatwo mu to mówić też dlatego, że Hollywood go kocha. Zekranizowano nie tylko jego „Okruchy dnia”, ale także powieść science fiction „Nie opuszczaj mnie”, nominowaną do Nagrody Bookera. W 2010 w filmie pod tym samym tytułem w reżyserii Marka Romanka zagrali Keira Knightley, Carey Mulligan i Andrew Garfield (obraz zdobył 14 nominacji do nagród na różnych festiwalach). Planowana jest również telewizyjna wersja „Nie opuszczaj mnie”.

„Klarę i słońce” wyreżyserował Taika Waititi, laureat Oscara za „Jojo Rabbit”, a główną rolę zagrała Jenna Ortega (znana z serialu „Wednesday”). Film wejdzie do kin w październiku (zobaczcie zwiastun). Zaś Guillermo del Toro zdradził, że po niezwykle udanym przyjęciu „Pinokia” stworzy kolejną animację – tym razem sportretuje „Pogrzebanego olbrzyma”, historię napisaną przez Ishiguro 11 lat temu.

Gospodyni Emma Thompson i kamerdyner Anthony Hopkins w „Okruchach dnia”
Zdjęcie: Merchant Ivory Productions
Za adaptację „Nie opuszczaj mnie” odpowiadał Mark Romanek, a główne role zagrali Keira Knightley, Carey Mulligan i Andrew Garfield
Zdjęcie: Fox Searchlight Pictures
„Klarę i słońce” wyreżyserował Taika Waititi, a główną rolę zagrała Jenna Ortega
Wideo: Columbia Pictures

Producenci wciąż się do niego zgłaszają. Po sukcesie „Życia” jest reklamowany jako gorący nowy scenarzysta. – Mam syndrom oszusta. Trochę… Nie jestem pewien, czy naprawdę uważają, że jestem  dobrym scenarzystą. Może chodzi o to, że mogąc powiedzieć: „Mamy na pokładzie nominowanego do Oscara Ishiguro, który jest również laureatem Nagrody Nobla”, łatwiej jest rozpocząć prace nad projektem. Później mogą mnie zwolnić – zauważa w „The Atlantic”.

Nie ma nic przeciwko: – Jestem już w pewnym wieku… Mogę zmarnować lata na rozwijanie jakiegoś filmu, który jednak nie powstanie lub nie będzie zbyt dobry. Muszę więc uważać, żeby nie dać się rozproszyć rzeczom, które mnie tak naprawdę nie obchodzą.

Skąd taka miłość filmowców do twórczości noblisty, który w ciągu 44-letniej kariery opublikował tylko osiem powieści i zbiór opowiadań? Może odpowiedzią są słowa sekretarz noblowskiej nagrody prof. Soni Danius, która tak podsumowała jego dorobek: „Jeśli połączyć Jane Austen i Franza Kafkę, otrzyma się Ishigurę w pigułce. Warto jeszcze dodać trochę Prousta i wstrząsnąć ten koktajl, ale nie za mocno”.

A może jednak tajemnicę wyjaśniają słowa pisarza? – Na początku zdecydowałem, że nie będę nadmiernie i zbyt często nabijać liczbowego wkładu w literaturę – zdradził magazynowi „The Talks”. – To, co musiałem zrobić, to spróbować stworzyć książki, które będą trochę inne niż te, które już istnieją. Jaki jest sens dodawania do tej ogromnej góry książek na świecie, chyba że jest to coś zupełnie innego? Stanley Kubrick był dla mnie wzorem. Potrafił długo zastanawiać się nad projektem, a każdy jego film był zupełnie inny. Pomyślałem: „Muszę być jak Kubrick”.

Ischiguro przyznaje, że choć jego codzienną pracą jest pisanie powieści (dziewiąta, zatytułowana „Miss Lambert Steps Aboard Danger”, ukaże się w marcu 2027 roku), to wielką pasją są filmy. Do tego stopnia, że chętnie je ocenia. W 1994 roku zasiadał w jury festiwalu w Cannes (obok m.in. Clinta Eastwooda i Catherine Deneuve), które przyznało Złotą Palmę mało znanemu wówczas Quentinowi Tarantino za „Pulp Fiction” (a nie faworyzowanemu „Trzy kolory. Czerwony” Krzysztofa Kieślowskiego). Był też jurorem na festiwalu w Wenecji w 2022 roku i wraz z przewodniczącą Julianne Moore przyznał pierwszą w historii tej imprezy nagrodę dla dokumentu – „Całe to piękno i krew”.

W świecie filmu czuję się trochę jak turysta, ale ta rola bardzo mnie cieszy – deklaruje.

 

_____

Premiera „Pejzażu w kolorze sepii” w polskich kinach 7 sierpnia 2026.

Kopiowanie treści jest zabronione