Nowy film twórców „Truflarzy” odwiedza „wioskę rozkoszy”. „Po kieliszku wina patrzysz na świat łagodniej”
05 września 2026
tekst: AMK
Bertrand, właściciel winnicy, w filmie „Burgundy”. Zdjęcie: Beautiful Stories
Nowy film twórców „Truflarzy” odwiedza „wioskę rozkoszy”. „Po kieliszku wina patrzysz na świat łagodniej”
05 września 2026
tekst: AMK
Nowy film twórców „Truflarzy” odwiedza „wioskę rozkoszy”. „Po kieliszku wina patrzysz na świat łagodniej”

„Truflarze” byli sensacją 2020 roku. Autorzy zagłębili się w zalesione wzgórza Piemontu, aby obserwować zanikający styl życia kilku włoskich mieszkańców wsi i ich psów, węszących za ukrytymi pod ziemią aromatycznymi bulwami, obiektem pożądania najlepszych restauracji na świecie. Teraz duet reżyserów przenosi nas w miejsce, gdzie czas także się zatrzymał – do francuskich winnic, gdzie życie koncentruje się wokół produkcji i konsumpcji słynnego czerwonego wina. „Burgundy” miał premierę na festiwalu filmowym w Wenecji, gdzie zachwycił dowcipem, pięknem kadrów i głębią.

Po obejrzeniu tego filmu będziecie chcieli rzucić wszystko i wyjechać do Włoch, aby w piemonckich górach zbierać trufle!” – pisali zachwyceni recenzenci, gdy dokument „Truflarze” zadebiutował w kinach. Krótko potem ponad godzinny obraz przeszedł triumfalnie przez kina na całym świecie i zarobił 1,5 mln dolarów, co uczyniło go jednym z najbardziej dochodowych dokumentów w historii.

Ludzie po prostu zakochali się w tej ciepłej i wysmakowanej wizualnie opowieści o Carlo, Enrico, Piero i Sergio, którzy mieszkają nieopodal Mediolanu, gdzie od lat razem z ukochanymi psami szukają rzadkich i drogich trufli Alba, przedmiotu pożądania na całym świecie. Jednak dla grupy włoskich staruszków trufle to nie żyła złota, a przepis na szczęście, które każdego dnia odnajdują na nowo na szlakach piemonckich lasów.

6 lat później duet reżyserski, Michael Dweck i Gregory Kershaw, nakręcili film o winie. To ma sens: w końcu po co poświęcać się studiowaniu grzybowych przysmaków, jeśli nie planuje się wypić do nich dobrego kieliszka czerwonego wina? Najnowszy kulinarny majstersztyk Amerykanów nosi wymowny tytuł „Burgundy” i rozgrywa się w Burgundii, słynnym regionie winiarskim w sercu Francji i jego okolicach. To, co odróżnia go od „Truflarzy”, to żartobliwa narracja, która poszerza granice tego, jak taki dokument może i powinien wyglądać.

Film, będący mieszanką dokumentu z elementami fikcji, pokazany został poza konkursem na weneckim festiwalu, który potrwa do 12 września. I zachwycił recenzentów. „Tak dziwny, że aż niezwykle przyjemny w odbiorze”, „Fascynująca, nietypowa, a przede wszystkim bardzo alkoholowa podróż”, „Zabawny i głęboki dokument pozostawia po sobie szampańskie uczucie”, „Zaskakujący, dowcipny, elegancki, a jednocześnie głęboko ludzki film, którego zakończenie jest słodko-gorzkie” – to tylko kilka opinii. Niemal wszyscy przepowiadają, że ta historia „powinna od razu skierować widzów do najbliższego baru, aby skosztowali smaku win burgundzkich”.

Dweck i Kershaw zrobili to tuż przed seansem filmu w Wenecji – pozowali trzymając… kieliszki czerwonego wina.

Kadry z „Truflarzy”, którzy zadebiutowali w Sundance w 2020 roku. Zdjęcia: M2 Films
1.

 

Wszystko zaczyna się w rozległej posiadłości w Burgundii, słynącej z najlepszych win na świecie, miejscu zawieszonym w czasie. Osiemdziesięcioletni Bertrand, bogaty patriarcha rodu, w odosobnieniu, w zamku luksusu, wspomnień i obowiązków rodzinnych, prowadzi swój interes, który w rękach jego rodziny niezmiennie jest od 160 lat. Winnica niezmiennie przechodziła z pokolenia na pokolenie i teraz Bertrand przygotowuje się do przekazania jej wnukowi Melchiorowi.

Ten nie chce o tym słyszeć. Mieszka w Paryżu, pragnąc kariery w finansach. Jego miejsce z radością zająłby inny młody mężczyzna, pełen ambicji i zapału – Enzo, który pracuje w posiadłości Bertranda od 15. roku życia, ale marzy o zostaniu właścicielem własnej winnicy. Być może to nie do pokonania wyzwanie dla kogoś, kto nie urodził się w elitarnym środowisku winiarskim regionu. Na razie niczym Jean Gabin, francuski gwiazdor sprzed lat, urzeka tym kobiety. Wśród nich jest ta, która zostanie jego narzeczoną – Céleste, która również kocha wino i szkoli się pod okiem znanego francuskiego sommeliera Erica, który ma wątpliwości, czy dziewczyna ma odpowiedni gust, wyrafinowanie i dyscyplinę wymaganą do tej pracy.

Jest też Guillaume, krytyk kulinarny w średnim wieku, leczący rany po niedawnym rozwodzie, który podchodzi do swojej pracy jak łowca przygód, szuka sensu życia i przenosi wspomnienia utraconej młodości do każdego kieliszka.

Reżyserzy: „W Burgundii ludzie dużo piją. A kiedy wypijesz kieliszek dobrego wina, inaczej postrzegasz świat”
Reżyserzy: „W Burgundii ludzie dużo piją. A kiedy wypijesz kieliszek dobrego wina, inaczej postrzegasz świat”
Reżyserzy: „W Burgundii ludzie dużo piją. A kiedy wypijesz kieliszek dobrego wina, inaczej postrzegasz świat”
Reżyserzy: „W Burgundii ludzie dużo piją. A kiedy wypijesz kieliszek dobrego wina, inaczej postrzegasz świat”

Przygląda mu się maître d’hôtel w lokalnej trzygwiazdkowej restauracji, Patrick, weteran wśród szefów kuchni. Zbliżając się do emerytury, z najwyższą starannością poszukuje kogoś, kto mógłby go zastąpić, poświęcając czas na mentoring młodego praktykanta Matteo.

Rozdźwięk między życiem Enza jako pracownika a prestiżową sferą zawodową, którą postrzega jako swoją, zaczyna narastać, gdy Bertrand zastanawia się, czy chłopak ma naturalny autorytet, by przewodzić zespołowi, lub wystarczające wykształcenie, by mówić o kulturze i filozofii, czy też spotykać się z międzynarodowymi kupcami na aukcjach win. To przykład bogactwa i nierówności klasowych, które – pośród ekskluzywnego stylu życia, gdzie chodzi i o snobizm, i o artyzm – ujawniają twórcy filmu.

Wszystkich łączy wieś i wino, którego cały świat im zazdrości, urok złożonego produktu, owocu ciężkiej, ale koniecznej pracy, który w rękach dwóch reżyserów szybko staje się metaforą życia, samej Francji, z jej mocnymi i słabymi stronami.

Gregory Kershaw i Michael Dweck na festiwalu w Wenecji
Zdjęcie: Jacopo Salvi / La Biennale di Venezia
2.

 

Ludzie, których od lat pokazuje duet reżyserów, nieważne w jakim kraju, poświęcają się podtrzymywaniu zanikających tradycji i choć robią to, co kochają, nie zawsze mają łatwe życie. Tak było i w „Truflarzach”, i w ich poprzednim dokumencie z ub.r. „Gaucho Gaucho” (o społeczności argentyńskich kowbojów, którzy dbają o ziemię i opiekują się swoimi zwierzętami w górzystym regionie Salta). Ich wysmakowane wizualnie obrazy to także pieczołowicie opracowane studia etnograficzne. Nie bez powodu.

– Wszystkie filmy, które razem z Michaelem kręcimy, napędza pragnienie odwiedzenia miejsc, które zachowały utracone dziś więzi. Trudno je znaleźć, bo cyfrowy świat i nowoczesność je podkopały – Kershaw opowiada w wywiadzie dla magazynu „Variety”. – To trochę nasza obsesja. Cały proces filmowy polega u nas na dogłębnym poznaniu miejsc i ludzi oraz na tym, by widzowie mogli poczuć radość i pełnię ludzkiej egzystencji.

Właśnie to czuli w Burgundii. Odwiedzili różne regiony winiarskie, zanim osiedlili się w tym zakątku Francji, miejscu, które Dweck nazywa „wioską rozkoszy”. Jak zawsze, najpierw nawiązali relacje z mieszkańcami. Dopiero potem zaczęli szukać historii. Nie mieli scenariusza, na bieżąco uczyli się tajemnic tego miejsca i powoli robili casting na bohaterów. Zostali dwa lata.

Tak tłumaczą wybór: – Burgundia stała się centrum świata wina. W ciągu ostatnich 30 lat jej renoma gwałtownie wzrosła i stała się bardzo zamożnym regionem. Kiedy rozmawia się z burgundzkim winiarzem, mówi o sobie „rolnik”, ale tak naprawdę jest jak globalna gwiazda rocka, ponieważ popyt na jego wino jest ogromny. To było interesujące obserwować, jak ta społeczność doświadcza ogromnego napływu pieniędzy.

Wraz z prestiżem i fortuną, wejście do środowiska elitarnego winiarstwa dla osób z zewnątrz stało się praktycznie bez szans. To fach tak bogaty w historię i tradycję, a jednocześnie tak zastygły w stagnacji, że wino, ten wszechświat sławnych, szanowanych i wydajnych winiarzy, to elita, która zmiażdżyła wszelką konkurencję, arystokracja niewrażliwa na jakiekolwiek innowacje. Naśladować ich? Niemożliwe, wymaga to kapitału i wiedzy. – Trzeba się w tym świecie albo urodzić, albo być miliarderem, który może sobie pozwolić na zakup terenu i stratę pieniędzy – wyjaśnia Dweck. – Nasz bohater Enzo uczy się kodeksu winiarza – kodeksu bogacza – ale nie należy do rodziny. To się nie uda. To było dla niego bardzo rozczarowujące.

Céleste w pewnym momencie również postanawia spróbować szczęścia gdzie indziej. – To był jeden z najbardziej cudownych i szczęśliwych zbiegów okoliczności, jakie mogły nam się przydarzyć. Ale filmowaliśmy już półtora roku, więc załamani zareagowaliśmy: „Nie mamy filmu” – wspomina Kershaw.

Postanowili jednak dalej za nimi podążać z kamerą: – To sprawiło, że historia stała się o wiele ważniejsza, bo odzwierciedlała wszystkie burgundzkie realia: niemożność dołączenia do klasy społecznej, zostania właścicielem czy elitarnym sommelierem. Ta ambicja, by stać się kimś wielkim i uświadomienie sobie, że może to być niemożliwe, i konieczność ponownego wykreowania siebie… Wiele osób może utożsamić się z tym momentem.

Céleste i Enzo w filmie „Burgundy”
Zdjęcie: Beautiful Stories

Sami też wiele się nauczyli. – Guillaume degustuje ponad 100 win dziennie! Dla niego wino ma wymiar duchowy. To zmysłowe doznanie związane ze spożyciem czegoś, co ma magiczną jakość – ocenia Kershaw w „Variety”. – Nie chodzi tylko o kieliszek wina, a może raczej o to, że kieliszek oznacza o wiele więcej niż tylko napój. Chodzi o historię ziemi, skład gleby, pokolenia, które ją uprawiały, i osobowość winiarza.

Dweck: – Kiedy Guillaume pyta, w którym roku się urodziłeś, nie interesuje go twój wiek. Chce wiedzieć, czy to był dobry rok na wino. Mówi: „O, 96? To był deszczowy rok. 97? Znacznie lepszy. Bardziej wytrawny. Bardziej kwaśny”.

 

3.

 

W nowym filmie twórcy stosują to samo cierpliwe, nieinwazyjne podejście do winnic Burgundii i ludzi, którzy je podtrzymują przy życiu. Pokazując ekskluzywną, uwodzicielską kulturę winiarską regionu, w której odziedziczone tradycje żyją nadal w pełnych pasji rytuałach luksusu i przyjemności, nie kryją pełnych melancholii przemyśleń. Bo ten głęboko klasowy świat z przywilejami dla nielicznych ma swoją cenę: stałość w czasie i przestrzeni. Nie ma tu eksperymentów, nie ma zmian społecznych; co najwyżej przysięga się wierność wielkim rodom na dziesiątki lat, bo tylko one mogą to wszystko utrzymać.

Reżyserzy: „Chcemy, aby ludzie doświadczyli filmu tak, jak my czuliśmy się w tym regionie. Choć przyjemność ma pewne konsekwencje”
Reżyserzy: „Chcemy, aby ludzie doświadczyli filmu tak, jak my czuliśmy się w tym regionie. Choć przyjemność ma pewne konsekwencje”
Reżyserzy: „Chcemy, aby ludzie doświadczyli filmu tak, jak my czuliśmy się w tym regionie. Choć przyjemność ma pewne konsekwencje”
Reżyserzy: „Chcemy, aby ludzie doświadczyli filmu tak, jak my czuliśmy się w tym regionie. Choć przyjemność ma pewne konsekwencje”

Ostatecznie „Burgundy” zmusza nas do zaakceptowania, że ​​ten francuski region jest wyjątkowy, że życie tam jest inne, ale że nie jest to miejsce dla każdego.

Na szczęście, jak zauważają krytycy z Wenecji, Dweck i Kershaw nigdy nie tracą poczucia humoru, często z największą przyjemnością przekazując ostrzejsze ciosy. W ten sposób chcieli, aby widzowie oglądający film poczuli się nieco podchmieleni: – W Burgundii ludzie dużo piją. A kiedy wypijesz kieliszek dobrego wina, zmienia się postrzeganie świata. Przez lekko pijane oczy wszystko jest trochę wyostrzone. Wszystko jest trochę łagodniejsze i doskonalsze, takie, jakim chciałbyś, żeby był świat.

Pewnie dlatego ich trwającemu 90 minut dokumentowi bliżej do mockumentu, przybierającemu formę fikcji udającej autentyczny film dokumentalny i mającemu charakter humorystyczny. Magazyn „The Film Stage” nieco narzeka na zacieranie fikcji i rzeczywistości w ten sposób. I tak podsumowuje premierowy seans: „Wiemy, które fragmenty są ewidentnie zmyślone, ale to szare obszary pozbawiają »Burgundy« pewnego znaczenia: jeśli jedna czy dwie rzeczy są ewidentnie wyreżyserowane, zaczynasz się zastanawiać, dlaczego więc wierzyć, że cokolwiek z tego jest prawdą? Mając to na uwadze, najlepiej podejść do filmu z przymrużeniem oka i ewentualnie dobrymi wędlinami”. ﹡

Kopiowanie treści jest zabronione