U góry: ścieżki dźwiękowe do „The Watchers” Abla Korzeniowskiego i „Znachora” Pawła Lucewicza. Na dole: soundtracki do „Chłopów” Łukasza L.U.C. Rostkowskiego i „Różyczki 2” Bartosza Chajdeckiego
Polacy walczą o nagrodę z gigantami muzyki: Zimmerem, Glassem, Williamsem i tegorocznym zwycięzcą Oscara
16 lipca 2024
tekst: a+e

Posłuchaj

Pierwszy raz w historii aż czterech Polaków w jednym roku zostało nominowanych do World Soundtrack Awards, jednej z najbardziej prestiżowych nagród w świecie kina i muzyki filmowej. Łukasz „L.U.C.” Rostkowski, Bartosz Chajdecki, Paweł Lucewicz i Abel Korzeniowski mają szansę na nagrodę Public Choice Award 2024. Walczą z największymi kompozytorami świata, którzy zadbali o muzyczną oprawę m.in. „Diuny 2”, „Oppenheimera” i „Barbie”. Jest i inny polski akcent – autorka ścieżki dźwiękowej do koprodukcji „Strefa interesów” też walczy o nagrodę publiczności. Już teraz możesz na nich głosować. Czas do 21 sierpnia.

Jaka jest Twoja ulubiona ścieżka dźwiękowa roku? Jakiej muzyki filmowej słuchasz przez cały rok? Który kompozytor jest Twoim ulubionym? Czy jest nim ktoś z nominowanych do World Soundtrack Awards 2024, corocznego konkursu najlepszej muzyki filmowej? W tym gronie znaleźli się tacy giganci, jak m.in. Hans Zimmer (zdobywca dwóch Oscarów), John Williams (5 Oscarów), Trent Reznor (2 Oscary), Alexandre Desplat (2 Oscary), Hildur Guðnadóttir (1 Oscar), Philip Glass czy Ludwig Göransson, który zdobył 2 Oscary (w tym w marcu za „Oppenheimera”).

A może któryś z polskich kompozytorów? Bo w tych najbardziej prestiżowych nagrodach w świecie kompozycji do obrazów filmowych znaleźli się też nasi rodacy – pierwszy raz w historii aż czterech. Chodzi o autorów soundtracków do filmów „Chłopi”, „Znachor”, „Różyczka 2” i „The Watchers”. Oni, a także pozostali kompozytorzy ze świata, mają szansę na nagrodę publiczności – w głosowaniu online.

„Bardzo się cieszę, że ścieżka dźwiękowa z filmu »Różyczka 2« została zauważona także poza Polską. To dla mnie ogromny zaszczyt, że mogłem znaleźć się w tak prestiżowym gronie kompozytorów” – zareagował Bartosz Chajdecki, jeden z najzdolniejszych autorów muzyki filmowej w Polsce, który ma na koncie takie produkcje, jak „Bogowie”, „Mistrz” i „Najlepszy”. Wraz z nim o laury publiczności rywalizują także: raper i producent Łukasz Rostkowski, znany pod pseudonimem „L.U.C.” oraz Paweł Lucewicz, kompozytor, pianista i producent muzyczny.  W tym gronie jest także Abel Korzeniowski z Krakowa, który od lat mieszka i tworzy w Los Angeles. Co ciekawe, już dwukrotnie zdobył nagrodę Public Choice Award w konkursie World Soundtrack Awards: w 2010 roku za „Samotnego mężczyznę” i dwa lata później za „W.E.”. Tym razem chodzi o muzykę do horroru „The Watchers” z Dakotą Fanning.

Który z nich pójdzie w ślady Vangelisa, Johna Williamsa czy Howarda Shore’a, którzy w minionych latach wygrali nagrodę publiczności?

Łukasz „L.U.C.” Rostkowski
Zdjęcie: Karol Kacperski, Agora Muzyka
ŁUKASZ „L.U.C.” ROSTKOWSKI

 

„To uczta nie tylko dla oczu, ale także dla uszu” – pisali recenzenci, gdy animowana adaptacja „Chłopów” Władysława Reymonta w reżyserii Doroty Kobieli-Welchman i Hugh Welchmana weszła do kin. Sam producent, Sean Bobbitt, chwalił się, że „po pierwszym pokazie filmu, na festiwalu w Toronto, bardzo dużo osób zwracało uwagę w recenzjach również na rolę, jaką odgrywa w tym filmie muzyka”.

A stworzył ją jeden z najlepszych polskich raperów, prawnik z wykształcenia – Łukasz „L.U.C.” Rostkowski. Na rynku muzycznym jest od 20 lat, ale ścieżkę dźwiękową skomponował po raz pierwszy. Po tym, jak dostał propozycję od reżyserki. Zawsze było mu blisko do filmu, a stworzenie muzyki filmowej było jego marzeniem. – Zaproszono mnie do tego projektu nie po to, żebym odegrał dźwięki stworzone przez kapele łowickie, tylko żebym stworzył coś, czego nie było – wyznał „Gazecie Wyborczej”.

W muzyce zawsze go najbardziej kręciło poszukiwanie czegoś nowego, nowych ścieżek, odkrywanie, eksperymentowanie. Długo więc się zastanawiał nad tym, jak ugryźć temat. Słuchał różnych zespołów, czytał Oskara Kolberga. Wchodził w świat folku. – On zresztą intrygował mnie od lat. Cieszyłem się, że wreszcie będę mógł go poznać – wyjawił w rozmowie z Polskim Radiem.

Zauważył, że nie było projektów, które by wykorzystywały muzykę folkową, instrumenty folkowe w sposób symfoniczny, klasyczny. Stwierdził, że to może być ciekawy trop. – Władysław Reymont wziął proste słowa, chłopskie porzekadła, i zbudował z nich piękną językową barokową katedrę. Taką koncepcję przyjąłem w stosunku do muzyki – wytłumaczył.

Chciał pokazać polski folk, słowiańską muzykę, ale przefiltrowaną przez brzmienie anglosaskie. – Wychowałem się na Massive Attack, Trickym, Portishead. Chodziło o to, by ta muzyka była ciekawa również dla innych kultur, by ją eksportować na świat – wyjaśnił, zaznaczając jednak, że nie myślał o dorobieniu do folku hiphopowych bitów. – Ten film jest tak klasyczny w swojej formule, że trzeba było znaleźć bardziej wysublimowaną formę. Jeździliśmy po Polsce, nagrywaliśmy w skansenach, nagrywaliśmy ludowe zespoły grające na historycznych instrumentach. Szukaliśmy autentyczności. Współczesność objawia się w formie produkcji – zaznaczył. Nagrania „terenowe” zmieszał ze studyjnymi i orkiestrowymi. – Stworzyliśmy muzykę bardzo bogatą. Celowo. By ubarwić, by zrobić z tego film baśniowy.

Muzyka wyszła daleko poza „Chłopów”. Promujący film utwór „Jesień – tańcuj”, który przenosi nas na wesele Boryny i Jagny, stał się przebojem i zajął trzecie miejsce w wewnętrznych eliminacjach wyłaniających reprezentanta Polski w Konkursie Piosenki Eurowizji. W tej łączącej różne gatunki muzyczne kompozycji można usłyszeć głosy takich artystów jak Kayah, Laboratorium Pieśni i Dagadana, współgrające z tradycyjnym brzmieniem kapeli Tęgie Chłopy w ramach międzynarodowej orkiestry RBFO. Muzyka opiera się na autentycznych, akustycznych instrumentach historycznych. Tekst utworu został stworzony na podstawie setek słów i cytatów z książki Reymonta. Jego odtworzenia w serwisach streamingowych liczone są w milionach, użytkownicy TikToka masowo dołączali do wyzwania #jesientancuj. A na koncerty „L.U.C.-a” z ekipą w salach, również Filharmonii, w całym kraju bilety natychmiast się wyprzedawały.

Za sukcesem komercyjnym przyszedł branżowy. W lutym twórcy „Chłopów” zgłosili soundtrack do Oscara, a w marcu 43-letni Rostkowski zdobył za niego polską statuetkę Orła. – Bardzo się cieszę, że znalazłem się wśród laureatów nagrody. Jest ona zwieńczeniem czteroletniej pracy. Sam proces tworzenia muzyki do tego filmu był dla mnie bardzo ważny. Cieszę się, że brałem udział w tak fajnym projekcie – mówił po gali.

Tutaj można posłuchać kilku kompozycji: „Chłopi”.

Bartosz Chajdecki
Zdjęcia: Karina Piwowarska, Apple Music
BARTOSZ CHAJDECKI

 

Filmowo to był rok Bartosza Chajdeckiego. W kinach miało premierę pięć filmów fabularnych z muzyką jego autorstwa – „Święto ognia”, „Różyczka 2” i „Uwierz w Mikołaja”, a niedawno „Kolory zła: czerwień” i „Supersiostry”. Wszystkie były skrajnie różne gatunkowo, z odmienną narracją i wrażliwością. I ta różnorodność była dla niego wspaniała.

– Nie podjąłbym się pracy jednocześnie nad produkcjami, które wymagałyby stworzenia podobnej muzyki. W takiej sytuacji mogłoby wystąpić niebezpieczeństwo przenikania się motywów muzycznych z jednej produkcji do drugiej. Pracując równolegle nad filmami o różnym charakterze, nie ma takiego ryzyka. Poza tym możliwość „przeskakiwania” między gatunkami jest dla mnie przyjemnością i wyzwaniem – wyznał portalowi Film.org.pl.

Wyzwaniem w przypadku drugiej części „Różyczki” w reżyserii Jana Kidawy-Błońskiego był fakt, że to kontynuacja obrazu sprzed trzynastu lat, gdy muzykę skomponował Michał Lorenc. – Nie mogłem całkowicie pominąć klimatu, jaki muzyka budowała w pierwszej części. Jest on w obu obrazach podobny, gdyż tego wymagały obraz i historia. Szczerze przyznam, że trudniej się komponuje, kiedy jest jakiś kontekst, do którego należy się odwołać. To było duże wyzwanie, bo stąpałem po śladach wybitnego kompozytora muzyki filmowej – Chajdecki, który pochodzi z muzycznej rodziny i tworzy od 12. roku życia, powiedział „Gazecie Krakowskiej”.

Ważnym partnerem w tworzeniu soundtracku do „Różyczki 2”, okazał się reżyser. Wyraźnie określił jaką chce muzykę. – To muzyka orkiestrowa. Zrobiliśmy duże nagrania w Radiu Kraków. Przez dwa dni rejestrowaliśmy orkiestrę smyczkową, instrumenty solowe oraz przepiękne wokalizy Anny Witczak i Liliany Pociechy. Bawiliśmy się trochę tą muzyką, jeśli chodzi o stylistykę. Skomponowałem na potrzeby filmu klasyczną fugę, adagio i arię, które rzadko można usłyszeć w kinie – tłumaczył.

Nade wszystko dumny jest z fugi, która jest jedną z najbardziej kunsztownych i złożonych form muzycznych (vide Bach, Händel czy Szostakowicz): – To jest niesamowite, że mogliśmy chociaż jej fragment wykorzystać w filmie. Nie wiem, czy kiedykolwiek ktoś jeszcze skomponował fugę specjalnie na potrzeby produkcji filmowej.

Muzyka trafiła też na album, który jest dostępny w serwisach streamingowych. Obejmuje dwadzieścia trzy utwory autorstwa Bartosza Chajdeckiego (w tym trzy bonusowe). Tutaj można ich posłuchać: „Różyczka 2”.

43-letni kompozytor, który jest autorem ścieżek filmowych do takich produkcji jak: „Bogowie”, „Chce się żyć”, „Jestem mordercą”, „Moje córki krowy”, „Prosta historia o morderstwie”, „Powstanie Warszawskie” oraz seriali: „Czas Honoru”, „Kruk”, „Chyłka”, „M jak miłość”, pracuje również na międzynarodowym rynku – ostatnio stworzył muzykę do drugiego sezonu norweskiego serialu „Furia”. W drugiej połowie roku będziemy mogli oglądać kolejne produkcje, do których skomponował muzykę, m.in. film biograficzny “Simona Kossak” w kinach oraz serial “Idź przodem, bracie” w streamingu.

Paweł Lucewicz
Zdjęcia: Magnetic Records
PAWEŁ LUCEWICZ

 

„Znachor” (trzecia już ekranizacja kultowej powieści Tadeusza Dołęgi-Mostowicza) w ub.r. bił rekordy popularności i znalazł się nawet w pierwszej dziesiątce oglądalności filmów Netflixa na świecie. Obejrzało go ponad 40 mln widzów. Istotną częścią sukcesu obrazu jest skomponowana przez Pawła Lucewicza muzyka. – Chciałem pokazać kawałek naszego folkloru – zapewnił w rozmowie z Polskim Radiem 39-letni kompozytor.

Zanim rozpoczął kompozycję synchronicznej już muzyki do obrazu, dość dużo czasu spędził z bohaterami tego filmu. Zastanawiał się, w jaki sposób ich muzycznie opowiedzieć. – Finalnie myśl o tym, by muzycznym alter ego naszych bohaterów były towarzyszące im instrumenty, a nie przypisane motywy, był najlepszym pomysłem, który – moim zdaniem – wprowadzał porządek i spójność w całym filmie – tłumaczył.

Autor dołożył wszelkich starań, by muzyka była przestrzenią perfekcyjnie odzwierciedlającą świat mazowieckiej muzyki ludowej lat 30. XX wieku. W tej intencji zaprosił do współpracy zespół Svahy – trio wokalne wykonujące tradycyjny folklor. Sugestywne kompozycje, filmowe orkiestracje, wykorzystane regionalne dawne instrumenty, jak suka biłgorajska i lira korbowa, a także biały śpiew (zwany również śpiewokrzykiem) – wszystkie te elementy sprawiły, że świat na nowo zachwycił się polską muzyką ludową.

Jednocześnie kompozytor zachował szacunek dla muzycznych osiągnięć Piotra Marczewskiego – kompozytora ścieżki dźwiękowej do filmu Jerzego Hoffmana. Otrzymaliśmy piękny dźwiękowy portret polskiej wsi, z jej klasowymi napięciami, a jednocześnie muzykę przekonującą swoją emocjonalną głębią, która doskonale brzmi także słuchana niezależnie od obrazu. – To muzyka, która poza funkcją w filmie, pozwoliła mi wyrazić swój sentyment do starego kina. Nie ukrywam, że kompozycja tych wszystkich emocjonalnych tematów i zaznaczenie lirycznej relacji między bohaterami to był raj dla kompozytora – deklarował.

Nie kryje, że długo zastanawiał się, w jaki sposób podejść do partytur ilustrujących „Znachora”. W pierwszym, „koncepcyjnym”, okresie pracy nad muzyką, pojawiła się nawet przez chwilę myśl, aby muzycznie zilustrować film zupełnie nowoczesnymi środkami. Pozostał jednak wierny gatunkowej, szerokiej instrumentacji z melodyjnymi tematami muzycznymi. I okazało się, że słusznie. W maju odebrał za swoje trwające nieco ponad 50 minut dzieło Nagrodę Polska Ścieżka Dźwiękowa Roku 2023 podczas Festiwalu Muzyki Filmowej w Krakowie.

Lucewicz, który jest autorem muzyki do ponad 50 produkcji filmowych i telewizyjnych, za ścieżkę dźwiękową do najnowszej adaptacji „Znachora” odebrał też m.in. nagrodę Best Original Score for a Drama Film na gali Movie Music UK Awards i Breakthrough Composer of the Year przyznaną przez Międzynarodowe Stowarzyszenie Krytyków Muzyki Filmowej (IFMCA). Jest drugim Polakiem, po Abelu Korzeniowskim, nagrodzonym przez międzynarodowe grono krytyków w tym drugim konkursie.

Pod tym linkiem można posłuchać nagrań: „Znachor”.

Abel Korzeniowski
Zdjęcia: Marcin Oleszczyk, Evolution Music Partners
ABEL KORZENIOWSKI

 

Horror „The Watchers” opowiada o zjawiskach nadprzyrodzonych. Dakota Fanning jako Mina, amerykańska artystka mieszkająca w Irlandii, zostaje uwięziona w lesie, gdy psuje się jej samochód. Szukając schronienia, zostaje uwięziona w oszklonym bunkrze wraz z trzema nieznajomymi, którzy ujawniają, że każdej nocy prześladują ich tajemnicze stworzenia, jeśli próbują uciec.

Scenariusz łączy celtycki folklor ze współczesnym horrorem, a ogromny wkład w atmosferę filmu ma ścieżka dźwiękowa autorstwa mieszkającego od wielu lat w Los Angeles, Abela Korzeniowskiego. To wymagająca, złożona i wyrafinowana muzyka. – Nawiązuje do plemiennych, pogańskich rytuałów przedceltyckiej Irlandii, wyrażając pierwotną, zwierzęcą energię w jej pozbawionej ozdób i surowej formie. W partyturze znalazły się eksperymentalne instrumenty akustyczne oraz klasyczna orkiestra – wyjaśnił autor w dniu premiery filmu w amerykańskich kinach, 7 czerwca.

Spędził kilka dni na planie w Irlandii, a las, w którym odbywały się zdjęcia – jak opowiadał później – był „jednym z najbardziej niesamowitych miejsc, jakie kiedykolwiek widział”. – Każde drzewo było przesiąknięte i tętniło życiem, a splecione warstwy mchu we wszystkich odcieniach zieleni pokrywały ziemię niczym gąbka. Dźwięk lasu był hipnotyzujący i chciałem uchwycić to uczucie w ścieżce dźwiękowej. Zależało mi na oddaniu złożoności środowiska naturalnego bez ograniczeń współczesnej, cyfrowej precyzji. Świadomie unikałem tradycyjnych efektów orkiestrowych, takich jak klastry, które stały się stereotypowe w gatunku horroru, zamiast tego zdecydowałem się na charakterystyczne drewniane brzmienie daksofonu, nagrane na taśmę magnetyczną – wyjaśniał.

Na dowód, na swoim koncie w social mediach udostępnił wideo jak gra na tym dziwnym instrumencie, który wynalazł w latach 80. Hans Reichel. Składa się z cienkiego drewnianego ostrza przymocowanego na jednym z końców za pomocą bloku, czasem montowanego na statywie i wyposażonego w jeden lub więcej mikrofonów. Zwykle gra się na nim łukiem, ale można go również szarpać, jak linijkę wibrującą na krawędzi stołu. Wytwarzane wibracje są przenoszone przez element mocujący i wychwytywane przez mikrofon. W zależności od rodzaju drewna i kształtu można uzyskać szeroką gamę barw zbliżonych do ludzkiego głosu. Korzeniowski zbudował swój daksofon specjalnie na potrzeby „The Watchers”, który jest jego pierwszym filmem od dwóch lat.

W pracy nad soundtrackiem w dużej mierze trzymał się z daleka od wszystkiego, co w muzyce jest stereotypowo „irlandzkie” i wykazał się wyjątkową kreatywnością. „Przez całą partyturę nigdy nie czujesz się zbyt daleko od okropnego uczucia niepokoju, poczucia, że ​​niezależnie od tego, jak bardzo muzyka może uśpić poczucie bezpieczeństwa lirycznymi fragmentami wiolonczeli lub delikatnymi fortepianami, coś naprawdę przerażającego czyha po prostu za rogiem. To kolejne znakomite dzieło Abela Korzeniowskiego. Jedyne, co mnie rozczarowało, to to, że od jego ostatniego razu minęło zdecydowanie zbyt dużo czasu i mam nadzieję, że na następny nie będziemy musieli tak długo czekać” – napisał w swojej recenzji ceniony brytyjski krytyk muzyki filmowej, Jonathan Broxton.

52-letni pochodzący z Krakowa kompozytor ma mocną pozycję na międzynarodowym rynku. Jest członkiem Amerykańskiej Akademii Filmowej, ma na koncie nominacje do Złotych Globów, nagrody World Soundtrack Awards i współpracę ze znanymi artystami na koncie. A zaczęło się w 2009 roku, gdy dostał angaż od Toma Forda, by stworzył soundtrack do „Samotnego mężczyzny”. W ścieżce dźwiękowej do tego filmu zakochała się Madonna i zatrudniła Polaka do „W.E.”, który reżyserowała. Potem była też kolejna współpraca z Fordem („Zwierzęta nocy”), film „Gra szpiegów” z Benedictem Cumberbatchem czy serial „Dom grozy” z Evą Green. Obecnie pracuje nad filmem „Emperor”.

Posłuchaj ścieżki dźwiękowej: „The Watchers”.

Mica Levi
Zdjęcia: Leah Walker, Apple Music
MICA LEVI

 

Jest też inny polski akcent w tegorocznej edycji konkursu – nominowana jest Brytyjka Mica Levi, która jest autorką muzyki do polskiej koprodukcji „Strefa interesów” (film zdobył dwa Oscary). „Stworzyła soundtrack, jakiego nigdy wcześniej nie słyszałeś” – zawyrokowali pierwsi recenzenci po premierze filmu o rodzinie komendanta obozu w Auschwitz, Rudolf Hössa.

37-letnia Levi – kompozytorka, która kiedyś identyfikowała się jako kobieta, dziś deklaracje w kwestii płci nabrały płynności – wytyczyła dla siebie dziwaczną ścieżkę muzyczną: przechodząc od londyńskiego undergroundu, gdzie Björk i The Flaming Lips byli jednymi z pierwszych, do jednego z najodważniejszych i najoryginalniejszych kompozytorów filmowych. Dźwiękowe dysonanse to jej specjalność. Choć stworzyła ponad 10 soundtracków, wliczając muzykę do filmów krótko- i pełnometrażowych, seriali i anime, to najbardziej znacząca jest jej współpraca z Jonathanem Glazerem. Ich ostatnie wspólne dzieło to „Strefa interesów”. A muzyka jest nie do opisania porażająca i nierozerwalnie związana z siłą filmu. Pomimo, że jest jej w nim naprawdę mało. „Zdecydowana większość obrazu nie ma żadnej muzyki, ale wkład Levi zaczyna się w całkowitej ciemności i sączącej się kąpieli dźwiękowej wypaczonych głosów i syntezatorów, a kończy sześciominutową przejażdżką pociągiem audio przez piekło”, jak zauważył „Los Angeles Times”.

Urodzona w rodzinie muzyków – matka była nauczycielką wiolonczeli, a ojciec Erik, pianistą i szanowanym znawcą muzyki z czasów Trzeciej Rzeszy – dorastała na londyńskich przedmieściach Surrey, ucząc się gry na skrzypcach. Wybór instrumentu nie był przypadkowy. Na skrzypcach grał dziadek Mici, Żyd niemieckiego pochodzenia, który podczas II wojny światowej uciekł z więzienia, zabierając jedynie instrument. Zdecydował, że najlepszą chwilą na ucieczkę i przedostanie się na neutralne terytorium będzie sylwestrowa noc, kiedy strażnicy będą pili na umór. Niedługo później przez pośpiech zostawił skrzypce na farmie, gdzie chwilowo się ukrywał. Po latach jednak po nie wrócił.

Jako nastolatka próbowała pisać „fałszywą romantyczną” muzykę orkiestrową, a potem wciągnęła się w dziwactwa kalifornijskiego kompozytora Harry’ego Partcha. Partch, gej, który żył w czasie Wielkiego Kryzysu, czasami bez domu, zerwał z ustalonym systemem tonów zalecanym w zachodniej muzyce klasycznej. Był także stolarzem i budował własne instrumenty, co pozwoliło mu wyrażać muzykę wykraczającą poza 12 standardowych tonów, co jest wyraźną inspiracją dla twórczości Levi.

Tę jej niebywale autorską muzykę zauważył Glazer, który pierwotnie był autorem teledysków dla Radiohead i Blur. Gdy kręcił swój film o kosmitach „Pod skórą”, chciał do niego muzyki nowicjusza. Wkrótce widzowie na całym świecie usłyszeli nowy muzyczny wszechświat – gniazdo os z drżącymi strunami i niesamowicie zmysłową syrenią pieśń. Każdy następny film robił tylko z nią. „Najpierw uszy” – tak widział podejście do ekranizacji powieści Martina Amisa. Żeby osiągnąć ten efekt, nie mógł zamówić typowej ścieżki dźwiękowej. Dlatego muzyka skomponowana przez Micę przyjęła formę obco brzmiącej uwertury z przesterowanych syntezatorów i wyzierających z ciemności ludzkich głosów.

Levi przez rok pracowała w londyńskim studiu Glazera, ramię w ramię z montażystą zdjęć Paulem Wattsem i autorem dźwięku Johnniem Burnem, i początkowo napisała godziny ciepłej, niemal romantycznej muzyki dla rodziny Hössów. Ale to działało jak uspokajająca „morfina dla widza”. Jej partytura została odrzucona. Pozostała „żywa” ścieżka dźwiękowa Burna przedstawiająca niewidzialny horror dziejący się za płotem (dostał za dźwięk Oscara). Levi wróciła do pracy na nowo – wzięła „pierwotne brzmienie ludzkich głosów” i manipulowała nimi za pomocą nowoczesnej technologii. Jedyna muzyka w „Strefie interesów” towarzyszy serii kadrów kwiatów, gdy rozlega się cichy, ostry dźwięk. Kiedy na końcu film Glazera staje się czarny, słychać grupę śpiewaków wydających różne wrzaski i okrzyki, których kompozytorka najpierw nagrała, a następnie stworzyła z tego kolaż, którego tonacja powoli, stopniowo opada.

Autorka za swoje dzieło zdobyła nagrodę na festiwalu w Cannes.

Tutaj można posłuchać soundtrack filmu: „Strefa interesów”.

Najwięksi rywale Polaków: m.in. Hans Zimmer („Diuna: Część druga”), Mark Robson („Barbie”), Ludwig Göransson („Oppenheimer”), Philip Glass („Tunel z gołębiami”), John Williams („Indiana Jones i artefakt przeznaczenia”), Tom Holkenborg („Furiosa: Saga Mad Max”), Robbie Robertson („Czas krwawego księżyca”), Jerskin Fendrix („Biedne istoty”) i Joe Hisaishi („Chłopiec i czapla”)
GŁOSOWANIE

 

Nagrody World Soundtrack Awards, wręczane są od 2001 roku najlepszym kompozytorom muzyki filmowej. Ceremonia odbywa się w belgijskiej Gandawie, podczas festiwalu Film Fest Ghent.

Członkowie World Soundtrack Academy (to ponad 300 międzynarodowych kompozytorów i tuzów z branży, np. Elliot Goldenthal, Lalo Schifrin, James Newton Howard, Alexandre Desplat, Alan Silvestri) przyznają statuetki w 10 kategoriach, m.in. „Kompozytor filmowy roku, „Kompozytor telewizyjny roku”, „Najlepsza piosenka oryginalna”, „Odkrycie roku”, „Nagroda za muzykę do gier” i „Nagroda za całokształt twórczości”.

Jest też nagroda publiczności. Dotychczas wśród nagrodzonych Public Choice Award byli m.in. Vangelis za ścieżkę dźwiękową do filmu „Alexander”, John Williams („Harry Potter i więzień Azkabanu”), dwa razy z rzędu Howard Shore za film „Władcę pierścieni” oraz dwukrotnie jako jedyny Polak – Abel Korzeniowski („Samotny mężczyzna” i „W.E.”). W ubiegłym roku po raz pierwszy w historii konkursu fani ścieżek dźwiękowych zagłosowali na kobietę – Amelię Warner i jej kompozycje do filmu „Lista Pana Malcolma”.

W tym roku o laury publiczności walczy aż 100 soundtracków, w tym do takich hitów, jak „Diuna: Część druga”, „Barbie”, „Oppenheimer”, „Indiana Jones i artefakt przeznaczenia”, „Furiosa: Saga Mad Max”, „Czas krwawego księżyca” i „Biedne istoty”. Co ciekawe, ubiegłoroczna zwyciężczyni też startuje w tegorocznej edycji – tym razem ze ścieżką dźwiękową do „Young Woman and the Sea”.

Głosować można do 21 sierpnia, pod tym linkiem: Public Choice Award 2024. W połowie września poznamy pięć nominowanych partytur. Nominowani zostaną zaproszeni na galę wręczenia nagród World Soundtrack Awards 16 października oraz na koncert, podczas którego orkiestra wykona wybór muzyki gości honorowych i laureata nagrody za całokształt twórczości.﹡

Kopiowanie treści jest zabronione