Osiem lat temu Paweł Pawlikowski w Cannes walczył z „Zimną wojną” o Złotą Palmę i wygrał nagrodę za najlepszą reżyserię. Jak ogłosił to dziś na konferencji prasowej dyrektor festiwalu, teraz wraca z pierwszym od tamtej pory pełnometrażowym filmem. Jego „Fatherland” (znany też jako „1949”) znalazł się w konkursie głównym razem z 20 innymi produkcjami, których autorami są tak znani reżyserzy, jak: Laszlo Nemes, Asghar Farhadi, Pedro Almodóvar czy Andriej Zwiagincew.
Film Polaka to koprodukcja polsko-włosko-niemiecko-francuska. Koncentruje się na relacji niemieckiego pisarza Tomasza Manna z jego najstarszą córką Eriką – aktorką i pisarką. Punktem wyjścia dla opowieści jest fikcyjna biografia Manna zatytułowana „Czarodziej” z 2021 roku, autorstwa Colma Tóibína. To z niej dowiadujemy się, że dwoje starszych dzieci pisarza o inklinacjach artystycznych, Erika i Klaus – biseksualni, lekkomyślni i nieodpowiedzialni finansowo – wywoływali skandale, brali narkotyki. W końcu Klaus popełnia samobójstwo, a Erika wychodzi za mąż za poetę i pisarza W. H. Audena nie dla seksu (oboje są homoseksualni), ale dla brytyjskiego paszportu. Ojciec zaś – najbardziej utytułowany powieściopisarz swoich czasów, intelektualista, kosmopolita, noblista, od którego oczekuje się, że poprowadzi ruch antyfaszystowski – odciął się od polityki i gdy wybuch wojny zastał go zagranicą, do nazistowskiej ojczyzny już nie wrócił. Zrzekł się niemieckiego obywatelstwa i po wojnie zdecydował się zaledwie na dwukrotne odwiedzenie rodzinnego kraju.
Akcja „Fatherland” rozgrywa się u szczytu zimnej wojny: ojciec i córka wyruszają w wymagającą i emocjonalną podróż samochodem – czarnym Buickiem – przez zrujnowane Niemcy. Mann ma odebrać nagrodę i wygłosić przemówienie z okazji dwusetnej rocznicy urodzin Goethego we Frankfurcie, jego rodzinnym mieście, oraz w Weimarze, gdzie Goethe spędził większość życia. Frankfurt znajduje się w amerykańskiej strefie okupacyjnej, wkrótce RFN, podczas gdy Weimar znajduje się w radzieckiej, przyszłej NRD. Obie strony starają się „pozyskać” noblistę, który po raz pierwszy od zakończenia wojny wrócił z emigracji w USA.
Zdjęcie: Agata Grzybowska
Film przeniesie nas do 1949 roku. To specyficzny okres w najnowszej historii świata. Niemcy wciąż nie odbudowały zrujnowanych miast, a świat, który Mann zapamiętał sprzed emigracji, już nie istnieje. – Film kręcimy po niemiecku, bo chcemy zachować prawdę języka. Widz ma uwierzyć, że przeniósł się w tamten czas – producentka filmu, Ewa Puszczyńska w ub.r. mówiła „Gazecie Wrocławskiej”. – Opowiadamy o pisarzu, który był nie tylko niemiecki, ale i europejski. To właśnie chcemy pokazać.
„Fatherland” zgłębia tematy tożsamości, winy, rodziny i miłości „pośród zamieszania i moralnego zamętu powojennej Europy”. Czyli tak, jak lubi Pawlikowski: psychologicznie prawdziwe, uniwersalne opowieści o ludziach, żyjących w świecie naznaczonym przez historię, filmy o wymiarze egzystencjalnym, o tożsamości, o paradoksach życia i duszy, o potrzebie miłości.
Reżyser napisał scenariusz wspólnie z Henkiem Handloegtenem, znanym niemieckim scenarzystą serialu „Babylon Berlin”. Obok Puszczyńskiej, która stoi za sukcesami poprzednich dzieł Pawlikowskiego, czyli nagrodzonej Oscarem „Idy” i nominowanej do trzech Oscarów „Zimnej wojny”, współproducentem jest też Edward Berger, reżyser nagrodzonych Oscarami „Na Zachodzie bez zmian” i „Konklawe”, a także Dimitri Rassam, znany z nagrodzonego dwoma Cezarami „Hrabiego Monte Christo”, a prywatnie syn aktorki Carole Bouquet i były mąż księżniczki Monako, Charlotte.
– To nie jest film biograficzny, który trzyma się ściśle historycznych faktów. To pewnego rodzaju fantazja na temat podróży Manna po ojczyźnie, chociaż ona się w rzeczywistości odbyła – Puszczyńska opowiadała jesienią ubiegłego roku na planie „Fatherland” we Wrocławiu. – Obraz opowiada, że niezależnie od tego, czy Niemcy są podzielone na zachodnie i wschodnie – i nie tylko Niemcy, również Europa – to język i kultura nie znają granic.
Zdjęcie: Łukasz Bąk
Zdjęcie: Łukasz Bąk
Główną rolę Tomasza Manna gra znany z pracy z Wimem Wendersem oraz z filmu „Monachium” Stevena Spielberga, 79-letni Hanns Zischler, a w jego córkę Erikę wcieliła się niemiecka aktorka nominowana do Oscara za rolę w „Anatomii upadku”, Sandra Hüller. W „Fatherland” wystąpiła także Joanna Kulig, która współpracowała z Pawlikowskim przy „Zimnej wojnie”.
Autorem zdjęć jest Łukasz Żal, a muzykę napisał Marcin Masecki. W ekipie reżysera, po raz kolejny znalazła się też kostiumografka Aleksandra Staszko. Podczas spotkania na planie „Fatherland” podkreśliła, że obraz będzie czarno-biały, więc dobór strojów opierał się przede wszystkim na fakturach i kontrastach, a nie na kolorach. – Oczywiście inspirowaliśmy się też zdjęciami archiwalnymi zarówno Tomasza, jak i Eriki. Naturalnym jest, że nie wyglądają oni tak samo jak pierwowzory, natomiast obejrzałam – ile tylko znalazłam – archiwalia, żeby wiedzieć kim były te osoby, jak się nosiły i co chcielibyśmy uchwycić w naszym filmie – mówiła wrocławskim mediom Staszko, będąc na planie zdjęciowym.
To jest moda końcówki lat 40. Największym wyzwaniem dla niej było pokazanie różnic między grupami społecznymi. Inną zamożność miały Niemcy zachodnie, a inną wschodnie. Autor „Czarodziejskiej góry” i jego córka przyjeżdżają z Ameryki, więc też wyróżniają się stylem. On był znany z elegancji, bardzo zwracał uwagę na to, co nosi, a ona – z odwagi. I Staszko starała się to uchwycić, szyjąc dla nich stroje na miarę. Zaś dla setek statystów wypożyczyła je z Berlina, Warszawy, Łodzi i Pragi.
Na planie „Fatherland” nie zabrakło też innych stałych współpracowników reżysera: duetu scenografów Katarzyny Sobańskiej i Marcela Sławińskiego. W jednym miejscu musieli umieścić wnętrza z Los Angeles, Cannes i Weimaru. Bo choć film kręcony był w Niemczech, we Włoszech (te grają Cannes), to większość zdjęć odbyła się w Polsce.
– Dom w Los Angeles, w którym się obecnie „znajdujemy” istnieje naprawdę, dziś można go zwiedzać jako muzeum. My zbudowaliśmy go w hali niemal jeden do jednego, jeśli chodzi o skalę i przestrzeń, a za szybą tarasu w postprodukcji pojawi się krajobraz Hollywood – Sobańska, połowa duetu scenografów filmu, mówiła na planie „Fatherland”. – Tu, w studiu „B” Wytwórni Filmów Fabularnych we Wrocławiu, na zbudowanym specjalnie tarasie, rozgrywa się bardzo emocjonalna scena, a na tej hali stoją dwa obiekty, które łączą się przez telefon. Erika rozmawia z bratem Klausem, przebywającym w hotelu w Cannes, w swoich już ostatnich dniach życia.
Scenografowie przyznali, że choć w Los Angeles nie byli, modernistyczną willę, w której pisarz spędził swoje powojenne życie, odtworzyli z planów, zdjęć i opisów. Sporo rekwizytów pochodzi z Niemiec. – Był uciekinierem, więc przywiózł ze sobą zdjęcia, rękopisy, meble, książki, dzieła sztuki, przedmioty codziennego użytku z ostatniego domu w Niemczech. Fortepian, na którym grały dzieci, salon połączony z gabinetem… Wszystko to buduje realizm – podkreślała Sobańska. – To także kwintesencja intelektualnej rzeczywistości Manna. Reżyser bardzo chciał, by to było widoczne.
Akcja filmu rozgrywa się na dwóch kontynentach, a w rzeczywistości – zaledwie kilku tysiącach metrów kwadratowych. – To jest magia kina: w jednej hali mamy cztery lokacje i trzy kraje. Chcemy, by widz uwierzył, że ogląda jeden spójny świat – dodał duet.
Plan filmowy to nie tylko wrocławska wytwórnia, ale też Bielsko-Biała i Cieszyn. No i Dolny Śląsk, który znów okazał się doskonałą scenerią, podobnie jak było w przypadku „Zimnej wojny”. Oprócz Wrocławia i Legnicy, zdjęcia kręcono m.in. w okolicach Kłodzka, Wałbrzychu (Kościół Ewangelicko-Augsburski Zbawiciela), Bielawie. – Szukaliśmy nieodkrytych filmowo miejsc. Legnica zagrała Frankfurt i Weimar, Kliczków stał się hotelem, Pieńsk i huta szkła „Lucyna” były zupełnie nowymi przestrzeniami dla nas. A finałową scenę kręciliśmy w Goszczu – wyliczała Sobańska. Sławiński dodał: – Zamek w Kliczkowie był chyba pierwszy raz użyty w filmie. To dla nas zawsze frajda, kiedy możemy pokazać światu coś, czego jeszcze na ekranie nie było.
Zdjęcie: Anonymous Content
Zdjęcie: Anonymous Content
Wideo: Curzon Film
„Fatherland” ma wejść na ekrany kin na początku 2027 roku, ale światową premierę będzie miał na festiwalu w Cannes.
W programie festiwalu jest też inny polski akcent. Producentem wykonawczym walczącego o Złotą Palmę filmu „Parallel Tales” jest Maciej Musiał. To pierwsza część projektu realizowanego przez polskiego aktora, który planuje stworzyć odświeżoną wersję „Dekalogu”, słynnego cyklu telewizyjnego Krzysztofa Kieślowskiego. Dziesięć telewizyjnych filmów inspirowanych dziesięciorgiem przykazań (w tym najgłośniejsze „Krótki film o zabijaniu” i „Krótki film o miłości”) miało premierę w 1989 i 1990 roku, w czasie dla Polski przełomowym.
Musiał siedem lat temu kupił prawa do „Dekalogu”, na co wtedy wydał – jak niedawno wyjawił – „wszystko, co miał”. I jako producent ze wsparciem amerykańskiej firmy Anonymous Content nakręcił dwa filmy.
Pierwszy, „Parallel Tales” – remake „Krótkiego filmu o miłości” – wyreżyserował irański reżyser, zdobywca dwóch Oscarów, Asghar Farhadi. Akcja nie będzie rozgrywać się w Polsce, lecz w Paryżu. W obsadzie znalazła się imponująca francuska obsada, w tym Isabelle Huppert, Virginie Efira, Vincent Cassel, Catherine Deneuve i Pierre Niney.
Współpracownik Kieślowskiego, który napisał z nim większość scenariuszy, Krzysztof Piesiewicz, jest również zaangażowany w projekt jako producent. Plan zakłada zatrudnienie dziesięciu różnych reżyserów do remake’u każdej części serii, drugim jest Koreańczyk Lee Chang-dong, którego „Possible Love” jest w postprodukcji.
I „Fatherland”, i „Parallel Tales” powalczą w konkursie głównym o Złotą Palmę z 19 innymi filmami. Rywalem jest m.in. dramat „Gorzkie święta” Pedro Almodóvara. To opowieść o Elzie, która po śmierci matki rzuca się w wir pracy, nie pozwalając sobie na przeżycie żałoby. Dopiero atak paniki uświadamia jej, że potrzebuje na chwilę się zatrzymać (zobaczcie zwiastun).
Przewodniczącym jury 79. edycji festiwalu w Cannes będzie koreański reżyser Park Chan-wook. ﹡
_____
KONKURS GŁÓWNY FESTIWALU W CANNES 2026:
„Minotaur”, reż. Andriej Zwiagincew
„The Beloved”, reż. Rodrigo Sorogoyen
„The Man I Love”, reż. Ira Sachs
„Bitter Christmas”, reż. Pedro Almodóvar
„Fatherland”, reż. Paweł Pawlikowski
„Parallel Tales”, reż. Asghar Farhadi
„Moulin”, reż. Laszlo Nemes
„All of a Sudden”, reż. Ryusuke Hamaguchi
„Histoire de la nuit”, reż. Léa Mysius
„Fjord”, reż. Cristian Mungiu
„Notre salut”, reż. Emmanuel Marre
„Gentle Monster”, reż. Marie Kreutzer
„Nagi Notes”, reż. Koji Fukada
„Hope”, reż. Na Hong-Jin
„Sheep in the Box”, reż. Hirokazu Koreeda
„Garance”, reż. Jeanne Herry
„The Unknown”, reż. Arthur Harrari
„The Dreamed Adventure”, reż. Valeska Grisebach
„Coward”, reż. Lukas Dhont
„La Bola Negra”, reż. Javier Ambrossi and Javier Calvo
„A Woman’s Life”, reż. Charline Bourgeois-Taquet