Już historia powstania „Andzi” jest godna uwagi. Czternaście lat temu Andrzej Mańkowski – badacz losów swojej licznej rodziny – podczas wizyty u krewnego w Rzymie odnalazł w archiwum rękopis dziewięciu wierszowanych, groteskowych historyjek spisanych ręcznie kaligraficznym pismem. Wiersze okazały się pastiszem XIX-wiecznych nieznośnych moralizatorsko „opowiastek z morałem” poety Stanisława Jachowicza.
Rozpoznał w rękopisie wersy i frazy, które przetrwały w przekazie rodzinnym i bywały cytowane przez dziadków i pradziadków Mańkowskich. Jak się okazało, miał w rękach zaginiony, kompletny tekst rymowanej groteski napisanej przez członka klanu, Piotra Mańkowskiego.
Autor to biskup kamieniecki (urodził się w 1866 roku), który był obdarzony wielkim poczuciem humoru i lekkim piórem. Do dziś zachowały się jego pamiętniki, prace teologiczne oraz „Andzia”, czyli zbiór wierszowanych przygód nieco niesfornej i lekkomyślnej dziewczynki.
Każdy wiersz zaczyna się przestrogą zlekceważoną przez Andzię: „Nie chodź Andziu wąską kładką, bo upadniesz…”, „Nie głaszcz, Andziu, tego kotka…”, „Kotek drapnął ją pazurkiem / Krew się z szyi leje ciurkiem” czy „Nie leź, Andziu, na szczyt Etny…”. A potem fabuła rozwija się w mrożącą krew w żyłach historię, niekiedy z absurdalnie dotkliwą karą (włącznie ze ścięciem przez kata), bo dziewczynka nie słucha dorosłych.
To surrealistyczny, fantastyczny świat, w którym czarny humor romansuje z makabreską. A bohaterka przenosi się w różnorodne krainy, styka się z niewiarygodnymi wręcz postaciami i przeżywa często niebezpieczne przygody.
Według rodzinnej legendy zestaw rymowanek powstał dla bratanków i siostrzeńców biskupa, a datuje się je – bardzo hipotetycznie – na okres pierwszej wojny światowej lub nawet lata 30. XX wieku. Przez niemal wiek rękopis leżał zapomniany w rodzinnym archiwum. Aż pewnego dnia roku 2007 Przemysław „Trust” Truściński dostał maila od Andrzeja Emeryka Mańkowskiego. Wówczas marketingowca, a obecnie konsula RP w Vancouver, o którym nigdy wcześniej nie słyszał.
– Czysty surrealizm. No, dostajecie Państwo maila, który jest mniej więcej taki, że ktoś z naszej rodziny, kilkadziesiąt lat temu jeszcze przed wojną, napisał wiersze i czy Pan by zechciał je zilustrować? Oczywiście pierwszy odruch jaki miałem, że nie. No, po prostu wiersz wujka jakiegoś ilustrować… No nie, nie, nie mam na to czasu – wspominał jeden z najwybitniejszych współczesnych twórców polskiego komiksu w „Audycji Kulturalnej”. To on projektował postać Wiedźmina do pierwszego „Witchera”, to według jego projektów wykonano m.in. murale w Muzeum Powstania Warszawskiego i na zaporze zalewu w Solinie obok zamku w Niedzicy.
Andrzej Mańkowski był jednak bardzo uparty, bo wiedział, że warto o te wiersze powalczyć. Nalegał, żeby się spotkali.
„Trust” na to spotkanie wreszcie tekst przeczytał. – Już w taksówce miałem burzę myśli o tym projekcie, że już robimy, rysujemy. Jak? Co? Gdzie? Ta Andzia… Jak ten świat Andzi ma wyglądać? – opowiadał. – Jak przeczytałem te wiersze, wydały mi się na pierwszy rzut dosyć okrutne, mocne, ale przede wszystkim wielopoziomowe. Te obcięte paluszki, tu leży płuco, tu oko łypie, a tutaj serce jeszcze pika… Opisy tego rozpadu odbywają się w sposób niesłychanie słodki, ciepły, bo biskup nie przekraczał języka związanego z poezją dla dzieci i z drugiej strony też widać, że ją obdarzał miłym przyjacielskim uczuciem – dodał ilustrator.
Stworzył rysunki, w których czuć ducha współczesności, mimo, że interpretują one słowa napisane oldschoolowym językiem. Stworzył coś, co jest pomostem światów, które dzieli sto lat. Świetnie się jako artyści biskup i komiksiarz wyczuli.
– Mam nadzieję, że narysowałem historię Andzi tak, że biskup by powiedział: „Stary… ale żeś to wyrysował, ekstra! Nawet powiem ci, że jak pisałem te wiersze, to nawet nie myślałem, że można aż takie czaderskie rzeczy wyrysować” – śmiał się Truściński, który nieponaglany przez wydawcę nad ilustracjami do „Andzi” pracował 10 lat, rysując to między tysiącami innych projektów. I odważnie poszerzał czarny humor wizji biskupa Mańkowskiego.
Miał wolną rękę i dzięki temu z całym szacunkiem dla niego, zaczął tworzyć zupełnie nowe ramy. Miał dziewięć wierszy, dziewięć światów, a więc dziewięć projektów i każdy wiersz starał się też ciutkę inaczej rysować. – One są wszystkie z jednego świata graficznego, ale w tych niuansach mogłem włożyć więcej życia wyrywającego się z tego tylko i wyłącznie graficznego świata. Dzięki temu, dzięki Andzi nauczyłem się też być lepszym ilustratorem – wyjaśniał w „Audycji Kulturalnej”.
Truściński stworzył blisko 100 wspaniałych ilustracji i kolaży świetnie zsynchronizowanych z charakterem tekstu, które zapraszają do surrealistycznego świata, pełnego grozy i groteski, w którym odnajdą się również dorośli czytelnicy. A w Andzi – zdaniem 51-letniego ilustratora – współczesnej buntowniczce, dziewczynce ciekawej świata, mającej swoje zdanie, odważnej, będącej sobą, a nie taką, jaką chcą ją widzieć dorośli, fani „Trusta” odnajdą nie tylko jego rysy, ale także jego córki Leny (dziś 9-latki), która z tymi ilustracjami się stykała od lat i wraz z dorastaniem stawała się dla taty coraz większą inspiracją.
Efekt jest zachwycający, arcypiękny i niezwykle inteligentny artystycznie. Wbrew pozorom, światy kreowane przez obu twórców, których różni tak wiele, znakomicie się dogadują. „Andzia” to 152 strony, które są niezwykle dopracowanym kolekcjonerskim skarbem. – Te wiersze są okraszane grozą i śmieszną mrocznością. To są przeurocze rymowanki, ten biskup napisał niesamowite wiersze – najpierw chwali autora słów, a potem siebie.
– To projekt, z którego jestem tak dumny, do tego stopnia, że jestem mało skromny o nim opowiadając – uśmiecha się. – Uważam, że to najlepsze co stworzyłem, poza Wiedźminem.
Teraz doceniła go Polska Sekcja IBBY/Polish Section of IBBY, Międzynarodowej Izby ds. Książek dla Młodych, z siedzibą w Szwajcarii, która od ponad trzydziestu lat promuje wartościowe literacko i artystycznie książki dla dzieci. „Andzia” (wydawca Timof Comics) została książką roku w kategorii „książka obrazkowa”.
„Dziękuję! Ależ jest miło czytać, ze »Andzia« się podoba – makabryczna to jest przyjemność!!!” – napisał autor ilustracji. ﹡
Kopiowanie treści jest zabronione