Sprząta zwłoki w Maroku. Nagle impuls każe jej wsiąść na motocykl i pojechać na lotnisko, wsiada do wojskowego samolotu Lockheed C-130 Hercules i jako pilot leci do Albuquerque w USA. Tam rozbiera się na środku lotniska i bierze prysznic… Tak poznajemy Zosię, którą gra Karolina Wydra. Potem aktorka kradnie całe sceny, stając się sensacją nowego serialu Vince’a Gilligana – twórcy takich hitów, jak „Breaking Bad” i „Zadzwoń do Saula”.
– Byłam podekscytowana! Nigdy wcześniej nie zostałam poproszona o zrobienie czegoś takiego. Pomyślałam: „Co za epicka podróż dla tej postaci” – taka była pierwsza reakcja 44-letniej Polki po przeczytaniu tego szalonego wstępu do serialu „Jedyna” („Pluribus”). – Poza tym, naprawdę miałam okazję kołować C-130. Piloci początkowo nie byli pewni, czy mi na to pozwolą. Ale dowiedziałam się od nich wszystkiego, co mam robić w samolocie i widząc moje zaangażowanie zaufali mi. Na lotnisku w Albuquerque zrobiliśmy mnóstwo prób – zdradza w wywiadzie dla „Hollywood Reporter”.
Pilotowanie czterosilnikowego transportowca to nie jedyna jej umiejętność. Jest też m.in. chirurgiem i szefową kuchni z restauracji z gwiazdką Michelin. Taką „moc” mają Inni. Zosia należy do tej części ludzkości, którą po wypadku w laboratorium dotknęła tajemnicza epidemia szczęścia – wszyscy są nieustannie łagodni i zadowoleni. Wszyscy poza Carol (Rhea Seehorn). Patogen w ciągu jednej doby łączy ludzkie umysły w jedną zbiorową świadomość, która odbiera tylko pozytywne emocje. Kiedy ludzkość celebruje nowy, „idealny” porządek, Carol – jako jedyna z 13 osób, które przeżyły atak obcego wirusa – widzi w nim utratę człowieczeństwa. Rozpoczyna samotną walkę o przywrócenie prawdziwych emocji i wolnej woli, mierząc się z tłumem ludzi przekonanych, że znaleźli ostateczną odpowiedź na cierpienie i szukających sposobu na jej nawrócenie.
„Jedyna” to prowokujące science fiction o jednostce, która odmawia bycia częścią doskonałej masy. Choć jest przez to najbardziej nieszczęśliwą osobą na Ziemi.
1.
„Jedyna” okazała się hitem. To najczęściej oglądany serial w historii AppleTV oraz najwyżej oceniany i najchętniej oglądany serial science fiction tego roku. Produkcja w tydzień po premierze w listopadzie pobiła rekord popularności, notując 6,4 mln godzin oglądania i wyprzedzając dotychczasowego lidera stacji – „Rozdzielenie”.
– Od samego początku miałam wrażenie, że biorę udział w niesamowitej produkcji, jakiej nigdy wcześniej nie było w telewizji. Ale kiedy kręcisz serial czy film, tak naprawdę nie wiesz, jaki będzie efekt końcowy. Na szczęście reakcje są podobne do zachwytów na miarę „Breaking Bad”. „Jedyna” to petarda! – Polka śmieje się w rozmowie z „GQ”.
Miała wielkie szczęście. Kiedy dyrektorzy castingu – ci sami, którzy obsadzali wszystkich głównych aktorów w poprzednich hitach Gilligana – szukali aktorki do roli Zosi, Wydra nie tylko nie grała od pięciu lat, ale nawet nie miała agenta ani menedżera.
Rolę Carol Sturki reżyser napisał specjalnie dla Seehorn, ale pozostałych aktorów trzeba było znaleźć, w tym tę drugą w kolejności. Castingowcy przez rok szukali na całym świecie, aż przypomnieli sobie Wydrę z filmu „Wcielenie” z 2016 roku. – Znaliśmy ją od lat. Po prostu się w niej zakochaliśmy. I gdy chcieliśmy ją ponownie namierzyć, nawet jej dawny współpracownik musiał przeszukać swoje archiwum. Wracał do starych list i portfolio i pytał: „Zaraz, co się z nią stało?” – wspominają Sherry Thomas, Sharon Bialy i Russell Scott w rozmowie z „Gold Derby”.
Pewnego dnia niespodziewanie dostała maila od kobiety z agencji reklamowej, której nigdy nie spotkała i z którą nigdy nie pracowała. „Przyszła do ciebie propozycja przesłuchania” – przeczytała. Zapytała: „Do czego?”. „Do serialu Vince’a Gilligana” – doniósł kolejny mail. „Co?!” – krzyknęła.
2.
Nie zagrała nic nowego od 2019 roku. – Nadeszła pandemia i kiedy świat pogrążył się w chaosie, pomyślałam, że muszę się rozmnożyć – Karolina śmieje się podczas wywiadu z „GQ”. – Postanowiłam zostać rodzicem i ważne było dla mnie, żeby być mamą na pełen etat. Więc zrobiłam sobie przerwę i wychowywałam synów, a mój menedżer i agent postanowili ode mnie odejść. Kiedy młodszy syn miał 2 lata i byłam gotowa, by wrócić, pomyślałam: „jestem kobietą po czterdziestce, jak ja to zrobię?”.
Miała już na koncie kilka ról. Nic spektakularnego, bo raczej filmy klasy B, jak „Czas rozliczenia” z Nicolasem Cage’em czy „Po wypadku” ze Stevenem Straitem, oraz drugi plan seriali – wcieliła się w wampirzycę w „Czystej krwi” i imigrantkę w „Dr House’ie”, która poślubia tytułowego bohatera dla zielonej karty. Zagrała też w wysokobudżetowej komedii „Kocha, lubi, szanuje”, u boku Steve’a Carella, Julianne Moore i Ryana Goslinga. Rola była niewielka, ale sam film odniósł sukces, zarabiając blisko 150 milionów dolarów.
To sporo, jak na dziewczynę z Opola, w którym urodziła się w 1981 roku, i z którego jako 11-latka wyemigrowała z rodzicami i bratem do Kalifornii. Bez marzeń o karierze. – Rodzice, którzy byli nauczycielami, chcieli po prostu sprawdzić, jak nam tam będzie. Tak się złożyło, że po jakimś czasie udało im się wylosować zieloną kartę, dlatego zostaliśmy na stałe – opowiadała kilka lat temu „Nowej Trybunie Opolskiej”. – Opole zawsze będzie dla mnie bardzo ważne, czuję się Polką i wciąż mówię po polsku – dodała, zapewniając, że cały czas ma kontakt z ojczyzną.
Kiedyś przyjeżdżała na każde wakacje, nawet wtedy, gdy robiła karierę jako modelka, którą została jako 16-latka. Była z tatą na zakupach w centrum handlowym w Los Angeles, gdy podszedł do nich agent sugerując, że wysoka (1,75 cm wzrostu) i chuda brunetka powinna spróbować modelingu. Wkrótce na kilka miesięcy wyjechała do Japonii, ale po powrocie zrobiła sobie przerwę, by skończyć szkołę. Wróciła na wybieg, gdy miała 19 lat. Przeniosła się do Nowego Jorku i przez osiem lat z powodzeniem pracowała w branży. Jej zdjęcia trafiły m.in. na okładkę niemieckiego „Elle”, australijskiego „Oyster” czy amerykańskiego „Vallum”, wzięła też udział w kampaniach takich marek, jak Armani, Levi’s Red, Charles David czy Calvin Klein. W 2006 roku wystąpiła w reklamie Nespresso z George’em Clooneyem.
– Modeling był moją pracą, nie moją pasją. Ciekawą, dobrze płatną, ale nic ponadto – skwitowała.
Marzyła, by zostać aktorką. Ekranowy debiut przyszedł w 2006 roku za sprawą… Mike’a Figgisa, twórcy oscarowego „Zostawić Las Vegas”. Karolina poznała go na jednym z przyjęć w Nowym Jorku. Zaangażował ją do krótkometrażowego filmu, dołączonego do specjalnego wydania DVD z „King Kongiem”. – Można powiedzieć, że to był dla mnie punkt przełomowy, który zaważył na tym, że postanowiłam przestać być modelką i zacząć grać. Wróciłam do Kalifornii, gdzie biznes kinowo-telewizyjny jest o wiele bardziej rozbudowany niż w Nowym Jorku. Tam przede wszystkim chodzi o modę i teatr, a mnie interesowały występy przed kamerą – wspominała kilka lat temu.
3.
Zaliczała głównie epizody. W 2008 roku zagrała u boku Jacka Blacka i Danny’ego Glovera w zwariowanej komedii „Ratunku! Awaria”, pojawiła także w jednym z odcinków spin offu serialu „Prawo i porządek”: „Law & Order: Criminal Intent”. Seriali było więcej. Ale to „Pete kombinator”, w którym zagrała ok. dekadę temu u boku gwiazdy „Breaking Bad” Bryana Cranstona, okazał się istotny. Ale o tym dowiedziała się znacznie później…
Czy był ktoś, z kim zawsze chciała pracować? – Gdyby mi ktoś powiedział: „Będziesz grać krzesło w serialu Vince’a Gilligana”, odparowałabym: „Wchodzę w to!”. Gdy mieszkałam w Nowym Jorku, byłam zapaloną kinomaniaczką, 20-latką, która mawiała pretensjonalnie: „Chodzę tylko na filmy francuskie i rosyjskie, to jest prawdziwe kino”. Więc nawet nie oglądałam telewizji. Ktoś mnie jednak namówił na „Breaking Bad” i się wciągnęłam – śmieje się. – Potem pracowałam z Bryanem Cranstonem jako jego obiekt westchnień. To było coś w stylu: „O mój Boże! Mam takie szczęście, że mogę z nim pracować, jest fenomenalny”. Ale zawsze marzyłam, aby pewnego dnia, tak jak on, dostać szansę od Gilligana.
Nie obchodziło jej, jak duża czy jak mała będzie rola; po prostu chciała u niego pracować. – Ale żeby wierzyć, że to kiedykolwiek możliwe, trzeba mieć urojenia. Każdy aktor musi mieć imaginacje, żeby dostać się do Hollywood. Trzeba ślepo wierzyć, że pewnego dnia się uda, mimo że miliony innych aktorów próbowało. Nigdy jednak nie zaproszono mnie na przesłuchania do Vince’a, więc porzuciłam to marzenie – wyznaje magazynowi „Vulture”.
Kiedy w końcu nadszedł ten wymarzony moment, jej pierwszą reakcją było: „Nie rób tego”. – Opis postaci brzmiał mniej więcej tak: „ktoś miły i kochający”. Nie zamierzałam iść na przesłuchanie, bo kiedy marzysz o czymś tak długo i masz to na wyciągnięcie ręki, prawie nie chcesz tego robić, żeby móc dalej marzyć. A potem jakaś część mnie powiedziała: „Karolina, po prostu to zrób. Co masz do stracenia?” – wspomina.
– Były inne aktorki do roli Zosi, ale nie spełniały oczekiwań reżysera. Instynkt podpowiadał nam, że Karolinę można pokochać od pierwszego wejrzenia. Tego właśnie potrzebował Vince. Musiała być najwspanialszą osobą na świecie, która oczaruje Carol – zapewniają dyrektorzy castingu „Jedynej”.
Po testach z Rheą jako Carol czekała tydzień na odpowiedź. – I to był najdłuższy tydzień w moim życiu. Nie mogłam spać, nerwy brały górę. Potem dostałam telefon z informacją, że w ciągu godziny Apple obejrzy moją taśmę i podejmie ostateczną decyzję. Pamiętam, że wyłączyłam telefon, bo moje ciało nie mogło tego pojąć: „Twoje życie się zmieni i będziesz pracować z Vince’em Gilliganem, albo wrócisz do marzeń”. Oglądałam nowy film Scorsese, gdy zadzwonił telefon mojego męża. „Otwórz szampana” – krzyknął mój menedżer do jego słuchawki. Było dużo łez, skakania z radości i krzyków – wspomina. – To jeden z najbardziej magicznych momentów w moim życiu i wciąż się szczypię, zastanawiając się, czy to naprawdę się dzieje.
Zanim trafiła na plan, twórca „Jedynej” chciał porozmawiać z nią na Zoomie. Miała do niego milion pytań po przeczytaniu scenariusza. W pewnym momencie powiedział do niej: „Właśnie rozmawiałem z Bryanem Cranstonem o tobie”. – To był moment, w którym pomyślałam: „Gdzie są ukryte kamery? Czy to jakiś żart? Rozmawiam z Vince’em Gilliganem, a on mówi mi, że rozmawiał z Bryanem o mnie”. Cała ta sytuacja była tak surrealistyczna! Chociaż marzenie o roli się spełniło, nadal czuję, że śnię w najlepszy możliwy sposób – mówi.
4.
Jak grać miliardy ludzi naraz, skoro Zosia to nie pojedyncza postać? Karolina Wydra musiała to rozgryźć w przełomowej dla kariery roli. Została przysłana do Carol jako łącznik z Innymi, którzy potrafią dotrzeć do myśli, wspomnień i wiedzy praktycznie każdej osoby, aby osiągnąć konkretny cel lub wykonać zadanie. Dzięki temu każdy z nich może robić wszystko i każdy wie wszystko.
Zosia to postać, która łączy w sobie wiedzę i emocje całej ludzkości, uosabia ten rodzaj nieskomplikowanego spokoju, radości i miłości, które odczuwa cała zbiorowość Innych. Karolina, która jest osobą bardzo ekspresyjną, nie ukrywa, że to, by na planie zachować równowagę wobec emocjonalnej i wybuchowej głównej bohaterki, było dla niej sporym wyzwaniem.
– Dużo o tym myślałam… Zosia jest dla Carol jak wyrozumiała matka, wybaczająca i kochająca ją bezwarunkowo. Nie wiem, czy potrafiłabym zagrać tę rolę, gdybym nie była matką. Nie sądzę, żebym zrozumiała głębię tego, co to znaczy – aktorka tłumaczy „Variety”.
Przygotowując się do roli, dużo też czytała o bardzo inteligentnych ludziach, o tym, jak się zachowują i jak przechodzą przez życie. Serialowi Inni nie są kosmitami ani robotami, tylko normalnymi ludźmi, którzy posiedli wszelkie umiejętności. Są też spełnieni i szczęśliwi. Chciała być najbliżej tych dwóch stanów, jak to tylko możliwe.
– Dlatego medytowałam, by w pełni się zrelaksować. Dzięki temu inaczej patrzyłam na problemy. Poza rolą, to sprawiło, że zatrzymałam się i zostawiłam więcej przestrzeni innym ludziom w moim życiu, ponieważ robiłam to dzień w dzień dla Carol. Zdecydowanie pomogło mi to z moimi dziećmi – mruga okiem.
Zosia cały czas się uśmiecha. Jak ciężko było udawać nieustającą radość? – Zosia i Inni czują emocje, ale tylko te dobre. Więc na początku było to dla mnie trudne, bo musiałam nauczyć się inaczej oddychać, by cały czas mieć rozluźnione ciało. Uśmiech pojawiał się właśnie wtedy, gdy byłam w stanie pełnego zrelaksowania. Na szczęście na planie miałam koordynatora ruchu, z którym pracowałam nad różnymi częściami ciała i mięśni – zdradza.
5.
Pojawiło się wiele pytań o to, co serial tak naprawdę przekazuje pod swoją dziwaczną koncepcją science fiction. Krążyły teorie dotyczące sztucznej inteligencji (którą Gilligan nazywa „maszyną do plagiatu”), podziałów politycznych i religii. Giligan odrzucił te sugestie. – Choć uwielbiam Waltera White’a i jestem dumny z „Breaking Bad” i choć wiem, że to będzie pierwsze zdanie w moim nekrologu, w pewnym momencie pomyślałem: „Boże, byłoby miło znowu napisać o dobrym bohaterze, o kimś, kto stara się postępować właściwie” – Gilligan wyjaśnia „Hollywood Reporter”. – Carol Sturka jest kimś takim. Jest niedoskonała. Potrafi być trochę mięczakiem, zrzędą, czy kimś podobnym, ale trzymamy za nią kciuki. Chce ratować świat. I to jest orzeźwiające.
Dał do zrozumienia, że pragnie, aby widzowie sami wszystko rozwikłali: – Wiem, że to nigdy nie jest najbardziej satysfakcjonująca odpowiedź, ale naprawdę – w tym serialu, bardziej niż w jakimkolwiek innym, nad którym pracowałem – chcę, aby widzowie sami doszli do własnych wniosków.
Reżyser cały pomysł trzymał w ścisłej tajemnicy, nawet przed żoną. Ekipa też nie znała szczegółów: scenariusze dostawali dopiero przed nakręceniem kolejnego odcinka. Kiedy więc Wydra zadawała te same pytania reżyserowi na planie, powiedział, że „wpadł mu do głowy pewien pomysł i po prostu go zrealizował”. – Czy istnieją podobieństwa do AI czy tego, co dzieje się w polityce? Czy chodzi o prawdę czy manipulację? Nawet jeśli intencja nie jest taka, to Vince i tak jest genialny, bo stworzył coś, co porusza mnóstwo kwestii, a wszystkie są zasadne i stanowią interpretację serialu. Dla mnie to kwestia natury ludzkiej. Dlatego kocham science fiction. Rodzi to pytania: „Jak zachowaliby się ludzie, gdyby taki wirus opanował Ziemię i jak wyglądałby świat?”. Nie ma już cierpienia, uprzedzeń ani przestępczości. Jest tylko czyste dobro. Niesamowite byłoby naprawdę pożyć w takim świecie. Ale ceną za ten raj jest brak indywidualności. Dla mnie moja osobowość jest bardzo ważna. Dlatego nie oddałabym jej bez walki – deklaruje.
Polka jest teraz u szczytu popularności. Choć finał pierwszego sezonu „Jedynej” zostanie wyemitowany 24 grudnia, już teraz wie, że zagra w drugim sezonie. Hollywood naprawdę stanęło przed nią otworem. Zapewnia jednak: – Nie mam marzeń, aby być jakąś hollywoodzką gwiazdą. Chcę mieć satysfakcję z tego, co robię. ﹡
Kopiowanie treści jest zabronione