Po obejrzeniu tego filmu będziecie chcieli rzucić wszystko i wyjechać do Włoch, aby w piemonckich górach zbierać trufle!” – pisali zachwyceni recenzenci, gdy dokument „Truflarze” zadebiutował w kinach. Krótko potem ponad godzinny obraz przeszedł triumfalnie przez kina na całym świecie i zarobił 1,5 mln dolarów, co uczyniło go jednym z najbardziej dochodowych dokumentów w historii.
Ludzie po prostu zakochali się w tej ciepłej i wysmakowanej wizualnie opowieści o Carlo, Enrico, Piero i Sergio, którzy mieszkają nieopodal Mediolanu, gdzie od lat razem z ukochanymi psami szukają rzadkich i drogich trufli Alba, przedmiotu pożądania na całym świecie. Jednak dla grupy włoskich staruszków trufle to nie żyła złota, a przepis na szczęście, które każdego dnia odnajdują na nowo na szlakach piemonckich lasów.
6 lat później duet reżyserski, Michael Dweck i Gregory Kershaw, nakręcili film o winie. To ma sens: w końcu po co poświęcać się studiowaniu grzybowych przysmaków, jeśli nie planuje się wypić do nich dobrego kieliszka czerwonego wina? Najnowszy kulinarny majstersztyk Amerykanów nosi wymowny tytuł „Burgundy” i rozgrywa się w Burgundii, słynnym regionie winiarskim w sercu Francji i jego okolicach. To, co odróżnia go od „Truflarzy”, to żartobliwa narracja, która poszerza granice tego, jak taki dokument może i powinien wyglądać.
Film, będący mieszanką dokumentu z elementami fikcji, pokazany został poza konkursem na weneckim festiwalu, który potrwa do 12 września. I zachwycił recenzentów. „Tak dziwny, że aż niezwykle przyjemny w odbiorze”, „Fascynująca, nietypowa, a przede wszystkim bardzo alkoholowa podróż”, „Zabawny i głęboki dokument pozostawia po sobie szampańskie uczucie”, „Zaskakujący, dowcipny, elegancki, a jednocześnie głęboko ludzki film, którego zakończenie jest słodko-gorzkie” – to tylko kilka opinii. Niemal wszyscy przepowiadają, że ta historia „powinna od razu skierować widzów do najbliższego baru, aby skosztowali smaku win burgundzkich”.
Dweck i Kershaw zrobili to tuż przed seansem filmu w Wenecji – pozowali trzymając… kieliszki czerwonego wina.
1.
Wszystko zaczyna się w rozległej posiadłości w Burgundii, słynącej z najlepszych win na świecie, miejscu zawieszonym w czasie. Osiemdziesięcioletni Bertrand, bogaty patriarcha rodu, w odosobnieniu, w zamku luksusu, wspomnień i obowiązków rodzinnych, prowadzi swój interes, który w rękach jego rodziny niezmiennie jest od 160 lat. Winnica niezmiennie przechodziła z pokolenia na pokolenie i teraz Bertrand przygotowuje się do przekazania jej wnukowi Melchiorowi.
Ten nie chce o tym słyszeć. Mieszka w Paryżu, pragnąc kariery w finansach. Jego miejsce z radością zająłby inny młody mężczyzna, pełen ambicji i zapału – Enzo, który pracuje w posiadłości Bertranda od 15. roku życia, ale marzy o zostaniu właścicielem własnej winnicy. Być może to nie do pokonania wyzwanie dla kogoś, kto nie urodził się w elitarnym środowisku winiarskim regionu. Na razie niczym Jean Gabin, francuski gwiazdor sprzed lat, urzeka tym kobiety. Wśród nich jest ta, która zostanie jego narzeczoną – Céleste, która również kocha wino i szkoli się pod okiem znanego francuskiego sommeliera Erica, który ma wątpliwości, czy dziewczyna ma odpowiedni gust, wyrafinowanie i dyscyplinę wymaganą do tej pracy.
Jest też Guillaume, krytyk kulinarny w średnim wieku, leczący rany po niedawnym rozwodzie, który podchodzi do swojej pracy jak łowca przygód, szuka sensu życia i przenosi wspomnienia utraconej młodości do każdego kieliszka.
Przygląda mu się maître d’hôtel w lokalnej trzygwiazdkowej restauracji, Patrick, weteran wśród szefów kuchni. Zbliżając się do emerytury, z najwyższą starannością poszukuje kogoś, kto mógłby go zastąpić, poświęcając czas na mentoring młodego praktykanta Matteo.
Rozdźwięk między życiem Enza jako pracownika a prestiżową sferą zawodową, którą postrzega jako swoją, zaczyna narastać, gdy Bertrand zastanawia się, czy chłopak ma naturalny autorytet, by przewodzić zespołowi, lub wystarczające wykształcenie, by mówić o kulturze i filozofii, czy też spotykać się z międzynarodowymi kupcami na aukcjach win. To przykład bogactwa i nierówności klasowych, które – pośród ekskluzywnego stylu życia, gdzie chodzi i o snobizm, i o artyzm – ujawniają twórcy filmu.
Wszystkich łączy wieś i wino, którego cały świat im zazdrości, urok złożonego produktu, owocu ciężkiej, ale koniecznej pracy, który w rękach dwóch reżyserów szybko staje się metaforą życia, samej Francji, z jej mocnymi i słabymi stronami.
Zdjęcie: Jacopo Salvi / La Biennale di Venezia
2.
Ludzie, których od lat pokazuje duet reżyserów, nieważne w jakim kraju, poświęcają się podtrzymywaniu zanikających tradycji i choć robią to, co kochają, nie zawsze mają łatwe życie. Tak było i w „Truflarzach”, i w ich poprzednim dokumencie z ub.r. „Gaucho Gaucho” (o społeczności argentyńskich kowbojów, którzy dbają o ziemię i opiekują się swoimi zwierzętami w górzystym regionie Salta). Ich wysmakowane wizualnie obrazy to także pieczołowicie opracowane studia etnograficzne. Nie bez powodu.
– Wszystkie filmy, które razem z Michaelem kręcimy, napędza pragnienie odwiedzenia miejsc, które zachowały utracone dziś więzi. Trudno je znaleźć, bo cyfrowy świat i nowoczesność je podkopały – Kershaw opowiada w wywiadzie dla magazynu „Variety”. – To trochę nasza obsesja. Cały proces filmowy polega u nas na dogłębnym poznaniu miejsc i ludzi oraz na tym, by widzowie mogli poczuć radość i pełnię ludzkiej egzystencji.
Właśnie to czuli w Burgundii. Odwiedzili różne regiony winiarskie, zanim osiedlili się w tym zakątku Francji, miejscu, które Dweck nazywa „wioską rozkoszy”. Jak zawsze, najpierw nawiązali relacje z mieszkańcami. Dopiero potem zaczęli szukać historii. Nie mieli scenariusza, na bieżąco uczyli się tajemnic tego miejsca i powoli robili casting na bohaterów. Zostali dwa lata.
Tak tłumaczą wybór: – Burgundia stała się centrum świata wina. W ciągu ostatnich 30 lat jej renoma gwałtownie wzrosła i stała się bardzo zamożnym regionem. Kiedy rozmawia się z burgundzkim winiarzem, mówi o sobie „rolnik”, ale tak naprawdę jest jak globalna gwiazda rocka, ponieważ popyt na jego wino jest ogromny. To było interesujące obserwować, jak ta społeczność doświadcza ogromnego napływu pieniędzy.
Wraz z prestiżem i fortuną, wejście do środowiska elitarnego winiarstwa dla osób z zewnątrz stało się praktycznie bez szans. To fach tak bogaty w historię i tradycję, a jednocześnie tak zastygły w stagnacji, że wino, ten wszechświat sławnych, szanowanych i wydajnych winiarzy, to elita, która zmiażdżyła wszelką konkurencję, arystokracja niewrażliwa na jakiekolwiek innowacje. Naśladować ich? Niemożliwe, wymaga to kapitału i wiedzy. – Trzeba się w tym świecie albo urodzić, albo być miliarderem, który może sobie pozwolić na zakup terenu i stratę pieniędzy – wyjaśnia Dweck. – Nasz bohater Enzo uczy się kodeksu winiarza – kodeksu bogacza – ale nie należy do rodziny. To się nie uda. To było dla niego bardzo rozczarowujące.
Céleste w pewnym momencie również postanawia spróbować szczęścia gdzie indziej. – To był jeden z najbardziej cudownych i szczęśliwych zbiegów okoliczności, jakie mogły nam się przydarzyć. Ale filmowaliśmy już półtora roku, więc załamani zareagowaliśmy: „Nie mamy filmu” – wspomina Kershaw.
Postanowili jednak dalej za nimi podążać z kamerą: – To sprawiło, że historia stała się o wiele ważniejsza, bo odzwierciedlała wszystkie burgundzkie realia: niemożność dołączenia do klasy społecznej, zostania właścicielem czy elitarnym sommelierem. Ta ambicja, by stać się kimś wielkim i uświadomienie sobie, że może to być niemożliwe, i konieczność ponownego wykreowania siebie… Wiele osób może utożsamić się z tym momentem.
Zdjęcie: Beautiful Stories
Sami też wiele się nauczyli. – Guillaume degustuje ponad 100 win dziennie! Dla niego wino ma wymiar duchowy. To zmysłowe doznanie związane ze spożyciem czegoś, co ma magiczną jakość – ocenia Kershaw w „Variety”. – Nie chodzi tylko o kieliszek wina, a może raczej o to, że kieliszek oznacza o wiele więcej niż tylko napój. Chodzi o historię ziemi, skład gleby, pokolenia, które ją uprawiały, i osobowość winiarza.
Dweck: – Kiedy Guillaume pyta, w którym roku się urodziłeś, nie interesuje go twój wiek. Chce wiedzieć, czy to był dobry rok na wino. Mówi: „O, 96? To był deszczowy rok. 97? Znacznie lepszy. Bardziej wytrawny. Bardziej kwaśny”.
3.
W nowym filmie twórcy stosują to samo cierpliwe, nieinwazyjne podejście do winnic Burgundii i ludzi, którzy je podtrzymują przy życiu. Pokazując ekskluzywną, uwodzicielską kulturę winiarską regionu, w której odziedziczone tradycje żyją nadal w pełnych pasji rytuałach luksusu i przyjemności, nie kryją pełnych melancholii przemyśleń. Bo ten głęboko klasowy świat z przywilejami dla nielicznych ma swoją cenę: stałość w czasie i przestrzeni. Nie ma tu eksperymentów, nie ma zmian społecznych; co najwyżej przysięga się wierność wielkim rodom na dziesiątki lat, bo tylko one mogą to wszystko utrzymać.
Ostatecznie „Burgundy” zmusza nas do zaakceptowania, że ten francuski region jest wyjątkowy, że życie tam jest inne, ale że nie jest to miejsce dla każdego.
Na szczęście, jak zauważają krytycy z Wenecji, Dweck i Kershaw nigdy nie tracą poczucia humoru, często z największą przyjemnością przekazując ostrzejsze ciosy. W ten sposób chcieli, aby widzowie oglądający film poczuli się nieco podchmieleni: – W Burgundii ludzie dużo piją. A kiedy wypijesz kieliszek dobrego wina, zmienia się postrzeganie świata. Przez lekko pijane oczy wszystko jest trochę wyostrzone. Wszystko jest trochę łagodniejsze i doskonalsze, takie, jakim chciałbyś, żeby był świat.
Pewnie dlatego ich trwającemu 90 minut dokumentowi bliżej do mockumentu, przybierającemu formę fikcji udającej autentyczny film dokumentalny i mającemu charakter humorystyczny. Magazyn „The Film Stage” nieco narzeka na zacieranie fikcji i rzeczywistości w ten sposób. I tak podsumowuje premierowy seans: „Wiemy, które fragmenty są ewidentnie zmyślone, ale to szare obszary pozbawiają »Burgundy« pewnego znaczenia: jeśli jedna czy dwie rzeczy są ewidentnie wyreżyserowane, zaczynasz się zastanawiać, dlaczego więc wierzyć, że cokolwiek z tego jest prawdą? Mając to na uwadze, najlepiej podejść do filmu z przymrużeniem oka i ewentualnie dobrymi wędlinami”. ﹡