W ciągu ostatnich pięciu lat ponad 7 milionów zwiedzających muzea ustawiło się w kolejce, aby choć na krótko przyjrzeć się twórczości Yayoi Kusamy. Artystka miała duże wystawy indywidualne m.in. w Szanghaju, Meksyku, Rio de Janeiro, Seulu, na Tajwanie i w Chile, a także duże wystawy objazdowe w Stanach Zjednoczonych i Europie.
W Londynie było tak duże zainteresowanie, że galerię Victoria Miro otwarto całodobowo, a jej wystawa w Australii w 2024 roku była najpopularniejszą w historii kraju. Muzeum Broad w Los Angeles w jedno popołudnie sprzedało 90 tys. biletów na ekspozycję Kusamy. A jej własna pięciopiętrowa galeria w Tokio nieprzerwanie wita morze tłumów. Obecnie w Niemczech trwa jej rotrespektywa, a kolejna 11 września zostanie otwarta w Amsterdamie.
Wraz ze wzrostem liczby odwiedzających, czas, jaki każdy może spędzić w instalacjach Kusamy – jej wciągających „lustrach nieskończoności” z kolorowymi światłami, pomalowanymi dyniami i kropkami odbijającymi światło w nieskończoność – znacznie się skrócił. Nowojorska galeria Davida Zwirnera ograniczyła czas oczekiwania na każdego widza do 45 sekund, kilka lat później kolejka do Hirshhorn Museum w Waszyngtonie trwała ponad dwie godziny, a obecność w środku skróciła się do zaledwie pół minuty.
Jak to się stało, że artystka, która pół wieku dobrowolnie przebywała w szpitalu psychiatrycznym, stała się najpopularniejszą postacią sztuki współczesnej i ikoną popkultury?
Zdjęcie: Yusuke Miyazaki
Zdjęcia: Yayoi Kusama Studio, Inc
SELFIE
Najbardziej oczywistą odpowiedzią są Instagram i TikTok. Ludzie – setki tysięcy – fotografują się w wyjątkowych, kosmicznych krainach Kusamy i dzielą się efektami. Wiele galerii sztuki współczesnej zgłębia więc ideę wystawy jako „doświadczenia” w mediach społecznościowych, które można powielać. Kusama zdominowała rynek. I po latach zapomnienia to kultura selfie ponownie wyniosła ją na szczyty.
Nie bez ironii wystawa jej prac w Waszyngtonie w 2017 roku została tymczasowo zamknięta po tym, jak ktoś uszkodził jedno z dzieł, próbując zrobić sobie selfie.
– Większość ludzi widziała jej prace na Instagramie, ale kiedy słyszą, przez co musiała przejść, by osiągnąć sukces, którego tak długo jej brakowało, naprawdę się z nią utożsamiają – mówi „Guardianowi” reżyserka Heather Lenz, autorka filmu dokumentalnego „Kusama – nieskończoność” z 2018 roku. – Fakt, iż dzieła Kusamy są przyjazne dla smartfonów, jest niewątpliwie jedną z jej najważniejszych zalet.
Jej samej nigdy to nie przeszkadzało. Chętnie łączyła sztukę z komercją. W 2012 roku artystka po raz pierwszy stworzyła duet modowy z luksusową marką Louis Vuitton, przesuwając granice tego, jak daleko może zajść współpraca w zakresie mody i sztuki. Trzy lata temu wróciła z nową kolekcją akcesoriów, ubrań i perfum. Ale to coś więcej niż moda: to globalna instalacja, w ramach której w największych miastach świata pojawiły się m.in. filmy VR, roboty o aparycji Kusamy, a nawet aplikacja do gier. Wydarzenie w kilka dni stało się fenomenem popkultury. Media społecznościowe były zalane wszystkim, co wiązało się z tą współpracą.
– Dzięki temu jej sztuka jest dostępna dla tych, którzy niekoniecznie pójdą do muzeum – oceniła Delphine Arnault, wiceprezes Louis Vuitton.
Kusama była zachwycona, bo zawsze wierzyła, że to nie artystyczny establishment zdecyduje o jej miejscu w historii. – Nie siedzę i nie wyobrażam sobie, jak zostanę sklasyfikowana przez branżę po śmierci – powiedziała kiedyś. – Dobrze jest być outsiderem.
HALUCYNACJE
Życie Kusamy od zawsze wpływało na jej sztukę. Pierwszy sygnał był już w dzieciństwie.
Zdjęcie: Yayoi Kusama Studio, Inc
Zdjęcie: Yayoi Kusama Studio, Inc
Zdjęcie: Yayoi Kusama Studio, Inc
Urodziła się w zamożnej rodzinie na prowincji w Japonii, w górzystej części wsi Matsumoto, gdzie rodzice prowadzili szkółki roślin, w których uprawiali odmiany fiołków, piwonii i cyni i sprzedawali je w całym kraju. Od najmłodszych lat Yayoi nosiła szkicownik na pola zbiorów i siadała wśród kwiatów, aż pewnego dnia, „zobaczyła, że kwiaty tłoczą się wokół niej i do niej mówią”. „Myślałam, że tylko ludzie potrafią mówić, więc byłam zaskoczona, że fiołki używają słów. Byłam tak przerażona, że moje nogi zaczęły się trząść” – wspominała w autobiografii wydanej w 2002 roku. To była pierwsza z serii niepokojących halucynacji (nazywała je depersonalizacjami), które prześladowały ją w pierwszych latach życia.
Epizody te wydają się być związane z problemami w jej życiu rodzinnym. Dorastała w głęboko nieszczęśliwej rodzinie. Ojciec był kobieciarzem, a matka wysyłała córkę, by szpiegowała go na randkach z kochankami. Kiedy wracała, jak czytamy w autobiografii, „matka wyładowywała na niej całą złość”.
Próbowała też powstrzymać córkę przed malowaniem – wyrywając jej płótno z rąk i niszcząc je – nalegając, by opanowała raczej zasady etykiety, aby dobrze zaaranżować małżeństwo. Yayoi rysowała dalej. To był jej sposób na nadanie sensu halucynacjom: kwiaty z obrusu, które ją otaczały i goniły po schodach; nagłe rozbłyski blasku na niebie. – Zawsze, gdy zdarzały się takie rzeczy, spieszyłam do domu i rysowałam w szkicowniku to, co widziałam… zapisywanie ich pomagało złagodzić szok i strach – wspominała.
Wiele motywów, które stały się jej znakiem rozpoznawczym, najwyraźniej wywodzi się z tej praktyki. Pierwszą dynię zobaczyła u swojego dziadka, a kiedy poszła ją zerwać, ta zaczęła do niej mówić. Była wielkości męskiej głowy. Namalowała dynię i zdobyła za nią nagrodę – swoją pierwszą – w wieku 11 lat. Osiemdziesiąt lat później jej największe srebrne rzeźby w kształcie tego warzywa sprzedają się za pół miliona dolarów.
Zdjęcia: David Zwirner
Zdjęcie: Yayoi Kusama Studio, Inc
Zdjęcie: Yayoi Kusama Studio, Inc
UCIECZKA
Po ataku na Pearl Harbor, gdy miała 13 lat, została zmobilizowana do pracy w fabryce produkującej tkaniny na spadochrony. Za to wieczorami bez końca malowała kwiaty. Lokalna gazeta, w ogłoszeniu o jej pierwszej wystawie, donosiła, że malowała 70 akwarel dziennie.
Zdjęcia z jej wczesnego życia w dokumencie Lenz, gdy siedzi wśród kwiatów, to ostry kontrast z nagraniami artystki, gdy jako dorosła kobieta tworzy w pracowni. Te same lekko wyłupiaste oczy wyzierają spod czerwonej peruki, gdy łączy kropki markerem, przygryzając wargę jak dziecko. Reżyserka: – Dla mnie trauma z dzieciństwa Kusamy odegrała kluczową rolę w jej twórczości nie tylko ze względu na trudną rodzinę, ale także ze względu na wymogi japońskiego społeczeństwa i koszmar drugiej wojny światowej. Chodzi głównie o oczekiwania tamtych czasów wobec młodej kobiety, aranżacji małżeństw i posiadania dzieci. Ona śmiało podjęła decyzję, że tego nie chce i opuściła Japonię w 1958 roku.
Miała 27 lat, gdy uciekła do Nowego Jorku. Z kilkoma setkami dolarów zaszytymi w podszewce sukienki, 60 jedwabnymi kimonami i kilkoma rysunkami. Jej planem na przetrwanie było sprzedawanie jednego lub drugiego.
Początkowo, jak wspominała w autobiorgrafii, żywiła się resztkami jedzenia, w tym rybimi głowami wygrzebanymi ze śmieci u handlarza ryb, które gotowała na zupę. Nosiła swoje prace po mieście. „Pewnego dnia” – czytamy – „przeniosłam płótno wyższe ode mnie przez 40 przecznic ulicami Manhattanu, żeby zgłosić je do konkursu Whitney Annual. Mój obraz nie został wybrany i musiałam go nieść z powrotem. Tego dnia wiał silny wiatr i nie raz miałam wrażenie, że płótno uniesie się w powietrze, zabierając mnie ze sobą. Kiedy wróciłam do domu, byłam tak wyczerpana, że spałam jak zabita przez dwa dni”.
Pierwsze swoje prace, z serii akwarel zatytułowanej „Ocean Spokojny”, które stworzyła w reakcji na obserwowanie fal na powierzchni morza podczas pierwszego lotu z Tokio, sprzedała w 1962 roku. Kupili je koledzy po fachu, Frank Stella i Donald Judd, za 75 dolarów. W 2014 roku jedno z nich zostało sprzedane za 7,1 miliona dolarów, co stanowiło ówczesny rekord dla żyjącej artystki.
Judd, z którym przez jakiś czas mieszkała w tym samym budynku, po latach wyjawił, że Kusama „pracowała całą noc, a większość obrazów powstawała za jednym zamachem”. Artystyczny świat Nowego Jorku lat 60. ją podziwiał i… kopiował.
„Kusama – nieskończoność” pokazuje, że Andy Warhol i Claes Oldenburg zyskali sławę dzięki jej wczesnym pomysłom. Artystka od zawsze twierdziła, że zawłaszczyli je biali mężczyźni i uznali za własne, a żaden kurator i inny ważniak z dyplomem sztuki nie wstawił się za nią, bo była kobietą i do tego Azjatką. W efekcie została wykreślona z historii pop-artu. Pozostała outsiderką, której międzynarodowy świat sztuki nigdy w pełni nie zaakceptował.
Zdjęcia: Yayoi Kusama Studio, Inc
Zdjęcie: Yayoi Kusama Studio, Inc
Wsparła ją inna kobieta. Georgia O’Keeffe, której prace po raz pierwszy zobaczyła w księgarni w Japonii. Znalazła adres O’Keeffe i napisała do niej na rączo w Nowym Meksyku z prośbą o radę, jak zaistnieć w nowojorskim świecie sztuki. Ta odpowiedziała wprost: „W tym kraju artystka ma trudności z zarobieniem na życie. Musisz po prostu znaleźć swoją drogę najlepiej, jak potrafisz”.
PENISY
Tymczasem w ojczyźnie uchodziła za symbol narodowej hańby i najczęściej pisano o niej „rozwiązła królowa hipisów”, a nie „najwybitniejsza japońska artystka w historii”. Trwało to przez długie lata. Dała ku temu powody. Zasłynęła organizacją orgii, otaczała się barwnym gronem homoseksualistów, które nazywała Trupą Taneczną Kusamy. Na tzw. festiwalach ciał w Europie i USA namawiała setki ludzi do zrzucania ciuchów, żeby mogła malować kropki na ich nagich ciałach, a w butiku sprzedawała projekty ubrań swojej marki odzieżowej w groszki, z dziurami odsłaniającymi piersi, pośladki czy genitalia. Jako kapłanka własnego Kościoła udzielała pierwszych ślubów gejowskim parom, wydawała bulwarówkę „Orgia Kusamy”, a filmy kręcone w jej studiu były klasyfikowane jako soft porno.
Zaczęła też tworzyć obiekty w kształcie penisa, aby – jak wyjaśniała – leczyć swój wstręt do seksu. „Nauczono mnie, że seks jest brudny, wstydliwy, że trzeba go ukrywać. Sytuację komplikowały jeszcze bardziej te wszystkie opowieści o »dobrych rodzinach« i »aranżowanych małżeństwach« oraz absolutna sprzeczność z miłością romantyczną… Poza tym, będąc dzieckiem, byłam świadkiem aktu seksualnego i strach, który wdarł się do mojego wnętrza przez oczy, rozrósł się” – tłumaczyła w swojej książce.
Nawet jedyny znany związek romantyczny artystki to ten bez seksu. Swój ideał mężczyzny znalazła w Josephie Cornellu, nowojorskim pionierze asamblażu i twórcy filmów awangardowych. Był wówczas po pięćdziesiątce i mieszkał z matką, której nigdy już nie opuścił. Cornell obsesyjnie zakochał się w Kusamie, wysyłając jej kilkanaście wierszy dziennie i nigdy nie odkładając słuchawki telefonu, by być przy niej. „On nie lubił seksu, ja też, więc go nie uprawialiśmy” – skwitowała.
SEKS
W latach 70. była antywojenną aktywistką. Organizowała marsze i performatywne protesty, a prezydentowi Nixonowi zaproponowała seks w zamian za wycofanie wojska z Wietnamu. „Zapomnijmy o sobie, najdroższy Richardzie” – napisała do głowy państwa – „i stańmy się jednością z Absolutem, wszyscy razem w tym wszystkim”. Wygląda na to, że Nixon nie skorzystał z tej oferty (wojna zakończyła się dopiero w 1975 roku, wraz z upadkiem Sajgonu).
Kusama walczyła też z rasizmem i seksizmem w zdominowanym przez mężczyzn świecie sztuki, w którym jako kobieta i Azjatka uznawana była za kuriozum.
Zainteresowanie mediów jej twórczością przesunęło się z poważnej krytyki na artykuły w tabloidach, gdzie jej nazwisko stało się synonimem malowania skóry i orgii. Popularność wśród mas (miała warholowską manię sławy) potrafiła jednak przekuć w zysk. Podczas Biennale w Wenecji w 1966 roku „Narcissus Garden” – jezioro 1500 lustrzanych kul, w którym twarz widza była nieskończenie mnożona – to był dobry początek. „Twój narcyzm na sprzedaż”, głosiło ogłoszenie. Artystka każdą z kul sprzedawała po 2 dolary. Władze Biennale wstrzymały wydarzenie, sprzeciwiając się „sprzedawaniu sztuki tak, jak sprzedaje się hot-dogi czy lody”.
Z biegiem lat, pod wpływem zmian społecznych, stała się w Nowym Jorku wyrzutkiem. Głęboko poruszyła ją też śmierć Cornella w 1972 roku. W filmie o sobie wspomina, że była tak przygnębiona, że wyskoczyła przez okno. Tego samego roku wróciła do ojczyzny.
PSYCHIATRYK
Wynajęła mieszkanie na 10. piętrze wieżowca w Tokio i zaczęła tworzyć surrealistyczne kolaże na cześć zmarłego ukochanego. Gdy halucynacje i ataki paniki z okresu dojrzewania powróciły ze zdwojoną siłą, kilkukrotnie trafiła do szpitala. Ostatecznie w 1977 roku dobrowolnie zgłosiła się do psychiatryka i została tam do swojej śmierci.
– Jeśli się nad tym zastanowić, znalazła miejsce, gdzie się nią opiekowano, gdzie była prowadzona terapia poprzez sztukę i które znajdowało się blisko jej pracowni. Chciała spędzać czas, tworząc, a tam nie musiała się martwić o pranie pościeli, sprzątanie łazienki czy gotowanie. To całkiem niezły układ. Jeśli spojrzeć na historię sztuki, wielu mężczyzn sukcesu miało żony lub służące, które robiły to za nich – ocenia reżyserka filmu „Kusama – nieskończoność”.
Zdjęcie: Masahiro Tsuchido
Jak wyglądał jej osobliwy sposób leczenia? Spała w szpitalu każdej nocy, całe dnie do wieczora spędzała w swojej pracowni po drugiej stronie ulicy sześć dni w tygodniu. Kiedy rano przychodziła do pracowni, zakładała ubranie robocze i od razu zaczynała malować. Pracowała aż do kolacji. Ponieważ cierpiała na bezsenność często w środku nocy, gdy przychodził jej do głowy pomysł, rysowała w szkicowniku.
Jadła sushi z lokalnego supermarketu. Sama szyła sobie ubrania. Najwyraźniej nie interesowało jej bogactwo, które zdobyła pod koniec życia. W swoim studio miała niewielki zespół asystentów i galerzystów, którzy dbają o jej interesy w Nowym Jorku, Tokio i Londynie.
Zamknięcie się w szpitalu psychiatrycznym dla niektórych artystów mogło być końcem, ale dla Kusamy oznaczało nowy początek. Znalazła sposób na opanowanie swojej manii i skierowanie jej ku własnej twórczości. – Traumę zamieniłam w sztukę. Dzięki szpitalowi codziennie mogę tworzyć. Gdyby nie to, dawno bym się zabiła – oświadczyła kilka lat temu w jednym z nielicznych wywiadów.
REKORDY
Co jej pomogło wyjść z zapomnienia? Internet. Dzięki powielanemu wizerunkowi sama stała się dziełem sztuki: w czerwonej peruce i ubraniach w kolorowe kropki stworzyła najbardziej charakterystyczny wizerunek na świecie.
Zdjęcie: Yayoi Kusama Studio, Inc
Zdjęcie: Tadasu Yamamoto
Pod koniec życia poruszała się na wózku inwalidzkim (choć mogła chodzić, ale była zbyt krucha), niewiele mówiła, plotki ze świata sztuki i jej własna w nim pozycja niewiele ją interesowały. Wiedziała, że osiągnęła rzadkie połączenie poważnego zainteresowania krytyków i ogromnej popularności kultury masowej. Kiedyś przyznała swojemu agentowi, który odwiedzał ją w Tokio trzy razy w roku, że zawsze chciała, żeby „Kusama była wszędzie”.
Mimo to sukces jej nie zmienił. Agent Glenn Scott Wright wyjaśnia, że może dlatego, iż uznanie przyszło dopiero stosunkowo późno w jej karierze. – Na pierwszy pokaz „Infinity Mirror Room” w 1998 roku praktycznie nikt nie przyszedł. Na ostatnim mieliśmy ponad 100 tysięcy widzów. Natura jej prac polega na tym, że zawsze miały one potencjał uniwersalnego odbioru. Ludzie w każdym wieku otwierają się na nie z prawdziwym zachwytem – wyjaśnił „Guardianowi”.
Jej kolorowe, olbrzymie instalacje tworzą marzycielską utopię. Uszczęśliwiają. Kropki, dynie, „pokoje nieskończoności”, nadmuchiwane lalki i fallusy zadomowiły się na dobre w popkulturze. Wartość jej dzieł gwałtownie wzrosła wraz z jej nową sławą. W 2022 roku wczesny obraz „Untitled (Nets)” sprzedał się za 10,5 miliona dolarów, ustanawiając kolejny rekord aukcyjny dla jej prac. Niezmiennie plasowała się w czołówce najlepiej sprzedających się artystek na świecie – w samym tylko 2023 roku jej dzieła osiągnęły łączną cenę 190,5 miliona dolarów na aukcjach od Hongkongu po Nowy Jork.
ŚMIERĆ
Kusama być może wyprzedziła swoją epokę, ale świat w końcu ją dogonił.
Jej śmierć odnotowały wszystkie media świata, a także niemal każde konto mediów społecznościowych. Byłaby szczęśliwa z tego powodu. W rozmowie z Tate Modern w 2021 roku wyznała: – Z ambicją poszukiwałam prawdy o sztuce i walczyłam jak szalona przez całe życie, by wykreować świat Kusamy, którego nikt nigdy nie stworzył i do którego nikt nie wkroczył. Chcę, żeby młodzi ludzie, a właściwie wszyscy, mówili o moim entuzjazmie sięgającym kosmosu, a także o mojej sztuce jako symbolu mojego życia. Nawet po mojej śmierci. ﹡