Kadry z filmu animowanego „Kapral Wojtek” w reżyserii Iaina Gardinera i według scenariusza Wojciecha Lepianki
Niedźwiedź, który był polskim żołnierzem, lubił wódkę, papierosy i zapasy. Teraz walczy o nagrody Annie i Oscara
21 grudnia 2024
tekst: AMK
zdjęcia: Illuminated Film Company; Filmograf
O Wojtku napisano dwie książki, ma kilka poświęconych sobie tablic pamiątkowych. W Edynburgu i w trzech miastach w Polsce wybudowano mu pomniki. Powstały o nim sztuki teatralne, a także cztery filmy. Jakie nazwisko miał Wojtek? Nie miał. Nie musiał. Był niedźwiedziem. Maskotką żołnierzy polskiego II Korpusu. Teraz prawdziwa historia misia, który pomagał na wojnie nosić amunicję, lubił wódkę, papierosy i zapasy, może dać Wojtkowi hollywoodzką sławę. Nowa animacja „Kapral Wojtek” zdobyła właśnie nominację do nagród Annie, Oscara w świecie animacji, ale walczy też o prawdziwego Oscara.

Choć są na to dowody w postaci zdjęć i nagrań, to w tę historię trudno uwierzyć. Nie mógł dać jej wiary także znany brytyjski producent, gdy reżyser Iain Gardner opowiedział mu o misiu Wojtku, który służył w polskiej armii w czasie II wojny światowej. Przeszedł szlak bojowy armii generała Władysława Andersa z Iranu przez Irak, Syrię, Palestynę, Egipt, Włochy aż do Wielkiej Brytanii. Jako kapral walczył też pod Monte Cassino.

– Dopiero, gdy przekonałem się, że to wszystko prawda, wiedziałem, że muszę być częścią tego projektu – wyznał w rozmowie z brytyjskim BBC Ian Harvey, odpowiedzialny m.in. za animację z 1982 roku „Bałwanek”, nagrodzoną BAFTA i nominowaną do Oscara.

Od tamtej pory minęło kilka lat, a 30-minutowy „Kapral Wojtek” to dziś międzynarodowa koprodukcja, z Polakami na czele. Scenariusz napisał Wojciech Lepianka („Edi”, „Kryminalni”, „Wojenne dziewczyny”), współproducentem jest Włodzimierz Matuszewski, animatorami jest wielu polskich artystów, głosu użyczają też polscy aktorzy, w ekipie produkcyjnej nasi rodacy. A do budżetu w wysokości 1,2 mln funtów dołożyły się TVP i Polski Instytut Filmowy. Film animowany i jego bohater od roku zadziwiają świat na festiwalach, a teraz ma szansę na dwie najważniejsze nagrody w branży.

Wczoraj ogłoszono nominacje do Annie Awards 2025, uchodzących za Oscary w świecie animacji – „Kapral Wojtek” w kategorii „Best Special Production” będzie walczył o zwycięstwo m.in. z gigantem z Hollywood, wytwórnią DreamWorks i jej filmem „Orion i ciemność”, w którym grają Angela Bassett i Werner Herzog. Kilka dni wcześniej ogłoszono zaś, że historia o polskim niedźwiedziu i jego przyjacielu z polskiej armii, Piotrze Prendyszu, znalazła się na oscarowej shortliście w kategorii „Najlepszy krótkometrażowy film animowany”.

PUSZKI  KONSERW

Reżyser opisuje swoją animację jako „opowieść zainspirowaną prawdziwą historią wyjątkowej więzi między człowiekiem a zwierzęciem, która nawiązała się pośród przemocy i chaosu II wojny światowej”.

W kwietniu 1942 roku polscy żołnierze w Iranie za parę puszek konserw, paczkę sucharów, mały nóż i parę tumanów (miejscowa waluta) odkupili rocznego niedźwiadka brunatnego od przygodnie napotkanego perskiego chłopca, który trzymał go w plecaku. Był malutką, puszystą kulką, której matkę zastrzelili myśliwi. Na krótko zastąpiła mu ją Irena Bokiewicz, 18-letnia Polka, która z tysiącami innych byłych więźniów sowieckich łagrów na Syberii udawała się z żołnierzami do stolicy Iranu.

Od małego Wojtek był rozrabiaką, uwielbiał np. skakać w namiotach po głowach polskich uchodźców, dlatego postanowiono się go pozbyć – stał się prezentem dla generała Mieczysława Boruty-Spiechowicza, dowódcy 5. Wileńskiej Dywizji Piechoty. Mimo że oficer lubił zwierzęta, miś długo przy nim nie zabawił. Bo ileż można było tolerować nieustanne psoty: a to rozbijanie w kasynie jajek przygotowanych na śniadanie dla oficerów, a to stłuczenie dwóch telefonów itp. W końcu Wojtek trafił do 22. Kompanii Zaopatrywania Artylerii gen. Andersa. W dokumentacji kompanii zapisano go jako: szeregowy Wojtek Miś.

Malucha karmiono mlekiem z butelki po… wódce, w której smoczek zastępowała zwinięta szmatka. Potem przerzucił się na owoce, słodkie syropy, dżemy, marmoladę, miód – jako żołd dostawał dodatkowe racje żywnościowe. A za dobre zachowanie żołnierze nagradzali go piwem (zdarzało się im go upić) i… papierosami, które zjadał, ale tylko zapalone. Lubił spędzać czas na boksowaniu się i zapasach z wojakami, zwykle za przeciwników miał trzech, czterech z nich. Nikomu nie robił krzywdy, mimo że z czasem miał już dwa metry wysokości i ważył ćwierć tony. Towarzyszył żołnierzom na każdym kroku, twierdzili nawet, że zabranie go na akcję przynosiło szczęście. Początkowo jeździł w szoferce, ale potem przestał się do niej mieścić.

Ganiał się po obozie z dalmatyńczykiem, który należał do brytyjskiego oficera łącznikowego. Nieustannie domagał się, by polewać go wodą, bo 40-stopniowe upały dla syryjskiego niedźwiedzia z grubym futrem były trudne do zniesienia. Kiedy woda wysychała, tarzał się z lubością w powstałym bajorku. A w nocy, gdy kompania spała, zakradał się do magazynu żywności, by sprawdzać, które z zamkniętych pojemników da się otworzyć.

Mieszkał w osobnym namiocie z opiekunem, kapralem Piotrem Prendyszem. Dostał własne „łóżko polowe” z drewnianej skrzyni, ale i tak każdej nocy właził na pryczę swojego opiekuna i tulił się do niego jak do swojej mamy. Kiedy Prendysz opuszczał koszary, Wojtek siedział w namiocie i ryczał żałośnie. Opiekun zaczął go więc zabierać ze sobą. Niedźwiadek jako pasażer wojskowej ciężarówki wzbudzał sensację, gdziekolwiek się pojawili, tym bardziej, że był już wtedy tak duży, że do szoferki na siedzenie pasażera ledwo się wciskał. Koniecznie chciał jeździć. Był przecież żołnierzem kompanii. W tym środowisku się wychował. Chociaż był zwierzęciem, jednak niektóre zachowania przejął od ludzi, bo innych stworzeń nie znał.

Niedźwiedź Wojtek na szlaku wojennym z polskimi żołnierzami z kompanii Andersa
Zdjęcia: Imperial War Museum

NOSIŁ POCISKI

Jak opowiadał przed śmiercią prof. Wojciech Narębski, który w młodości służył tam, gdzie większy od niego Wojtek, dzięki misiowi kompania była sławna nie tylko w całej armii Andersa, ale też w sojuszniczym wojsku brytyjskim. Korespondenci wojenni przyjeżdżali i fotografowali niedźwiedzia-żołnierza oraz robili wywiady z kpr. Prendyszem. O czworonożnym Wojtku i jego umiejętnościach zaczęły krążyć legendy. Opowiadano, że nosił pociski z samochodu do dział. Nie, nie strzelał z nich do Niemców. Wojskowi nie zabierali go w rejon bezpośrednich działań wojennych, choć do wystrzałów armatnich był przyzwyczajony.

Do historii przeszedł jego udział w bitwie pod Monte Cassino. Żołnierze podawali silnemu Wojtkowi skrzynki z pociskami artyleryjskimi i przenosił je kilka metrów. Po prostu pomagał kolegom żołnierzom. To wtedy pojawiło się logo kompanii: sylwetka niedźwiedzia niosącego pocisk artyleryjski. Umieszczano ten symbol na samochodach wojskowych, odznakach, proporczykach i mundurach żołnierzy.

Potem Wojtek towarzyszył II Korpusowi Polskiemu także podczas walk na wybrzeżu Adriatyku i w Apeninach. Z tą jednostką przeszedł cały szlak bojowy. Za zasługi z szeregowca awansowano go na kaprala.

Po wojnie, w 1946 roku, wraz ze swoimi towarzyszami broni, trafił do Szkocji, do obozu przejściowego. Stał się prawdziwym celebrytą. Pisano o nim artykuły, zrobiono mu setki zdjęć, radio BBC nadawało o nim reportaże. Ale powoli jego kumple z wojny zaczęli opuszczać obóz, emigrowali po całym świecie, nieliczni wracali do ojczyzny. Z misiem, który przemierzył szlak bojowy przez 6 państw, który miał książeczkę wojskową i był na służbie jego Królewskiej Mości Jerzego VI, trzeba było coś zrobić. Zabrał go ogród zoologiczny w Edynburgu: i tak żołnierski namiot na stałe zamienił na małą klatkę.

Nadal jednak był bardzo popularny, odwiedzały go tłumy ludzi. Również jego dawni towarzysze broni. Kiedy usłyszał polskie słowa bardzo się ożywiał. Zdarzało się, że któryś z byłych żołnierzy przeskoczył barierkę, by – tak jak za dobrych lat – bawić się z misiem w „zapasy”. Weterani wspominali, że rzucali mu zapalone papierosy, którymi nigdy nie pogardził. Gdy był już stary i chory weterynarze, żeby zrobić mu zastrzyk, prosili zawsze któregoś z Polaków, by przyszedł do zoo i przekonał go do wyjścia z legowiska. Reagował tylko na polskie słowa. Bo, jak mawiali jego ludzcy kumple, choć był tylko syryjskim niedźwiedziem z perskich gór, to jednak w głębi duszy był Polakiem.

Informację o jego śmierci w 1963 roku podały wszystkie brytyjskie media. W Edynburgu umieszczono tablicę ku czci Wojtka w tamtejszym zoo. Podobne tablice znajdują się także w Imperial War Museum w Londynie i w Canadian War Museum w Ottawie. W Edynburgu stoi też pomnik Wojtka z jego opiekunem kpr. Piotrem Prendyszem, trzy pomniki stoją też w Polsce, m.in. w Krakowie. Wojtek stał się symbolem losu polskiego żołnierza, który najpierw walczył za wolność Polski, a żywota dokonał na obczyźnie…

Zwiastun filmu „Kapral Wojtek”

UCHODŹCA

– Dla mnie „Kapral Wojtek” to historia o uchodźctwie – podkreśla reżyser animacji, Iain Gardner (znany szkocki animator), w rozmowie z Polskim Radiem. – Po wojnie polscy żołnierze czuli, że nie mogą wrócić do komunistycznej ojczyzny. Tak jak oni miś stał się więc uchodźcą. Dlatego mój film jest w istocie historią miłości do ojczyzny: ważnego tematu w czasach uchodźców, nacjonalizmu i ksenofobii – dodaje magazynowi „Animation”.

Historia filmu zaczyna się od polskich żołnierzy zesłanych nad Zatokę Perską, wymieniających racje żywnościowe na małego osieroconego niedźwiadka, którego Piotr nazywa Wojtkiem – „szczęśliwym wojownikiem”. Dla niego niedźwiedź staje się symbolem utraconej ojczyzny, która potrzebuje ochrony i opieki, aby znów stać się silną i niezależną. Dla Wojtka Piotr i polscy żołnierze stają się jego jedyną rodziną. W kolorowej ręcznie rysowanej animacji oglądamy podróż Wojtka i jego opiekuna przez wojnę w roli szeregowego żołnierza Armii Polskiej. „Niestety, powojenna polityka zmusza Piotra i Wojtka do zostania w Szkocji. Polacy stali się największymi przegranymi wojny, gdy ich kraj trafił w ręce Związku Radzieckiego i komunizmu. Pomimo poczucia porzucenia i zdrady, polska odwaga trwa do dziś poprzez Wojtka, który nadal jest sławną legendą i symbolem nadziei. Film kończy się uwięzieniem Wojtka w edynburskim zoo, odwiedzanym przez jego polskich przyjaciół. Chociaż nie mają już takiej wolności, jaką mieli kiedyś, żołnierze salutują, a niedźwiedź salutuje w odpowiedzi. Bracia do końca” – czytamy w opisie „Kaprala Wojtka”.

– Myślimy często o niedźwiedziach jako dzikich, brutalnych bestiach. Ale któż na tej planecie jest bardziej brutalny niż ludzie? Wyobrażamy sobie niedźwiedzia z wyszczerzonymi kłami i pazurami. A to on jest w tej historii najłagodniejszą postacią! Znam tylko kilka opowieści o tym, że parę osób trochę za mocno przytulił – deklaruje reżyser.

I zapewnia, że choć jego film jest oparty na prawdziwych wydarzeniach, nie jest animowanym dokumentem: – Interesuje mnie, w jaki sposób w ramach naszych kultur i tradycji tworzymy mitologie w świecie natury, aby odzwierciedlały nasze ludzkie doświadczenia. Dla mnie Wojtek staje się metaforą uchodźcy.

Czy „Kapral Wojtek” dostanie nominację do Oscara dowiemy się 17 stycznia 2025 roku, a czy nominacja do Annie Awards zamieni się w wygraną – 8 lutego. ﹡

Kopiowanie treści jest zabronione